100 milionów w minutę i tajemnicze kliki, czyli pomoc w czasach koronawirusa

Strona główna Aktualności
Protest przedsiębiorców przed siedzibą WARP (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)
Protest przedsiębiorców przed siedzibą WARP (fot. Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta)

O autorze

Wiemy, że nic nie wiemy. Tak było pierwszego dnia, tak jest po dwóch miesiącach. Oto rozdawanie pieniędzy w wersji (wielko)polskiej.

Intencje były i są szlachetne, a kryją się pod nazwą Tarcza Antykryzysowa. Polski rząd przeznaczył aż 312 mld złotych na pomoc przedsiębiorcom, których biznesy cierpią z powodu koronawirusa. Jeden z takich programów realizuje Wielkopolska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Tam do podziału na kapitał obrotowy dla firm przypadło 100 mln zł.

65 sekund

Nabór wniosków o grant uruchomiony został o godz. 09:00. Wniosek wcześniej trzeba było sobie przygotować, wysłać, a o równej dziewiątej kliknąć w nadesłany mailem link. I to wszystko. Koronna zasada – kto pierwszy, ten lepszy.

O równej dziewiątej przedsiębiorcy złapali za myszki. Klik! I… „Pula funduszy została wyczerpana” – czytali w komunikacie. Inni czekali dłużej niż trwa jeden klik, ale tylko po to by… dostać ten sam komunikat. Jeszcze inni ze zdumieniem przeczytali, że „wniosek złożyli już wcześniej”, choć do klikania podchodzili po raz pierwszy.

W skrócie – kto dostał info o zdobyciu grantu, mógł się czuć jeszcze bardziej wyjątkowy niż zwykle. Według Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości nabór nie trwał tyle, co jedno kliknięcie. Skończył się o godz. 09:01:04.97. 65 sekund – to 1/3 piosenki lecącej w radiu.

5 godzin 37 minut

„Spóźnili się nawet ci, którzy kliknęli w pierwszej sekundzie” – pisze w tytule „Gazeta Wyborcza”. Chwilę później swój artykuł publikuje serwis wlkp24.info, tytuł: „Ponad 48 tys. wniosków do WARP w kilka sekund? Afera z pomocą finansową dla przedsiębiorców”.

Pierwsze artykuły to pokłosie naprędce zorganizowanej konferencji prasowej, na której szef WARP Krzysztof Urbaniak tłumaczy cały konkurs: agencja nie ma sobie nic do zarzucenia, zasady były transparentne, a do wszystkiego została wynajęta zewnętrzna firma. Przedsiębiorcy przekonują, że klikały boty.

Urbaniak: - Korzystania z botów regulamin konkursu nie zabraniał.

Ma rację. To „Snajper dotacji”, w uproszczeniu: bot klikający w przetargu, gdy tylko to możliwe. Dla przedsiębiorców to oczywiste – nie było równych szans, skoro ścigali się z komputerami, które „rozkradły” pulę grantów. Skoro boty były dopuszczone do gry, w naborze nie było choćby zabezpieczenia captcha, które w dużym stopniu uwiarygadnia, że klika człowiek, a nie bot.

Jedna z przedsiębiorczyń opisuje historię w social mediach:

1 dzień

Marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak oznajmia, że uruchamia postępowanie kontrolne. Ze szczególnym zwróceniem uwagi na potencjalny udział narzędzi wspomagających, tzw. botów – dodaje. Wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk dorzuca do tego Najwyższą Izbę Kontroli, Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuraturę.

3 dni

Wraz z policją, która przyszła po zabezpieczenie materiałów dowodowych, pod siedzibą WARP pojawia się też tłum rozgoryczonych przedsiębiorców. Żądają unieważnienia udziału botów i w ogóle pierwszego naboru. Żądają też ujawnienia listy zdobywców grantów, ale tu WARP zasłania się przepisami RODO. To nic, że dotyczą one osób prywatnych, a nie firm.

Przedsiębiorcom nie podoba się też zasada „kto pierwszy, ten lepszy”. Na razie jednak zostaje unieważniona – wypłaty grantów są wstrzymane do czasu wyjaśnienia wątpliwości.

Półtora miesiąca

Udało się zakończył audyt zlecony przez marszałka wielkopolskiego Marka Woźniaka. Przez półtora miesiąca przedsiębiorcy ani nie dostali pieniędzy, ani nie rozpisano nowego naboru.

Mimo że audyt został uznany za zakończony, jego wyniki nie są zbyt odkrywcze. - W mojej ocenie na dzisiaj jest szereg wątpliwości i szereg kwestii, które niepokoją jeżeli chodzi o ten proces. Natomiast chcielibyśmy w najdrobniejszych szczegółach wyjaśnić wszystkie te wątpliwości, zanim podejmiemy decyzję o ewentualnym unieważnieniu tego postępowania – tłumaczy Woźniak. I choć można mieć złudzenie deja vu, to jest to cytat nie z 24 sierpnia, lecz z 9 października.

Marszałek mówi też, że audyt wskazał, iż w naborze brały udział… boty – te same, których zakazu domagali się już 3 dni po wybuchu afery sami przedsiębiorcy.

Woźniak zapewnił też, że dopóki wszystko nie zostanie wyjaśnione, pieniędzy firmy nie zobaczą. NIK i CBA dalej prowadzą swe postępowania. Wysłaliśmy do tych instytucji pytania i potwierdziły prowadzone postępowania, jednak odesłały do poznańskiej prokuratury, która jest "gospodarzem sprawy". - Obecnie w toku śledztwa biegły z dziedziny informatyki analizuje zebrane w sprawie dowody - informuje nas Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy poznańskiej prokuratury.

© dobreprogramy
s