Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Kablami rzeczywistości

Początki bywają różne. Cóż można o nich rzec. Oplatają całe ciało, mózg, wsie i miasta, niczym trasy komunikacyjne. Dzięki nim możliwe jest przesyłanie i odbiór wielu informacji, które później docierają do różnych ważnych centrów bazodanowych. Na co dzień zapominane, spychane w kąt. Zauważane dopiero wówczas, kiedy ściągają na siebie uwagę z powodu jakiegoś niedoboru albo awarii. Kable.

- Wsiadłem do autobusu numer 15. Jadę naprawiać świat. – zaczął B., kiedy zajął swoje miejsce w pojeździe, jeszcze prędko się upewniając, czy to właściwy numer. – Ta trasa bywa zazwyczaj zakorkowana w porze popołudniowej, natomiast rano jest całkiem sympatycznie – zauważył.

Jednak tak to czasami bywa, że na drodze pojawiają się różne elementy przeszkadzające w ruchu. Niekiedy cholesterol zawęża drogę i samochody muszą tułać się w korku. Czasami nawet któryś z uczestników ruchu wpadnie w złogi tłuszczu i odrywając je poleci prosto w innych. Wówczas bywa niebezpiecznie. Ale nie dziś. Nie teraz. Co do samych kabli, to nie było widać początku i końca, chociaż ludzie i krwinki przedzierali się każdego dnia z jednych krańców na drugie.

Gałąź w rzece

B. spacerował brzegiem rzeki. Chociaż było to centrum miasta, to jednak między mostami było trochę dystansu, a brzeg stanowiły wysokie wały pokryte trawą, którą z resztą ktoś niedawno skosił. Była już noc, jednak światło lamp ulicznych z jednej oraz niebieska poświata neonów z drugiej żelbetowej przeprawy zgrabnie odbijały się od tafli wody. Nie było więc całkiem ciemno. Od dłuższego czasu po powierzchni wody przemieszczała się gałąź. Nie była to jakaś ciężka i toporna kłoda. Raczej coś gabarytów rury od odkurzacza, tylko drewniane. Chwilę trwała piesza wędrówka B. wzdłuż rzeki, a gałąź spokojnie dryfowała z prądem. Do czasu…

- Zaklinowała się… - powiedział sam do siebie w głowie B. Faktycznie, na drodze beztroskiej wędrówki gałęzi stanęła… smukła roślinka. Z jednej strony giętka i lekka, z drugiej jednak na tyle stabilnie utwierdzona w podłożu, że bez problemu zatrzymała blisko dwumetrowego uciekiniera drzewnego.

- To tak błaha zapora dla mnie. Stoję na brzegu i aż mnie to razi w oczy. Mógłbym po prostu wziąć jakiegoś kija albo spróbować sięgnąć ręką i delikatnie pchnąć tę gałąź… - pomyślał B. Tak błaha dla niego, a jednocześnie tak nieusuwalna dla samej gałęzi.

O strachu przed ludźmi

Siedział z połamanym duchem na połamanej ławce połamanej stacji podziemnego metra. Nad głową dyndała mu stara lampa, z której przez zużyty i roztrzaskany szklany klosz patrzyła na niego leciwa 60W żarówka nieznanej mu, ale z pewnością renomowanej firmy. Piękno tego miejsca podkreślały odlatujące od ściany kafelki, które z hukiem replikowały się w mniejsze formy ceramiczne po zetknięciu z podłogą, robiąc jednocześnie miejsca okazałemu grzybowi. Nieopodal w rogu, niczym nieprzepracowane sprawy w sercu, tkwiło kilka postaci raczących się tanim alkoholem i resztkami chleba, które najprawdopodobniej pozostawili gołębiom czekający na kolej miejską. Zupełnie jak napisali w gazecie kilka dni temu.

Absurda

- Musieli być bardzo zagubieni, skoro czekali na tej stacji na jakiś transport. Przecież tu nawet szyn już nie ma - pomyślał W. - A przynajmniej tak mówili ludzie.

Przydała mu się taka chwila wytchnienia myślowego. Od jakiegoś czasu zmagał się z pewną zagadką, którą nazwał: „Czy to ludzie zwariowali, czy ze mną jest coś nie tak”. Za każdym razem, jak przypomina sobie tytuł owego zadania, jego ciało dziwnie wzdryga się, jakby w odruchu wymiotnym. Dodatkowo miał w pamięci rozmowę sprzed kilku dni, z kimś mu bliskim.

Panda Global Protection 2012 - aktywacja licencji z HotZlotu

Ostatnio potrzebowałem aktywować licencję tego produktu, który otrzymałem na tegorocznym HotZlocie, na drugim komputerze (licencja mówi o trzech stanowiskach). To, czego nie wiedziałem - nie można tego dokonać na jednym adresie mailowym. Jeśli ktoś jeszcze zmagał się z tym problemem, to spieszę donieść, że na każdym stanowisku trzeba aktywować Pandę na innym adresie mailowym. Jak podaje support Pandy, może być to nawet nieistniejący e-mail. Pozdrawiam. 

Przyszedł Bing tłumaczyć na Facebooku

Przeglądając dzisiaj na Facebooku wpisy znajomych na swojej tablicy, natknąłem się na pewną dziwną rzecz. Pod obcojęzycznymi komentarzami, portal proponuje tłumaczenie wyrażenia na język użytkownika. Przyznam, że wiele razy z ciekawości klikałem w opcję zobacz tłumaczenie, kiedy nie znałem jakiegoś słowa albo wyleciało mi ono z głowy. Opcja ta jednak nie działa do końca dobrze, tłumacząc całe zdania w stylu "Kali chcieć eat oraz trochę drink".

Problem?

Przeglądałem tak różne wpisy i moją uwagę przykuła jedna rzecz. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem, że tłumaczenie zostało mi zaproponowane pod komentarzem o treści "hahaha". No bo niby w jaki sposób można przetłumaczyć "hahaha"? Jeszcze bardziej byłem zaskoczony propozycją tego wyrazu w języku polskim...