Byłem na polskim „święcie Apple”. Stereotypy mają się nijak do rzeczywistości

Strona główna Aktualności
Pierwszy komputer Apple. Rok produkcji: 1976 (Michał Zieliński)
Pierwszy komputer Apple. Rok produkcji: 1976 (Michał Zieliński)

O autorze

„Szpaner uważający się za lepszego od innych, bo na jego laptopie świeci się nadgryzione jabłko”. Choć Apple dawno przestało być niszowym producentem sprzętów dla entuzjastów, wielu tak właśnie widzi ich klientów. Tymczasem realia są zupełnie inne.

Mam 24 lata i licencjat z ekonomii. Pochodzę z Wrocławia, ale mieszkam w Warszawie. W mojej rodzinie nie było ani biednie, ani bogato – na pierwsze sprzęty oszczędzałem z kieszonkowego.

Pierwszy raz nastał jeszcze w podstawówce. To był Mac, ale… nie zrobił na mnie wrażenia, był zbyt skomplikowany w obsłudze. Zainteresowanie sprzętami Apple przyszło krótko po premierze iPhone’a w 2008 roku. Początkowo uważałem ten sprzęt za żart. Tak, dobrze czytacie. „Nie można przesyłać plików przez Bluetooth, nie można ustawić tapety pod ikonami, a na domiar złego wszystko trzeba robić przez iTunes. Masakra!” – tak myślałem ponad 10 lat temu.

Z czasem zacząłem się jednak z tym oswajać. I poszło! Pierwszy iPhone – model 3GS. Pierwszy Mac rok później, zaraz po nim pierwszy iPad, który ze Stanów leciał do mnie przez Chile. I na dobre wsiąkłem w społeczność fanów tej marki.

Mało tego. Dwa razy stałem w kolejce przed Apple Store, by mieć nowego iPhone’a, zanim ktokolwiek inny w Polsce go w ogóle zobaczy. Sporo nabiegałem się za Apple Watchem, ale ostatecznie nie przypadł mi do gustu. Uwielbiam za to słuchawki AirPods. Kupienie ich też było nie lada wyzwaniem, ale nie żałuję ani chwili spędzonej w trakcie nabywania.

Użytkownik Apple w teorii

W czasach gdy „zaczynałem”, wyciągnięcie iPhone’a sprawiało, że co jakiś czas ktoś cię wytykał palcem. Chciałem nawet zakleić świecące jabłko w moim MacBooku – czułem się z nim jak kretyn. Dziś, szczególnie w dużych miastach, te urządzenia spowszechniały. Białe słuchawki, kiedyś wyróżnik na ulicy, dzisiaj są równie normalne, co długie reklamy w telewizji.

Wizerunek użytkowników urządzeń z jabłkiem dla wielu pozostał taki sam. To ktoś młody, bogaty, kto za wszelką cenę chce się pokazać. Otumaniony reklamami kupuje modny sprzęt, gdzie przepłaca za logo – przecież to samo można mieć w tańszym odpowiedniku konkurencyjnej firmy. Lekkoduch zapatrzony w swój piękny komputerek i uważający się za lepszego od innych. Prawdopodobnie nie je mięsa. Jeździ tylko rowerem lub na deskorolce. A już na pewno nie zajmuje się w życiu niczym poważnym.

Ja na rowerze lubię jeździć, mięsa faktycznie nie jem, a zajmuję się dziennikarstwem – zdecydowanie poważnym.

… a użytkownik w praktyce

A więc kim jest użytkownik Apple? Odpowiedzi poszedłem szukać na wydarzeniu, które mogli wymyślić tylko fani Apple – wspólne oglądanie marcowej konferencji firmy, jednego z ważniejszych wydarzeń w technologicznym światku. Spotkanie już dziesiąty rok z rzędu organizował iMagazine – cyfrowy magazyn poświęcony tej marce właśnie wydał swój setny numer.

– Pierwszą imprezą, jaką zorganizowaliśmy, była polska premiera iPada w 2010 roku – mówi mi Dominik Łada, redaktor naczelny iMagaizne. – Początkowo tablety Apple nie były oficjalnie dostępne w Polsce, ale zdążyliśmy je szybko sprowadzić ze Stanów, więc mogliśmy pokazać, co to w ogóle jest. Wszystko wyszło świetnie, pojawiło się dużo osób, więc stwierdziliśmy, że to będziemy kontynuować. Połączyliśmy to z konferencjami Apple, których w roku jest kilka i tak to się zaczęło – dodaje. Konferencja z marca 2019 odbyła się w salonie Volvo.

