Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Pożegnaj sieci społecznościowe – oto nadchodzi Mastodon.social

W czasach absolutnej wszechobecności i zależności od Internetu, paradoksalnie coraz trudniej jest obecnie znaleźć osobę, z którą da się przeprowadzić merytoryczną dyskusję na temat samej jego istoty. Jeszcze kilka lat temu (czyli pewnie ponad dekadę, bo przecież życie przecieka mi przez palce i nie potrafię szacować upływu czasu) nie miałbym problemu z uzyskaniem odpowiedzi na pytanie „co jest fundamentalnym założeniem funkcjonalnym internetu?”. Jasnym jest bowiem, że mowa tu o decentralizacji: sieć działa nawet, gdy duża jej część ma awarię. Wynika to z mrocznych początków internetu, wszak był to projekt wojskowy, stąd też założenie, że sieć ma być odporna na awarie, bo ową „awarią” może być na przykład wojna nuklearna, zamieniająca serwery w poskręcaną kupę żelastwa, której nie pomoże nawet restart.

Swego czasu, wszystkie protokoły w internecie budowano z zachowaniem wyżej wymienionych pryncypiów. Było to naturalne dla twórców nowych usług, jako, że wynikało z intuicyjnie rozumianej estetyki technicznej. Najlepiej znanym przykładem projektu zgodnego z założeniami jest DNS. Serwery DNS dokonują propagacji i ciągłej, wzajemnej synchronizacji. Dzięki temu, gdy nasz serwer nazw przestanie działać, jego rolę przejmą alternatywy. A jeżeli serwer, z którego korzystamy nie spełnia naszych oczekiwań, bo np. działa zbyt powoli, zawsze możemy wybrać inny. Nigdy nie znajdziemy się w sytuacji, w której wyłączenie serwera nazw doprowadzi do paraliżu. To wspaniały i niezwykle wartościowy efekt kuli śniegowej: raz uruchomionej usługi nie da się „zamknąć” ani wyłączyć. Reszta sieci, mimo utrudnień, zawsze będzie dążyć do utrzymywania wspólnego, jednolitego stanu.

Istnieją jednak lepsze przykłady od DNS, nienależące do samego szkieletu technicznego, a dostarczające rzeczywistą funkcjonalność. Weźmy na przykład IRC. Dalej popularny protokół czatu, zaczynając od jednego serwera, w ciągu roku rozrósł się do światowej sieci czterdziestu węzłów. Co prawda połączenie się z serwerem IRC będącym na elektronicznych peryferiach prowadziło czasem do niedostępności niektórych kanałów i/lub gigantycznych opóźnień, ale w akceptowalnym procencie pozwalało na uczestnictwo w rozproszonej sieci o wspólnym stanie i niskim narzucie. To doskonała metoda walki z cyfrowym wykluczeniem: jeżeli lokalne środowisko nie ma zasobów lub potencjału na utworzenie społeczności, możliwe jest dołączenie do już istniejącej sieci, a tym samym do cyfrowej społeczności, dla której nie ma znaczenia lokacja geograficzna.

Przy takiej architekturze usługi w dalszym ciągu jest możliwe uruchamianie własnych, niezależnych serwerów IRC, a nawet tworzenie wieloserwerowych sieci niebiorących udziału w Tej Głównej Wielkiej Sieci (EFNet jest zresztą obecnie cieniem tego, czym był w przeszłości). W ten sposób operują np. polski PIRC, programistyczny FreeNode i wiele innych sieci lokalnych. Wystarczy spojrzeć na okno wstępnej konfiguracji HexChat, by przekonać, jaką elastyczność gwarantuje opisywana architektura. Poza IRC jest kilka innych przykładów usług operujących w ten sposób, ale chciałbym je pozostawić na inną okazję. Mam zresztą na ich temat co nieco do powiedzenia. Muszę tylko nabrać nieco odwagi.

