Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

DS416j — ciekawy, czterozatokowy, budżetowy NAS od Synology


Słowem wstępu...

Po dłuższej absencji blogowej na DP wznawiam pisanie poniekąd podyktowane otrzymaniem do testów (podziękowania dla redakcji) urządzenia od Synology, model DS416j.
NAS dojechał do mnie w komplecie z czterema dyskami SSD Seagate'a o pojemności 480GB każdy. W pudełku po otwarciu pojawił się przewód zasilający i krótka instrukcja dla web'owego startup'u panelu konfiguracyjnego urządzenia dla niezaawansowanych użytkowników. Nie wiedzieć czemu nie znalazłem przewodu RJ-45 i nie wiem czy w zestawie go po prostu nie ma, czy ktoś zapomniał dorzucić. Naturalnie mam swoje i zaraz po skompletowaniu wszystkiego przystąpiłem do instalacji, która wbrew założeniom do całkiem prostych nie należy i mam tu na myśli kwestię instalacji dysków do zatok, ale o tym później. Dodam, że moje katowanie NASa szło w kierunku niekonwencjonalnych dla NASa rozwiązań (chciałem połknąć benefity kompaktowości, niskoprądożerności, backup'u i synchronizacji niekoniecznie używając i omawiając dodatki pakietowe typu PhotoStation, czy rzeźbić kolejny wpis na temat dobrodziejstw rSync, bo zainteresowani tematem na pewno wiedzą o nich więcej niż byłbym w stanie napisać.
W kolejnych wpisach omówię przetrenowane przeze mnie scenariusze wdrażania różnych dziwnych tworów. NAS w moim założeniu ma funkcjonować na zasadzie przekierowań portów i żadnego z routerów nie ustawiam jako most. Po co ma mnie ktoś skanować dalej niż trzeba? :-) Dla chcących podrążyć temat dlaczego tak, a nie inaczej - odsyłam do wyszukiwarki shodan i pobawienia się zapytaniem plex 200 country:pl. Zapewniam, że uzyskacie ciekawe odpowiedzi. Unboxing'u nie będzie,
bo w tych czasach jest moim zdaniem tego za dużo i za nudno. A i chyba wiemy jak się wyciąga produkt z opakowania.

overview urządzenia...

Urządzenie jest budżetowym wydaniem NASa o czterech zatokach. Budżetowym, ponieważ ciężko o cztery zatoki w cenie niższej od 300 USD, a ten model spełnia takie kryterium.

Sama skrzynka ma wymiary 6.6 x 9.1 x 7.2 (cali) i obsługuje maksymalnie 32TB pojemności. Wyposażono je w jeden procesor Marvell 88F6828 1.3Ghz (na szczęście dwurdzeniowy) oraz 512 MB pamięci DDR3 SDRAM. I niestety - nie można jej rozszerzyć
o kolejne moduły. Przy tej ilości możliwości zainstalowania dysków dostajemy opcje pracy w trybach JBOD, RAID 0, RAID 1, RAID 10, RAID 5, RAID 6, a także autorskie rozwiązanie od Synology - SHR (Synology Hybrid Raid), które po przestudiowaniu tego, czym się charakteryzuje byłoby dla mnie jako posiadacza różnych dysków, o różnych pojemnościach najlepszym rozwiązaniem. Dla zainteresowanych specyfiką rozwiązania podlinkowuję do strony objaśniającej działanie (najbardziej zainteresowani powini być Ci, którzy dysponują różnymi dyskami, o różnych pojemnościach i nie chcą marnować zbyt wiele):
Omówienie SHR na stronach Synology. (En)

r   e   k   l   a   m   a

Ponieważ do testów otrzymałem takie same pojemnościowo dyski to obecność SHR specjalnie nic nie wnosi,
a pozostawia dobrodziejstwa złożonych macierzy RAID z możliwością awarii jednego
z dysków. Tak też zostało.

Interfejs, który został zastosowany to SATA-600, a za łączność odpowiada Ethernet 1000Base-T. Dostajemy dwa porty USB z tyłu urządzenia w tym jeden w wersji 2.0 oraz jedno gniazdo w wersji trzeciej. Z NASem łączymy się po kablu RJ-45, chociaż istnieje możliwość podłączenia adaptera WiFI i dla zasady przetestowałem jak NAS się zachowa gdy dostanie kartę sieciową na USB d TPLINKa nieco za ponad 20zł. Działa i to całkiem dobrze. Adapter WiFi momentalnie widoczny w interfejsach sieciowych
i to bez zająknięcia. Podobno skrzynka obsługuje hot-swap, ale nie odważyłem się próbować.

