Logitech G915 — bezprzewodowa klawiatura TKL za 0.0000142714286 sasina

Przyznam się otwarcie i bez bicia, że od lat jestem wielkim fanem marki Logitech. Według mnie, tworzony przez nich sprzęt jest naprawdę topowej jakości, która nie spada od lat. Dlatego też nie odmawiam przyjemności przetestowania kolejnych ich produktów.

Kilka tygodni temu przywędrowała do mnie kompaktowa klawiatura Logitech G915 TKL, która jest jednym z najdroższych akcesoriów komputerowych, jakie do tej pory gościły na moim biurku. Aktualna jej cena to ponad 800 zł — jeśli dobrze poszukamy. Sam producent zaś wycenia ją na 999 zł! Co ona w sobie ma? Czy warta jest tylu złotych monet? Sprawdźmy.

Przed każdym Logitechem stawiam wysoką poprzeczkę, a G915 ma ją podniesioną o kilka szczebli wyżej, ze względu na swoją wartość. W kartoniku, mimo że mamy do czynienia z zestawem Premium, nie znajdziemy zbyt wielu akcesoriów: egzemplarz G915 TKL, odbiornik LIGHTSPEED, przedłużacz USB, kabel MicroUSB, dokumentacja, karta gwarancyjna, naklejka i to by było na tyle. W tym komplecie ewidentnie zabrakło etui do transportu, zwłaszcza że dziewięćsetpiętnastkę można uznać za klawiaturę mobilną — mimo swoich 810 gramów.

Połączenie szlifowanego aluminium o grafitowym zabarwieniu z czarnym plastikiem nie jest już wyznacznikiem klasy Premium. Takie materiały możemy znaleźć również w keyboardach za 30% ceny G915. Jednak wykorzystane surowce to nie wszystko, dzisiaj także liczy się design i tu Logitech osiągnął mistrzostwo.

Klawiatura wygląda elegancko. Zaokrąglone krawędzie na węższych bokach, przełamywane są przez ścięte, surowe ściany boków dłuższych. Ten zabieg nie tylko ma aspekt estetyczny, ale także praktyczny. Jest to ukłon w stronę graczy (takich jak ja), którzy używają podkładek pod nadgarstki.

W zaledwie 368 mm długości i 150 mm szerokości Logitech zdołał umieścić więcej niż tylko 87 standardowych klawiszy. Wcisnął również osiem dodatkowych przycisków (spełniających między innymi funkcje multimedialne) i rolkę służącą domyślnie do zmiany głośności w systemie. Scroll nie posiada akcentowanych przeskoków, przez co jest bardzo czuły. Na pewno nie wszystkim przypadnie jego działanie do gustu.

Na tylnej krawędzi klawiatury znalazł się włącznik zasilania i port USB do ładowania wbudowanej baterii. Tak, zdjęcie nie kłamie. Logitech wykorzystał tu port microUSB, a nie USB typ C. Myślę, że jest to celowy zabieg, aby wszystkie urządzenia z serii G były ładowane tym samym standardem, choć ostatnie modele słuchawek burzą podwaliny tej koncepcji...

Obracając klawiaturę klawiszami do dołu, znajdziemy sześć długich gumowych nóżek, które będą utrzymać G915 w jednym miejscu na biurku. Także i w tym modelu Logi zastosował trzystopniową regulację kąta nachylenia klawiatury, dzięki sprytnie wyciąganym nóżkom.

Nadajnik LIGHTSYNC również możemy ukryć w szczelinie znajdującej się na spodzie.

W klawiaturach dla graczy nie liczy się tylko designerski kadłubek czy migające oświetlenie. Tu pierwsze skrzypce grają przełączniki. W G915 wykorzystano autorskie switche GL. Dostępne są one w trzech rodzajach: GL TACTILE, GL LINEAR, GL CLICKY.

Główną różnicą między nimi jest typ reakcji, pozostałe parametry są takie same, czyli aktywacja na wysokości 1,5 mm, pełna długość drogi (2,7 mm), średnia siła wymagana (50 gf). Mój egzemplarz testowy został wyposażony w te najgłośniejsze, czyli GL CLICKY. Charakteryzują się one słyszalnym i mocno wyczuwalnym kliknięciem, zupełnie jak przełączniki niebieskie. Jednak nie są tak hałaśliwe jak GX BLUE czy klasyczne MX BLUE. Wpływ na to ma również wielkość keycapów.

