Żarty na bok, Parlament Europejski pracuje nad prawem szkodliwym dla Internetu

Kilka lat temu, polscy internauci, przerażeni zapewne perspektywą niemożności oglądania seriali z drugiego obiegu, masowo protestowali przeciwko inicjatywie ACTA, czyli pakietowi regulacji, który dotyczył również w pewnym stopniu mechanizmów prawnych dla wspólnego rynku cyfrowego.

Poza szkodliwymi założeniami, problemy z ACTA wiązały się z jego niemal tajnym procesem przygotowania, co jest charakterystyczne dla niezbyt czystych rozgrywek prawnych, forsowanych przez wielkich lobbystów. Dziś prawo coraz częściej ugina się pod presją międzynarodowych holdingów, które z biegiem czasu stają się jeszcze większe, a wskutek (cudem) aprobowanych przejęć, powoli przejmują życie wielu ludzi na własność. 

Obywatele nie mają tyle pieniędzy, co lobbyści. Mają jednak głos. Pozostaje nam wykorzystać ten głos. Spróbujmy zapobiec scenariuszowi, gdzie prawo pisane pod handlarzy zdobywa poparcie odrealnionych lub niekompetentnych decydentów, stając się prawem obowiązującym w Unii Europejskiej. 

Kwestie techniczne dobrze wyjaśnia Niebezpiecznik, a inicjatywa masowego informowania europosłów przebiega pod szyldem portalu Save Your Internet. Na powyższej stronie również można się zapoznać z detalami procedowanej dyrektywy, a następnie wybrać metodę kontaktu. Podanie swojego kraju pochodzenia wyświetli listę posłów, do których można wysłać e-mail lub Tweet, albo wykonać telefon (połączenia dokonuje fundacja EFF). Wiadomości do wysłania są generowane z szablonu, ale można je zmodyfikować wedle uznania.

Warto też zwrócić uwagę na kilka kwestii pobocznych w tym temacie. Po pierwsze, nawet jeżeli uznaje się filtrowanie treści pod kątem cytowań za gospodarczo/etycznie korzystne, metody sugerowane w Dyrektywie są znane z inwazyjności i nieskuteczności, a przy okazji dają instrumenty prawne do legalnego "wcinania się" w proces komunikacji twórcy z platformą dostarczania treści.

Po drugie, Dyrektywa o Prawach Autorskich nie jest "złym pomysłem okropnej Unii". Gdyby Unii nie było, identyczna ustawa byłaby procedowana w rodzimym Sejmie jako "zły pomysł okropnego ZAIKSu" czy innego czorta. We wszystkich krajach działoby się to samo i wcale nie odrzucanoby masowo takich genialnych wynalazków od ręki. Skąd to wiadomo? Otóż podobne regulacje przepchnięto już, całkowicie bez udziału UE, w Hiszpanii i Niemczech, co doprowadziło do komediowych rezultatów. Występowanie jako jedna organizacja wynika z tego, że mamy wspólne interesy. A zdecydowanie w interesie wszystkich obywateli Unii Europejskiej jest prawo odmienne od Artykułu 13 Dyrektywy. 

Na koniec ciekawostka - za przyjęciem Dyrektywy w Parlamencie Europejskim są partie prawicowe, konserwatywne i eurosceptyczne. Z kolei inicjatywę przeciwko nowym przepisom współtworzy Julia Reda z Partii Piratów. Jej potencjalne negocjacje z frakcjami konserwatywnymi to prawdopodobnie dość płonna inicjatywa. Trudno im będzie bowiem znaleźć wspólny język z osobą wyrażającą m.in. wolę likwidacji Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej :D Z siedzibą w Warszawie, tak swoją drogą.

Ależ ten świat uparcie nie chce być prosty i ulegać jasnym podziałom, czyż nie? :)