WWW

Powstały jednak usługi, które funkcjonują zupełnie w poprzek owego modelu, na pierwszy rzut oka wpisując się w architekturę Internetu bez większych problemów. Mam tu na myśli oczywiście World Wide Web, konstruujące swoją sieć zależności w dramatycznie odmienny od usług internetowych sposób. Sieć WWW nie opiera się już na utrzymywaniu wspólnego stanu. Zależności między dokumentami są wyrażane w formie hiperłączy opartych o uniwersalne URL, ale nie należy się nabierać na decentralizację: to, że URL działa z dowolnego miejsca w sieci to nie zasługa WWW, a tego, co jest pod spodem. WWW działa z kompletnie różny sposób: każdy dostawca dokumentów WWW jest odpowiedzialny za dostępność swoich materiałów. Nie ulegają one magicznej replikacji w sieci. Oznacza to, że gdy serwer „zdechnie”, wraz z nim zniknie dokument przez ów serwer dostarczany. Istnieje więcej niedogodności: niemożliwe jest stworzenie katalogu. W przeciwieństwie do „klasycznych” usług internetowych, nie da się wywołać zbioru dostępnych materiałów, nie da się również zajrzeć do archiwum. Są to nierozwiązywalne z definicji ograniczenia sieci WWW, które obecnie przezwycięża się jedyną dostępną drogą, a więc „na siłę”. O ile kiedyś istniały wyszukiwarki internetowe, do których chętne strony rejestrowały się, jak do książki telefonicznej, obecnie katalog sieci Web jest tworzony dynamicznie przez gigantycznego „pajączka” crawlerów, przemierzających sieć celem indeksowania opublikowanych dokumentów. Archiwum jest tworzone, bardzo wybiórczo, przez boty należące do projektu Wayback Machine, a wszech-katalog utrzymują boty należące do korporacji Google.
Właśnie, Google. Istnienie wyszukiwarki Google to apogeum postawienia internetu na głowie. Rozwiązano problem nieprawidłowej decentralizacji poprzez dokonanie ponownej centralizacji – ale już na zasadach jednej firmy. Obecnie nie jest możliwe stworzenie własnej wyszukiwarki, którą następnie podepnie się do bazy Google i Yahoo celem synchronizacji. Skończyłoby się to pozwem i bardzo prędkim ukróceniem takich praktyk. Poza wykorzystaniem skrzętnie pilnowanego podzbioru publicznego API, „podkradanie” funkcjonalności Google jest zakazane. Obecnie działają tak wszystkie większe strony internetowe. Google i Bing nie wymieniają ze sobą danych: są zażartą konkurencją, oddzieloną od siebie cyfrowymi zasiekami. Wybór jednego z rozwiązań kończy się niemal zamknięciem w rezerwacie, w którym okazjonalne korzystanie z usług konkurencji staje się zaskakująco bolesne. Owe rezerwaty oddalają się od siebie coraz dalej: Google ubił bramę do swojego Hangouta dla usługi Jabber (rozproszonego, jak IRC, komunikatora internetowego). To samo zrobił Facebook dla swojego Messengera, a Microsoft w ogóle wyrzucił swój komunikator do kosza i kupił firmę Skype. Zatem co z tego, że internet dalej będzie działać, jeżeli zatopimy któryś z kontynentów, gdy przy okazji przestanie działać Google i Facebook?
Skupienie władzy nad Internetem w rękach korporacji to scenariusz denerwująco nieunikniony. Sieć nie mogła być nieskończenie skalowalna, jeżeli nie mogła na siebie zarabiać. W przeciwnym wypadku nigdy nie udałoby się internetowi wydostać ze środowiska akademickiego. Forsowanie rozproszonej topologii, w ramach walki z monopolem i centralizacją władzy byłoby możliwe w ramach państwowej legislacji, ale skoro obecnie władza (nie tylko na terenie Układu Warszawskiego, ale i tam, gdzie jest cywilizacja) jest niewyobrażalnie i zatrważająco niekompetentna w elementarnych kwestiach związanych z digitalizacją, strach pomyśleć, jak było 30 lat temu. Teraz jest oczywiście na to wszystko o wiele za późno.

Przestań grać w komputer!

Nie chodzi tylko o biznes. Obecna młodzież została wychowana przez Facebooka (który dla obecnych dzieci jest starodawnym obciachem). Mając monopol na informację, Facebook stał się istotnym czynnikiem kształtującym relacje społeczne. Gdy Facebook dostaje czkawki, świat zamiera. Kontakt z ludźmi staje się masowo niemożliwy, a strumień opiniotwórczych informacji zostaje wstrzymany. Dla niektórych, głównie tych głośno krzyczących „a ja nie mam fejsa!” (a także „jestem wege”, „studiuję prawo” i „tylko Linux”), jest to dowód na upadek cywilizacji, apokalipsę i globalne uzależnienie od internetu. Spieszę z dowodem, że to nieprawda. Zmienił się wyłącznie nośnik. O ile obecną młodzież wychowuje Facebook, mój rocznik został wychowany przez telewizję. W całości. „Gdzie są rodzice?” No jak to gdzie? W pracy są. „Co ze szkołą?” Nie rozumiem – do dwunastego roku życia, więcej niż szkoła uczyły mnie reklamy w telewizji. Potem było trochę trudniej, ale głównie była to przechowalnia. Podobnie, jak 20 lat temu niemożliwe było wyłączenie telewizji, dziś niemożliwe jest wyłączenie Facebooka.

