Active Noise Cancelling w słuchawkach Tribit QuietPlus

Jeszcze kilka lat temu, jedynie słuchawki znanych marek (takich jak Bose czy Sony) mogły pochwalić się dobrze działającą funkcją Active Noise Cancellingu (ANC). Teraz technologia stała się bardziej dostępna, dlatego pojawia się również w tańszych produktach, a słuchawki Tribit QuietPlus są tego bardzo dobrym przykładem.

QuietPlus są lekkie, mają kompaktową, składaną konstrukcję, a do tego potrafią grać do 30 godzin na baterii. Ponadto posiadają wsparcie dla aptX i AAC, więc jest całkiem zacnie.

W pudełku ze słuchawkami otrzymamy twardy futerał (rzadkość), kabel USB-C służący do ładowania, przewód audio-Jack 3,5 mm oraz instrukcję obsługi. Ogólnie zestaw prezentuje się bardzo przyzwoicie, choć kable AUX wygląd na dość lichy.

Tribit QuietPlus zbudowane są z czarnego, matowego plastiku, który jednak zbiera tłuste ślady. Na pewno dużym atutem tych słuchawek jest możliwość ich złożenia. Oba nauszniki chowają się do wewnętrznej strony pałąka (zupełnie klasycznie: tak samo jak w Skullcandy Crusher Wireless i Logitechach), co czyni zestaw łatwiejszym w transporcie. Ramiona, po rozłożeniu, zatrzaskują się bardzo solidnie. Ogólnie design headsetu charakteryzuje się raczej minimalizmem, czego przykładem może być z subtelne logo na każdej muszli.

Pałąk wewnątrz jest metalowy i dość sztywny. Jego długość oczywiście możemy dopasować przez rozciągnięcie każdego z ramion o dodatkowe 2,8 cm. Od spodu został obłożony miękką pianką, którą obszyto syntetyczną skórą.

Muszle nie są w żadnej płaszczyźnie regulowane, co może troszeczkę wpływać na komfort noszenia. Z drugiej jednak strony, miękkie i elastyczne pianki w nausznikach rekompensują te braki. Ich wnętrze zostało wyraźnie oznaczone literami L i R, co stanowi miły akcent.

W przestrzeni padów bez problemu zmieścimy całe ucho (wiem co mówię, bo sam mam dość pokaźne uszy). Docisk słuchawek jest odczuwalny, ale nie męczący. Po kilku godzinach w słuchawkach możemy czuć lekki dyskomfort spowodowany brakiem odpowiedniej wentylacji uszu. To efekt użycia skóry ekologicznej.

Na prawej muszli umieszczono przyciski włączenia/parowania słuchawek, regulacji głośności, przełącznik ANC, port ładowania USB typ C, a także wejście audio-Jack. Z tym ostatnim portem jest dość spora skucha, albowiem producent zdecydował się w tym gnieździe wyciąć mikrofon.

Jeśli więc podłączymy je za pomocą przewodu, nie będziemy mogli prowadzić rozmów, a tylko słuchać dźwięku… W innym przypadku można byłoby je używać jako headset np. do Nintendo Switch czy padów do PS4 i Xbox. Ogólnie Tribit QuietPlus zapewniają wygodne dopasowanie. Na początku można pomyśleć, że jest to budżetowy model, ale z czasem przekonujemy się, że potrafi i może wytrzymać więcej.

Za jakość dźwięku w słuchawkach QuietPlus odpowiadają 40 mm przetworniki. Zapewniają bardzo dobry, i co najważniejsze, dobrze zbilansowany dźwięk. Nie ma tu mowy o przesycie basu, który jest charakterystyczny dla większości słuchawek ze średniego segmentu cenowego. Mają doskonałą klarowność. Średnie dźwięki brzmią szczególnie dobrze. Obsługuje kodeki aptX i AAC, oba kodeki gwarantują wysoką jakość audio w transmisji bezprzewodowej Bluetooth. Korzystając z metody kompresji aptX, daje nam gwarancję braku opóźnień audio względem wideo, więc swobodnie możemy oglądać w słuchawkach filmy z Netflixa czy innej platformy OTT.
Jeśli chodzi o redukcję szumów, to Tribit naprawdę wykonał bardzo dobre zadanie. Nie dosyć, że słuchawki posiadają bardzo dobre, pasywne tłumienie hałasów (budowa zamknięta i dobrze izolującą pianka pokryta ekoskórą), to jeszcze dochodzi do tego ANC, które dzięki dwóm mikrofonom na obu nausznikach potrafi skutecznie wyciszyć „cykliczne” odgłosy tła. System gorzej sprawdza się, gdy różnych dźwięków jest zbyt dużo, ale wycięcie odgłosu klimatyzacji, zmywarki, czy buczącego odkurzacza mamy gwarantowane. ANC w QuietPlus sprawdzają się lepiej, niż te zastosowane w SklullCandy Venue. Z drugiej strony, na pewno nie jest tak skuteczne, jak te stosowane w słuchawkach, które kosztują 3x więcej. Jakość połączeń telefonicznych jest znakomita, nic dodać, nic ująć.

A jeśli chodzi o żywotność baterii i deklarowany przez producenta czas pracy do 30 godzin, to można wsadzić to na półkę z marketingowymi historyjkami. W moim przypadku maksymalny czas pracy wynosił około 16 godzin, przy średniej głośności i włączonym ANC. Zaś pełne naładowanie akumulatora w słuchawkach zajmuje około 3 godzin.

Co ważne, producent zadbał o to, żeby dbać o nasze bezpieczeństwo podczas lotu. Jeśli podłączymy słuchawki przewodowo, to moduł Bluetooth zostanie automatycznie odłączony.

Przyznam, że słuchawki Tribit QuietPlus od samego początku bardzo pozytywnie mnie zaskakiwały. Zaczęło się od zestawu, w którym (poza słuchawkami) znajdziemy twardy futerał, który notabene jest rzadkością. Dalej idzie bardzo dobra jakość dźwięku czy przyzwoite ANC. Listę zalet zamyka wygodna, składana konstrukcja niemęcząca głowy. Miło też, że producent umieścił już wejście USB-C do ładowania gadżetu. Więc są jakieś minusy? Tak, dwa. Jeden to brak obsługi mikrofonu w połączeniu przewodowym. Drugi, to niestety cena. Za Tribit QuietPlus musimy wycebulić ponad 100$. Pytanie, czy to wygórowana cena za słuchawki mało znanej w Polsce marki pozostaje otwarte. Ja polecam.