Huawei P30 Pro — recenzja część pierwsza

Z kilkudniowym poślizgiem w połowie kończącego się tygodnia dotarł do mnie zestaw testowy najnowszego flagowca od Huawei - tytułowy P30 Pro. Dlaczego wybrałem P30 Pro a nie np. laptop czy inteligentny zegarek? Od wielu tygodni obserwowałem w sieci wysyp pozytywnych opinii o kamerach w tym modelu. Skoro jest tak głośno, to dlaczego by nie skorzystać z okazji jaką niewątpliwie jest akcja "Zostań ekspertem Huawei" i samemu się przekonać o możliwościach aparatu? Nie bez znaczenia był też fakt, że smart zegarek w moim przypadku byłby praktycznie bezużytecznym gadżetem a laptopy z Windows są zwyczajnie nudne;). Tyle tytułem już i tak długiego wstępu, przejdźmy do właściwiej części wpisu. 

Zestaw, design i wykonanie

Inspirując się firmą Apple Huawei podpatrzyło także bardzo dobre podeście swoich rywali do tworzenia opakowania, w których sprzedawany jest produkt. Choć wielu uważa to za nieistotny element zakupów, to ja osobiście się z tym nie zgadzam - pierwsze wrażenie jakby nie było rzutuje na odbiór całego produktu. P30 Pro pakowany jest więc w starannie wykonane, białe pudełko (nawet kolor podpatrzyli :D ), w którym znalazło się wydzielone miejsce na wszystkie elementy zestawu. Warto nadmienić, że w zestawie testowym znalazłem wszystko to co znajdzie klient, który zdecyduje się na kupno tego smartfona:

  • zasilacz 40W
  • kabel USB-C
  • przewodowy zestaw słuchawkowy
  • kluczyk do wysuwania tacki karty SIM 
  • silikonowe etui 

Wszystkie dołączone akcesoria (za wyjątkiem przezroczystego etui oczywiście) są koloru białego... czyżby kolejny efekt inspiracji Apple? Nawet jeśli to nic w tym złego bowiem wszystkie dodatki wykonano z dobrego, przyjemnego w dotyku materiału a biały kolor sprawia, że całość choć trochę się wyróżnia na tle nudnej konkurencji. 

O ile słuchawki (przynajmniej na pierwszy rzut oka bo jak się niedługo później okazało grają na prawdę nieźle) nie wyróżniają się jakoś szczególnie a etui dość dobrze ukryte było w kartonie zawierającym kluczyk wysuwający tackę kart SIM tak uwagę zwraca dołączony do zestawu zasilacz: jest nienaturalnie duży jak na te, spotykane w większości współczesnych smartfonów tak Apple, Sony czy Samsunga. Duże gabaryty nie są jednak efektem czasem spotykanej dziwnej polityki oszczędności a wręcz przeciwnie - wspiera on bowiem szybkie ładowanie i to nie tylko w typowej dla flagowców specyfikacji 10-15W ale aż 40W. Tak szybkie ładowanie ma nawet swoją nazwę: Huawei SuperCharge i jak już się można domyślić jest to autorski pomysł tego chińskiego producenta. 

P30 Pro otrzymujemy zabezpieczony folią na fajnej tacce, którą możemy na co dzień wykorzystać do trzymania naszego smartfona jeśli nie chcemy inwestować w stacje dokujące czy podstawki oferujące ładowanie indukcyjne (co w przypadku tego modelu będzie całkiem dobrze uzasadnione bowiem o ile przewodowo mamy prawdziwe szybkie ładowanie do 40W tak z pomocą akcesoriów w standardzie QI tylko maksymalnie 15W) - podobne rozwiązanie spotkałem już w kilku flagowcach Sony i uważam je za bardzo fajny sposób dostarczania urządzeń mobilnych. 

