Prawda Cię wyzwoli

W początkowym okresie "boomu" na portale społecznościowe postrzegałem je jako praktyczny, pożyteczny wynalazek, czerpiący z technologii pełnymi garściami w szczytnej idei wzbogacania oraz ułatwiania relacji międzyludzkich. Wydawało się to dość atrakcyjnym: zaczęliśmy wymieniać opinie, gusta i zainteresowania częściej i śmielej niż dotychczas, mogąc dzięki temu bardziej się do siebie zbliżyć oraz lepiej poznać (paradoksalnie, gdyż przecie zarzucano Internetowi, iż separuje bardziej niż zbliża - odniosłem jednak wrażenie, że ludzie bardzo szybko podchwycili ideę współdzielenia doświadczeń (dzielenia się czym popadnie ;) ?) - na znacznie szerszą skalę niż wcześniej, "w realu"). Wyglądało na to, iż portale społecznościowe się sprawdziły - grupce wiodących w tej przestrzeni marek udało się zdobyć serca oraz uwagę użytkowników na znacznie dłużej, niż chwilową fascynację. Nie przeszkodziła ani fragmentaryzacja poszczególnych sieci, ani nieoczywiste rozróżnienie - "co z czym się je" (do dziś nie jest dla Mnie oczywistą różnica pomiędzy - powiedzmy - Pinterestem, Flickrem i Instagramem; czy Snapchatem a Instagramem odkąd ten ostatni również ma filmiki oraz tymczasowe "stories"; czy wreszcie pomiędzy starszymi Grono.net, a np. Epuls.pl).

Całe to zamieszanie nie przeszkodziło, a tylko jeszcze bardziej "zbliżyło" Nas do technologii (kompulsywne sprawdzanie powiadomień/FoMO, smartfon pod poduszką (11% Polaków), smartfon pierwszą rzeczą którą chcesz poczuć w Swej dłoni jeszcze przed otrząśnięciem się z sennej mgiełki (51%) ). *

Z biegiem czasu sprawy zaczęły przybierać osobliwy (przewidywalny?) obrót, w rezultacie czego w którymś momencie przestało już być tak oczywistym, czy portale społecznościowe nadal służą użytkownikom - czy też może raczej użytkownicy zaczęli służyć portalom. Wątpliwości wzmagały się wraz z rosnącą ilością reklam - początkowo skradających się, aby później znacznie śmielej wejść z butami w Nasze feedy; konsternacje budziły "ginące/niedocierające (do Nas/Naszych znajomych) posty", jak i dziwnie pogłębiający się chaos i śmietnik na wallach, które z zamierzenia miały być czyste i schludne, a przede wszystkim praktyczne. W rezultacie w którymś momencie przykładowo facebook'owe konto utrzymałem przy życiu tylko na potrzeby "fanpage'y" które prowadziłem - jego dawne przeznaczenie (bycie w aktywnym, multimedialnie barwnym kontakcie z osobami na których Mi zależy) legło pod gruzami banerów, billboardów i afiszy, czy wręcz - o zgrozo - marketingowych postów krygujących się na ludzkie. Zacząłem czuć się tak, jakby do cichej kawiarenki w której miło gawędziliśmy towarzysko, wparowało wyrośnięte spod ziemi, pełne przekupek targowisko - I nawet Ci którzy chcieli być jego częścią, zaczęli mieć trudności z przekrzykiwaniem się (chyba, że wyłożyli odpowiednią kwotę...).