Rozglądam się po sali. Wszystkie miejsca zajęte. Stereotypowych hipsterów trudno dostrzec. Zamiast tego przekrój polskiego społeczeństwa: kobiety, mężczyźni, młodsi, starsi. Jedni wytrwale oglądają prezentację, inni siedzą w telefonach. Podglądam, jakie to modele. Sporo jest nowych iPhone’ów X, XS czy XR, ale nie brakuje też starszych urządzeń. Epatowania pieniędzmi nie stwierdzam.

Są osoby, które widuję na każdym takim wydarzeniu. One stanowią „trzon” tej społeczności. Pojawiają się też nowi goście, którzy potem często wracają na kolejne imprezy – wylicza Dominik. – Można powiedzieć, że powstało tu grono znajomych, którzy przychodzą na te spotkania, bo się dobrze tu czują. Łączy ich wspólna pasja. Mamy gości pracujących na różnych stanowiskach, z różnych branż czy środowisk. To takie odczarowanie stereotypu i pokazanie, że te produkty są dla każdego.

Tematyką Apple interesują się głównie osoby w wieku od 24 do 55 lat. To one stanowią 75 proc. czytelników magazynu i większość gości na naszych eventach.

Czy zdarzają się goście, którzy nie używają sprzętu Apple? – Jak najbardziej! – odpowiada. – W konferencji brał udział chłopak. Nie miał żadnego sprzętu Apple. Po prostu przyszedł zobaczyć, jak to wygląda, usłyszał o imprezie, chciał się czegoś dowiedzieć. Widać to również w statystykach dotyczących naszych czytelników. Około 30 proc. z nich nie ma żadnego produktu Apple. Są nimi zainteresowani, być może rozważają zakup, ale to w zasadzie tyle – kończy Dominik.

Zaślepieni jabłkiem?

O tym, skąd się wziął fenomen tych produktów, można by napisać książkę. Wśród uczestników szukam jednak choć kilku argumentów, które pozwolą wyjaśnić to zjawisko. Słyszę zachwalanie ekosystemu – elementów łączących techniczne aspekty z działaniem aplikacji i różnymi sprzętami marki Apple. Niektórzy zwracają uwagę na jakość wykonania sprzętu.

W ten sposób pada kolejny mit o fanach firmy z Cupertino. Wbrew pozorom, nie wszyscy są ślepo zapatrzeni w urządzenia z jabłkiem. Otwarcie przyznają, że są aspekty, w których inni producenci wyprzedzili Apple. Choćby w aparatach fotograficznych konkurencja mocno wyprzedziła Apple, szczególnie gdy porównamy zdjęcia robione w nocy.

Obraz fana Apple pod znakiem zapytania

W czasach gdy Apple nie radziło sobie najlepiej, fani zatrudniali się w sklepach z elektroniką, by tak polecać innym komputery z nadgryzionym jabłkiem. Dziś Apple to jedna z największych firm świata, a ich produkty są wszędzie. Ten jeden wieczór dowiódł, że obraz stereotypowego użytkownika tego sprzętu to bujda, a z iPhone’ów i Maków korzysta dzisiaj każdy.

Wracając do domu, zastanawiam się, co to znaczy dla samego Apple. W końcu pod koniec XX wieku, gdy Steve Jobs wracał za stery, firma wypuściła głośną serię reklam – „Think Different”. „Myśli inaczej”. Tak też brzmiał ich slogan używany od 1997 do 2002 roku. Używając sprzętu Apple, pokazywało się, że jest się innym. Nadgryzione jabłko niejako było symbolem niezgadzania się ze status quo i chodzenia pod prąd. Czy dzisiaj też tak jest? Ja skłaniam się ku odpowiedzi: „nie”.

Jem mięso, od roweru wolę rolki i prawdopodobnie jest jeszcze milion innych rzeczy, w których się z Michałem nie zgodzę. Nawet przygody ze sprzętem Apple zaczęliśmy z zupełnie innych stron i w innych czasach – mój pierwszy Mac miał już procesor Intela, a na Mac OS X przesiadłam się po wielu latach walki z Debianem, w której odniosłam sromotną porażkę. Tym razem jednak mówimy jednym głosem. Czasy buntowników się skończyły. Dziś komputery Mac są dla każdego, a szczególnie często widuję je w rękach programistów i frontendowców. Zupełnie mnie to nie dziwi. Mają oczywiście swoje problemy, ale trudno mi wyobrazić sobie komputery niezawodne. W pracy, w której musisz mieć komputer gotowy „tu i teraz”, Mac jest moim zdaniem najlepszym wyborem. W głębi duszy nawet się cieszę, że po latach drwin i wytykania mnie palcami nawet koledzy z redakcji dobrychprogramów przekonali się do większych lub mniejszych jabłek. Chociaż… do tej pory nie wiem, o co tyle szumu wokół iPhone'ów.

© dobreprogramy