Problem dostrzegam zatem w innym miejscu. Jestem w pełni świadom, że u większości nie uda się wygonić z życia sieci społecznościowych. Podobnie, jak kiedyś nie dało się z niego wygonić telewizji. Bez niej po prostu była pustka: można było najwyżej wyjść na dwór i biegać za piłką do 21:00 jak bezpański pies. Dziś bez sieci społecznościowych ludzie byliby pozbawieni środków, na których oparli swoją interakcję społeczną. Nie można tu „po prostu wyłączyć monitora i iść się spotkać” ze znajomą z Indonezji ani „nie wrzucać tych swoich durnych zdjęć, tylko zrobić jakąś wystawę”, na którą nikt przecież nie przyjdzie. Zwyczajnie nie stać nas tu na reformę.

Należy się zająć inną kwestią– narzędzia komunikacji należą do podmiotów, nad którymi nie mamy najmniejszej kontroli. Sieci społecznościowe, których nieodzowność została udowodniona przez fakty, powinny podlegać polityce społecznej. Dbającej o to, by nie były wyłącznie domeną gigantycznych korporacji, realizujących przede wszystkim swoje interesy. Innymi słowy, należy powrócić do klasycznych założeń projektowych internetu i skorzystać z nich, by tworzyć zdecentralizowaną sieć społecznościową. Taką z możliwością dołączania własnych serwerów, wzajemnie synchronizujących się w celu zachowania wspólnego stanu. Realizując politykę społeczną, oraz w myśl metodyki „technical means to a social end”, taka sieć powinna być oczywiście oparta o Wolne Oprogramowanie.

Welcome to the fediverse!

Dlaczego nic takiego nie powstało? Ależ coś takiego istnieje już od lat – nazywa się GNU Social (swoją drogą niedawno sam to wykopałem i strasznie mi się spodobało). Dlaczego zatem jest niepopularne? Och, to bardzo proste pytanie. Zatem: dlaczego w latach 90tych nie można było „po prostu wyłączyć TV i zająć się czymś innym”? Bo bez tego nie miało się wspólnego języka z rówieśnikami. A jak z kimś nie ma czym rozmawiać, to jest dziwny i niemodny. Należy bowiem koniecznie pamiętać o dwóch, tak naprawdę całkiem oczywistych, kwestiach: po pierwsze, większość ludzi nie ma żadnych zainteresowań; po drugie – nie ma nic gorszego od bycia niemodnym. Wie to każdy nastolatek: żadne nieszczęście, kataklizm, fizyczna krzywda i wycieńczająca niedola nie są w stanie przebić owego faktu swą istotnością. Dlatego, aby alternatywna sieć społecznościowa nie przyciągała jedynie „dziwadeł” i nudnych nieudaczników, fantazjujących każdego dnia o rozstrzelaniu swoich tzw. kolegów ze szkoły (guilty!), należy ją posypać czarodziejskim pudrem hipsterstwa. I chyba właśnie się udało.
Przestawiam mastodon.social, zdecentralizowaną sieć społecznościową, będącą w rękach społeczności. Piszę o niej, zanim świat o niej zapomni, ale coraz więcej wskazuje na to, że może tak prędko nie nastąpić. Wszak temat podniosły już Wired, The Verge i Mashable. Mastodon staje się w coraz szerszych kręgach najnowszym krzykiem mody, a korporacyjna konkurencja, jak Twitter, swą nieudolną polityką wydaje się jedynie mu pomagać. Mastodon jest rozwijany przez społeczność, administrowany przez takową, ale również przez nią moderowany. To będzie naprawdę ciekawa sprawa. Sieć staje się coraz popularniejsza wśród bogatej, zachodniej, liberalnej młodzieży, co może prędko doprowadzić do wojen zaimkowych i przezabawnie nadużywanej cenzury. Może, ale nie musi. Od kilku dni, podczas których przyglądam się sieci Mastodon, jest zaskakująco spokojnie. Z drugiej strony, pamiętajmy, że Fidonet, IRCNet i Usenet przeżywały, zaskakująco pełne dramatyzmu, rozłamy, schizmy i reformacje, które nie zawsze kończyły się dobrze dla społeczności. Nie uchroniła przed nimi decentralizacja, wbudowana wszak w projekt od podstaw. A Mastodon jest zbyt kruchy, by pozwolić sobie na rozłamy. W przeciwnym wypadku skończy jako kolejne „cute, nice try”, w stylu większości Linuksów.

