Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

A czy Ty sprawdzałeś ostatnio swój rachunek z Orange?

Wszyscy lubimy, kiedy robi się nas w balona. Napędza to nasze polskie malkontenctwo i podsyca zdolności myślenia kreatywnego. Utrzymuje to naszą czujność na ponadprzeciętnym poziomie, dużo wyższym niż średnia europejska. Na każdym kroku oglądamy się przez ramię, czy przypadkiem ktoś nie wciska nam kitu. To właśnie dzięki temu stajemy się specjalistami w każdej dziedzinie - od klocków hamulcowych, przez remonty mieszkań, naprawy sprzętu AGD, listy leków refundowanych aż po wypadki lotnicze i skład kadry narodowej.

Jeśli mimo to udało Wam się jeszcze nie zostać specem od telekomunikacji, chyba czas to zmienić. Operatorzy komórkowi mają niezrównane możliwości wyciągania od każdego ze swoich klientów po kilka groszy miesięcznie więcej, niż trzeba. Do tego bezkarnie, bo mało kto zauważy. W skali budżetu operatora nie są to jednak drobne. Można trywializować, że to teorie spiskowe, jednak coraz częściej słychać sugestie, że warto dokładnie sprawdzać swoje rachunki. Przywołany przykład dotyczy Orange nie bez powodu - na naszej redakcyjnej fakturze zbiorczej za 23 numery też ostatnio zauważyliśmy coś bardzo ciekawego.

Dodatkowe opłaty rzędu 12 groszy na domowych rachunkach można przeoczyć, ale kiedy do redakcji przyszła faktura z Orange większa o blisko 2000 zł od poprzednich, trudno było ją zignorować. Dokopanie się do źródła problemu w gąszczu kilkudziesięciu kartek skomplikowanego, zbiorczego billingu zajęło nam kilka dni. Do tej pory nie możemy wyjść z podziwu dla rzeczy, które przy tej okazji tam znaleźliśmy.

r   e   k   l   a   m   a

Po pierwsze okazało się, że od miesięcy stawki połączeń do Play taryfikowane są blisko dwukrotnie drożej, niż warunki naszego Pakietu Firma (to umowa z Orange regulująca rozliczenia wszystkich numerów w ramach konta abonenta biznesowego). Różnica jest niemała, ponieważ w odróżnieniu od standardowych połączeń do większości operatorów (taryfikowanych stawką 0,13 zł + VAT za minutę), te do Play miały mieć już i tak znacznie wyższą stawkę 0,35 zł/min. + VAT. Tymczasem Orange naliczało za nie... 0,60 zł + VAT. Przy 23 numerach różnice szły w setki złotych. Dodatkowo, Orange z uporem maniaka również od miesięcy doliczał nam usługi, które są kompletnie bezsensowne. Jedna z nich to Biznes Grupa (5 zł + VAT miesięcznie od każdego numeru), która obniża koszty rozmów pomiędzy numerami w grupie. Rzecz w tym, że w ramach Pakietu Firma w naszym przypadku takie połączenia są... zupełnie darmowe. 5 zł razy 23 numery razy X miesięcy, policzcie sobie ile to wychodzi. Tego typu absurdów znaleźliśmy więcej, np. przeniesione z poprzednich abonamentów pakiety e-mail dla firm z transferem 50 MB za 8 zł miesięcznie w przypadku numerów, na których aktywowane były pakiety internetowe 2,5 GB za 32 zł miesięcznie.

To jednak tylko część problemu. Przy okazji okazało się, że Orange żongluje pakietami Internetowymi, jak mu się podoba. O ile bowiem pulę minut możemy wykorzystać na wszystkie numery, to pakiety internetowe trzeba już włączać dla każdego numeru niezależnie. Kilka miesięcy temu, na kilku kolejnych numerach włączaliśmy takie pakiety — banalna sprawa, ale skutek całkowicie przypadkowy. Na jednym numerze pakiet został włączony bez problemu, na drugim po dwóch dniach zniknął, a na trzecim został włączony w dwukrotnie większej wielkości, po zmianie na mniejszy również w cudowny sposób się „zagubił”. Problem wyszedł całkowicie przypadkowo podczas HotZlotu, kiedy to dwóch redakcyjnych kolegów — Docent i qbap — musiało często korzystać z połączeń internetowych. Przekonani o obecności pakietów internetowych na swoich numerach nabili... 1830 zł + VAT. I to za co? Za raptem 1,6 GB transferu (powinni mieć włączone pakiety po 4 GB). Trzeba dodać, że włączanie i wyłączanie tych pakietów na telefonach w ramach jednego konta abonenckiego to koszmar — nawet w ramach centralnego (przynajmniej w teorii) panelu zarządzającego, trzeba przelogowywać się na numer, którego parametry chcemy zmienić, SMS potwierdzający przychodzi wtedy do użytkownika telefonu (który akurat może być poza biurem). Słowem horror, a podejrzenie stanu usług na kilkudziesięciu numerach to praca świstaka. Na tępych jednak nie trafiło, wiemy które pakiety komu włączaliśmy, a których nie chcieliśmy wyłączać. Co ciekawe, z wcześniej włączanymi pakietami (na innych numerach) żadnych problemów nie było.

Oczywiście mogliśmy wpaść na to dużo wcześniej, ale tu wracamy do problemu traktowania wszystkich wokół jak złodziei — jak widać, listę potencjalnych naciągaczy trzeba ciągle aktualizować. Z drugiej strony, jak już się zorientowaliśmy, to część z tych usług okazuje się niemożliwa do wyłączenia w panelu obsługi klienta. Panelu, który jest skrajnie nieprzejrzysty, chodzi jak krew z nosa i zniechęca do korzystania. Sprawdzenie za jego pomocą kilkudziesięciu numerów to robota na cały weekend. A trzeba wiedzieć, że kwiatki tego typu nie rosną na widoku - są przebiegle schowane w gąszczu nazw, haseł, liczb i marketingowego bełkotu. Ciężko je również wychwycić na kilkudziesięciostronicowych billingach. Przy dużej determinacji spędziliśmy nad tym kilka dni.

W ten sposób, grosik do grosika, z różnych powodów uzbierała się kwota ostatniego rachunku o 2 tys. większa od poprzednich, na których przy okazji też znaleźliśmy sporo absurdalnych pozycji. Jesteśmy oczywiście na etapie składania reklamacji, która zapewne dostarczy kolejnych powodów do radości. Lekcja z naszego (i nie tylko, jak widać w sieci) doświadczenia jest jednak ważna — dokładnie sprawdzajmy nawet najbardziej nieomylne wydawałoby się systemy billingowe. 

internet inne

Komentarze