Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Rage - recenzja

Post apokaliptyczny świat to obok gangsterskiego dramatu moje ulubione motywy. Takie filmy jak The Road, Book of eli, Mad Max, Waterworld, czy serial Jerycho oglądam z wypiekami na twarzy. Nic mnie tak nie kręci, jak ludzie postawieni w obliczu ogromnej katastrofy. Psychika wystawiona na poważną próbę. Pewne granice, których przekroczenie stawia w sytuacjach bez wyjścia. Swoiste zezwierzęcenie oraz instynkt przetrwania. Może brzmi to dziwnie, ale temat jest fascynujący. Swego czasu nawet napisałem o tym pracę na maturę ustną. Kocham również gry traktujące o tej tematyce. STALKER, Metro 2033 (czytałem nawet książki – 2033 daje radę, 2034 to już przejażdżka na marce i popłuczyny), I am alive, Fallout 3 czy wciąż przeze mnie ogrywany New Vegas odcisnęły na mnie brzemię katastrofy. Umiłowanie takiej, a nie innej tematyki zmusza mnie często do zastanowienia się, refleksji nad istotą rzeczy. Bo co by było gdyby…?

W piątek 13 kwietnia 2029 roku planetoida o szacunkowym rozmiarze 270m, o wadze 27 mld kg minie planetę Ziemia w odległości około 38 000 km. Dla porównania Księżyc znajduje się w odległości 384 400 km, natomiast Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) to średnia odległość 336km. Będzie to pierwszy tak duży obiekt w znanej historii, który minie Ziemię w tak małej odległości. Prawdopodobieństwo zderzenia z Ziemią jest oceniane na bliskie zeru (dokładniej: 0,0000043 w dniu 13 kwietnia 2036 r., całkowite w ciągu najbliższych 100 lat: 0,0000074). Uderzenie takiego obiektu wyzwoliłoby energie bagatela 510 megaton trotylu. Dla porównania największa eksplozja wywołana przez człowieka, bomba termojądrowa zwana Car Bombą(projektowana na 150MT), zrzucona próbnie w 1961 roku przez Związek Radziecki na Nową Ziemię, wyzwoliła około 57 megaton. Liczby robią wrażenie.

Naukowcy wyliczają że możliwość kolizji będzie najwyższa w następujących latach: 2036, 2037, 2044, 2046, 2054, 2055, 2056, 2059, 2076. Przenieśmy się zatem w przyszłość. Mamy 23 sierpnia 2037 Apophis 99942 uderza w półkulę wschodnią. Wybuch o sile 2,4 miliona megaton w 26 sekund unicestwia 30% życia na Ziemi. - Chyba czas chwycić łopatę i iść kopać schron, jak w 25 lat mam zdążyć - myślę. W ciągu jednego roku ginie 80% wszystkich żywych istot. Jakby tego było mało, Apophis zawierał duże ilości ciężkich metali. Planetę spowija mrok. Na Ziemi nastaje surowa zima trwająca blisko 50 lat a życie na powierzchni niemal całkowicie zanika. Przed wybuchem z myślą o ratowaniu ludzkiej cywilizacji wybudowano specjalne arki i ukryto je głęboko pod ziemią. To łodzie hibernacyjne, w których spoczywa przyszłość ludzkości – garstka ludzi i narzędzia potrzebne do odbudowy. To ziarno, z którego ma się odrodzić Ziemia. Ale kiedy ocalali zaczynają wychodzić z arek, odkrywają coś nieoczekiwanego. Wielu ludziom, którzy byli w czasie wybuchu na powierzchni, niespodziewanie udało się przeżyć, a po wymarłych miastach grasują przerażające mutanty.

r   e   k   l   a   m   a

Witaj katastrofo!