Zdecydowanie jednak zachęcam i zapraszam. Można mnie znaleźć tutaj. Główny serwer obecnie nie przyjmuje nowych rejestracji, ale można wybrać dowolną inną instancję. To znaczy, że gdy założymy konto na mastodon.cloud, w dalszym ciągu będziemy mieli dostęp do użytkowników z serwera unixorn.xyz, ponieważ należy on do sieci Mastodon. Coś takiego jest niemożliwe nigdzie indziej. Wszak portale stanowią dla siebie konkurencję. Ze względu na mniejszą społeczność, główny feed (Federated Timeline) zawiera wszystkie aktualności, a nie tylko informacje od osób, które śledzimy. Tak jest – Mastodon wykazuje największe podobieństwo do Twittera. Nie jest kombajnem do wszystkiego. Nie wrzucimy tu albumu 200 zdjęć ani wpisu blogowego (wiecie, że na Facebooku da się prowadzić bloga!? Dlaczego oni tego nie reklamują! Byliby naprawdę uniwersalnym portalem!). Nie ma też komunikatora, acz jeżeli chcemy stosować rozproszone rozwiązania w stylu Mastodon, należałoby założyć sobie konto Jabbera w jakiejś lans-domenie, np. dobreprogramy.im. Jabberem kiedyś dało się pisać ludźmi z Google Hangouts. I z Facebooka. Oczywiście, już się nie da. Because download our app today!

Mastodon umożliwia nawet uruchomienie dwuskładnikowego uwierzytelniania przez QR do Google Authenticatora. Oczywiście, nie podaje się tu numeru telefonu, bo sieć Mastodon nie ma własnych central SMS, opłacanych z zysków z reklam. Ale przy tej okazji przyłapałem się na myśli „czy na pewno chciałbym wpisać tam swój numer telefonu?”. Jasne, byłby niewidoczny, ale niezwykle zabawnym jest założenie, że Facebook i Google są mniej groźne z moim numerem telefonu, niż jakiś garażowy projekt w domenie „.xyz”. Bo przecież pozwy, GIODO i kwestie wizerunkowe…

Nie wiem, czy to powiew świeżości, czy rzeczywista ulga od obecnych interfejsów Facebooka i Twittera. Niemniej, podobają mi się założenia techniczne składające się na sieć Mastodon i mam, zapewne nieco naiwną, nadzieję, że projekt będzie się rozwijał i zdobywał coraz więcej użytkowników. Ma bowiem potencjał społeczny i etyczny, a wiele osób w branży cierpi na chroniczne problemy z myśleniem w owych kategoriach.

Update #1:

Mastodon okazuje się zaskakująco prędko zdobywać użytkowników we francuskim internecie. Są już na nim Le Monde i TV5, oraz kilka ich fejkowych aliasów :)
 

internet

Komentarze

0 nowych
  #1 09.04.2017 11:38

Pierwszy :D

Apostoł   9 #2 09.04.2017 12:47

"500 characters per post" pfff...

  #3 09.04.2017 12:50

ale jaja, ciekawe czy ten maluszek ma jakieś szanse z kolosami komercyjnymi.

kwpolska   7 #4 09.04.2017 12:55

Ale to już było. https://diasporafoundation.org/

  #5 09.04.2017 12:56

dlaczego nie korzystam z Twittera? bo nie korzysta z niego żaden z moich znajomych a te same wiadomości pozwala przeczytać facebook

  #6 09.04.2017 12:56

Fajna kopia twittera

karol221-10   13 #7 09.04.2017 12:57

Bardzo bym chciał, aby pojawiła się jakaś realna konkurencja dla dzisiejszych serwisów społecznościowych pokroju Facebooka -Mark Zuckerberg ma pod kontrolą praktycznie "pół Internetu". Propagowanie alternatyw jest bardzo słuszne, aczkolwiek wątpię, czy wygrają z takimi kolosami jak Facebook, Twitter czy nawet Google bez odpowiedniej ilości kapitału i środków przeznaczonych na reklamę. A jak nawet, to Facebook zaraz ich wykupi :)

GNUser   7 #8 09.04.2017 13:31

Czym ten Mastodon różni się od np. Gnusocial.no ?

mikolaj_s   15 #9 09.04.2017 13:53

Większość ludzi musi dostać rozwiązanie na tacy, najlepiej jakby samo wlazło im do komputera :) Raczej ciężko będzie się przebić.

mix4   7 #10 09.04.2017 14:00

Diaspora miała być alternatywą a świeci pustkami. Dałem szansę i szczerze przy całej mojej sympatii do open-source to zwykła bieda z nędzą. Obstawiam, że taki sam los czeka mastodon(ta). Takie inicjatywy nie mają szans w starciu z molochem Marka.

Autor edytował komentarz w dniu: 09.04.2017 14:02
wielkipiec   16 #11 09.04.2017 14:05

@GNUser: zadajesz niewygodne pytania. Technicznie są niemal identyczne, ale jedno jest modne, a drugie nie :D

Seba228215   5 #12 09.04.2017 14:20

Czy to za darmo ? Czy jakieś opłaty ? Jest też apka dla wygody korzystania z tego portalu ?

