[Sprzęt z szuflady] Samsung Galaxy Mini 2

Niedawno porządkowałem sobie szufladę z elektroniką i natrafiłem na swój pierwszy smartfon, który jest bohaterem tego wpisu - Samsung Galaxy Mini 2. 

Sprzęt został wydany w 2012 roku. Oryginalnie, od dnia premiery do uśmiercenia tego modelu działał na Androidzie 2.3.6. Jednak dzięki dość luźnemu podejściu Samsunga do wgrywania Custom Romów (przynajmniej wtedy, nie wiem jak jest obecnie gdyż dość długo już nie korzystam z ich telefonów) w pewnym momencie postanowiłem odświeżyć trochę ten telefon wgrywając CyanogenMod 10.1, oparty o Androida 4.2.2. 

Jako, że jest to Low-end, jego specyfikacja nie powalała nawet w 2012 roku, kiedy to trafił do sprzedaży.

Ekran: TFT 3.3"; 320×480

Procesor: Qualcomm 800 MHz

Pamięć: 512 MB RAM; 4 GB ROM

System: Android 2.3

Aparat: 3 Mpix; max. rozdzielczość nagrywania: 640 x 480

Obsługa kart pamięci: do 32 GB MicroSD

Bateria: Li-Ion 1300 mAh

Łączność: WiFi 802.11 b/g/n; Bluetooth 3.0

Lokalizacja: A-GPS; cyfrowy kompas

Wymiary: 109,4 x 58,6 x 11,6 mm

Waga: 105,3 g 

Dzięki zrootowaniu słuchawki, można poradzić sobie z dość ograniczonym procesorem i zwiększyć trochę jego obroty dzięki aplikacji SetCPU.

Dzięki temu telefon działa w miarę płynnie. Przynajmniej dopóki nie zainstalujemy na nim zbyt dużo aplikacji. Niestety, jak na obecne czasy, 512 MB Ramu jest niewystarczające. Zwłaszcza przy tak rozrośniętych aplikacjach. Mimo to telefon sprawdza się do dzwonienia czy wysłania SMSa. 

Zapomnieć można również, o jakiejkolwiek wydajności w grach :P.

APARAT

Mimo dość słabej rozdzielczości aparatu oraz pomimo braku jakiejkolwiek stabilizacji obrazu, zdjęcia (mniej więcej) dają jeszcze radę. Przynajmniej w bardzo dobrych warunkach oświetlenia. Jeśli poziom światła nie będzie wystarczający, zdjęcie nie będzie się nadawać nawet na "FaceZbooka".

Filmu nagrywał nie będę - wyglądają jeszcze gorzej, a nie chciałbym u nikogo wywołać krwawienia z oczu :D

Dlatego więc piszę o tak starym i mało wydajnym urządzeniu? Z kilku powodów.

Po pierwsze żeby choć trochę przypomnieć sobie, i innym, jakie były początkowe urządzenia z Androidem.

Jest też kilka dość ciekawych powodów konstrukcyjnych. Pierwsze to radio FM. Pomimo słusznego już (jak na smartfon) wieku oraz bardzo małej wydajności urządzenia, radio cały czas przebija czułością te stosowane nawet w obecnych telefonach. Wiem, że wiele osób powie zaraz że w obecnych czasach radio FM to przeżytek i powinno się o tym jak najszybciej zapomnieć. Ja jednak bardzo lubię słuchać radia i nie zamierzam się z tym rozstawać jak na razie. 

Drugą dość ciekawą rzeczą jest bardzo łatwy dostęp do karty pamięci.

Wystarczy odchylić klapkę i można zmienić kartę. Bez wyłączania telefonu, bez tych wszystkich igiełek do otwierania tacek itp. Byłoby to przydatne w obecnych telefonach. Nie wiem jak Wy, ja jednak jadąc gdzieś na wakacje, robię sporo zdjęć czy filmików. Przydałoby mi się, nieraz, mieć dobry dostęp do karty pamięci, aby wyjąć tą przepełnioną i włożyć drugą. Bo, na przykład, nie wyobrażam sobie wymiany karty w obecnych słuchawkach gdzieś na mieście. Trzeba wyłączyć telefon, mieć ze sobą szpilkę do otwarcia tacki, wyjąć, uważać na kartę sim, zmienić kartę pamięci, włożyć z powrotem itp.... Za dużo zachodu, za dużo czasu. A tak - otwieram klapkę, wyjmuję jedną kartę, wkładam drugą i gotowe. Wszystko zajmuje kilka sekund.

Oczywiście niektórzy się obruszą - a co z wodoszczelnością smartfona? Cóż - ja nie chodzę się kąpać z telefonem. A poza tym poczytajcie warunki gwarancji waszych smartfonów. Czy aby na pewno nie ma tam zapisów wykluczających jakiekolwiek naprawy gwarancyjne po kontakcie z wodą? Jeśli takowe są, to wszystkie te przechwałki związane z normami wodoodporności to nic innego jak marketingowe, puste gadanie. 

Jest jeszcze jedna rzecz. A mianowicie - rozmiar słuchawki.

Pomijając dość kiepskie podzespoły telefon bardzo dobrze leży w dłoni i, co równie ważne, dobrze obsługuje się go jedną ręką. Dla mnie osobiście to bardzo duży plus. I jeśli jakiś producent wydałby słuchawkę o podobnych rozmiarach, ale opartą o nowsze podzespoły, miałby mnie z miejsca. Wiem jednak, że jestem tu w mniejszości i, prawdopodobnie, nikomu nie opłaca się produkować słuchawek o takich rozmiarach gdyż (prawie) nikt ich nie kupi.

Inną sprawą, którą również uważam za plus (za co pewnie niektórzy mnie zjedzą :P) jest brak szkła na pleckach. Mi osobiście plastik nie przeszkadza za bardzo, zwłaszcza że swoje smartfony i tak "ubieram" w etui. Natomiast plastik nie palcuje się tak bardzo jak szkło; nie jest (przeważnie) aż tak śliski oraz nie naraża właściciela telefonu na zawał, w przypadku kiedy, z jakiegoś powodu, telefon zsunie się na podłogę.