Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Zacznij z kopa, czyli Kickstarter i crowdfunding

Zbliża się koniec roku i postanowiłem opisać temat, który jeszcze nie tak dawno uważny czytelnik portalu dobre programy mógł dosyć często spotkać w newsach. Mowa tutaj o Kickstarterze. W pewnym okresie było to średnio jedno wystąpienie na około dwa tygodnie.

Portal ten powstał w 2009 roku z inicjatywy trzech osób: Perryego Chena, Yanceya Stricklera i Charlesa Adlera. Jest on jednym z reprezentantów stron zajmujących się crowdfundingiem, jednak ja postaram się udowodnić w tym artykule, że pomału Kickstarter i crowdfunding stają się synonimami, tak jak dawniej na łamach dobrych programów pojawił się artykuł, który stawiał pytanie, czy synonimem tabletu jest iPad, czy na przykład jak synonimem wyszukiwarki jest Google.

Słowniczek

Zanim jednak zacznę standardowo opisywać historię, najpierw wyjaśnię jak działa Kickstarter i co to jest crowdfunding.

r   e   k   l   a   m   a

Jak działa Kickstarter?

Zasada działania Kickstartera jest bardzo prosta. Osoba z pomysłem zakłada projekt na stronie. Ustala minimalny budżet jaki jest potrzebny do ruszenia produkcji i ustala nagrody za wsparcie projektu odpowiednią kwotą. Następnie, osoba której projekt się spodoba zgłasza chęć jego wsparcia podając dane swojej karty płatniczej (PayPal nie jest obsługiwany). Całą obsługa płatności zajmuje się Amazon Payments. Czemu napisałem zgłasza, a nie wspiera? Ponieważ podając dane karty i wybierając nagrodę środki nie są ściągane z naszego konta, a tylko blokowane. Oznacza to nie mniej nie więcej, że jeśli projekt nie osiągnie zakładanego minimum środki zostaną nam zwrócone. Możemy też w każdej chwili nasze finansowanie edytować. Kickstarter za wszystko pobiera drobną prowizję. Oczywiście, jeśli projekt zakończy się sukcesem. Jest tylko jedna niezbyt fajna rzecz w tym wszystkim...

Projekty można zgłaszać tylko ze Stanów Zjednoczonych, oraz Wielkiej Brytani. Początkowo były to tylko Stany Zjednoczone. Wielka Brytania pojawiła się dosyć niedawno (stąd w niektórych projektach pojawiły się funty). Jednak osoba wspierająca może być już z każdego miejsca na świecie. Tłumaczeniem takiego obrotu spraw było początkowo korzystanie właśnie z Amazon Payments, jednak teraz jak dodano Wielką Brytanie można mieć nadzieję, że coś się zmienia. Standardowo jednak, do Polski, jeśli w ogóle, to dojdzie zapewne dopiero za kilka lat.

Crowdfunding

Definicja crowdfunding z wikipedii jest nastepująca:

Crowdfunding – forma finansowania różnego rodzaju projektów przez społeczności, które są wokół tych projektów zorganizowane. Przedsięwzięcie jest w takim przypadku finansowane poprzez dużą liczbę drobnych, jednorazowych wpłat dokonywanych przez osoby zainteresowane projektem.

Osobiście jak najbardziej się z nią zgadzam, bo na tym właśnie crowdfunding polega. Nie na bogatych inwestorach z wieloma milionami do wydania, a na społeczności zwykłych „szaraczków”, gdzie każdy coś dołoży i tym sposobem projekt jest w stanie uzbierać setki tysięcy, czy nawet miliony na swój rozwój.

Prawie milion za projekt

Jak powiedziałem oficjalny start portalu miał miejsce w 2009 roku. Wtedy jednak, przynajmniej u nas, była o nim cisza. Ba, nikt nie wiedział o czymś takim jak crowdfunding. Zgodnie z wyszukanymi informacjami do 2012 roku nie było nawet projektu, który uzbierał by na Kickstarterze milion dolarów. Były oczywiście wyjątki, którym mało brakowało. Mam na myśli tutaj w szczególności Scotta Wisona i jego projekt: TikTok+LunaTik Multi-Touch Watch Kits.


Uzbierał on w 2010 roku 942,578 dolarów, a sam projekt został pokazany na konferencji Apple.

Po tym sukcesie przez długi, długi czas było o stronie i o jej projektach cicho. Co ciekawe, nie było też mowy o innych tego typu portalach. Aż nastał rok 2012 i spektakularny sukces projektu Double Fine Adventure.

Złoty okres Kickstartera

Zebrał on prawie 3 i pół miliona dolarów wielokrotnie przewyższając planowany cel 400 000 dolarów. Według mnie wtedy właśnie nastał szal na crowdfunding. Nagle mnóstwo twórców gier wyciągnęło swoje stare zapiski, stare tytuły i ruszyło po pieniądze. Gry, które swoje wydania miały w latach 80-tych nagle wróciły do łask. Przez powstały szum medialny nagle ruszyła też ludzka kreatywność na różne ciekawe rozwiązania. Ja lubię ten okres nazywać złotym okresem Kickstartera.