~MacG   5 #13 09.04.2017 14:32

@karol221-10: Skoro google nie umie urwać nawet skrawka tortu od FB to co dopiero taki wynalazek? Ludzie są zbyt leniwi żeby zmieniać przyzwyczajenia tylko dla jakiejś tam idei.

GNUser   7 #14 09.04.2017 14:35

@wielkipiec: Czyli Mastodon jest jedną z instancji GNU sociala? Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem.

wielkipiec   16 #15 09.04.2017 14:42

@GNUser: dlatego o nim napisałem. Główne zagraniczne portale chwyciły temat.
@~MacG: nie chodzi o ideę, a o modę. Tym się różni GNU Social od Mastodona. Hipsteriadą <3

~MacG   5 #16 09.04.2017 14:57

@wielkipiec: A, no tak. Szpan liczy się najbardziej. A ergonomia i szybkość komunikacji z każdym się nie liczy. Dlatego takie projekty nie mają szans.

wielkipiec   16 #17 09.04.2017 14:58

@~MacG: sugerujesz, że Facebook jest ergonomiczny? :D A szybkością komunikacji Mastodon nie ustępuje Twitterowi ;)

GNUser   7 #18 09.04.2017 15:03

@wielkipiec: Dobrze wiedzieć. Jednak nadal pozostanę przy gnusocial.no, ponieważ mogę uzyskać tam więcej informacji o nowościach w wolnego oprogramowania.

wielkipiec   16 #19 09.04.2017 15:04

@GNUser: ...napisano z Windows 8, a wcześnie z iPada :D

~MacG   5 #20 09.04.2017 15:08

@wielkipiec: Sugeruję że na FB są wszyscy. Nie muszę mieć 20 aplikacji i 30 programów na pc żeby rozmawiać ze znajomymi. Monopol robi swoje.

GNUser   7 #21 09.04.2017 15:14

@wielkipiec: Tłumaczyłem to już kiedyś. Przeglądarka IceCat (wolna wersja Firefoksa) domyślnie ustawia UserAgent na Windowsowego Firefoksa, ale można zmienić też na iPada (co czasami robię) przy pomocy User Agent Swicher. Nawet nie wiesz jak się zdziwiłem za pierwszym razem kiedy napisałem komentarz z IceCat :D

wielkipiec   16 #22 09.04.2017 15:27

@~MacG: o tak, zgadzam się. Ale chwilowo dostrzegalny odpływ od Twittera nastroił mnie optymistycznie :)
@GNUser: fajne, przypomniało mi to, jak straszne wersje stron mi serwowano kilka lat temu, jak ustawiałem User Agenta na IE6 :D

ivellios   10 #23 09.04.2017 15:30

No dobrze, ale teraz wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest sobie przeciętnie przeciętny w swojej przeciętności użytkownik Internetu. Facebook już mu się znudził, na Twittera nawet nie spojrzy, NK jest dla starych e-Grażyn grających w gry przeglądarkowe, Fotka jest płatna (bo za darmo można rozpocząć tylko jedną rozmowę dziennie), a Epuls zaliczył zgon ostateczny dwa miesiące temu. Ów nieprzeciętnie przeciętny użyszkodnik poszukuje więc czegoś nowego, czegoś wow, takiego jak gdyby powiewu świeżości w tym szarym jak srajtaśma, smutnym jak dupa i daltonistycznym jak wzrok Marka z Cukrowej Góry Internecie.

I oto dowiaduje się o Mastodonie! Ciekaw, co to takiego, zaczyna szukać informacji. Trafia na Twój wpis. Myśli sobie: no wreszcie dowiem się czegoś więcej, bo pewnie musi toto być zajebiste. Nowe takie, wow. Użytkownik oczekuje, że - między innymi dzięki Twojemu wpisowi - łatwo, szybko i przyjemnie się zarejestruje, klik-klik i już może pisać, rozmawiać, wrzucać słitfocie, itd.

