Słuchawki Genesis Radon 710 — znakomity dźwięk za 150zł, ale...

Pierwsza — otwierająca rok 2018 recenzja na moim blogu dotyczyła słuchawek Argon 500 firmy Genesis, które przypadły mi do gustu. Przede wszystkim za możliwość ich złożenia, dobrą wentylację uszu i jakość dźwięku w tej klasie cenowej. Słuchawki nie są drogie, to zaledwie 130 zł. Genesis w swojej ofercie posiada dużo więcej headsetów, których cena nie przekracza 150 zł, różniących się wyglądem i specyfikacyjnymi niuansami. Wybór jest trudny, dlatego dzisiaj przedstawię kolejny zestaw słuchawkowy. Tym razem z serii Radon, a dokładnie środkowy model 710.

Rodzina headsetów Radon charakteryzuje się wsparciem dla wirtualnego dźwięku 7.1, dzięki wbudowanej własnej karcie dźwiękowej. W tym przypadku możemy podłączyć je tylko przez port USB w komputerze. Także częścią wspólną tej serii jest pasmo przenoszenia: 20 – 20000 Hz, impedancja: 32 Ohm i długość kabla: 2 m.

Największą różnicą jest wygląd i zastosowane przetworniki o różnej średnicy i dynamice. W modelu Radon 710 mają one promień 20 mm i charakteryzują się dynamiką na poziomie 103 dB.

Biorąc pierwszy raz słuchawki do ręki, zwróciłem uwagę na ich niewielką wagę (~280 g) i nieduży rozmiar. Aby utrzymać proporcje muszle Radon 710, także nie należą do dużych, co może przekładać się na komfort ich noszenia. Pady mogą dociskać obrębki uszu do głowy i w takim wypadku stracimy na pasywnym wyciszeniu. Poduszki zostały obszyte eko-skórą, a wypełniono je gąbką nienależącą do najmiększych.

Zewnętrzna obudowa muszli wykonana jest z lśniącego plastiku z nadrukowaną grafiką w klimacie Genesis. Pośrodku (na obu muszlach) znajduje się podświetlane na czerwono logo. Na wizualizacjach reklamowych ten design wygląda to całkiem spoko, gorzej jest w realu — wygląda na troszeczkę jarmarczny.

Kąt muszli możemy regulować tylko w pionie. Jest on nieduży duży, ale daje szansę do dopasowania. Na lewej muszli producent umieścił potencjometr do sterowania głośnością i suwak wyciszenia mikrofonu.

Niepokój budzi wyprowadzone na zewnątrz przewody wychodzące z muszli do pałąka. Wydaje się, że nie będzie łatwo o ich zahaczenie.

Mikrofon został umieszczony na giętkim pałąku, lecz ze słabą pamięcią do ustalonego kształtu. Nie jest odpinany od konstrukcji, szkoda, bo w recenzowanym wcześniej Argon 500 taka opcja była możliwa.

Jego końcówka została ”wzbogacona” o czerwoną diodę, która zapala się, gdy mikrofon jest włączony i nie idzie jej w żaden sposób zgasić.

Tylko interwencja lutownicą może pomóc. Lampka rozprasza, szczególnie wieczorem: wali po oczach i odbija się jej światło w ekranie monitora. Pomysł delikatnie mówiąc: nietrafiony.

Pałąk jest bardzo elastyczny — obszyty w całości eko-skórą z wytłoczonym logo na górze. Jego długość jest dodatkowo regulowana, możemy zwiększyć ją o około cztery centymetry - po dwa z każdej strony. Aby zwiększyć komfort spoczywania na głowie, na jego spodzie znalazła się warstwa gąbki o niewielkiej grubości.

Na łączeniach słuchawki skręcone są śrubami, co daje wrażenie większej trwałości całego produktu, choć designersko słabo współgra z grafiką umieszczoną na muszlach.

Przewód USB został pozbawiony nylonowego oplotu, szkoda, bo lubię to rozwiązanie. Daje gwarancję, że kabel nie plącze się łatwo. W Radon 710 przewód jest dość gruby, co daje ten sam efekt.

Oprogramowanie słuchawek nie należy do rozbudowanych. Znajdziemy tu kilka podstawowych opcji regulacji dla słuchawek i mikrofonu. Nie mogło zabraknąć equalizera i kilku predefiniowanych profili i możliwości stworzenia swoich własnych. Szkoda, że producent nie jest konsekwentny w wyglądzie swoich aplikacji lub stworzenia jednej wspólnej dla wszystkich akcesoriów jak robi to konkurencja.

Genesis Radon 710 pozytywnie zaskakują. Dźwięk, który z nich się wydobywa, jest miły dla ucha. Średnie i wysokie tony są delikatnie podkreślone i przede wszystkim nie nachodzą na siebie. Bas nie jest głęboki, ale wystarczający. Pozycjonowanie działa dobrze — bez problemu można zlokalizować kierunek padających strzałów, czy kroków. Scena dźwiękowa jest także niczego sobie, choć mogłaby zawierać więcej szczegółów. Wirtualne 7.1 mnie nie urzekło, szczerze nie słyszę różnicy między włączoną i wyłączoną tą opcją. Na plus zasługuje wyeliminowanie zakłóceń w postaci „białego szumu”, które dość często pojawiają się w słuchawkach podłączonych przez USB — nawet tych 2x droższych niż ten Genesis.

Mikrofon wykonuje swoją robotę perfekcyjnie. Przechwytywany dźwięk jest czysty i wyraźny pozbawiony szumów i niechcianych zakłóceń tła. Jednak wszystko psuje ta podświetlana końcówka — niczym palec E.T.

Radon 710 nosi się całkiem spoko, jednak miałem już na głowie wygodniejsze zestawy słuchawkowe, chociażby wspominany wielokrotnie w tej recenzji Argon 500. Docisk muszli jest moim zdaniem zbyt słaby, a gąbki wewnątrz zbyt małe. Mając je na głowie czuję jakby ich konstrukcja była otwarta, choć ewidentnie jest zamknięta. Dodatkowo podczas gwałtownych ruchów słuchawki potrafiły zjechać z głowy. Plusem jest ich niewielka waga, która nie męczy podczas dłuższych sesji.

Podsumowując Genesis Radon 710 to zestaw słuchawkowy oferujący dobrej jakości dźwięk zarówno odtwarzany, jak i nagrywany. Ten headset bez problemu powinien spełnić oczekiwania domowego wielbiciela FPS-ów. W tym segmencie cenowym, nieprzekraczającym 150zł, producent musiał pójść na ustępstwa, aby utrzymać tę atrakcyjną cenę. W ogólnym podsumowaniu to dobry produkt.