Pod względem wykonania najnowsza propozycja od Huawei już na pierwszy rzut oka dobitnie pokazuje, że jest to produkt premium - producent zdecydował się na połączenie aluminium (krawędzie) i szkła (przód oraz tył) co sprawia, że urządzenie prezentuje się ekskluzywnie i może się podobać. Użyte szkło nie jest na tyle śliskie by przeszkadzać w użytkowaniu czy wymagać przyzwyczajenia jeśli ktoś wcześniej nie korzystał z szklanych smartfonów na co dzień. W zestawie mamy też etui zabezpieczające tył P30 Pro, który jeszcze ułatwi nam pewny chwyt urządzenia. Osobiście jednak nie lubię jakichkolwiek osłon na smarfony dlatego szczególną uwagę zwracam na to jak sprawuje się materiał obudowy urządzenia mobilnego w praktyce. W przypadku czarnej wersji zdecydowanie najbardziej irytujące jest to jak bardzo widoczne są na tylnym panelu odciski dłoni użytkownika... testowałem już wiele podobnie wykonanych smartfonów (a obecnie mam identycznie wykonanego iPhone X) ale to właśnie na Huawei'u codzienne ślady użytkowania widać najbardziej. Oczywiście szybkie wytarcie pomaga, ale nie na tym to powinno polegać... 

Na przednim panelu uwagę zwraca ledwie widoczny, uformowany na kształt kropli odpowiednik Notch'a. Ukryto tam kamerę, moduł rozpoznawania twarzy oraz najpewniej czujnik jasności ekranu. Co z głośnikiem do rozmów spytacie? Nie ma... OK, jest ale nie w formie do której przyzwyczailiśmy się. Huawei zastosował bowiem tutaj swój autorski patent nazwany Acoustic Display Technology - dźwięk rozmowy przekazywany jest za pomocą wibracji spod ekranu wprost do naszego ucha. W dolnej części ekranu ukryto drugą niespodziankę od Huawei: działający (i to na prawdę dobrze) skaner linii papilarnych, z którego możemy korzystać razem lub bez dodatkowej autoryzacji naszą twarzą. 

Na tylnym panelu umieszczono aż cztery moduły kamer (trzy pod wspólną obudową przypominającą rozwiązania Apple oraz czwarty zaraz pod diodą doświetlającą). Układ obejmuje bardzo czuły aparat podstawowy 40 MP, aparat 20 MP z obiektywem ultraszerokokątnym, aparat 8 MP z teleobiektywem SuperZoom oraz specjalny aparat TOF HUAWEI. Obok ukryto moduł NFC (bo nie ma loga nadrukowanego, informację o położeniu zaczerpnąłem z ustawień. Podczas gdy lewą krawędź pozostawiono pustą, na prawej ulokowano wszystkie (całe dwa) sprzętowe przyciski: zasilania oraz regulacji głośności. Nie ma niestety osobnego przycisku migawki kamery, ale do tej funkcji przystosowano przyciski głośności dzięki czemu nawet wykonanie serii zdjęć jest możliwe. Jeśli chodzi o krótsze krawędzie to niemal wszystko umieszczono na dole: tackę kart SIM i pamięci, złącze USB-C, głośnik multimedialny i główny mikrofon. U góry ulokowano tylko dodatkowe mikrofony. Na obu krawędziach rzucają się w oczy niewielkie paski - to znany patent na wzmocnienie anten, które przez metalowo-szklaną obudowę tracą część mocy. 

Specyfikacja 

  • Ekran: 6.47" OLED FHD + (2340x1080) 16,7 milionów kolorów, zgodny z DCI-P3
  • System Android 9 EMUI 9.1
  • 6GB RAM i 128GB pamięci lub 8GB RAM i 256GB 
  • Kolor: Opal, Aurora niebieski, Czarny (testowany)
  • Łączność: Dual SIM LTE (oba sloty), NFC, WiFi AC, GPS, Bluetooth 5.0, BLE, aptX HD, LDAC oraz HWA Audio, złącze USB-C (USB 3.1 GEN1 obsługiwane przez sprzedawany osobno kabel, dołączany USB-2.0)
  • Bateria: 4200mAh, obsługa wireless fast charge 15 W oraz SuperCharge 40 W
  • Zabezpieczenia: wbudowany w ekran czytnik linii papilarnych, detekcja twarzy
  • Inne: certyfikat IP68, zgodność z Dolby Atmos