I tak czyta i czyta... aż trafia na ten fragment:

"Główny serwer obecnie nie przyjmuje nowych rejestracji, ale można wybrać dowolną inną instancję" - w tym momencie następuje totalne rozjebanie mózgu przeciętnego chlebojada. Jaka znowu inna instancja? O co tu, kurczę blade, chodzi? Wszędzie indziej tylko klikasz "rejestracja", podajesz login, hasło i emaila i już masz konto. A tu każą wybierać jakieś inne instancje. No w mordę jeża, strasznie skomplikowane. A co jak zrobię coś źle, czy coś... no ale nasz nieprzeciętny w swojej jakże przeciętnej przeciętności użytkownik czyta dalej:

"To znaczy, że gdy założymy konto na mastodon.cloud, w dalszym ciągu będziemy mieli dostęp do użytkowników z serwera unixorn.xyz, ponieważ należy on do sieci Mastodon. Coś takiego jest niemożliwe nigdzie indziej..." - yyy że co? Że nawet jak nie da się zarejestrować to i tak da się zarejestrować i automatycznie będę miał konto tu, tu, tu i jeszcze tu? I w tym momencie nasz nieprzeciętnie przeciętny użyszkodnik już totalnie nie ogarnia i jego reakcja wygląda tak:

"eeee nienienienienienienie to jez jósz zatródne dla mńje, łeeeeeee mastodon do domó, niezaśmiecaj internetó . !"

...po czym zamyka okno przeglądarki i wraca na Facebooka. Uff, jak bezpiecznie. ;-)

nicrame   2 #24 09.04.2017 15:35

Ogromnym problemem tego typu projektów jest to, iż są tworzone bez głębszej analizy dotyczącej wyglądu. Tak jak w wypadku Linuxa, tak i podobne pomysły na sieci społecznościowe jak diaspora na przykład - mimo unikalnych cech jak decentralizacja, otwartość czy tam dbałość o bezpieczeństwo - przegrywają na rynku bo są: brzydkie, przaśne, niewygodne. Właśnie dlatego kiedy powstały komunikatory typu ICQ, AIM czy nawet GG u nas, wygodne kanały komunikacji jak Chaty na portalach - IRC zaczął zdychać. Bo nie było już potrzeba instalować mIRC/irssi/BitchX i bawić się w konfigurację. Kiedy ktoś robił to pierwszy raz i wiedział jedynie co to jest pulpit to wybierał łatwiejsze rozwiązania, łatwiejsze i prostsze. Przykładowo Diaspora, zalogowałem się po wielu latach. Patrzę że jakiś spam mi ktoś napisał w wiadomości. No okej. Chcę usunąć - nie mogę, bo tamtego użytkownika już nie ma. WTF? Wygoda użytkowania bardzo niska. No cóż, nie dziwne, że nikt nie używa. Pomyślałem, a zrobię własna instancję - ale ktoś wpadł na pomysł, by trzeba było doinstalować kupę pakietów żeby to zrobić. Olewam, bo nie ma sensu. Wracam do wygodniejszych rozwiązań. Nie znam Mastodona, ale spodziewam się czegoś podobnego w podejściu autorów i środowiska (co w pewnym sensie potwierdza zablokowana rejestracja). Tu nie chodzi wcale o kwestię czy coś jest modne. Chodzi o formę. To jest w zasadzie najważniejszy element - ale projekty tego typu zwykle są tworzone przez osoby, dla których forma jest mniej ważna i stąd takie efekty.

eimi REDAKCJA  17 #25 09.04.2017 15:40

Jedynym sposobem na pokonanie Facebooka jest blackops z .50 cal. Do tego jednak dojść nie może, dlatego że w obecnej postaci Facebook bardzo dobrze służy interesom elit, a tam gdzie nie służy, tam go nie ma.

Społeczeństwa nie są zainteresowane ani wolnością, ani prywatnością. Jednostki są zainteresowane, ale rzadko kiedy te jednostki mają znaczenie.

Jako stary fan Diaspory wielkich perspektyw dla Mastodona nie widzę. Już prędzej u nas jako alternatywa dla Fb może VK zadziałać, social naprawdę bez cenzury (o ile nie denerwujesz Roskomnadzoru karykaturami Władimira Władimirowicza).

mix4   7 #26 09.04.2017 16:12

@nicrame: Dobrze to ująłeś. Kolejny podstawowy problem jest chyba najprostszy możliwych - tam po prostu nikogo nie ma. Na Diasporze w końcu 2016 r. (założyłem z ciekawości) kiedyś napotkałem posty Polaków z 4-5 lat, a kontakt z niedobitkami innych narodowości mnie nie interesuje. Twory rodem z GNUsocial są skrajnie nietrakcyjne z wielu powodów i dopóki twórcy nie zmienią czegoś w swoim podejściu nikt się nimi nie zainteresuje na szeroką skalę, będą nadal się pojawiać by świecić pustkami. Jedynie Minds może mieć jakieś szansę, gdyż jest pozbawione udziwnień GNUsocial a przy tym nadal open-source. W tym przypadku jednak chyba bardziej idą w ślady Twittera niż FB.