NAS zgodny jest z DLNA, ale na obecność portu HDMI nie mamy co liczyć.

słów kilka o samym procesorze...

Zastosowany procesor to jedna z bogatszych jednostek rodziny Marvell Armada 88F6
w prezentowanym segmencie cenowym urządzeń NAS (tj. < 300USD).To 88F682, który pracuje na dwóch rdzeniach i kręci się "do" maksymalnej częstotliwości 2.0Ghz i posiada 1MB cache dla poziomu drugiego. Obsługuje pamięci DDR3/3L/DDR4 (choć w przypadku tego NASa z RAM'em niewiele sobie wymanipulujemy). Obsługuje PCIe2.0, Szyna lokalna to 16 bitów,
a jest w stanie obsłużyć 2 x USB 3.0 i 3 x USB 2.0. Prądożerność nominalna to deklarowane 5W, chociaż jego słabszy kuzyn jednordzeniowy 88F6810, taktowany do 2.0Ghz deklaruje zużycie na poziomie 4W, co i tak nijak się ma do rzeczywistości (mam podobny procesor w pracy). Na tym procesorze nie uruchomimy np. QEMU, co ze względów bezpieczeństwa (przeistoczenie naszego NASa w mikro koparkę kryptowalut) jest akurat plusem. Uważam, że NAS ma służyć jako magazyn danych, a nie jako typowy komputer.

wygląd...

Jeżeli chodzi o wygląd zewnętrzny pudełka to "ono po prostu jest i jest nieźle". Może się podobać i mi się podoba. Front nie powala na kolana. Nie znajdziemy tu stylistyki nie wiadomo jak modernych urządzeń. Panel przedni wykonany jest z średnio-miękkiego tworzywa sztucznego (przyjemnego), które w moim odczuciu przypomina mi trendy z lat 2008-2011, aczkolwiek jest uniwersalne i jeszcze długo będzie. Producent umieścił włącznik (podświetlany na niebiesko) w centralnej części frontu pod nazwą modelu, obok i po środku diod sygnalizujących pracę dysków (kolor zielony), a statusem i kontrolką LANu.
Na znaczący plus należy zaznaczyć opcję harmonogramowania intensywności podświetlenia, które w zielonych kolorach, przy maksymalnym natężeniu może być irytujące. Zwłaszcza jeżeli NAS stoi tam, gdzie się śpi. Do wyboru z poziomu panelu ustawień DSM mamy kilka intensywności od maksymalnej do żadnej. A także wspomniany harmonogram, który działa wyśmienicie jeżeli komuś potrzebne są wskazania LED.
Mi akurat jest to obojętnie, a jeśli już mają świecić to raczej delikatnie. Także mi pasuje.
W prawym dolnym rogu frontu uświadczymy subtelne i eleganckie logo Synology. Przód nie zachwyca minimalizmem i metaloszkłami, czy ostrymi krawędziami, które są teraz rzekomo bardzo modne, ale podobać się może i przede wszystkim stylistyka jest mocno uniwersalna, ale w żadnym wypadku nie jest ordynarna. Pasuje do każdego wnętrza. CASE tuż za przednim panelem otoczony jest błyszczącym plastikiem, a tuż za nim metalowa obudowa, którą ściągamy celem wygodnej instalacji tacek z dyskami. Odkręcane śruby
z tyłu urządzenia w ilości czterech nie wymagają śrubokrętów i to jest na plus. Na minus wspomniany wyżej temat z instalowaniem tacek z dyskami. Tacki są szare, wykonane
z ABS, a producent dorzuca zestawy śrubek dla dysków 3,5 i 2,5 calowych. Zwyczajnie trzeba się z nimi troszkę nakręcić. 4 śrubki razy 4 zatoki to 16 śrubek do przykręcenia, które w dołączonych
do testowego egzemplarza modelu w woreczkach strunowych nie były opisane i muszę przyznać, że zastosowanie właściwego rodzaju zajęło mi chwilę. Ale to taki mały minus
- w końcu nie robi się tego codziennie, a zainstalowane dyski leżą w tackach pewnie
i sztywno. Wsuwane wraz z nimi trafiają w gniazda SATA idealnie i daje się wyczuć przyjemny klik. Nie ma momentu, w którym ma się możliwość mieć wątpliwość: "czy to już, czy może jeszcze nie". Z przodu brak jakichkolwiek portów (jest za to wlot powietrza chłodzącego wnętrze i trzeba zadbać o to, aby nic go nie przysłaniało), podobnie z boku, z tyłu zaś widoczne dwa spore wentylatory (w trybie normalnej pracy niesłyszalne i to na duży plus) oraz wspomniane porty RJ45, 2xUSB jedno pod drugim oraz wejście AC.