Tak czy owak, pomimo tego iż portale społecznościowe w Moim odczuciu straciły sporo z pierwotnej idei zbliżania ludzi - na rzecz znacznie bardziej przyziemnych pobudek, matrixowe bateryjk... konsumenci byli już skutecznie uwiedzeni, na tyle skutecznie iż wiele chyba mogliby wybaczyć w imię bycia na czasie (a być może wszyscy w głębi Serca chcielibyśmy wierzyć w coś więcej - i chociaż to co miało Nas zbliżyć, bardziej Nas wykorzystuje - nadal mamy nadzieję, iż zyskujemy więcej, niż gdybyśmy się wylogowali). **

Jak wspomniałem, dla Mnie to wszystko przestało być użytecznym, a stało - mozolnym; przestało służyć, a zaczęło... męczyć. W którymś momencie nastąpiło o jedno przewijanie walla z dezaprobatą za dużo - kładąc kres korzystaniu z Fejsa dla humanistycznego kontaktu.

Poza tym zacząłem odnosić wrażenie, iż wiodące sieci społecznościowe poczęły zlewać się w jedno - bynajmniej nie w celach unifikacji. Fragmentaryzacja przestała być synonimem zróżnicowania: o ile wcześniej jeszcze jako tako starano się "do czegoś służyć - i głównie do tego" - o tyle później innowację zastąpiono klonowaniem. Wówczas już jednak nie tęskniłem i nie czułem żalu - w końcu nie stało się to wszystko z dnia na dzień, "kram z pod ziemi" przez jakiś czas był widocznym - choć tylko kątem oka). Dawno więc położyłem kreskę... aż tu nagle... objawiła się Prawda.

Instagram: ostatni tag.

Instagram zadrżał, nowy tag wzniósł się ponad wyżyny tysiącami głosów - tag, który może być ostatnim tagiem Instagramu (aaaaa!!!): #Vero (na dzień dzisiejszy ponad pół miliona postów) . Kiedy po raz pierwszy o nim usłyszałem, spodziewałem się spektakularnego sukcesu jednej z w-skich pizzerii: "ktoś zainwestował" - pomyślałem - "dobrze jest mieć więcej pizzy XXL na świecie". Okazało się jednak, iż inwestorzy z przepastnymi kieszeniami (m.in. z Libanu) zrzucili się na coś innego: sprowadzenie społecznościowego kramu z powrotem na dobrą drogę (!). Wygląda na to że zrobili to po cichu kilka lat temu, a potem... ktoś komuś szepnął słówko, lub ktoś powiedział sobie dość - i nagle Prawda wyszła na światło dzienne. Dosłownie, gdyż apka nazywa się Vero - z łaciny oznaczając prawdę, a jej szczytną ambicją jest zapewnienie użytkownikom prawdziwego społecznościowego doświadczenia, prawdziwych kontaktów z ludźmi - z ludźmi na pierwszym planie, bez dezorientacji, i bez ściemy.

Mocne, robiące wrażenie argumenty: zero reklam, brak osób za kurtyną decydujących o tym co zobaczysz a czego nie, chronologiczna kolejność postów.

Dzięki temu iż dotychczasowi liderzy sieci społecznościowych przyłożyli się do skutecznego "zaszumienia tła", Vero - choć może się pochwalić dalszymi atutami - weszło na scenę z przytupem "tylko" dzięki temu, iż nie powiela grzechów "przodków". Już to wystarczyło, by aplikacja w ekspresowym tempie zdobyła szczyty App Store/Google Play - jak gdyby tylko czekała na odpowiedni moment...

Nareszcie czarno to widzę.

Zanim odkryłem jak bardzo Vero nie jest "powtórką z rozrywki", z niedowierzaniem i zachwytem zdałem Sobie sprawę, iż... przygotowano ją w ciemnym, przyjaznym dla oka oraz eleganckim interfejsie (i to w domyśle!). Było to dużym zaskoczeniem (ciemnej skórki do dziś nie doczekaliśmy się w oficjalnych aplikacjach Facebook/Instagram) i zdecydowanie uintensywniło pozytywne pierwsze wrażenie.