106 lat po uderzeniu z ziemi wynurza się kolejna Arka. Zahibernowane tam wybitne jednostki mają zająć się inicjowaniem Projektu Eden – czyli odbudową ludzkiej cywilizacji. W rzeczonej arce budzi się również nasz bohater. Szybko przekonuje się, że świat przypomina bardziej regularną strefę wojny, osadzoną w realiach „Mad Maxa", niż rozwiniętą i poukładaną cywilizację. Po dawnych miasta zostały zgliszcza, mieszkańców zastąpiły mutanty. Władzę na pustkowiach przejęły bandy oprychów, a nieliczna, ocalała ludność stworzyła małe enklawy, w których stara się przeżyć następny dzień. Już na początku przydałoby się parę odpowiedzi, co się stało z resztą ludzi w arce, dlaczego ktoś nas poszukuje. Przydałoby się również dowiedzieć jaką role mamy odegrać. Mimo że cała otoczka katastrofy, jak najbardziej dopracowana, to reszta nie trzyma żadnego poziomu. Pierwszą napotkaną przez nas osobą jest dowodzący małej osady ocalonych. Wprowadza nas on w realia, zlecając pierwsze, proste zadania w typie „przynieś, podaj, pozamiataj” - zapoznając nas przy okazji z mieszaną mechaniką. Mieszaną, ale tylko ciut, bowiem RAGE jest w zdecydowanej większości klasycznym FPS-em, a elementy RPG i wyścigowe dodatki mają nam jedynie zamydlić oczy pozornymi ogromnymi możliwościami, nie mającymi większego wpływu na rozgrywkę (i żadnego na historię). Niefortunnie, przez pierwszą połowę gry będziemy jeździć po pustkowiach od osady do osady. Przyjdzie nam wykonywać zadania polegające na tłuczeniu wszystkiego co się rusza, bez nadrzędnego, głębszego celu. A kiedy już ów cel pojawia się w postaci złej organizacji zwanej Władzą (Authority) - bez żadnego zwrotu akcji walczymy z nią aż do jednego z najgorszych, pod względem emocji i efektowności, zakończeń w dziejach.

Czy ktoś widział fabułę?

Mimo wszystko od tych fabularnych popłuczyn gorsze są tylko schematyczne misje. By uznać zadanie za wykonane zazwyczaj musimy wyciąć do korzeni wskazany obszar. Zbieramy łupy oraz poukrywane skarby, ewentualnie wygrywamy wyścig, wracamy do "bazy", kupujemy ulepszenia - i tak do ujrzenia napisów końcowych. Wydaje się więc że największy nacisk położono na walkę. Twórcy oddali w nasze ręce dość pokaźny arsenał, z którym warto bliżej się zapoznać. Oprócz wieżyczek strażniczych, robotów zwiadowców, zdalnie sterowanych samochodzików-bomb, czy tzw. gryzarek pozwalających otwierać niektóre drzwi, mamy też różnego rodzaju shotguny, karabiny, rakietnice czy kusze. Każda broń może zostać ulepszona poprzez zamontowanie dodatkowych części (dostępnych u sprzedawców), a także do każdej z nich można dobrać kilka rodzajów amunicji. Co powiecie na naboje do strzelby, które zachowują się jak granaty? A może strzałki do kuszy, które pozwalają na moment przejąć kontrolę nad wrogiem? Bardzo fajnym pomysłem, mocno uatrakcyjniającym rozgrywkę, jest ograniczenie zasobów - przede wszystkim cenniejszej od złota amunicji, na którą wydawać należy większość zarobionej gotówki. No i mamy jeszcze możliwość konstruowania przydatnych przedmiotów. Bo podczas całej gry zbieramy mnóstwo śmieci, które albo zamieniamy na pieniądze, albo możemy składać w inne przedmioty. Wystarczy tylko kupić odpowiedni schemat i możemy tworzyć własną amunicję specjalną, apteczki czy chyba najlepszą z dostępnych broni bumerango-nóż.

Megatekstura...