Pierwsze wrażenie...

Pozytywne. Po włączeniu ni stąd, ni z "owąd" ... nic się nie wydarzyło. I o to chodzi. Cisza. Kontrolki delikatnie mrugają i system zgłasza bezszelestnie (za wyjątkiem beep'nięcia, które można wyłączyć) gotowość do pracy.
Używana wersja systemu to DSM 6.1.2-15132, która wnosi głównie poprawki kosmetyczne i usprawnienia pod maską. Nad tym nie będę się rozwodził, ale pamiętać trzeba, że to dalej jest "tylko DSM". Od razu zgłaszając zamiar testów miały polegać na zbadaniu NASa pod kątem używania na nim tworów takich jak IRC serwer, Pi-Hole, Nextcloud. Całą fabryczną gamę typu FileStation i PhotoStation każdy średnio zainteresowany tematem zna. Więc świadomie pomijam.

I tu muszę przyznać, że funkcja mnie urzekła - niby nic a takie fajne. W przypadku, kiedy NAS stoi w parze z kultowym routerem TP-LINK 1043ND oraz modemem Cisco od Vectry (ISP), ilość wydzielanego światła skutecznie bije po oczach. Tak się składa, że w moim LAB-jamie po prostu śpię. :-) Lubię ... "jamę." To ona jest teleinformatycznym sercem domu. Koncentracja światełek jest duża. Na szczęście można ją zmniejszyć przy użyciu w/w funkcji, którą uznaję za duży plus. Narzędzia mobilne dla stacji od Synology i te do przeglądania zdjęć czy synchronizowania po backup są OK. Ale ja uparłem się, że "mój NAS" będzie miał zastosowanie głownie backup'owe i ze względu na lekkość aplikacji
ma to hulać przez Nextcloud ponieważ jest lekkie. I w tym miejscu ważna uwaga. Podczas repozytoriów od społeczności SynoCommunity - http://packages.synocommunity.com/ odnalazłem Owncloud'a, który jednak nie daje w żaden sposób podłączyć się do którejkolwiek z baz danych. Testowałem MariaDB 5,10 sqlite i posql. Doczytałem się na forach, że jest to bug DSMu, który od dawna nie jest poprawiony. Czy tak jest? Nie wiem.
I tak przeprowadziłem instalację Nextcoud ręcznie, o czym w osobnym wpisie i tutorialu zarazem... w każdym razie udało się.

Czas na skonfigurowanie NASa...

Uważam, że DSM jest wyjątkowo przyjazny, dostarcza multum opcji i uproszczeń, a ja na konfigurację samego NASa, zasobów, oraz protokołów poświęciłem troszkę ponad dwie godziny. Dodać należy jeszcze przekierowania portów na routerze TP-LINK 1043ND, działającym pod kontrolą Gargoyle , ale to nie byłoby obiektywne. Robi się to fajnie i intuicyjnie. Po około dwóch godzinach miałem skonfigurowane i sprawdzone (volume integration check) macierz, NFS, SAMBĘ, FTP, serwer WWW wraz z przygotowaniem wirtualnych hostów pod moje potrzeby, oraz zmianą portów na usługi dostępu po SSH czy usługi web'owe i dostępowe do samego serwera po portach administracyjnych do DSM.
Moim zdaniem tempo dobre. Rezultat jak najbardziej OK.

kultura pracy...