Elegancja fotograficznej ciemni jeszcze bardziej skłoniła Mnie do wniknięcia w aplikację w celu odkrycia dalszych jej zalet. Na tym etapie pojawiła się myśl w stylu: "Jej, gdybym chciał używać portali społecznościowych, chciałbym by miało to miejsce w takiej właśnie formie - wysoka estetyka i elegancja na co dzień *.*". Zacząłem być coraz bardziej ciekaw, czy odnajdę w Vero coś co sprawi, że społecznościowy trend zagrzeje u Mnie miejsca na dłużej. Póki co, znalazło się kilka cech które dobrze rokują w tym względzie:

Precyzyjniej i skuteczniej - hashtagi to dopiero początek.

Jedna z rzeczy które najszybciej mogą zwrócić Twą uwagę, wyłania się dość prędko, bo już przy próbie opublikowania pierwszego postu. W tym miejscu napotykamy coś interesującego: zanim napiszemy post, potrzebujemy wybrać czego dotyczy - spośród zaledwie kilku, ale za to bardzo czytelnych kategorii (miłe skojarzenie z precyzją w doborze maks. trzech tematów opisujących post na łamach Dobrych Programów). Możemy np. podzielić się wrażeniami z właśnie obejrzanego filmu, czy przeczytanej książki (przyjemnym "smaczkiem" jest również, iż możemy zaznaczyć że przykładowo jesteśmy jeszcze w trakcie lektury/seansu, czy też że dopiero nosimy się z zamiarem). Podobnie z muzyką, interesującymi miejscami na tym świecie (świetna knajpa, dobry klub, godna restauracja, itd.), czy wreszcie po prostu zdjęciami, czy linkami - każdy post jest "w jakimś duchu".

Dzięki temu ciekawemu rozwiązaniu obojętnie jak wiele - i jak zróżnicowanych - treści publikują użytkownicy, wszystko jest cały czas uporządkowane i posegregowane, z czego jak najbardziej możemy czerpać profity kiedy np. chcemy wyszukać potencjalnie interesujące Nas treści, czy subskrybować konkretne osoby: śledząc kogokolwiek, nie jesteśmy już zmuszeni do oglądania wszystkich publikowanych przez tą osobę rzeczy - możemy skoncentrować się na tym, co Nas interesuje (odnaleźć wspólny język), nie potrzebując notorycznie pomijać-przewijać całej reszty. Tym samym w Vero nie tyle łączymy się z innymi ludźmi, co łączymy się z nimi na gruncie wspólnego, interesującego Nas Obojga mianownika - a to jest już bardzo przyjemne i ciekawie przypomina... nawiązywanie znajomości "w realu". Podobnie poszukiwanie nowych interesujących źródeł: zogniskowanie postów wokół konkretnych tematów otwiera drogę twórcom aplikacji, by ułatwić użytkownikom docieranie do osób o podobnych zainteresowaniach (np. szperając po książkach obecnych w bazie aplikacji można by dotrzeć do innych zadowolonych czytelników, co już bardzo kojarzy Mi się z goodreads.com, czy innymi serwisami na łamach których możemy znaleźć osoby o podobnym do Naszego, literackim guście).

Okazuje się, że w Vero odnajdziemy więcej takich analogii. Przykładowo znacznie bardziej wyeksponowano grupy docelowe z którymi chcemy być w kontakcie - umożliwiając Nam ich (bardzo łatwy i czytelny) dobór za każdym razem, gdy chcemy coś opublikować. W ten sposób bardzo wygodnie możemy komunikować się z innymi osobami, nie potrzebując zakładać osobnych kont dla "znajomych" i - powiedzmy - "bardziej wtajemniczonych" :) . Wystarczy każdą z osób przypisać do odpowiedniej kategorii (tu: bliscy przyjaciele, przyjaciele, znajomi oraz śledzący), aby następnie mieć pełną kontrolę nad tym, co do kogo trafia (możemy nawet ustawić osobne awatary - mniej i bardziej prywatne :) ).

