EarFun Free — bezprzedwodowe słuchawki z Indiegogo

Słuchawkowy boom trwa w najlepsze. Rynek dosłownie jest zalewany szeregiem przeróżnych modeli bezprzewodowych słuchawek imitujących czopki, pigułki, szczoteczki, młoteczki, które wtykamy sobie do uszu. Także mniejsi producenci audio próbują swoich sił na tym poletku. Dobrym przykładem jest EarFun, którego bezprzewodowe głośniki testowałem w ubiegłym miesiącu. Propozycją tej młodej, liczącej niespełna dwa lata firmy jest model EarFun Free.

Warto wiedzieć, że słuchawki EarFun Free zostały sfinansowane na Indiegogo. Kampania zakończyła się bardzo pomyślnie. Skarbonkę producenta zasiliło 5397 sponsorów na sumę ponad 256 tysięcy dolarów. Co pozwoliło zrealizować projekt.

Aktualnie każdy może zakupić EarFun Free za pośrednictwem Amazona. Cena jest dość atrakcyjna, jak na bezprzewodowe pchełki — nie przekracza 50 euro. W zestawie znajdziemy niezbędne minimum: etui, w którym naładujemy gadżet, kabel USB-C, instrukcję obsługi, do zestawu dołączono także trzy rozmiary wkładek dousznych (gumek), aby zapewnić idealne dopasowanie do naszego ucha.

Poza atrakcyjną ceną EarFun Free imponują swoimi funkcjami: obsługa Bluetooth 5.0, USB-C i ładowanie bezprzewodowe i wodoodporność zgodne z normą IPX7. Po prostu czad!

Jednak zacznijmy od początku, czyli od budowy słuchawek i etui. Pudełko wykonano z matowego, lecz delikatnie lśniącego tworzywa. Na górnej klapce zostało wytłoczone logo marki. Przednia ścianka to cztery białe diody (niczym jak w powerbankach Xiaomi) informujące nas o stanie akumulatora etui. Im mniej energii, tym mniej zapalonych lampek.

Pudełko może być ładowane przez port USB typ C lub bezprzewodowo. Wbudowana bateria o pojemności 500mAh pozwoli naładować słuchawki cztery razy. Czas jednego ładowania earbudsów to półtora godziny.

Wieczko zamykane jest na magnes. Magnesy także wykorzystano do mocowania słuchawek wewnątrz etui. To rozwiązanie daje gwarancję, że słuchawki zawsze poprawnie osiądą w plastikowym futerale.

Konstrukcja EarFun Free jest dość klasyczna, z reguły producenci podążają w dwóch kierunkach, stosując albo konstrukcje przypominające młoteczki (niczym klasyczne pchełki z uciętym przewodem) lub pigułki. EarFun wybrał opcję drugą, dzięki czemu słuchaweczki praktycznie w całości „chowają się” w małżowinie ucha.

A każda posiada wbudowany fizyczny przycisk i diodę informujących o stanie baterii i połączenia. Od wewnętrznej strony znajdują się piny do ładowania i oczywiście ujście dla dźwięku z przetworników.

Słuchawki testowałem zarówno w pracy (siedząc za biurkiem), jak i podczas treningu (bieg po piwo przed meczem białoczerwonych). Osadzone dobrze nie wypadały z ucha, a nawet przy dłuższej kilkugodzinnej sesji nie męczyły. Do zasięgu Bluetooth w ogóle nie można mieć zastrzeżeń. Myślę, że deklarowany dystans 15m nie jest przesadzony.

Jeśli chodzi o dźwięk, to słuchawki grają zadziwiająco dobrze. Nie jestem typem melomana. Dźwięk zupełnie satysfakcjonuj. EarFun Free wykorzystują do tego 6 mm grafenowe przetworniki. Spodziewałem się sztuczne podbitego basu dla ukrycia niedoskonałości. Otóż nie! EarFun nie poszedł tą drogą. Czasem wspomniany bass jest nawet zbyt płytki. Co do środka i sopranów — nie można mieć zastrzeżeń — jest poprawnie. Dużym plusem w tych słuchawkach jest możliwość przełączania się między utworami — wystarczy kliknąć dwa lub trzy razy w lewą pastylkę. Również możemy wywołać asystenta głosowego, stukając dwa razy w pigułkę prawą.

Rozmowy przez EarFun Free także są na dobrym poziomie. Zestaw posiada mikrofon z aktywną redukcją szumów, dzięki któremu rozmówca powinien dobrze nas słyszeć, nawet gdy będziemy prowadzić rozmowę w dużym hałasie.

Do czego można się przyczepić to fizyczne przyciski, których wciskanie jest średnio przyjemne (chodzą one dość ciężko, niby jest to celowe zachowanie). Jestem przyzwyczajony do rozwiązania pojemnościowego, które jest niezwykle czułe. Czasem słuchawki potrafią się nie łączyć się ze sobą, praw gra, a w lewej cisza. Wtedy potrzebujemy przejść przez proces parowania BT ponownie, z wcześniejszym resetem earbudsów. Kolejną wadą, lecz nie tylko tych słuchawek (zdarza się on również w modelach dużooo droższych) jest lipsync. O ile nieprzeszkadzania on, gdy słuchamy muzyki, to może stać się irytujący, gdy zaczniemy oglądać jakiekolwiek wideo.

Ogólnie rzecz biorąc, uznaje EarFun Free za bardzo dobre słuchawki. Biorąc pod uwagę ich możliwości, USB-C, bezprzewodowe ładowanie, pracę na baterii, a kończąc na jakości dźwięku, który dostarcza wystarczającą ilość szczegółów, aby nie kwalifikować ich do tandetnych chińskich dousznych pierdziawek. Dodatkowo dochodzi fakt solidności wykonania tego zestawu i cena nieprzekraczająca 50 euro.