Noworoczny odsłuch Audictus Winner i Dreamer

Nowym Rok postanowiłem zainaugurować przeglądem słuchawek Audictus. Marka może jeszcze mało znana, bo młoda. Na rynku istnieje niespełna dwa lata, ale co najważniejsze jest w stu procentach polska. Producentem jest firma Impakt S.A. Ja pierwszy raz o Audictus przeczytałem przy okazji przeglądania relacji z ubiegłorocznego HotZlotu, w którym nie mogłem uczestniczyć. Audictus na swojej stronie wspomina ten coroczny — legendarny event i można wywnioskować, że w kolejnej edycji z chęcią ponownie się zjawi. Dzięki tej akcji część użytkowników DP mogła zapoznać się z ich ofertą i zatopić się w dźwiękach strefy Chilloutu ;)

Do mojego domowego testlabu trafiły model Winner i Dreamer, oba z serii City Soul, która oferuje słuchawki do wszechstronnego użytku, zarówno domowego, czy podczas podróży.

Oba zestawy są tego samego formatu — nauszne zamknięte, lecz o zupełnie innej konstrukcji i wykorzystanych elementach do jej budowy. Specyfikacja przetworników neodymowych jest praktycznie taka sama:

  • Średnica 40 mm
  • Impedancja 32 Ohm
  • Dynamika 103 dB +/-3 dB
  • Pasmo przenoszenia od 20 Hz do 20 kHz (Winner) / 22 kHz (Dreamer)

Obudowa/konstrukcja/wykonanie

Dreamer są chyba najbardziej kompaktowymi słuchawkami nausznymi, jakie w ostatnim czasie miałem w rękach i na głowie. Są zgrabne, niewielkich rozmiarów. Ich składana konstrukcja umożliwia łatwy transport w plecaku lub kieszeni kurtki, a zarazem lepsze dopasowanie do głowy, dzięki regulacji w pionie i poziomie.

Większość elementów obudowy wykonana jest z tworzywa sztucznego kopolimeru akrylonitrylo-butadieno-styrenowego, w skrócie ABS. Główna część pałąka wykonana jest z plastiku, ale dodatkowo została wzmocniona o metalowy element. Słuchawki są przewodowe. Na gumowym kablu został umieszczony mikrofon i pilot umożliwiający regulację głośności.

Miękkie poduszki słuchawek i otulina pałąka jest pokryta eko-skórą, skórzany element znalazł się na zewnętrznej stronie muszli. Dreamer są lekkie i wygodne. Jedynym mankamentem konstrukcyjnym, który mi przeszkadza to słaby docisk muszli.

Czasami zdarzyło się, że słuchawki zjechały mi częściowo z głowy. Dużym plusem jest dobre jak na takie słuchawki tłumienie dźwięku z zewnątrz, choć musimy zwrócić uwagę na ułożenie padów na małżowinie usznej, aby uzyskać zadowalający efekt.

Winner prezentuje zupełnie inne podejście do budowy i wyglądu. W przeciwieństwie do Dreamerów są bezprzewodowe z opcją podłączenia kabla stereo miniJack 3,5mm.

Są cięższe między innymi z powodu umieszczenia w nich baterii o pojemności 300 mAh starczającej w moim przypadku do około 8 godzin słuchania muzyki (producent deklaruje 10). Obudowa to też w większości ABS. Wyjątkiem jest pałąk. W tym modelu jest gruby i metalowy, przez co sprężysty i gwarantujący zrównoważony docisk.

Dokładnie taki jak lubię. Większe pady zakrywają praktycznie całe ucho. Tak jak w modelu Dreamer gąbki słuchawek i pałąk zostały “obite” syntetyczną skórą. Jakość pasywnego tłumienia jest Winnerów także zbliżona do kompaktowego brata.

Na prawym nauszniku Audictus Winner posiadają wejście dla przewodu AUX i trzy podstawowe przyciski sterowania: dwa do regulacji głośności lub zmiany utworów i trzeci włączający słuchawki/umożliwiający parowanie.Także znalazła się dioda sygnalizacyjna, która znajduje się zewnętrznej stronie muszli między literami logo. Port ładowania micro-USB znalazł się na lewej muszli zabezpieczony silikonową zaślepką.

Oba modele są bardzo dobrze wykonane, zszycia skórzanych elementów wydają się mocne, łączenia plastikowych są widoczne, ale nie sądzę aby były liche. Branding modelu Dreamer jest subtelny.

Tylko mały napis po obu stronach pałąka. W Winner jest zupełnie na odwrót.osiada duże białe logo na muszlach i tłoczony napis na szczycie pałąka. Nie wygląda to źle, ale mi bardziej odpowiada delikatniejsze akcentowanie marki, zwłaszcza gdy chcemy używać słuchawek na zewnątrz.

Odsłuchy

Nie jestem typem audiofila, nie kładę nacisku, żeby słuchać muzyki w formatach bezstratnej kompresji. Ważne, że coś w uszach gra i ich nie kaleczy. Na co dzień korzystam ze Spotify, chociaż ostatnio YouTube Music bardziej zaskarbia moje uszy.

Częścią wspólną obu modeli jest połączenie kablowe. Jakość płynącej muzyki zarówno z Dreamera jak i Winnera jest podobna. Oba zestawy oferują czysty ciepły dźwięk.
Najbardziej wysunięte do przodu są tony średnie, wysokie zaś zostały delikatnie spłaszczone. Bas jest podciągnięty do średnicy i utrzymany na satysfakcjonującym poziomie. Scena szersza niż głębsza, ale jak najbardziej do przełknięcia. Całe zestawienie tworzy interesujący charakter słuchawek Audictus.

Audictus Winner możemy skorzystać na dwa sposoby: łącząc słuchawki po BT lub wykorzystując analogowy kabel audio. Połączenie bezprzewodowe zmienia delikatnie charakter tych słuchawek. Zależnie od własnych preferencji ta zmiana może się podobać lub nie. Tony średnie nadal stoją w pierwszym rzędzie, zaś bas z sopranami zamieniają się miejscami. W tym trybie jest wszystko dość równo utrzymane, co daje wrażenie subtelności, choć podbicie basów mogłoby być bardziej znaczące.

Wnioski

Audictus Dreamer i Winner to niby dwa zupełnie inne modele słuchawek, a jednak mające dużo ze sobą wspólnego. Oba wyglądają całkiem spoko, a ich jakość jest adekwatna do swojej ceny, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Oba modele słuchawek zostały wycenione przez producenta na 149 zł. Dźwiękowo oczywiście występują kompromisy. Jednak brzmienie jest wystarczające dla każdego normalnego miłośnika muzyki. Pasywna izolacja jest bardzo dobra jak na słuchawki nauszne.

Moje serce skradł oczywiście kompaktowy Dreamer, który wygryzł z plecaka potocznie zwane pchełki na dobre!