Huawei Matebook 13 — użytkowanie i wnioski #2

Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie zastanawiam się nad przejściem z typowego laptopa biznesowego na ultrabooka. Aktualnie w ruchu mam dwie maszyny, obydwie klasyfikowane jako notebooki. Pierwsza to wytrzymała cegiełka, czyli lenovo thinkpad t430 (Ivy Bridge), a druga to fujitsu Lifebook E744 (Haswell). W sumie takie klasyczne czternastki, jedna klockowata, a druga jeszcze w miarę zgrabna nawet jak na dzisiejsze czasy. Jak Matebook 13 wypada gabarytowo na tle dwóch wspomnianych 14" notebooków możecie zobaczyć w poniższej galerii.

W przypadku starszych sprzętów chociaż nowsze standardy łączności bezprzewodowej je ominęły, to nie jest to nic straconego, bo można je dopasażyć albo w stosowne karty rozszerzeń albo ostatecznie w jakiegoś dongla na USB-A. Podstawowa zaś komunikacja z otoczeniem i innymi sprzętami w zasadzie nie stanowi dla nich żadnego problemu. Wpina się odpowiedni kabel gdzie trzeba i wszystko jest (ewentualnie stosując proste adaptery). Podłączanie nowych urządzeń ze złączem USB-C też nie stanowi problemu poprzez adapter USB-A do USB-C.

Zupełnie inaczej jest w przypadku ultrabooka Huawei Matebook 13. Tutaj do dyspozycji mamy tylko słownie dwa porty USB-C i na osłodę jednego mini jacka. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że w dziedzinie łączności bezprzewodowej jest bardzo dobrze i jeśli komuś ta forma komunikacji z otoczeniem i urządzeniami peryferyjnymi (poza zewnętrznymi monitorami) wystarcza to na dobrą sprawę żadnych kabli nie potrzebuje. I tak docelowo zewnętrznym urządzeniem wskazującym dla tego ultrabooka powinna być mysz Bluetooth. W ten sposób nie stracicie żadnego z portów USB-C.

I tu uwaga do zestawu dołączany jest minidock USB-C do USB-C/USB-A/HDMI/VGA, ale zewnętrzne monitory będą działać tylko gdy mini dock podpięty jest z prawej strony ultrabooka, bo złącze z lewej strony służy z kolei do zasilania urządzenia i podłączania innych urządzeń/adapterów na USB-C.

Sporo rzeczy da się do tego mikrusa od Huawei podpiąć, ale niestety będzie to wymagało stosowania adapterów/przelotek co jest zwyczajnie niewygodne i wysoce nieestetyczne. Tu muszę zwrócić uwagę na dołączane akcesoria (zasilacz z kablem i minidock), które są w ordynarnie białym kolorze. Uważam, że to fatalny pomysł, bo gdy mamy sprzęt na biurku podpięty do rzeczonych akcesoriów to dochodzi do kolizji wizualnej. Fajny ultrabook z pięknym ekranem i dwa ordynarnie białe warkocze kabelków po bokach. Nie wiem jak Was, ale mnie taki układ rozprasza. Gdybym kupił to urządzenie to od razu zaopatrzyłbym się w korespondujący z jego kolorem kabelek zasilania oraz dodatkowy kabelek, aby dało się do niego wpiąć mini dock i schować go za klapą matrycy, tak aby był jak najmniej widoczny.

Co do samego dołączanego mini docka to mam dość mieszane uczucia. Dla mnie jest on brzydki i "pół funkcjonalny". Brakuje w nim portu LAN, a w dodatku nie podepniecie dwóch monitorów HDMI + VGA, bo wtyczka VGA nie zmieści się obok HDMI. Nie doszukałem się też informacji jakie rozdzielczości maksymalne można osiągnąć na tym mini docku poprzez HDMI. Myślę, że jak będzie dobrze to będzie to UHD w 30 Hz, a jak będzie źle to max. WQHD lub FullHD.