Interesującym jest, iż zmieniono tu nieco znaczenie terminu "śledzący" ("follower"): w Vero nie dzielimy "śledzących" na "przyjaciół", "znajomych", itd. - możemy ich za to rozumieć jako osoby z którymi łączy Nas najluźniejsza więź (stąd po prostu Nas - powiedzmy, milcząco - śledzą, ale bez zażyłości ;) ). Ciekawym jest również, iż ze "zwykłymi śledzącymi" nie porozmawiamy sobie na czacie (który również uwzględniono - żegnaj, o Messengerze!) - natomiast osoby obecne w Naszej książce telefonicznej zyskują uprzywilejowany status, mogąc wysyłać Nam zaproszenia nawet gdy mamy je wyłączone, plus program powiadomi Nas za każdym razem gdy nowa osoba z tej listy dołączy do Vero (pod tym kątem przypomina podobny świetny koncept z What's App).

Kiedy wprowadzamy kogoś nowego do grona Naszych znajomości, możemy tą osobę wygodnie przedstawić wszystkim pozostałym ("Hej, poznajcie Johna - jest świetnym grafikiem, gadułą, pisze powieść i uwielbia Cappuccino!"). Znów brzmi znajomo - i dość miło się kojarzy :) .

Ciekawym jest dla Mnie, iż Vero umiejętnie łączy w sobie aspekty różnych sieci społecznościowych, nadal zachowując wysoką czytelność, przejrzystość i intuicyjność (nawet ustawienia aplikacji nie przypominają dżungli podkategorii, w których trudno się połapać i znaleźć to, co w danej chwili potrzebne - poszczególne ustawienia są jasne i klarowne, wszystko możemy więc dopasować pod Siebie dość szybko, łatwo i przyjemnie).

Wcześniej zastanawiałem się, czy ta aplikacja jest nowym Facebookiem, Instagramem, czy jeszcze czymś innym - potem doszedłem do wniosku, iż jest to raczej swoista fuzja szeregu społecznościowych konceptów, w której wiele osób prawdopodobnie odnajdzie coś dla siebie (przykładowo entuzjaści Instagramu będą zacierać ręce na myśl o wbudowanym zestawie filtrów do zdjęć), zwolennicy mikroblogówmogą odnaleźć w Vero udoskonalonego Twittera, fani Facebooka natomiast odetchną z ulgą z braku reklam i potrzeby płacenia za pewność docierania z własnymi treściami do grupy zainteresowanych odbiorców.

Pierwszy milion.

Wspominałem już, iż w Vero nie uświadczymy reklam. Jako Facebook do dziś chwali się wiecznie darmowym, lecz okupionym reklamami w postach, charakterem - tak Vero chce być wiecznie wolny od reklam, pobierając "drobny abonament", pozwalający na utrzymanie i rozwój platformy. Jeszcze przedwczoraj osoby które znalazły się pośród pierwszego miliona użytkowników, dzięki promocji mogły cieszyć się użytkowaniem usługi za darmo przez całe życie :) - być może to właśnie ten gest przyciągnął do aplikacji tak wielu ludzi, iż po latach statecznej egzystencji serwery Vero w UK dostały mocnej czkawki (co warto wziąć pod uwagę zapoznając się z programem: jeszcze do niedawna często trudno było się zalogować, u części osób występowały problemy z rejestracją, część funkcji nie zawsze się ładowała, itp.). Na szczęście ekipa Vero jest świadoma problemu i pracuje nad tym, by jak najszybciej przywrócić sprawy do pionu :) . W międzyczasie jednakowoż liczba użytkowników zdążyła osiągnąć pułap pierwszego miliona. W związku z tak wysokim zainteresowaniem aplikacją plus aby wynagrodzić użytkownikom zaistniałe poważne problemy techniczne, zdecydowano przedłużyć promocję o jeszcze trochę czasu ("do odwołania"), sygnalizując iż ogłoszenie stawki abonamentowej nastąpi "niedługo".

Czy więc Vero Mnie do siebie przekona?

