Windows i "stary" klucz HASP

Z racji pojawienia się konieczności sporadycznego korzystania z niszowego softu windowsowego zabezpieczonego kluczem sprzętowym musiałem na swój firmowy komputer wprowadzić okienka. Wybór wersji systemu był prosty, bo maszyna ma przypisaną licencję na Windows 8.1 Pro. Oryginalne nośniki producenta sprzętu gdzieś chwilowo wcięło, więc bez bawienia się w szukanie płytek ściągnąłem sobie stosowny obraz ISO wprost z serwerów Microsoftu.

Instalacja z pendrajwa poszła szybko i sprawnie na nośnik SSD, ale do w pełni działającego komputera trzeba było jeszcze dorzucić sporą garść sterowników. Wcisnąłem w port USB dongla Zyxela do obsługi WiFi, ten wyłapał się od razu, szybka konfiguracja sieci i dalej na stronę producenta sprzętu. Stamtąd pobrałem stosowny program, który dociągnął i zainstalował prawie wszystkie brakujące sterowniki za wyjątkiem tych do karty graficznej. No nic, te ściągnąłem i zainstalowałem sobie już sam.

Uruchomiłem ponownie komputer i poprzez Windows Update zleciłem wyszukanie aktualizacji. Zaraz po tym trochę tego pożałowałem, bo Windows to nie linux i taka operacja to jest tył czasowy jak stąd na Kamczatkę, no ale mówi się trudno. Zaglądam po kwadransie, a tu nic. Pasek wyszukiwania lata tam i z powrotem, a aktualizacji ani widu ani słychu.

Pomyślałem, że znowu coś im zdechło albo jak to dranie mają w zwyczaju podcinają starsze okienka. Ubiłem więc Windows Update i zacząłem instalować podstawowy soft ogólnego zastosowania. Nie obyło się bez drobnych zgrzytów, bo np. przy instalacji Libre Office 6.2 musiałem ubić jeden z procesów windowsowego instalatora. Bez tego instalka nie szła dalej. Następnie zagłębiłem się w lekturze instrukcji instalacji programu zabezpieczonego kluczem sprzętowym. Nic w sumie specjalnego, ot kolejność instalowania poszczególnych komponentów, no i oczywiście sterownika dla klucza HASP w wersji na port USB. Oprogramowanie zainstalowałem bez przeszkód, pozostało mi tylko zainstalowanie sterownika klucza sprzętowego, bo bez tego soft się nie uruchamiał wyświetlając tylko okienko z monitem: Brak klucza sprzętowego.

Wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt, że zabezpieczony soft do najświeższych nie należy, a sprzedawany był jako zgodny aż do Windows 7 choć Windows 8 już zdążył wtedy na rynku zadebiutować. Sterowniki do klucza sprzętowego na oryginalnym nośniku były w osobnych folderach dla trzech wersji Windowsów: XP, Vista oraz 7, a w nich znajdowały się pliki różnej wielkości, z których każdy miał taką samą enigmatyczną nazwę: klucz_USB.exe

Nie wiem jak należy to rozumieć, bo ułatwienie to żadne, a wręcz zakrawa na głupotę lub celową złośliwość producenta oprogramowania. Wziąłem poniższy kluczyk sprzętowy do łapy i uważnie go sobie obejrzałem.

Po wytłoczonych napisach doszedłem do wniosku, że jest to model klucza HASP HL firmy Aladdin. Na wytłoczce z jednej strony znajdował się adres producenta (aladdin.com), więc rozsądnym wydawało się powędrowanie pod ten adres i ściągnięcie sterowników przeznaczonych dla Windowsa 8. Tak też zrobiłem, niestety przeglądarka została automatycznie przekierowana na inny adres i moim oczom ukazało się to czego bardzo nie lubię, czyli wszystkomająca „korpo – strona”. No cóż wyglądało na to, że firma Aladdin została kupiona/przejęta i teraz już ktoś inny tym zawiaduje.

Przegryzanie się przez takie miejsca traktuję jako ostateczność, więc postanowiłem pójść po linii najmniejszego oporu i skorzystać z automatycznej instalacji sterowników przez Windows 8.1 Pro. I co? Ano ucho od śledzia. Wetknięty w USB kluczyk nie banglał, kliknąłem automatyczne instalowanie sterownika z Internetu i objaw taki sam jak przy „Neverending story” w Windows Update. Wyszukuje i szuka bez końca, a tak to daleko nie zajedziemy...

Na zabawę z odblokowaniem Windows Update nie miałem ochoty, więc postanowiłem sprawdzić kolejny wariant na lenia, czyli skorzystać ze sterownika dla Windows 7 jaki miałem na nośniku instalacyjnym. Zainstalował się, ale został od razu zablokowany przez Windows 8.1 Pro jako niezgodny. Mimo to spróbowałem odpalić soft, ale nic z tego, bo klucza nie widzi. Jak niezgodny to niezgodny, więc go odinstalowałem.