W przypadku osób, które chciałyby z Matebooka 13 uczynić swoją jedyną maszynę do wszystkiego polecam rozważyć zakup dobrego docka na USB-C z bogactwem klasycznych portów USB-A, 2 x Display Portem 4K/60 Hz, LANem itd. Nie jest to tanie, ale warto to zrobić, żeby się na biurku z różnymi sprzętami nie gimnastykować. Szacunkowy koszt przyzwoitego docka to od ok. 500 do 600 zł. Na pierwszy rzut oka cena mrozi, ale jak policzycie różnego rodzaju adaptery (potrafią mieć absurdalne ceny), huby USB i niezłą mysz Bluetooth to do 300-400 zł dojdziecie na luzie, więc to jest tylko trochę drożej…

Oprogramowanie

Miłym zaskoczeniem jest, że dostajemy sprzęt z preinstalowanym systemem Windows 10 Home, ale bez tony zbędnych śmieci. Nie trzeba się bawić na wejściu w reinstalację systemu, wszystko fajnie działa prawie od początku (konieczność aktualizacji). Mniej, więcej ilość dostępnego miejsca na dysku macie poniżej (2 partycje).

Jedyny soft od Huawei to PC Manager, który sprawdza aktualność sterowników i firmware urządzenia. To ostatnie było aktualizowane dwa razy w trakcie testów, więc widać, że producent się do tematu przykłada.

Rzeczą, którą musiałem zrobić natychmiast to wyłączenie czujnika światła (opcje Windows), bo jest on bardzo czuły i ekran potrafi zmieniać swoje podświetlenie zbyt często. 

Procesor

Jest dość dobrze, bo zastosowany procesor to rozwiązanie dość konkretne. I to w zależności od trybu użytkowania naprawdę się czuje, pojedynczy wątek jest mocny, a wydajność wielowątkowa... może być. Oczywiście z racji gabarytów i tego co w nich jest do schłodzenia nie możecie liczyć na 100 % papierowej mocy podzespołów.

Niestety takie mamy paskudne czasy, że płacimy za przycięte względem specyfikacji technicznej możliwości. Na krótkim dystansie jest bardzo dobrze, ale jak już trzeba przebiec dłuższy odcinek, taktowanie spada. Widać to dobrze po wynikach Cinebench, powyżej wynik ultrabooka obciążanego dłuższą chwilę. Plasuje się w wyraźnej odległości względem starego już Haswella, więc wszyscy którzy liczą na równorzędny ekwiwalent mobilnej stacji roboczej w mini gabarytach mogą być trochę zawiedzeni. Wynik z Cinebench "na zimno" wyniósł już znacznie więcej, bo 1332 punkty.

Po co tam nVidia MX150?

Zupełnie poważnie napiszę, że to dla mnie zbędny balast. Oczywiście nie jestem graczem, ale bądźmy poważni, bo który gracz będzie na tym sensownie pykał w rozdzielczości 2160x1440 pikseli? Można sobie zmniejszyć rozdzielczość, ale i tak w przypadku ekranu ultrabooka pozostanie Wam fajna do pracy proporcja 3:2, a do gier już nie za bardzo.

Chcesz na tym czasem pograć? No to podepnij sobie zewnętrzny monitor/telewizor z ustawioną niższą rozdzielczością (najlepiej poniżej FullHD) wtedy będzie to miało jakiś tam sens.

Najbardziej karta graficzna nVidii może się przydać tym, którzy korzystają z oprogramowania wspierającego CUDA i w tym już jej zastosowanie jakoś widzę.

Kultura pracy

Nie jest to sprzęt całkiem bezgłośny, tzn. jest ale tylko przy niewielkiej aktywności albo przez chwilę. Jak zaczniecie z podzespołów korzystać to wentylatory pójdą w ruch. Nie jest jednak źle ani dokuczliwie, jakoś tak zwyczajnie. Dźwięk jest niski i leniwie miarowy. Jakbym miał to opisać, bo zmierzyć czym nie mam to wyobraźcie sobie taką sytuację:

Siedzicie w biurze i słyszycie delikatny szum. Nie wiecie co to jest i specjalnie Wam nie przeszkadza. Patrzycie na koleżankę za biurkiem, a jej faluje jeden lok na głowie. Krótka rozkminka i już wiecie. Chociaż przyszła do pracy z suszarką do włosów, to spryciula przykręciła do niej mocny tłumik jak zawodowy killer... 

Odnośnie temperatury obudowy też jest dobrze. Nie sparzycie sobie ani dłoni ani kolan, dyskomfortu korzystania z mocno ciepłego urządzenia też nie ma. Chłodzenie generalnie zdaje egzamin.

To co napisałem powyżej jest prawdziwe wyłącznie dla zrównoważonego trybu pracy. W trybie wysokiej wydajności już tak dobrze nie jest. O ile ultrabook leżący na biurku i przylegający do niego całą dolną częścią nie hałasuje dokuczliwe, o tyle jeśli choć trochę go od biurka podniesiecie lub weźmiecie do ręki zaczyna dość nieprzyjemnie świszczeć. Do tego obudowa staje się mocno ciepła i choć nie parzy to wrażenia te nie są komfortowe.

