Cloud Rot, czyli jak z telefonów uchodzi dusza

Bezchmurne dzieciństwo

Należę do ostatniego pokolenia, które było zmuszone rozmawiać ze sobą na podwórku, zamiast grać w Angry Birds. Na szczęście jest to również pokolenie, które miało już odtwarzacze MP3 i nie musiało słuchać o zawałach serca i mszach świętych, jadąc z Grażynami autobusem. Oznacza to, że swój pierwszy telefon otrzymałem późno, i nie był to smartfon, bo smartfonów, powiedzmy, nie było (co jest nieprawdą, ale o tym za chwilę).

Urokliwe manifestacje zagadnień losowości w nieprzewidywalnym świecie

Jako przedstawiciel pokolenia wychowywanego przez ludzi przyspawanych do telewizora w myśl reguły „oglądam to, bo nie ma nic lepszego”, pamiętam następujący obrazek, zaobserwowany w okolicach roku 1999 z balkonu w moim mieście. Którymś ciepłym wieczorem, około godziny dwudziestej (nie pamiętam dokładnie), okna u wszystkich sąsiadów oraz w kilku pobliskich blokach, zmieniały kolor na jednorodny, lekko migoczący od kiepskich kineskopów, odcień niebiesko-żółtego. Rozpoczynało się Losowanie Lotto na Polsacie.

Tęczowe flagi w świecie nielegalnych liczb, czyli dziś będzie o kryptografii

Wyskrobuję już resztki z dna beczki z napisem „historie do opisania na blogu”, stąd śmielej poszukuję inspiracji, skutkujących wpisami coraz bardziej odmiennymi od dotychczasowych. Ponieważ skonfrontowany z dnem zawsze dziarsko sięgam po łopatę, pozwolę sobie na domieszki z pozatechnologicznych dziedzin, leżących w zasięgu moich pretensjonalnych zainteresowań. Rozminę się dzięki temu zupełnie z grupą docelową niniejszej strony i w dodatku zrobię to z uśmiechem na twarzy. Zacznijmy więc.

Żyję w społecznej bańce.

Poczytaj mi, wielkipiecu — biblioteczka programisty

Faktem, który w 2017 zdumiewa jeszcze mocniej, niż to, że dalej istnieją gazety jest fakt, że w dalszym ciągu drukowana jest literatura informatyczna. W dodatku tłumaczona! Co jeszcze bardziej oddala treść od punktu w czasie, w którym była względnie świeża. Dotychczas moim głównym zarzutem względem drukowanych książek informatycznych, pomijając oczywiście marnowanie papieru, był brak możliwości kopiowania kodu żywcem. Okazuje się jednak, że setki tysięcy ludzi uczą się programowania z pogadanek na YouTube (!!!), z których kopiować nie da się tym bardziej.

Silverlight – przepis na kiepską kopię umierającej technologii

Podczas instalacji starszych wersji Windowsów, lub podczas aktualizowania programu Internet Explorer, istniała możliwość wyboru instalowanych komponentów (przypominam, że żyjemy w czasach, w których owa opcja jest jedynie odległym wspomnieniem). Domyślnie zaznaczonymi elementami zawsze były kontrolki COM dla „Macromedia Shockwave” i „Macromedia Shockwave Flash”.

Pentium 4 – wspomnienie intelowskiej czkawki

Zanim Intel stał się (na nowo) niekwestionowanym liderem w dziedzinie procesorów dla PC, sytuacja była o wiele bardziej skomplikowana. Dziś nie mamy wątpliwości: kupujemy płytę główną dowolnego producenta, a na niej jest chipset Intela i socket, do którego pasuje tylko procesor Intela. Kupowanie platformy opartej o AMD uchodzi za zbędny, niesłyszany przez nikogo manifest i oczywiście skazywanie się na niekończącą się, nierówną walkę ze sterownikami.

Oprogramowanie pozagrobowe: długa śmierć MS-DOS

Przez całą swoją „karierę akademicką”, od początku (pierwszy rok studiów) aż do jej schyłku (prowadzenie zajęć ze studentami), byłem napromieniowywany bezkrytycznie powtarzanymi bzdurami z zakresu, powiedzmy, informatyki użytkowej. Mimo, że lista jest niezwykle długa, wyróżnia się na niej jeden punkt, wyznawany przez szczególnie groźną grupę ludzi przekonanych o własnej kompetencji. Otóż dziesiątki razy mogłem usłyszeć, że Windows jest oparty o system MS-DOS.