Co robić dalej? - widmo konieczności przedzierania się przez zawartość korpo – strony było dołujące. Może zadzwonić do producenta softu co dalej? Pomyślałem, że jednak zanim to zrobię to spróbuję dla przyzwoitości odblokować zawias Windows Update.

Zabrać się do tego jakoś finezyjne? E tam... czas mam, więc rzucam cegłą w okna i jadę na rympał WSUSem. Po ściągnięciu „połowy Internetu”, długim cyklu instalacji windowsowych aktualizacji i restartów zawieszona dotąd usługa wreszcie działa jak powinna.

Wtykam więc ponownie kluczyk sprzętowy w port USB i w Menedżerze urządzeń wyskakuje mi HASP coś tam… z wykrzyknikiem. Klikam aktualizuj sterownik i lipa. Nie da się, nie ma i już, ale próbę wyszukania oprogramowania przynajmniej już podejmuje.

Łapię za słuchawkę i dzwonię do producenta softu. Miła gadka szmatka z jakimś Jasiem z innej planety okraszona głupimi pytaniami rodem z bajki o księżycu co był z piernika. Panowałem nad emocjami, bo chciałem sprawę załatwić pozytywnie, a nie wyjść na fiuta zaraz na początku rozmowy. Wytrzymałem, ale łatwo nie było... Po przydługim pierniczeniu o niczym zostałem poinformowany, że nie ma już firmy Aladdin, która wyprodukowała klucz sprzętowy w sprawie, którego dzwonię i teraz trzeba mieć całkiem nowy klucz Sentinel. Żeby zaś ten magiczny artefakt posiąść należy wykupić aktualizację posiadanego oprogramowania, a że aktualizacje się nawarstwiają z czasem to z uwagi na to, że mam starą wersję softu będzie to droższe niż zwykle. Oczywiście biorąc pod uwagę, dobro starego klienta posiadającego droższy pakiet to w drodze wyjątku będzie super rabat. Nic tylko skorzystać, albowiem wejście w świat, w którym problemy nie istnieją kosztuje zaledwie ciut ponad 8 tysi netto + VAT.

Uprzejmie podziękowałem za rozmowę i powiedziałem, że będziemy w kontakcie. To ostatnie sformułowanie to takie kurtuazyjne draństwo z mojej strony. Już prędzej kupiłbym dodatkową licencję na Windows 7 albo i nawet jakąś całą polizingową maszynę z przypisana taką licencją na system niż brnął w kosztowną aktualizację oprogramowania wraz z wymianą klucza sprzętowego, bo to z racji specyfiki branży jest nam póki co całkowicie zbędne.

Nie było sensu walczyć z producentem o sam nowszy sterownik klucza HASP bez aktualizacji zabezpieczonego nim softu, bo:

  • nasze oprogramowanie kupowane było jako zgodne z systemami aż do Windows 7 włącznie,
  • producent softu nie jest producentem klucza sprzętowego i jego sterownika,
  • jesteśmy już grubo poza okresem płatnego wsparcia...

Argumentów więc do przepychanek nie było. No i nie miałem pewności, czy sterownik do mojego kluczyka pod interesującą mnie wersję okienek istnieje, skoro jego producent wyparował. Przyznam, że trochę nie dawała mi spokoju data zakupu oprogramowania, bo nowsze okienka już były na rynku i nie chciało mi się wierzyć, że sterowniki dla takich urządzeń jak klucze sprzętowe HASP nie są w jakiś sposób kontynuowane. Takie coś mogłoby się przecież skończyć małą apokalipsą.

Powróciło więc widmo przeszukiwania korpo – strony. Nie, nie, nieeeee… a takiego wała! Zaatakowałem wyszukiwarki różnymi słowami kluczowymi, z których te związane z dawną firmą Aladdin zwracały najczęściej linki do jakiś dziwnych stron z niepewnymi plikami do ściągnięcia. Jak z wyszukiwań usunąłem Aladdina i zostawiłem rodzaj klucza to już w miarę sprawnie dotarłem tam gdzie trzeba. Przy okazji wyszło, że sterowniki dla kluczy Aladdin i Sentinel są… wspólne, a firma Gemalto kontynuuje wsparcie dla tych produktów w szerokim zakresie (Windows/Mac/Linux).

Jeśli po cichu borykacie się z podobnym problemem to łapcie bezpośredniego linka: https://sentinelcustomer.gemalto.com/sentineldownloads/?s=&c=End+U...

Sprzedawcom oprogramowania (jak temu Jasiowi z mojej rozmowy telefonicznej) nie ufać. Absolutnie nie wierzyć bez weryfikacji informacji we własnym zakresie albowiem vendor lock-in pazerną ma twarz. U mnie już wszystko działa jak powinno i to bez zbędnego karmienia tych co nie trzeba.

----------------------------------

* „Gluckuck” to koncepcyjna grafika Nicolasa Francoeur inspirowana filmem „Niekończąca się opowieść” i pochodząca ze strony autora www.vorace-art.com. Jeśli macie ochotę zapoznać się z innymi jego pracami odwiedźcie również jego projekt historyczny na www.cartiergeneral.com.