System, aplikacje, interfejs 

P30 Pro działa w oparciu o najnowszego dostępnego Androida, nie jest to jednak zwykły Android a coś znacznie, znacznie lepszego - bazę od Google wzbogacono bowiem o EMUI w wersji 9.1, które to wprowadza nie tylko przyjemną dla oka szatę graficzną, ale przede wszystkim szereg innowacyjnych funkcji o których posiadacze większości konkurencyjnych smartfonów mogą pomarzyć (część z nich jest w samym systemie, a część np. w konkretnych aplikacjach). Już na starcie gdy naszym oczom ukazuje się kreator konfiguracji możemy wybrać w jaki sposób chcemy korzystać z urządzenia: po nowemu (czytaj skopiowane od Apple świetne gesty) czy "po Android'owemu" czyli w oparciu o beznadziejny wynalazek jakim jest belka nawigacyjna. Już pierwsze chwile z P30 Pro pokazują, że gigantowi z Chin nie udało się usunąć chyba największego problemu, jaki ciąży nad Androidem od początku jego istnienia: zanim zaczniemy na prawdę korzystać z naszego urządzenia tracimy sporo czasu na przechodzenie przez kolejne okna wstępnej konfiguracji, jesteśmy proszeni o logowanie się do kilku usług w chmurze, ustawiamy tryb interfejsu, wybieramy laikowi i tak niewiele mówiące preferencje prywatności itd. Osobiście lubię "taką zabawę", ale nie tak to powinno wyglądać. Nie mówiąc już o tym, że gdy wreszcie przekopiemy się przez te ustawienia a naszym oczom ukaże się ekran główny jesteśmy zasypywani kolejnymi śmieciowymi powiadomieniami (wysyp niezbędnych aktualizacji, potem informacja o tym, że chroni nas pakiet ochrony sklepu Play) - wszystko to niepotrzebnie absorbuje uwagę użytkownika, który powinien się skupić na eksploracji możliwości nowego urządzenia a nie na technicznych aspektach, które przeciętnego użytkownika tylko odrzucają. Wielokrotnie czytałem w różnych miejscach krytyczne uwagi kierowane do iOS od Apple, z którymi jednak nie sposób się zgodzić - do dziś pamiętam pierwszą konfigurację mojego iPhone'a X - całość przebiegła tak szybko, że można się zdziwić, że to już. Z kolei po starcie system nie skupiał mojej uwagi na sobie tylko pozwalał spokojnie korzystać z kupionego urządzenia a wszelakie poprawki, zmiany po prostu robi w tle. Tak to powinno właśnie się odbywać - sprzęt jest dla użytkownika a nie użytkownik dla sprzętu. Oczywiście jak już się przebijemy przez te notyfikacje, ustawimy wszystko pod siebie to taki efekt na Androidzie jest do uzyskania... tylko dlaczego nie może być tak po prostu od początku? 

Pomińmy już jednak ten aspekt, czas przejść do najważniejszego - przygotowane przez Huawei oprogramowanie zostało świetnie zoptymalizowane, producent skupił się też na warstwie wizualnej - ekran blokady ze zmiennym tłem, ciekawe tapety, spójna kolorystyka interfejsu, który nie razi prostotą jaką znamy ze zwykłego Androida. Ciekawe funkcje wbudowane w ekran wyszukiwania pozwalające za pomocą kamery choćby zidentyfikować przedmiot, przetłumaczyć tekst to tylko wierzchołek tego co oferuje system od Huawei. Zaskakuje skromna jak na to do czego przyzwyczaiła nas konkurencja ilość aplikacji, choć niestety kilka się dubluje pod względem funkcjonalności... ale to pewnie wina Google bo z tego co wiem producent albo wgrywa cały pakiet ich aplikacji albo żadne... na szczęście praktycznie wszystkie można po prostu odinstalować jeśli ich nie potrzebujemy. 

Multimedia 

Producent w swoim flagowcu dodał obsługę wielu formatów i certyfikatów mających pozwolić uzyskać dobry dźwięk. Niestety, choć chwalą się nawet obsługą dźwięku przestrzennego Dolby Atmos (z doświadczenia wiem, że na dobrym audio ten typ dźwięku buduje świetny klimat) to dźwięk wydobywający się z P30 Pro moim zdaniem jest taki sobie - oczywiście jest głośny, czysty, "głęboki" ale niestety słyszymy go tylko z jednej strony - tak, Huawei w swoim flagowcu zrezygnowało zupełnie z głośnika multimedialnego po lewej stronie... a szkoda bo przecież miejsce na krawędzi i tak jest puste. W kwestii odtwarzania dźwięku zupełnie nie sprawdza się głośnik ukryty pod obudową bo zwyczajnie jest niemal niesłyszalny gdy głośno ustawimy dolny głośnik... Nie wszystko jednak jest złe w tym modelu - dołączone słuchawki grają całkiem nieźle, do tego możemy też połączyć się poprzez Bluetooth z dowolnym audio. Nie zabrakło też slotu na kartę pamięci dlatego mimo wszystko uważam, że pod kątem multimediów sprzęt raczej zadowoli większość użytkowników. 