Pamięć RAM i dysk SSD

Celowo oba podzespoły zestawiłem razem, bo może się tak zdarzyć, że jeden będzie przedłużeniem drugiego. Otóż w ultrabooku jest relatywnie mała ilość RAMu, bo niestety 8 GB bez możliwości jej rozszerzenia. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że pamięć ma organizację dwukanałową (4GB + 4GB).

Moje względnie typowe korzystanie z Windowsa 10 na tej maszynie pożerało ok. 5 – 6 GB pamięci. Składały się na to pakiet biurowy, soft do PDFów, dwie przeglądarki WWW z kilkunastoma kartami każda (w tym oprogramowanie SasS), klient poczty i takie tam niespecjalnie ciężkie rzeczy. W takim scenariuszu jesteśmy po stronie bezpiecznej, bo pamięć RAM jeszcze jest i jeśli tylko pracujemy w trybie zrównoważonym lub wysokiej wydajności to nie ma się do czego przyczepić. Wszystko działa sprawnie i stosunkowo płynnie.

W momencie, w którym RAMu nam braknie i w ruch pójdzie windowsowy plik stronicowania (swap) tragedii też nie będzie jeśli będzie to chwilowe, bo zastosowany nośnik SSD jest naprawdę dobry.

Ja dostępną pamięć ciut przekroczyłem i muszę przyznać, że nawet w takim przypadku swapowanie nie było bardzo traumatycznym doświadczeniem. Odbija się to oczywiście odczuwalnie na wydajności, ale pokazu slajdów nie ma i można to chwilowo przeżyć. W przypadku zaś niewielkiego użycia pliku stronicowania jest to w zasadzie odczuwalnie pomijalne.

Bateria

Tu mam dość mieszane uczucia, bo z jednej strony jest względnie dobrze, a z drugiej powinno być lepiej. Do czego zmierzam: przyjemnie długie czasy na baterii wykręcicie tylko przy jej maksymalnym oszczędzaniu. Niestety ten tryb pracy ma się nijak do komfortu użytkowania, bo zdarzają się chwile lekkiego zamyślenia sprzętu i nie jest tak responsywny jak w trybie zrównoważonym. Z drugiej strony jeśli w tym trybie pracy nie korzystacie z wymagających programów to można tak działać i nie narzekać. Użytkując ten sprzęt w tym trybie bateria starczyła mi na trochę ponad 9 godzin pracy.

W trybie zrównoważonym czas ten znacznie spada i w zależności od tego co robiłem mieścił się w przedziale od ok. 5,5 do 6,5 godziny. W trybie wysokiej wydajności na zdrenowanie baterii potrzebowałem ciut ponad półtorej godziny.

Najlepiej w ruchu sprawdza się mix trybów maksymalnej oszczędności baterii i zróżnicowanego, ale takie podejście każdy musi sobie sam wypracować w zależności od tego co robi.

Producent chwali się szybkim ładowaniem baterii, które przez 15 minut ładowania ma zapewnić dwie i pół godziny działania sprzętu. Jest z tym tak samo jak z reklamowym czasem działania do ok. 10 h, czyli działa i tak jest, ale w najbardziej oszczędnym reżimie pracy baterii. I byłaby to fajna opcja, ale wówczas gdyby w tym ultrabooku zastosowano ładowanie indukcyjne. To jest sprzęt do noszenia, więc wyobrażam sobie to tak, że wsiadam do samochodu i kładę urządzenie na poduszce ładującej i w czasie jazdy na spotkanie bateria jest ładowana.

Interakcja z ultrabookiem (klawiatura/gładzik/kamera i mikrofon)

Podtrzymuję swoje dobre zdanie o klawiaturze. Jest przyjemna, oczywiście nie ma żadnego podejścia do klawiatury thinkpada, ale jest naprawdę niezła. To co mi się w niej nie podobało to działanie klawisza Fn. Z uwagi na fakt, że części przycisków na klawiaturze nie ma, ich funkcje wywołuje się właśnie z naciśnięciem klawisza Fn. Jednak o ile w przypadku górnego rzędu klawiszy funkcyjnych wystarczy podświetlić Fn (nacisnąć raz) i stosowna funkcja wywoływana jest już jednym klawiszem, o tyle w przypadku klawiszy Home/End, PgUp/PgDown za każdym razem należy nacisnąć zarówno Fn jak i stosowny kursor. Jest to zwyczajnie głupie i w przypadku np. konieczności czytania i przewijania długiego dokumentu PDF bardzo irytujące. Najlepiej zmapować sobie jakieś dwa klawisze pod PgUp/PgDown żeby się nie męczyć.

