Smart-zegarek w erze koronowirusowej

 Podczas przymusowej pandemicznej separacji miałem dużo czasu, aby chociażby nadrobić książkowe, serialowe i filmowe zaległości, a także nauczyć się robić łabądki z orgiami :) W covidowym szaleństwie zakupu masek, rękawiczek, środków dezynfekujących za 300% swojej pierwotnej ceny, zamówiłem też mały gadżet. Był nim chiński smartwatch, który w czasie rzeczywistym podaje temperaturę ciała.

Jednak ten przez ogólnoświatowy lockdown nie dojechał na czas i bałem się, że już w ogóle do mnie nie dotrze. W końcu zamówiłem go na początku marca, a w skrzynce pojawił się dopiero teraz — w lipcu. Najśmieszniejsze jest to, że utknął w sortowni poczty mojego miasta… Gdyby nie koronowirusowa atmosfera, byłby u mnie kilka dni po astronomicznej wiośnie. No cóż, trzeba się cieszyć, że w ogóle jest,

Sam zegarek to nic nadzwyczajnego. Prostokątna koperta o rozmiarze 248 x 38 x 11,5 mm z kolorowym ekranem o przekątnej 1.3" (DPI: 240x240) i jednym pojemnościowym przyciskiem, za pomocą którego poruszamy się po prostym menu. Jakość wyświetlacza jest w porządku, choć zabrakło możliwości regulacji jego jasności.

Obudowa to w większości tworzywa sztucznego o przyjemnej fakturze. Nic nie wiadomo o zabezpieczeniu wyświetlacza. Trudno ocenić czy jest to szkło, czy tylko plastik. Biorąc pod uwagę cenę gadżetu, obstawaiałbym to drugie. Co ciekawe, producent zapewnia, że zegarek spełnia normę IP67, czyli jest odporny na zachlapanie wodą, kurz i brud. Jednak nie nadaje się do kąpieli pod prysznicem, pływania i nurkowania!

Na spodzie znajdują się dwa piny do ładowania zegarka, sensor badania pulsu przez zielone światło i mały okrągły pin stykający się bezpośrednio ze skórą ręki, który zapewne odpowiada za sprawdzanie temperatury naszego ciała.

Kabel ładujący posiada magnetyczną główkę, która gwarantuje, że podczas ładowania końcówka nieodłączny się od zegarka. Mi Band 5 dopiero teraz doczekał się takiego ficzera :)

Pasek w całości został wykonany z silikonu, jak przystało na sportowe zegarki i opaski. Aczkolwiek jego jakość daje wiele do życzenia, już po dwóch dniach noszenia zaczął się wycierać, co sugeruje, że po miesiącu może wyglądać już dość nieestetycznie.

Menu jest proste, każda opcja posiada wymowny obrazek i podpis. Jednak poruszanie się po nim nie naeży do wygodnych. Jeden guzik to trochę za mało: krótkie uderzenie zmienia pozycję w menu, a dłuższe zatwierdza opcję lub wejście do podmenu.

Wśród opcji znajdziem:

  • krokomierz — wyświetla kroki, kalorie, przebyty dystans
  • flagowy monitor temperatury ciała — temperaturę ciała w dowolnym momencie
  • monitor tętna — jak sama nazwa wskazuje
  • sport — monitorowanie 5 różnych trybów sportowych
  • pogoda — informacja o bieżącej pogodzie
  • relax — inaczej tryb zen, zegarek informuje, w których momentach powinniśmy wziąć oddech lub wypuścić powietrze, aby się odprężyć
  • metroonome — pomaga utrzymać rytm treningu?!
  • messages — powiedomienia połączeń, SMS-ów i innych aplikacji społecznościowych.

Zawiera również alarmy dotyczące poboru wody, siedzącego trybu życia i snu

Instalując aplikacje towarzyszącą HARD, uzyskamy możliwość do konfiguracji poszczególnych opcji z menu, analizy snu, ustawienia wszelkiej maści alarmów (budzika, przypomnienia o uzupełnieniu wody w organizmie, czy menstruacji) i oczywiście przeglądania statystyk zbieranych przez zegarek.

Tuż przed publikacją tego tekstu HARD otrzymał aktualizację, która wprowadza język polski interfejsu.

Jak każdy smart-gadżet na rękę, ten także poinformuje nas o nadchodzącym połączeniu lub otrzymanej wiadomości. O dziwo zegarek posiada w swoim oprogramowaniu obsługę polskich znaków.

Smartwatch nie posiada wbudowanego GPS, więc jeśli chcemy narysować trasę, po której biegł nasz trening, musimy mieć ze sobą swój telefon z włączoną lokalizacją. Fajną sprawą jest, że dane z aplikacji HARD możemy synchronizować z Google Fit i Strava. Liczba przebytych kroków jest zbliżona do danych, które zlicza Mi Band 4, jeśli przyjmiemy go za urządzenie wzorcowe, to testowany SmartWatch wypada całkiem nieźle — z maksymalną różnicą do 20 kroków.

Badanie temperatury ciała to flagowa funkcja tego zegarka i trzeba przyznać, że spisuje się ona bardzo dobrze. Fakt, pomiary pobierane ze skóry ręki nie mogą być porównywalne z temperaturą sprawdzoną na czole, czy pod pachą. Jednak mogą dać sygnał, że powinniśmy zwrócić większą uwagę na ten aspekt. Różnica w temperaturze między zegarkiem a tradycyjnym termometrem wynosiła maksymalnie jeden stopień.

Fakt nie udało mi się zegarka przetestować w warunkach bojowych, bo aktualnie żaden wirus mnie się nie ima ;) Myślę, że taka dokładność jest do zaakceptowania. Również pomiar tętna wydaje się całkiem w porządku. Pomiary są wykonywane bardzo często i możemy je analizować w aplikacji.

Bateria w zegarku posiada pojemność 240 mAh, co przekłada się na 5 - 7 dni pracy, według producenta. Moje testy pokazały, że akumulatorek potrafi dociągnąć do 4 dni maksymalnie, a czas ładowania do półtorej godziny.

Aktualnie zegarek na TomTop.com kosztuje niedużo — około 24 euro (z kodem: TTBTMW), przeliczając, jest to niecałe 110 zł. Myślę, że jest to fajna opcja dla ludzi, którzy chcieliby monitorować temperaturę swojego ciała na bieżąco, np. podczas treningu lub w ogóle w ciągu całego dnia.