"Avengers: Koniec gry": wpisz "Thanos" w Google. Jedno kliknięcie i zacznie dziać się magia

Strona główna Aktualności
Thanos uhonorowany w Google
Thanos uhonorowany w Google

O autorze

Google przygotowało naprawdę sympatyczny prezent z okazji premiery filmu "Avengers: Koniec gry". Nie trzeba być fanem serii, by docenić tę sztuczkę.

Zabawę trzeba zacząć od wpisania "Thanos" w wyszukiwarce Google. Po prawej stronie znajdziemy opis postaci i złotą rękawicę. Fani komiksów i filmów od razu rozpoznają, że to Rękawica Nieskończoności. Ci, którzy nie wiedzą, w czym rzecz, od razu zobaczą jej moc. W ciągu kilku sekund znikną tysiące stron. Wynik wyszukiwania skurczył się o połowę. Ale spokojnie - wystarczy nacisnąć rękawicę raz jeszcze, by wszystko wróciło do normy.

"Avengers: Koniec gry". Thanos i Rękawica Nieskończoności: czym jest?

Jak czytamy w opisie jednego z komiksów:

Dla mrocznego tytana Thanosa Rękawica Nieskończoności była jak Święty Graal. Pragnął jej ponad wszelką miarę. Dawała wszechmoc – absolutną kontrolę nad wszystkimi aspektami czasu, przestrzeni, rzeczywistości, umysłu oraz duszy.

"Avengers: Koniec gry": nawet "Fortnite" świętuje premierę filmu

Internetowy gigant dołączył do grona osób, które w ostatnich dniach żyją wyłącznie filmem "Avengers: Koniec gry". W "Fortnite" również pojawił się tymczasowy event powiązany z premierą filmu Marvela. Tym razem zamieniamy się w jedną z postaci przypominających Avengersów i stajemy do walki z Thanosem, który poszukuje kamieni nieskończoności.

Szał dziwić nie może, bo obraz zebrał naprawdę świetne recenzje. Chociaż pojawiły się podejrzenia, że spora część z pochwał to robota agencji PR-owej, która pozakładała konta użytkowników specjalnie po to, by wystawić 10/10 "najlepszemu filmowi roku". Wskazuje na to fakt, że widoczna aktywność w serwisach z recenzjami sprowadza się wyłącznie do tej "dziesiątki" dla "Avengers: Koniec gry".

"Avengers: Koniec gry": wysokie oceny to przesada?

Na "Avengers: Koniec gry" można bawić się nieźle, ale nie jest to arcydzieło - pisał Michał Fedorowicz w recenzji film.wp.pl:

"Avengers: Koniec gry" nie jest filmem złym. Jest za to produkcją potwornie rozwleczoną, w przeciwieństwie do głównego antagonisty (Thanosa) nie do końca zbalansowaną i, przede wszystkim, cierpiącą na syndrom "Powrotu króla". Zarówno tu, jak i w książce J.R.R. Tolkiena czy jej ekranizacji, twórcy nie do końca wiedzą, gdzie postawić kropkę. Tym samym serwując widzom przynajmniej pięć różnych zakończeń. I choć pod koniec trzeciej godziny filmu na sali słychać będzie i szloch, i śmiech, większość kinomanów odczuwać będzie raczej znużenie wymieszane ze zmęczeniem.

Sugerując się opiniami w mediach społecznościowych muszę stwierdzić, że częściej można natknąć się na entuzjastyczne recenzje. Google musi o tym wiedzieć, skoro przygotowało taką zabawną atrakcję w swojej wyszukiwarce.

© dobreprogramy
s