Skullcandy Venue — wytnij hałas i ciesz się muzyką

Słuchawki Venue to zupełna świeżynka w portfolio Skullcandy oferująca technologię aktywnej redukcji hałasu. Producent z Nevady postanowił rzucić rękawicę Bose i Sony, którzy na tym polu są niedoścignieni i zaproponować coś od siebie, ale czy równie dobrego? Venue w sprzedaży pojawiły się niespełna dwa miesiące temu. Teraz jest to najdroższy model Skullcandy. Jego cena oscyluje wokół 700 zł. W zestawie, poza słuchawkami, otrzymujemy świetny, twardy pokrowiec, w którym gadżet na pewno będzie bezpieczny podczas transportu. Brakowało mi takiego futerału w wyposażeniu Skullcandy Crusher, które zamieniłem na rzecz omawianych Venue.

Wygląd słuchawek jak na propozycję od Skullcandy, jest niecodzienny, bo klasyczny. Model pojawił się w dwóch wersjach kolorystycznych. Wariant czarny nie wyróżnia się niczym szczególnym. Nawet branding został zakamuflowany. Inaczej prezentuje się biała kompozycja, która została wzbogacona o czerwone elementy.

Producent, jak w poprzednich modelach, stawia na tworzywo sztuczne. Jest to bardzo twardy i lekki plastik. Venue to oczywiście konstrukcja zamknięta. Miękkie poduszki w muszlach posiadają obszycie wykonane z imitującego skórę materiału (latem może być trochę ciepło). Ich wielkość jest wystarczająca, choć nie pogardziłabym ciutkę powiększonym rozmiarem. Postawiono na mocniejszy docisk muszli niż w modelu Crusher, ale nie można traktować tego jako wadę.

Nauszniki połączone są z pałąkiem za pomocą ruchomych widełek, które dają możliwość zmiany ich pozycji delikatnie w pionie, jak i w poziomie o 90 stopni. To rozwiązanie pomaga dostosować słuchawki do anatomicznej budowy naszej głowy, a także pozwala odłożyć je płasko na biurku.

Pałąk posiada dziewięciostopniową regulację, która być wystarczająca, aby dopasować jego długość do naszej głowy. Choć główna część pałąka wykonana jest z plastiku, to dodatkowo została wzmocniona o metalowy element. Aby poprawić komfort noszenia, pałąk otrzymał kilkunastocentymetrową gąbkę, także obszytą ekoskórą.

W kwestii jakości wykonania i wytrzymałości, nie mam żadnych zastrzeżeń. Według mnie słuchawki będą służyć latami. Martwię się tylko o plastik na kopułkach muszli. Używam słuchawek zaledwie od trzech tygodni, a już zauważyłem minimalne wytarcia na ich powierzchni. Chociaż muszę przyznać, że ich nie oszczędzam.

W Venue przyciski sterujące zlokalizowano na obu muszlach. Zostały pokryte gumą i są bardzo łatwo wyczuwalne. Na lewej umieszczono wskaźnik baterii, włącznik słuchawek do trybu bezprzewodowego/parowania i przełącznik trybu aktywnej redukcji szumu (ANC).

Prawa muszla zawiera przyciski do regulacji głośności i odtwarzania muzyki. W dolnej części prawej słuchawki znajduje się port ładowania microUSB i gniazdo 3,5 mm, które może być używane w trybie przewodowym lub gdy akumulator się rozładuje.

Producent nie podaje w specyfikacji pojemności baterii, jednak nadmienia, że całkowity czas jej naładowania wynosi dwie i pół godziny. Venue posiadają tryb szybkiego ładowania. Dziesięć minut wystarczy, aby słuchawki służyły nam kolejne pięć godzin. Cały akumulator powinien starczyć na dwadzieścia cztery godziny pracy z włączonym ANC i komunikacją przez Bluetooth. Oczywiście, jeśli chcemy przełączyć się na tryb przewodowy, to ANC będzie działał aż do czterdziestu godzin! Czasy deklarowane przez producenta pokrywają się z moimi obserwacjami.