Miało nie być benchmarków, wykresów i cyferek. Ale ograniczę się do minimum bo każdy ma inny słuch i inną wrażliwość na tony wysokie, czy niskie. Dlatego dokonałem pomiaru decybeli przy czterech z trybów pracy urządzenia. Wykonałem dwa pomiary - na urządzeniu (bezpośrednio) i w odległości dwóch metrów od niego na identycznej wysokości. I tak następująco:

Tryb niskiego poboru mocy - odległość 0m =14dB (czyli otoczenie) - nie słychać NIC
Tryb niskiego poboru mocy - odległość 2m =13db (czyli identycznie) - CISZA

Tryb cichy - odległość 0m = brak różnicy w stosunku do powyżej
Tryb cichy - odległość 2m = brak różnicy w stosunku do powyżej

Tryb chłodzenia - odległość 0m = 15db (czyli odczuwalnej różnicy brak)
Tryb chłodzenia - odległość 2m = 13db (znów dźwięki tła) - CISZA

Tryb pełnej prędkości - odległość 0m = 51db (wentylatory bardzo słyszalne)
Tryb pełnej prędkości - odległość 2m = 42db (wyraźnie słyszalny szum)*

*porównywalny do włączonego PC. (desktopa w stanie spoczynku).
Pomiary głośności wykonane programem Androsensor.
Przypomnieć muszę, że w środku znajdują się same dyski SSD, co nie pozostaje bez znaczenia dla poziomu głośności i poboru mocy) Dostarczono mi z NASem 4 sztuki następujących dysków.

wydajność w normalnym użytkowaniu...

Pod obciążeniem wartości pomiarów a także poziom głośności pracy urządzenia nie ulegają żadnym znaczącym zmianom (chyba, że upload albo download przez SMB po sieci lokalnej nie jest dla DS416j specjalnym obciążeniem i wiele na to wskazuje) W stresie widget utylizacji zasobów oscyluje w okolicach 60-70% zużycia czasu procesora. Nie bez znaczenia są dyski SSD. Subiektywna słyszalność w stresie też nie różniła się zbytnio od tej w spoczynku. Wniosek prosty - NAS daje radę i jest przy tym kulturalny. Wykonywałem następujący upload, aby sprawdzić jak często będzie zmieniać się praca wentylatorów.Może dwa razy przyspieszyły obroty i ... i nic więcej - tak powinno to się odbywać (dodam jeszcze, że wszystkie transfery wykonywane były OTA - żadne lokalnie
po kablu - poleciałem w testach w wygodnictwo bo przecież NAS jest dla nas a nie my dla NASa )

prądożerność...

W kwestii apetytu na energię elektryczną sprawa wygląda po prostu OK. Oznacza to,
ze osiągi nie są zdumiewające, a watomierz nie wskazywał również żadnej tragedii.
I tak - następująco. Przetestowano Następujące tryby działania:
NAS wyłączony - pobiera: ~0,3W (osobiście spodziewałem się 0,00W)
NAS włączony - dyski uśpione (hibernowane), diody na panelu wyłączone: ~11,00W
NAS włączony - stan spoczynku (nic od niego nie chcemy): ~22,00W
NAS włączony - maksymalny stres: ~38,00W

Sprawdzone w profilu tryb cichy. To znaczy w taki, który umożliwia komfortowe użytkowanie NASa. Podczas zabawy starałem się używać normalnie. Strumieniowałem film w jakości HD, przesyłałem backupy systemu Windows, dużo mniejszych plików ze zdjęciami a także takie większe jak nagrania w 1080p o wielkości około 0,5GB. Potraktowałem NAS jako typowe urządzenie do magazynowania danych. Nie magazynowałbym na pewno filmów - jest to niepotrzebne w dobie serwisów do stream'ingu za 20zł miesięcznie. (znowu wygodnictwo). Całość wypadła naprawdę przyzwoicie.

czy warto?