W G915 zastosowano niskoprofilowe nasadki wykonane z ABS. Są dość gładkie, przez co i śliskie, powierzchnia mogłaby być delikatnie chropowata. Bardzo nie spodobał mi się fakt, że zaczepy nie są zgodne ze standardem Cherry MX. Składają się z dwóch haczyków, rozstawionych naprzeciwko siebie. Taki rozstaw powoduje delikatne luzy, co skutkuje tym, że nasadki lekko się chyboczą przy nacisku. Dodatkowo nieostrożne ściąganie nasadek może uszkodzić jeden z zaczepów, a o zamiennik, ze względu na ich niespotykany standard, będzie dosyć trudno.

Zastosowane diody RGB, dają możliwość podświetlenia klawiszy 16 milionami kolorów ;). Ich jakość nie podlega dyskusji. Barwy są żywe, a przejścia między nimi bardzo płynne. Ponadto, w oprogramowaniu G HUB, znajdziemy możliwość tworzenia swoich własnych iluminacji.

Test białego koloru wypada na 4+, albowiem zauważalna jest naleciałość seledynowego. Podobnie jak w G PRO, jest kolejną klawiaturą od Logitech, gdzie nie są podświetlane znaki specjalne w linii numerycznej, aby uniknąć nierównego podświetlenia pod czcionką. Wiem, że nie są one wymagane do grania, ale klawiatury za 999 zł nie będziemy używać tylko do rozrywki. Mnie ten brak bardzo irytuje i uznaje go za jedną z największych wad G915.

Klawiaturę z komputerem możemy połączyć na trzy różne sposoby: klasycznie po kablu, za pomocą technologii LIGHTSPEED lub Bluetooth. Pierwsze z nich ma przewagę nad pozostałymi, więc jeśli zdecydujemy się na nie, to opcje bezprzewodowe zostaną wyłączone.

Jeśli wybierzemy LIGHTSPEED, to mamy gwarancję czasu reakcji 1 ms, więc nie powinniśmy zauważyć różnicy, między połączeniem przewodowym i to mogę potwierdzić. Podczas moich testów nie napotkałem żadnych lagów na połączeniu lub braku reakcji.

G915 posiada dedykowane przyciski do przełączania się między maszynami połączonymi poprzez BT i odbiornika USB LIGHTSPEED. Jest to ukłon w stronę użytkowników, którzy posiadają więcej niż jeden komputer na biurku lub chcą sparować klawiaturę z telefonem, lub tabletem.

Będąc przy opcjach bezprzewodowych, warto wspomnieć o baterii. Producent deklaruje, że wbudowany w G915 akumulator wystarczy na 40 godzin pracy na pełnej jasności podświetlenia, przy połączeniu LIGHTSPEED. Czas może ulec znacznemu wydłużeniu, jeśli wyłączymy podświetlenie. Ładowanie gadżetu do 100% trwa mniej niż cztery godziny. Podczas mojej przygody ładowałem G915 raz w tygodniu. Aktualnie pracuję z domu, więc prosta matematyka: pięć dni w tygodniu, po osiem godzin, plus około 7h na sesje w jakiegoś szutera. 5x8+7=47. Oczywiście używałem połączenia bezprzewodowego LS, a oświetlenie było stałe (białe) przykręcone na 80% jasności. Według mnie jest to bardzo dobry wyniki jak na tak kompaktowe rozwiązanie. Dodatkowo poziom naładowania akumulatorów możemy sprawdzić w G HUB.

Właśnie, G HUB to dedykowane oprogramowanie dla wszystkich akcesoriów dla graczy od Logitech. Niejednokrotnie przedstawiałem je, przy okazji recenzji innych akcesoriów. Standardowo znajdziemy w nim zakładkę sterującą makrami, podświetleniem i podstawową konfigurację.

Czytając moją recenzję, można odnieść wrażenie, że bardziej narzekam na G915 niż ją chwalę. Zgadza się, wytknąłem jej wiele wad, które moim zdaniem nie powinno w ogóle mieć miejsca w sprzęcie wycenianym przez producenta na 999 zł.

Jednak z drugiej strony, jest to fenomenalna klawiatura, która sprawdzi się u najbardziej wymagających graczy. Bezprzewodowa, z niskim czasem reakcji, pełny antighosting. Jest również dużym ułatwieniem w pracy, dzięki dwóm kanałom bezprzewodowej łączności. Z reguły używam dwóch komputerów w swojej codziennej pracy i takie rozwiązanie eliminuje zbędne akcesoria na biurku. Czy zapłaciłbym za nią tysiaka? Raczej nie, ale na pewno rozważyłbym jej zakup, zwłaszcza, gdyby cena spadłaby do 750 zł. Wówczas grałbym więcej niż siedem godzin w tygodniu