Tile

Skullcandy Venue otrzymały wsparcie dla usługi Tile zbliżonej do Wistiki i Chipolo, która pomaga zapominalskim odnajdywać zapodziane przedmioty. Aby skorzystać z tej funkcji, musimy założyć konto w serwisie i podłączyć do niego słuchawki. Teraz w aplikacji będziemy mogli pobudzić Venue do odegrania melodii wystarczająco głośno, aby zlokalizować gadżet. Istnieje spora szansa, że Tile nigdy przeze mnie nie będzie używane, w końcu słuchawki są tak duże, że trudno ich nie zauważać… ale kto wie ;)

Drugą funkcją, bardziej praktyczną, jest geolokalizacja, która może pomóc w odnalezieniu ich, gdy zostaną skradzione. Słuchawki zgłoszą swoją obecność każdemu użytkownikowi Tile, którego “napotkają”. Nie wiem, ilu użytkowników w Polsce korzysta z Tile, ale dla przykładu w belgijskiej miejscowości, w której mieszkam jest ich nieco ponad 180. Na pewno zainteresowanie tą usługą jest dużo większe w USA, dlatego też Skullcandy zdecydowało się ją zaimplementować.

Dźwięk

Przy okazji każdej recenzji słuchawek, powtarzam te zdania jak mantre. Ocena dźwięku jest subiektywna, z resztą jak wszystkiego, co opisuje i oceniam na swoim blogu. Jednak dźwięku na zdjęciach czy screenshotach przedstawić nie mogę, więc uwrażliwiam! Venue nie są na pewno słuchawkami audiofilskimi. To nie ten przedział cenowy. Zostały stworzone dla grona odbiorców słuchających muzyki w każdych warunkach, a w szczególności podczas podróży.

Zamontowane przetworniki mają średnice 40 mm. Ich impedancja to 32 Ohm. Pasmo przenoszenia ma zakres od 20Hz do 20 KHz. Całkowite zniekształcenie harmoniczne to <0,1% (1 mW / 500 Hz), a poziom ciśnienia akustycznego (1mW przy różowym szumie 1 KHz) 97,3dB przy 1 kHz. Zakładając Venue spodziewałem się mocnego, basowego brzmienia, jak przystało na Skullcandy, a tu proszę — niespodzianka! Dźwięk został świetnie zbalansowany. Średnica jest idealna. Wysokie tony troszeczkę gorzej, a bas jak zawsze niezawodny. Ogólnie oceniając, nowe Venue grają elegancko.

ANC

Venue posiadają już niezłe pasywne tłumienie, dodatkowo wzbogacone o aktywną, skuteczną redukcję hałasu, choć nie tak dobrą, jak w dużo droższych Bose QC35II. Nie ma opcji regulacji tłumienia szumów, co najwyżej można ją włączać i wyłączać. Jest „Tryb monitora”, który zatrzyma muzykę i pozwala usłyszeć wszystko na zewnątrz, bez zdejmowania słuchawek z głowy.

ANC wprowadza delikatny biały szum, który daje o sobie znać, jeśli słuchamy muzyki bardzo cicho lub gdy po prostu ją wyłączymy. Na pewno nie jest to zjawisko pożądane, ale tak jest i nic z tym nie zrobimy.

Podróżowanie z Venue na głowie to czysta przyjemność. Testowałem egzemplarz w różnych warunkach: serwerowni, pociągu czy w samolocie. Fakt, hałas silnika wyświechtanego Airbusa linii Ryanair pokonał Skullcandy, ale i tak lot był bardziej komfortowy niż bez nich.

Wnioski

Skullcandy dość mocno przyłożył się do tego modelu. Venue to przede wszystkim niezwykle wygodne słuchawki ze świetnym dźwiękiem i z ANC. Zestaw sprawia wrażenie wytrzymałego. Tak jak konkurencja, Skullcandy oferuje połączenie poprzez Bluetooth lub kablowe przez audio-miniJack.

Podczas testów nie napotkałem żadnych problemów ze stabilnością połączenia BT. Żywotność baterii jest na zadowalającym poziomie, a dla zapominalski zaimplementowano technologię Tile. Venue to atrakcyjne słuchawki w przystępnej cenie i co najważniejsze, dwukrotnie tańsze od modeli Sony i Bose, które oferują to samo!