Bateria 

Wbudowany akumulator ma pojemność aż 4200 mAh co w tej klasie urządzeń jest wynikiem bardzo dobrym. Smartfon obsługuje oczywiście technologię szybkiego ładowania zarówno indukcyjnie (15W) jak i przewodowo, przy czym dopiero to drugie pokazuje przewagę chińskich inżynierów: umożliwia ładowanie do 40W i to dołączoną do zestawu ładowarką. W praktyce 1% uzyskujemy sporo poniżej minuty więc rewelacja (producent zapewnia, że 70% naładujemy w 30 minut i po pierwszych testach mogę stwierdzić, że wyniki się mniej więcej pokrywają z obietnicą). Jeśli chodzi o czas pracy to na ten moment nie chciałbym się na ten temat wypowiadać gdyż minęło po prostu zbyt mało czasu by cokolwiek obiektywnego móc napisać. Zapowiada się jednak na to, że czas pracy będzie niezły jak na moc i klasę sprzętu. 

Pisząc o baterii warto wspomnieć o odwróconym ładowaniu indukcyjnym, które pozwala naładować nam z baterii naszego smartfona obsługujące indukcję urządzenia firm trzecich - świetna sprawa np. w czasie podróży gdy towarzyszom podróży padnie smartfon czy do podładowania kamerki sportowej. Wystarczy zbliżyć oba urządzenia i proces ładowania rozpoczyna się automatycznie. Co ważne, ta funkcja jest też w wybranych poprzednich modelach Huawei na rynku. 

Ekran

Huawei do najnowszego flagowca wybrał wykonany w technologii OLED 6.47" panel z zaokrągloną po obu stronach krawędziach. Choć dla wielu osób takie rozwiązanie jest przerostem formy nad treścią lub niepotrzebnym udziwnieniem to jednak moim zdaniem nie tylko fajnie to wygląda, ale też zupełnie w niczym nie przeszkadza (a przynajmniej póki co, jeśli się to zmieni to podkreślę to w kolejnych wpisach). Jako, że panel wykonano w technologii OLED trudno mieć jakiekolwiek uwagi do kolorów czy kątów widzenia - czerń jest po prostu czernią a pozostałe kolory są przyjemne dla oka. W górnej części panelu w oczy rzuca się oczywiście niewielki notch przypominający kształtem kroplę. Jako użytkownikowi iPhone'a zupełnie mi on nie przeszkadza i uważam to za lepszą opcję niż szeroki pasek z czego 3/4 byłoby zmarnowane. Jak już wspomniałem wyżej, pod ekranem kryją się dwie niespodzianki - głośnik przenoszący dźwięk przez panel oraz ekranowy czytnik linii papilarnych. 

Słowo na koniec

Huawei P30 Pro to z całą pewnością świetny , oferujący unikalne możliwości sprzęt. Nawet Android, który potrafił zepsuć już nie jednego smartfona w połączeniu z EMUI 9.1 pokazuje, że można coś fajnego wyciągnąć z tego ekosystemu. Pozytywnie zaskakuje również zestaw jaki otrzymujemy - niezłe słuchawki, etui, zasilacz z bardzo szybkim ładowaniem to nie są standardowe elementy zestawów oferowanych przez rywali (i nie uderzam tu tylko w Apple choć oczywiście też). Pierwsze chwile z P30 Pro pokazują już całkiem dobrze, że firmie udało się stworzyć innowacyjny produkt, który nie tylko jest kolejnym flagowcem ale potrafi pozytywnie zaskoczyć. Czy firmie udało się zbliżyć to ideału być może będę w stanie odpowiedzieć po zakończeniu testów. 

PS: w kolejnym wpisie skupię się na tym, co najważniejsze czyli kamery i ich działanie w praktyce. Planuję również wpis okiem użytkownika iPhone i iOS od Apple. Czekam oczywiście na ewentualne pytania i propozycje testów.