Lokacje to obok walki i arsenału jeden z bardziej kluczowych elementów gry. Niestety zastosowanie innowacyjnej technologii nazwanej „megatekstura” pociągnęło ze sobą bagaż zarówno wad, jak i zalet. Żeby było zabawnie jej największą zaletą a zarazem wadą(o wadzie opowiem później) jest fakt, iż cały etap możemy pokryć jedną ogromną niepowtarzalną teksturą. Niewątpliwa i tym samym największa zaleta nowego silnika Id tech 5. Osiągamy tym samym świetną architekturę, piękne widoki, swoistą oryginalności, niepowtarzalność. Co sprawia, że mamy do czynienia z jedną z najładniejszych - pod względem artystycznym – gier. Wszystkie kaniony, zniszczone miasta, pourywane autostrady - wyglądają jak trójwymiarowe rysunki koncepcyjne. Jak każda iluzja jednak i ta trwa do czasu. Całość pryska, jak wielka mydlana bańka, gdy tylko zbliżymy się do jakiegoś obiektu. Szybko okazuje się, że z bliska tekstury są po prostu brzydkie. Jednocześnie jako swoisty gratis otrzymujemy świat, w którym jedynie drzwi, my i przeciwnicy jesteśmy ruchomymi obiektami. Cała gra jest obrzydliwie statyczna. A największym żartem jest brak dynamicznego oświetlenia! Wszystko jest wymalowane na tych megateksturach. Nie mówiąc już o próbach np. zniszczenia czegokolwiek. Po prostu się nie da, bo tak i już!

Brak kompasu, czy minimapy gdy jesteśmy poza pojazdem(jednocześnie należy być wewnątrz lokacji, w pustkowiach radar już jest) sprawia, iż takie Martwe miasto wydaje się otwartym terenem. Szybko jednak przekonamy się iż przez cały czas jesteśmy prowadzeni za rączkę do celu. Najgorsze jest to że niektóre lokacje będziemy odwiedzać po kilka razy. Można się było pokusić albo o brak takich misji, albo o więcej miejscówek. A najgorszym pomysłem jaki widziałem, to przemierzanie całej lokacji, by np wysadzić tunel. Okazuje się że wejście do tej lokacji było zaraz obok wejścia, znaczy się było ale nie dało się z niego skorzystać. I tak w całej grze jest pełno niewidzialnych barier, ścian, które będą tam stawać na drodze do szerszej eksploracji terenu.

Wstań i walcz!

Czym byłyby piękne lokacje, to nic że statyczne, gdyby do walki ruszały na nas hordy przeciwników o inteligencji ameby (coś takiego spotkało mnie w bf3 i crysis 2 – przypadłość EA?) ? Na szczęście deweloper postarał się i to bardzo! Mutanci, członkowie gangów, czy siły Władzy są świetnie dopracowani od strony technicznej. Genialna animacja ruchu oraz jedne z lepiej opracowanych stref trafień, jakie widziałem w grach zasługują na pochwałę. Po trafieniach przeciwnicy zataczają się, efektownie wytracają impet, zwłaszcza z genialnymi animacjami śmierci i bezbłędnym ragdollem. Prawdziwa perełka. Chyba tylko silnik Rockstar Advanced Game Engine (w skrócie RAGE wspomagany przez silnik fizyki Euphoria , wykorzystywany w GTA 4 i Red dead redemption) robił na mnie w tym temacie większe wrażenie. Jednakże Rage ma poważną przewagę nad resztą FPS-owej stawki. Mam wrażenie, że w żadnej innej grze SI nie było tak dobrze zrobione jak tutaj. Mutanci potrafią ścigając gracza wykorzystywać otoczenie, chodzą po ścianach, wspinają po rurach. Przy tym są niesamowicie ruchliwi i zwinni! Unikając trafień potrafią skakać, robić uniki na boki, czy turlać się! Mimo że nie grałem na najwyższym trudności, to sztuczna inteligencja zadowalała mnie w zupełności. Rywale otaczają gracza, skutecznie wypędzają go zza zasłon granatami, sami tychże skutecznie unikają - kawał dobrej roboty. Siły Władzy potrafią nawet ze sobą współpracować używając jednej tarczy, a także stosując tarcze potrafią się odpowiednio ustawiać do rzucanych granatów.

Wyścigi w FPS'ie?!