Szum medialny

O projektach, nie tylko związanych z grami, pisali wszyscy – Forbes, New York Times, Engadet itp. Coraz więcej projektów się pojawiało i coraz więcej było fundowanych w 100 a nawet więcej procentach. Niezwykle rozwinęły się trzy kategorie – design, technologia i już wspomniane gry. Ja osobiście odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że każdy Amerykanin, który coś kiedyś wymyślił, lub chciał zaistnieć jako wielki twórca, umieścił projekt na Kickstarterze. Bo pośród takich perełek jak Pebble


Ouya

Sushiquik

czy LIFX

pojawiały się zupełne głupoty jak urządzenie do wymiany rzeczy, czy różnego rodzaju wiersze i opowiadania. Jednak tak musi być zawsze. Co więcej, pokazuje to to o czym wspominałem przed chwilą – wszyscy zechcieli coś tworzyć.

Milion to za mało

Największe sukcesy we wspomnianych kategoriach to kwoty idące w miliony dolarów i są to projekty tylko i wyłącznie z tego roku. Zgodnie z informacjami, które udało mi się znaleźć, w tym roku na projekty które zebrały ponad milion dolarów internauci wydali ponad 48 milionów dolarów. Takie pieniądze na pewno kuszą, jednak zgodnie z niektórymi statystykami nieco ponad 40% projektów osiąga minimum finansowania.

Na bazie niektórych projektów, które odniosły spektakularne sukcesy jak Pebble, czy LIFIX powstaje dużo do nich podobnych, gdzie twórcy liczą na podobną wygraną, jednak wiele z nich nie jest zupełnie finansowana, lub finansowanie ledwo co przekracza 100%. Jak widać, panuje tutaj wyścig – kto pierwszy, ten lepszy.

Istnieje pewne polskie powiedzenie, że gdzieś można kupić mydło i powidło. Na Kickstarterze, ma ono znaczenie zarówno metaforyczne jak i rzeczywiste. Bo można tam kupić zarówno mydło, powidło, a także wiele innych ciekawych i zaskakujących w swojej prostocie rzeczy jak JoeyBra. Widać więc, że inne kategorie (których jest w sumie 13), też mają się dobrze, jednak nie tak spektakularnie jak trzy o których wspominam powyżej.

Kickstarter synonimem crowdfundingu?

To tyle jeśli chodzi o przedstawienie samego portalu. Nie udowodniłem jednka jeszcze swojej teorii na temat tego, że określenie crowdfunding pomału zaczyna równać się Kickstarter.

Po pierwsze, jak już wspomniałem – od wielkich wygranych zaczął się szum medialny wokół samego Kickstartera, a media opowiadając o nim poprawnie określały go portalem do crowdfundingu. Jednak po takiej informacji Kowalski raczej zapamięta nazwę Kickstarter, a nie crowdfunding i na tę strone wejdzie, a nie zacznie szukać portali z crowdfundingiem.

Po drugie, wokół Kickstartera i jego projektów powstało sporo stron, gdzie mi osobiście najbardziej podoba się outgrow.me. Niby jest napisane, że projekty nie pochodzą tylko z Kickstartera, ale większość z nich jednak ma w nim swoje. Jest to bardzo fajna stronka, która ma w swojej bazie mnóstwo projektów, które pozytywnie zakończyły swoją akcję na Kickstarterze i jeśli taka możliwość istnieje zakupić je, jeśli nie miało się okazji go dofinansować na starcie.

Po trzecie, co się trochę odnosi do punktu drugiego, na fali sukcesu Kickstartera powstało wiele podobnych jemu stron z tym samym mechanizmem zarabiania. Na naszym podwórku ja osobiście znam dwa (polakpotrafi i beesfund ), chociaż znalazłem informacje o 5-ciu takich portalach. Jednak nie odnoszą one już tak spektakularnych sukcesów. Jest to wina stron, marketingu, czy może braku kreatywności, lub chęci pokazania się rodzimych twórców? Nie wiem. To nie są jeszcze na pewno portale na miarę naszej klasy, czy Allegro.

Jak mam nadzieję pokazałem, wszystko to odnosi się do crowdfunding, jednak słowa crowdfunding prawie w ogóle nie użyłem. Pokazałem jednak, że wszystko toczy się wokół Kickstartera. Tak więc sami sobie odpowiedzcie, czy pomału Kickstarter nie zaczyna się stawać synonimem crowdfundingu, tak jak synonimem aukcji jest Allegro, czy portali społecznościowych Facebooka?

Ile czasu jeszcze złoty okres Kickstartera będzie trwać, czy portal ten dojdzie do Polski, a może stworzymy własny odpowiednik, który jak Allegro oprze się pierwowzorowi. Są to pytania bez odpowiedzi, jednak może wkrótce dostaniemy jakieś wskazówki na nie, lub też same rozwiązania. 

internet hobby inne

Komentarze