Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Yakuza 0 — recenzja

Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że obok gier tworzonych na wyłączność na konsole PlayStation cenię wszystko to co wyłamuje się z mocno powielanych przez studia na całym świecie schematów a klimaty dalekiego wschodu czy to w kinie, czy właśnie w grach wręcz uwielbiam. Dlatego też nie mogłem przejść obojętnie wokół premiery Yakuzy 0, która wprowadza nas w świat opowiadany w poprzednich odsłonach. Przejście gry rozciągnęło mi się w czasie bardziej niż planowałem, ale w końcu ujrzałem napisy końcowe... Już bez dalszego przedłużania zapraszam do recenzji.

Garść informacji wstępnych

Seria gier Yakuza debiutowała w roku 2006 roku jeszcze na PS2 i była kontynuowana na PlayStation3. Przez wielu uważana jest za „japońskie GTA”, ale wystarczy obejrzeć dowolny gameplay by zrozumieć, że obie te serie więcej dzieli niż łączy. Yakuza 0 miała początkowo również trafić na PS3, jednakże deweloper, SEGA, przeniósł prace na PS4. Gra na półkach sklepowych na rynkach zachodnich, w tym w Polsce, pojawiła się pod koniec stycznia, aż dwa lata później niż w Japonii. Polskim dystrybutorem została firma Cenega.

Fabuła 

r   e   k   l   a   m   a

Yakuza 0 przenosi nas do początków kryminalnej działalności bohaterów serii, akcję umieszczono bowiem siedem lat przed wydarzeniami z pierwszej gry, czyli w 1988 roku.

Fabułę podzielono na dwie, z czasem mocno się ze sobą ścierające ścieżki narracyjne w których sterujemy dwoma bohaterami – Kazumą Kiryu i Majimą Goro. Pierwszy z nich to młody członek Yakuzy, którego wplątano w tajemnicze morderstwo, z którego próbuje się oczyścić, natomiast Majima prowadzi klub i stara się znaleźć sposób na powrót do klanu.

Wszystko rozgrywa się w cieniu walki o władzę poszczególnych klanów Yakuzy nad miastem. Stworzona przez Segę opowieść nie tylko zachwyca oddaniem klimatu dalekiego wschodu, sporą ilością nawiązań do lokalnej kultury, ale należy do jednych z najdłuższych, jakie możemy spotkać w obecnie wydawanych grach - przejście głównego wątku i wybranych misji pobocznych spokojnie zajmie od 30 do nawet 50 godzin. 

Gdy misje wątku głównego to za mało...

 ...to zawsze można znaleźć coś godnego uwagi w misjach pobocznych. Yakuza już od samego początku słynie z ilości dodatkowej zawartości dostępnej w grze, a najnowsza odsłona kontynuuje tę bardzo dobrą tradycję. Obok znanych już fanom serii mini gier: bilard, hazard,automaty z grami (i wiele, na prawdę wiele innych) znajdziemy kluby z karaoke, dyskoteki a także całą masę klimatycznych misji pobocznych pojawiających się gdy zwiedzamy miasto między kolejnymi misjami wątku głównego. O ile w wielu grach misje poboczne służą co najwyżej podbiciu długości gry w różnorakich rankingach tak twórcy Yakuzy podchodzą do tego aspektu gry na poważnie i praktycznie wszystkie zadania poboczne stworzono z niespotykaną w zachodnich grach dbałością o klimat, detale i głębię przekazu. Misje są na tyle zróżnicowane, że w tej grze po prostu nie da się nudzić, szczególnie, że niektóre aktywności możemy rozegrać nie tylko w pojedynkę ale także w trybie online. Przykładowa misja poboczna:   

Dodatkową nowością jest zarządzanie nieruchomościami, które rozpoczynamy w jednej z misji głównych, a kontynuować (lub nie – bowiem jeśli chcemy to możemy skupić się tylko na głównej linii fabularnej) możemy już w czasie wolnym. Twórcy podeszli do tego tematu z zaskakującą uwagą i nie ograniczono się do prostego, znanego choćby z GTA rozwiązania „kliknij x aby kupić i możesz zapomnieć o sprawie”, lecz przygotowano nam rozbudowany panel, w którym obok pobierania na konto zysków musimy też dokonywać dodatkowych inwestycji i wybierać ludzi,którzy w naszym imieniu zajmą się ochroną czy zarządzaniem nieruchomością. Nasi wrogowie też nam nie ułatwiają zadania. W grze mamy obszerny poradnik wyjaśniający zasady prowadzenia tego biznesu, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Choć początkowo byłem sceptyczny wobec tego typu zadań to bardzo szybko zmieniłem zdanie ;) 