Oprócz staroszkolnego nawalania w różnych plenerach i ruinach integralną częścią rozgrywki stanowi też jazda. Poruszamy się między osadami, bierzemy udział w różnego rodzaju wyścigach. W mojej opinii jest to najsłabszy element gry. Mamy tor, czterech uczestników, dopalacze i uzbrojenie. Wariantów jest kilka - od wyścigu z czasem, poprzez ściganie się z przeciwnikami, na pełnokrwistych jatkach z udziałem amunicji skończywszy. Zniszczenie naszego pojazdu jedynie opóźnia nas. Za triumf dostajemy punkty, które przeznaczamy na rozbudowę naszej maszyny. Pancerze, spluwy, silniki, zawieszenie, malunki itd. - wszystko to znajdujemy w Rage. Plus kilka pojazdów do wyboru. Gdyby nie fakt że gra nas niejako zmusza do wyścigów, nawet bym się nimi nie zainteresował. Jakbym nie był fanem Forzy, TDU, Grida, Shifta to bym pewnie sięgał po twory pokroju Split/Second lub Mario kart. Jednak od ścigania mam gry, które do tego zostały stworzone. A to coś z Rage bliżej ma do ostatniej gry studia Bizarre Creations mianowicie Blur (grałem w betę, nie przypadła mi do gustu). Jakoś fanem gier zręcznościowych nie jestem i raczej szybko nim nie zostanę. A model jazdy oparty o symulator jazdy na lodzie, szczególnie udanym nie jest i nie będzie.

Bez multi się nie da!

Jeśli ktoś wciąż uważa że gra oferuje mimo wszystko mało zawartości, to właśnie dla niego znalazła się tu opcja gry wieloosobowej. Naprzeciw siebie staniemy(usiądziemy?) jedynie za kierownicą pojazdów, biorąc udział w różnego rodzaju wyścigach czy potyczkach. Po dwóch potyczkach dałem sobie z tym spokój, ponieważ było to niemal to samo co w trybie dla pojedynczego gracza. Także podziękowałem i więcej nie grałem. Autorzy przygotowali też tryb nazwany Legenda Pustkowi. Jest to seria etapów, które możemy przemierzyć wspólnie wraz z kompanem (na konsolach nawet na podzielonym ekranie). Niestety nie znalazłem nikogo kto by chciał w to ze mną pograć. :( Może dla tego, że generalnie jest to słaba gra?

Wykończ go!

Rage jest kolejnym przykładem gdzie poszczególne składniki, z których się składa są świetne. Lokacje, przeciwnicy, walka. Jednak koszmarna fabuła, zakończenie wołające o pomstę do nieba czy misje typu – pomogę ci jak gdzieś pojedziesz i wyrżniesz w pień wszystko co się rusza, psują cały efekt. Zupełnie zaś nie rozumiem, dlaczego ostatni level pozbawiony był poważniejszych wyzwań, a największy i najtwardszy boss występował mniej więcej w środku gry, a walka z nim była no cóż tragiczna. No i tu przechodzimy do meritum. Zmiksowanie nawet bardzo atrakcyjnych składników nie tworzy jeszcze opowieści, a pozbawiona fabularnego napięcia gra jest tylko zbiorem luźno połączonych epizodów.

Tytuł ten, niesamowicie mnie wymęczył podczas grania. Dawno nie miałem tak dość gier typu FPS. Najpierw słaby Crysis 2(nawet nie wiem czy dotarłem do połowy gry), później prostacki singiel Batlefield 3(w multi nie grałem dzięki genialnej polityce EA) a na koniec Rage. Pierwsza myśl jaką miałem, to że muszę definitywnie odstawić wszelkie gry FPS, które zamiast fabuły prezentują jakieś popłuczyny, intelektualny brodzik, czystą skondensowaną żenadę. Na szczęście ostatnio kupiłem Bulletstorm, i okazuje się że FPS wciąż może bawić, a o tym już niedługo. Choć doceniam mistrzowski poziom programistów, grafików i projektantów, uważam RAGE za produkt jednorazowy - nie bardzo wiem, po co miałbym do jego świata powracać po jednym ukończeniu gry. Najlepiej byłoby o tym wszystkim zapomnieć!

Ocena 4/10

4 - gra poniżej przeciętnej, kilka fajnych patentów, elementów, ale przesłaniają to wszystko widoczne wady. Nie najgorsze z gier, ale trudno to polecić.

Plusy:


  • niezła oprawa audiowizualna
  • ciekawy arsenał broni
  • animacje przeciwników
  • SI

Minusy:


  • niezbyt porywająca fabuła
  • zakończenie
  • wyścigi
  • niejasne motywy fabularne
  • sterylny świat
  • małe zróżnicowanie mutantów
  • backtracking
  • schematyczne misje poboczne
  • rzucanie bosa już na początku gry to średni pomysł

Tytuł ogrywany na konsoli XBOX360. 

gry

Komentarze