Póki co, trudno odpowiedzieć na to pytanie: znać potencjał programu to jedno, zweryfikować empirycznie jak będzie się sprawdzał w praktyce - wymaga czasu. Co więcej, jak dotąd trudno było przetestować wiarygodnie szereg funkcji - z uwagi na wspomniane, podyktowane błyskawicznie rosnącą popularnością, problemy techniczne.

Bazując na dotychczasowych informacjach mogę się jednak domyślać, że Vero ma mocne podstawy by dobrze rokować - pośród nich chyba najbardziej wyłania się znacznie większa skuteczność docierania do odbiorców z Naszym przekazem: możemy mieć pewność, że każdy post który opublikujemy, w istocie trafi do osób, na których uwadze Nam zależy - jak również obejrzą go w ramach intuicyjnej, "ludzkiej", chronologicznej kolejności. To chyba przekonuje najbardziej (koniec z konsternacją pt. "mam xxx osób śledzących stronę, a zasięg pojedynczego postu potrafi wynosić nawet kilka!"),

Zaraz potem potencjalnie zachęcającą jest dla Mnie koncepcja ogniskowania postów wokół gustów, dzięki czemu - jako mól książkowy - mogę od dziś na Vero pieczołowicie budować Moją "półeczkę z książkami" :) (analogicznie możemy tworzyć Własne "półeczki z ulubionymi filmami", muzyką, czy "dziennik z podróży z najciekawszych miejsc" - co, przy okazji, świetnie zilustruje Nas Samych - jak to ktoś błyskotliwie ujął: "Jesteśmy tym, co lubimy" :) ).

Wreszcie na trzecim miejscu najbardziej przekonującym dla Mnie jest wybitnie jasna filozofia dzielenia treści na tą którą przeznaczamy dla bliższych - i dalszych znajomości: trudno jest się tu pomylić, czy nieopacznie pominąć ten krok przy każdorazowym publikowaniu postów (za to bardzo łatwo ustawić, do kogo dany post ma trafić - btw, w tym miejscu ujmuje intuicyjna kolejność: od najbliższych do najluźniejszych relacji).

Cała reszta, to luźne, mniejsze lub większe atuty - które doceniam same w sobie, nie są one jednakowoż kluczowe, bym dzięki nim nabrał wyraźnego zainteresowania społecznościowym wynalazkiem. Stanowią jednakowoż bardzo miłą otoczkę, nadającą Vero wysokiej klasy charakteru (jednym z takich akcentów są np. rozmyte, tworzone na bazie wyświetlanych treści oraz dominujących w nich barw tła kart, czy też postów - piękne *.* - uwielbiałem to już w galerii zdjęć w dawnym Windows Live Messenger, czy w Windows 7 gdzie po najechaniu na ikonkę dowolnego programu na dolnej belce podświetlała się ona w analogiczny sposób).

W kwestii wygody miłym akcentem jest, iż już od początku postarano się aby jak najwięcej rzeczy można było zrobić bez potrzeby opuszczania aplikacji - stąd też Vero samo z siebie odtworzy Nam filmy i muzykę, wyświetli linkowane strony, zyskamy też możliwość zakupu interesującej Nas twórczości innych osób bezpośrednio z poziomu prezentujących je postów.

Czego entuzjastycznie wypatruję, to pełnego spolszczenia aplikacji (natenczas napotykamy język polski sporadycznie - np. w opisach części filmów), jak i limitu tagów na post (optowałbym za maks. pięcioma - kolejny konsekwentny krok w kwestii precyzji i przejrzystości treści).

Veritas vos liberabit.

* - badanie relacji z Naszymi smartfonami, które zaowocowało i w inne interesujące dane: http://www.telepolis.pl/wiadomosci/co-dziesiaty-polak-przyznaje-ze-spi...

 ** - a jeśli jednak czujesz że wylogowanie się od czasu do czasu jest dobrym pomysłem, polecam magazyn "The Disconnect" - tylko dla wylogowanych :)  

Komentarze