Tabliczka dotykowa jest poprawna, niczym nie zachwyca, ale i nie odrzuca. Obsługuje gesty, a szybkiego przewijania dokonujemy dwoma palcami na środku gładzika, bo na prawej krawędzi nie zareaguje. W moim egzemplarzu była dość sztywna (brak luzów), jednak jej ugięcie w zależności od obszaru (lewy/prawy przycisk) trochę się różniło.

O kamerze można napisać tyle, że jest. Progresu w jakości nagrywanego obrazu w stosunku do starych laptopów biznesowych nie ma i mogę śmiało napisać, że jest po prostu kiepsko. Mikrofony za to nie zawodzą i rejestrowany dźwięk był całkiem niezły (rozmowa).

Logowania odciskiem palca nie sprawdzałem, bo jestem paranoikiem i na sprzętach testowych własnych linii papilarnych nie rejestruję. Wszyscy dookoła piszą, że działa to super. Huawei Share z moim smartfonem nie działa, więc jak realnie hula też nie wiem.

Z rzeczy miłych...

po przytrzymaniu klawisza F12 podczas uruchamiania, możecie bootować z zewnętrznych nośników. Sprawdzone w praktyce, KDE Neon wygląda i działa świetnie. Jest nawet strona poświęcona temu MateBookowi, z opisem czego się można pod linuksem spodziewać. Tu tylko taka dygresja, nie każde distro jeszcze na nim ruszy (preferowane Ubuntu/Debian).

Po przytrzymaniu podczas uruchamiania klawisza F2 wejdziecie do BIOSu,

a po przytrzmaniu F10 możecie przeprowadzić diagnostykę sprzętu i przywracanie oprogramowania do stanu fabrycznego. 

Biec już do sklepu czy się wstrzymać?

Zacznijmy od tego, że obecne i ewentualne przyszłe tarcia na linii USA – Huawei nie mają żadnego wpływu na nabywców tego sprzętu. Jak komuś sprzęt pasuje to może bez obaw rozważyć jego zakup.

Komu ten sprzęt może przypaść do gustu? Osobom preferującym komunikację bezprzewodową z otoczeniem (sieć i urządzenia) pod warunkiem, że wystarczy im do pracy 8 GB pamięci RAM. Ta wielkość jest do bardzo wielu rzeczy jeszcze w zupełności wystarczająca, no ale przyszłości w tym nie ma, a pamięci nie rozbudujecie. Proporcja ekranu 3:2 i rozdzielczość 2160x1440 pikseli jest cudna do pracy z dokumentami i na matrycy 13” spisuje się świetnie. Minus taki, że jest błyszcząca, może nie agresywnie, ale gdyby była matowa to byłoby idealnie. Mam wrażenie, że to szkiełko właśnie podbija kolory, żeby tak ładnie było jak jest i to na użytkownika działa.

Urządzenie natychmiast traci swój urok jak podepniecie te nieszczęśliwie szpitalno-białe akcesoria od Huawei i zacznie się jazda z kablami na adapterach, więc w tym wypadku warto pomyśleć o dobrym docku.

Gdybym rozważał zakup Matebooka to nie brałbym pod uwagę egzemplarza jaki otrzymałem. Aktualnie za ok. 3600 zł możecie nabyć ten sam model jaki opisywałem, ale bez grafiki nVidia MX150 (zintegrowany Intel wystarczy). Możecie też za ok. 4700 zł kupić wersję wyposażoną w procesor i7/512 GB SSD/nVidia MX150 i z dotykową matrycą. Dopłata zaledwie 1100 zł do aż 4 podzespołów na plus jest kusząca, bo to takie „dużo za niedużo”, ale... mocniejszy procesor będzie tylko chwilowym mistrzem bardzo krótkiego sprintu, nVidia MX150 tu konieczna nie jest, więc jest to w sumie dopłata za dotykową matrycę i większy dysk. I to już jest sporo, więc najlepiej wycenioną wersją zdaje się być ta tylko teoretycznie najsłabsza.

Nad cenami tej serii ultrabooków nie ma nawet co dywagować, bo z tych bardzo dobrze wykonanych to są właśnie te w "przystępnych cenach".