Tak. Zdecydowanie wybór w produktach, które będą miały podobny stosunek ceny do jakości jest trudny. Alternatywą może być maszynka Zyxel'a. Zyxel NAS 542 - czterozatokowy NAS, w którym dostaniemy 3x USB 3.0 (jeden na froncie), 2xRJ-45 i możliwą agregację łącza, a także 1GB RAM (czyli dwa razy więcej). Procesor jest słabszy bo 1,2Ghz ale również dwurdzeniowy i co ciekawe NAS od Zyxela wyposażony jest w czytnik kart pamięci. Cenowo porównanie jest jednoznaczne - za maszynkę od Synology trzeba dać około 1250zł brutto. Natomiast za pudełko od Zyxel'a już tylko 760 zł brutto. Warto rozważyć za i przeciw. Z jednej strony dostajemy świetny produkt od Synology z systemem, który ma już przeczesaną przez gąszcz dystrybucji renomę, a z drugiej strony prawie
o połowę taniej, możemy rozważyć zakup serwera firmy Zyxel, dysponującym bogatszym
w pamięć wnętrzem, ciekawym procesorem, czytnikiem, gniazdami USB i fajnym wyglądem. Chcę skupić się na DS416j - bo to jego testowałem i na temat Zyxel'a zdania jeszcze nie mam. Na pewno jednak DS416j to niemała inwestycja rzędu:
Serwer Synology NAS DS416j - 1 250,00 zł brutto, oraz
HDD WD Red 3.5 8TB WD80EFZX 128MB NCQ - 1 279,00 zł za sztukę.
Chcąc od początku do końca wykorzystać potencjał urządzenia i pomyśleć przyszłościowo (aby nie zostać z skonfigurowaną macierzą RAID, jednym serwerem i niemożnością migracji danych na drugi zestaw wykonując kopie 1:1 (tak - takie scenariusze już w życiu widziałem), ponieważ rozbudowujemy pojemność NAS'a) trzeba zainwestować 5 266,00 zł brutto. To dużo. Bardzo dużo. Chyba, że inwestujemy do firmy
i od razu potrzebujemy takich pojemności. Szczerze tego NAS'a polecam i na pytanie czy chciałbym taki? Odpowiadam "tak", ale niestety nie stać mnie na taki, jednorazowy wydatek. Na pewno podniosą się głosy, że można zastosować półśrodki typu używany dysk, albo mniejszy. Oczywiście, że można. Ale płacąc takie pieniądze za NSA'a, świadomy użytkownik chce możliwie dokładnie wykorzystać jego potencjał. W tym dostępną maksymalną, obsługiwaną pojemność. W innym wpisie napisałem o VPS'owej alternatywie chmurowej
o charakterze pro kosztowym za 4zł od Aruby. Omijając jednocześnie 15 gigabajtowe ograniczenie pojemnościowe przy użyciu kombinatoryki otwarto źródłowej i pomysłowości, a także zasobów własnych.

podsumowując oględziny...

Synology DS416j jest ciekawą propozycją dla użytkowników domowych i MŚP. Cena jest wysoka dla przeciętnego Kowalskiego, ale jest ceną atrakcyjną z punktu widzenia na markę Synology, DSM oraz co najważniejsze cztery zatoki. Stosunek ceny do jakości jest w mojej ocenie, jako osoby testującej NAS'a na potrzeby użytkowania domowego i służbowego gdy jestem w terenie - dobry, a właściwie coś pomiędzy dobry, a bardzo dobry.Całości ujmują:
1. 512 MB RAM i brak możliwości jego rozbudowy,
2. Design i wykonanie minionej epoki (ale to akurat można przetrawić),
3. To ciągle DSM. Mocno ograniczona, kompaktowa dystrybucja, na której nie zainstalujemy tego, co się nam podoba lub nie jest to zadanie proste.

Urządzenie robi robotę i w/w wady wcale nie przeszkadzają w użytkowaniu go tak, jak zostało do tego stworzone i tego przy nim trzymać się trzeba. Dla mnie, gdyby miał ze mną zostać to wystarczy. Serwer Nextcloud działa płynnie, cała reszta również. Pi-Hole nie działa, a OwnCloud'owy pakiet kuleje. U mnie się sprawdził i jedyne, czego sobie bym życzył to ceny poniżej 1000zł. Inaczej działa na psychikę i łatwiej przetrawić brak dodatkowych 512MB ramu, czy kilku gniazd... Niewątpliwie dla użytkowników, którzy w swoim życiu i domu na pierwszym miejscu nie stawiają elektronicznych gadżetów jako niezbędnych do życia DS416j będzie za jakiś czas świetną propozycją rynku wtórnego. W momencie gdy do zastosowań biznesowych osiągi prezentowane przez omawiany model przestaną być wystarczające, to w domu przy ilości użytkowników w porywach wynoszącej pięć sztuk maksymalnego obciążenia w jednym czasie - w zupełności wystarczy, a i cenowo za jakiś czas sprawa będzie wyglądała korzystniej. Tym bardziej, że konkurencja nie śpi i niszowe marki również starają się zaistnieć na rynku sieciowych pamięci masowych.

 

linux sprzęt serwery

Komentarze