Polacy i VK? Panie redaktorze myślę, że jest zbyt wcześnie na takie połączenie. A szczególnie w czasie, kiedy rządzi partia skrajnie rusofobiczna.Tutaj potrzeba by rodzimego tworu z poważnym zapleczem, które nie sprzeda się pierwszemu lepszemu chętnemu. Na social portal made in Poland rodacy najchętniej by weszli tak myślę, co pokazały lata 2008-10 i szczyt popularności NK, kiedy miliony Polaków miały tam konto, w tym i ja. Już pal licho otwarty kod źródłowy, na to uwagę zwraca bardzo niewielki ułamek społeczeństwa.

Autor edytował komentarz w dniu: 09.04.2017 16:19
mikolaj_s   15 #27 09.04.2017 16:17

Ciekawe, że znowu napisali nowe socjal media w Ruby on Rails. A co w Diasporze technicznie było nie tak, że trzeba było pisać od nowa? Implementacje OStatus? To można było przecież dopisać.

wielkipiec   16 #28 09.04.2017 16:18

@mix4: co nie znaczy, że to nieistotne. Mnie się marzy państwowa instancja typu GNU Social + państwowy serwer XMPP. Prawo do komunikacji jako prawo obywatelskie :) Bylibyśmy unikatem na plus :)

~MacG   5 #29 09.04.2017 16:51

@wielkipiec: A ktoś w Polsce z tego korzysta? Poza politykami oczywiście.

wielkipiec   16 #30 09.04.2017 17:00

@~MacG: całkiem sporo osób. Na szczęście świat to nie tylko Polska ;)

_komentator_   3 #31 09.04.2017 17:11

ja nie korzystam z tego społecznościowego shitu i jakoś żyję. telefon do życia wystarcza,

wielkipiec   16 #32 09.04.2017 17:20

@_komentator_: oho, czekałem na to ^^

elita   6 #33 09.04.2017 17:33

Jedynym chyba medium które nadaj istnieje w tej wolności jest e-mail. Póki co ma i największy rynek i jest w pełni zdecentralizowany. Nawet całkiem niedawno był tu pokazany komunikator bazujący na imap+smtp - niestety robił śmietnik w inboxie. Niestety architektura p2p nie jest dobra do stworzenia na bazie tego walla znanego z sieci społecznościowych.

Rorque_plc   8 #34 09.04.2017 17:39

@_komentator_: jest nam z tego powodu bardzo wszystko jedno

  #35 09.04.2017 18:00

@wielkipiec: Państwowy??
Państwowa słuzba zdrowia i państwowy system edukacji to już i tak za dużo.

yuwo   10 #36 09.04.2017 18:04

To będzie bardzo niszowy projekt. Jak wiele tego rodzaju. Siła FB tkwi w liczbie użytkowników, systemie komentarzy na stronach trzecich oraz możliwości logowania za jego pośrednictwem do wielu serwisów.

Ten projekt może być używany przez małą grupkę przyjaciół, ale nie rozrośnie się do większych rozmiarów, nawet na rynkach lokalnych.

W tego rodzaju przedsięwzięciach zazwyczaj jest tak, że ten kto jest pierwszy, ten monopolizuje rynek. Rzadko zdarza się, że pretendent zajmuje miejsce pioniera.

  #37 09.04.2017 19:24

@Seba228215: Jest apka za przeproszeniem "Tusky" :P

karol221-10   13 #38 09.04.2017 20:08

@~MacG: To jest właśnie główny problem. Nikt nie przejmuje się tym, że ktoś łamie jego prywatność. Ważne, aby można było podzielić się "sweet" focią z innymi. Nie wiem, czy da się to jakoś zmienić. Cały świat zresztą dąży obecnie do tego, aby prywatność pojedynczego człowieka ograniczyć do niezbędnego minimum.
@yuwo Nie zawsze :) Myspace powstał prawie na rok przed Facebookiem i swego czasu miał opanowaną sporą część tego "tortu". Niemniej, przegrał rywalizację z dzieckiem Zuckerberga, które po prostu okazało się lepsze. Nie zawsze ten, kto będzie pionerem na rynku, ma ten rynek na zawsze dla siebie.

Autor edytował komentarz w dniu: 09.04.2017 20:09
~MacG   5 #39 09.04.2017 20:32

@karol221-10: Nie wiem. Nie korzystam z FB. poza używaniem do szybkiej rejestracji na różnych stronach. Dane i tak od dawna zmienione na fałszywe. Nie logowałem się tam od kilku lat.

@wielkipiec Jestem zbyt aspołeczny żeby zrozumieć tą całą głupotę którą nazywa się mediami społecznościowymi ;)

badaboom   6 #40 09.04.2017 20:42

@wielkipiec: Co dla niektórych świat to tylko Polska a wszystko poza granicami to pustynia.

A wpis solidny.

MiłoszW   9 #41 09.04.2017 21:43

@kwpolska: Dokładnie, miałem o tym napisać.

  #42 09.04.2017 23:16

„gdy założymy konto na mastodon.cloud, w dalszym ciągu będziemy mieli dostęp do użytkowników z serwera unixorn.xyz” - jak to dokładniej wygląda? Czy to znaczy, że kontem założonym na mastodon.cloud mogę zalogować się na unixorn.xyz i odwrotnie?

_komentator_   3 #43 09.04.2017 23:25

@Rorque_plc: Cieszy mnie to. portale społecznościowe są zbędne. tylko dobry messenger by sie przydał (taki bez zbędnych bajerów). Wszędzie tylko lajki i reakcje. Ludzie wrzucają fotki i liczą na lajki. im większe cycki tym więcej lajków.

GNUser   7 #44 10.04.2017 00:07

@nicrame: Zależy co dana osoba oczekuje od serwisu społecznościowego. Diaspora, Mastodon, GNU social, pump.io czy HN są dla osób które cenią prywatność (o ile można zachować prywatnośc korzystając z serwisów społecznościowych) i brak cenzury. Oraz (niektóre z nich) dla osób bardziej technicznych. Efekty są, ale u poszczególnych grup społecznych. Dla przeciętnego użytkownika Facebooka, takie alternatywy IMHO zawsze będą czarną magią.

GNUser   7 #45 10.04.2017 00:10

@~MacG: Nie wszyscy są na Facebooku.

GNUser   7 #46 10.04.2017 00:11

@ivellios: To się nazywa selekcja naturalna.

fffatman   9 #47 10.04.2017 00:25

@GNUser: Wszyscy. Kilka lat temu zlikwidowałem konto na Facebooku i okazało się, że wszyscy, i wróciłem.

GNUser   7 #48 10.04.2017 01:31

@fffatman: Nie wszyscy. Na przykład ja. Nigdy nie miałem Facebooka.

  #49 10.04.2017 03:13

@anonim (niezalogowany): Ja używam Twittera nie dla znajomych, tylko dla ludzi, którzy mi imponują, albo interesują się tym co ja. Facebook jest przy tym obciachowy jak urodziny u cioci.

zakius   7 #50 10.04.2017 07:30

@~MacG: musisz mieć najbardziej upośledzony komunikator, który cenzuruje losowe rzeczy, bo ludzie są zbyt głupi by to pojąć

elita   6 #52 10.04.2017 08:41

Tak analizując sytuację, to największy potencjał aby zrobić jakąś rozproszoną sieć społecznościową w oparciu o otwarte oprogramowanie ma dovecot. Co by nie patrzeć ruch pocztowy ma o pewnie 2 rzędy większy zasięg niż wszystkie komunikatory razem wzięte, a dovecot ma w tym ponad 70% udziału.
http://www.openemailsurvey.org/
Gdyby w tym otwartym serwerze pojawiła się zaszyta implementacja np xmpp tworząc dla wszystkich adres komunikatora równy adresowi email to taka otwarta bariera miałaby szansę się przebić na tyle, aby zdobyć popularność.

lamaxa   3 #53 10.04.2017 22:55

" Microsoft w ogóle wyrzucił swój komunikator do kosza " a szkoda, jak ja go uwielbiałem..

  #54 11.04.2017 13:48

@eimi Trudno chyba znaleźć większego entuzjastę rosyjskich technologii. DP bądź jego redaktorzy promowali dystrybucję ROSA, bronili twórców 7zip, rekomendowali VK, nagłaśniali enucjacje Snowdena, nawet bronili tez o rzekomej "wojnie domowej" w Zagłębiu Donieckim.

rwtryb   3 #55 14.04.2017 01:10

Napisałeś, że portal społecznościowy jest moderowany, to znaczy, że i tak funkcjonuje ze swoją centralną, dobrze rozumiem?

wielkipiec   16 #56 14.04.2017 10:05

@rwtryb: nie - są lokalni administratorzy instancji. GNU Social zakładał przywiązanie lokalnej społeczności do lokalnej instancji - wiesz, tematyczne, regionalne, itp. Mastodon urósł jednak za szybko i ludzie rejestrowali się tam, gdzie jest miejsce :D

Quest-88   16 #57 15.04.2017 18:45

@wielkipiec odczytujesz powiadomienia na forum portalu?

wielkipiec   16 #59 26.04.2017 00:02

@Quest-88: o :D Cóż, teraz już tak :D

Songokuu   15 #60 04.05.2017 18:16

Masz plusa za demota z Dragon Ball'em :P
Matko, jaki ja stary już jestem. Pamiętam tamte czasy. I jeszcze jak zimą latałem do domu żeby Robin Hooda serial oglądać.
Eh, to były czasy.
Monthy Python na małym czarno białym telewizorze :)