Mechanika 

Choć często spotykam się z nazywaniem Yakuzy “japońskim GTA” to jedyne co łączy te gry to w zasadzie otwarty świat i daleko idąca dbałość o detale i klimat gry przez dewelopera. O ile Rockstar stawia w dużej mierze na broń palną, długie wymiany ognia tak SEGA od początku stawia na walkę wręcz i rozbudowane, znane z RPG, drzewko rozwoju postaci. Pod względem mechaniki gry Yakuza 0 przypomina moim zdaniem zdecydowanie bardziej Sleeping Dogs a jeśli ktoś liczy, że dostanie „GTA w Kraju Kwitnącej Wiśni” i z takim podejściem uruchomi tą grę to szybko zakończy swoją przygodą z tym świetnym tytułem. Walki wręcz w Yakuzie 0 mamy sporo, po kilkunastu godzinach z grą osobiście miałem już trochę dość bo spora część gry przebiega mniej więcej tak: obejrzyj filmik –pobij wroga / wrogów – przejdź – obejrzyj filmik fabularny. Na szczęście świetnie napisana fabuła oraz rozwój postaci sprawiają, że zniechęcenie szybko mija i chętnie gramy dalej. Jeśli ktoś nie przepada zbytnio za walką wręcz, ale chciałby poznać opowieść to śmiało może wybrać pierwszy poziom trudności – choć walka nadal zajmuje sporo czasu to aż do finału nie stanowi ona zbyt dużego wyzwania i pozwala się skupić na tym co najlepsze w tej grze – fabule i japońskim klimacie.

Każdy z bohaterów ma trzy główne style walki, które rozwijamy wraz postępem gry uzyskując środki, które przeznaczamy na aktywację kolejnych elementów z drzewka rozwoju. Środki zdobywamy w walce wręcz – zarówno na koniec każdej misji, jak i za każdą bijatykę stoczoną podczas zwyczajnego eksplorowania miasta. Co ciekawe tych drugich walk możemy uniknąć na przykład rzucając bandytom pod nogi pieniądze czy też po prostu uciekając.

Oprawa audio 

Oprawa audio stoi na prawdę wysokim poziomie. Utworów w grze jest co prawda nie wiele, ale te, które napotkamy świetnie nawiązują do japońskiej kultury; każda walka zaczyna się typowym dla japońskich bijatyk intro, w pobocznych zadaniach związanych z karaoke czy tańcem odnajdziemy (co oczywiste) same japońskie utwory. Fani japońskiej kultury z pewnością docenią oryginalne audio – zachowano bowiem japońskie głosy postaci, które świetnie zgrano z postaciami. Zamiast sztucznego dubbingu zastosowano angielskie napisy w dialogach jak i w całym menu. Użyto dużej czcionki co ułatwia czytanie dialogów, które trwają nawet około 20 minut. O ile normalnie narzekałbym na brak polskich napisów, tak w przypadku japońskich gier trzeba się cieszyć, że w ogóle trafiają na zachodnie rynki z angielskim tłumaczeniem bowiem nakład, jaki trzeba włożyć w przygotowanie samych napisów do japońskich gier jest ogromny a popularność gier z dalekiego wschodu wśród zachodnich konsumentów wciąż niezbyt duża.

Oprawa graficzna 

Yakuza 0 początkowo powstawała z myślą o poprzedniej generacji i mimo starań twórców nie da się tego nie zauważyć. Prosty system oświetlania lokacji, mało wyszukane cienie, pozbawione detali otoczenie, bardzo uproszczone modele postaci drugoplanowych. Do tego częste ekrany wczytywania pojawiające się nawet tam, gdzie nikt by się tego nie spodziewał: na przykład przy wychodzeniu z parku na ulicę niemal w centrum mapy. Wszystko to znamy z poprzednich generacji konsol i o ile wtedy było to normalne tak obecnie zwyczajnie drażni. Oczywiście SEGA dokonała kilku zabiegów, które sprawiają, że mimo tych wad gra nie odrzuca do tego stopnia by nie chcieć poznać co przygotowali twórcy. Na szczęście wszystko wskazuje, że archaiczna technologia w tej serii wraz z debiutem nowej Yakuzy 6 przejdzie już do historii (przynajmniej jeśli chodzi o nowe odsłony bo odświeżone edycje poprzednich gier najpewniej nadal będą korzystać z obecnego silnika jak to ma miejsce w obecnej od kilku tygodni w sklepach Yakuza: Kiwami (odświeżona pierwsza część z PS2)). 

Podsumowanie 

Jeśli tylko akceptujecie naleciałości z poprzednich generacji konsol to Yakuza 0 jest zdecydowanie tytułem wartym uwagi. Ciekawy, rozbudowany wątek główny uzupełniono całym wachlarzem pobocznych aktywności, dzięki czemu tytuł może dostarczyć rozrywki nawet na około sto godzin, co dla zachodnich deweloperów jest nieosiągalne już od wielu lat bez trybu online.

Ocena końcowa: 7/10 – zdecydowanie warto zagrać!

TL:DR? Plusy i minusy w punktach:

zalety:

  • ciekawa, długa opowieść fabularna
  • zróżnicowane aktywności poboczne
  • klimat, zarys postaci
  • oprawa audio (japońskie głosy)
  • czas przejścia - od około 30 godzin

wady:

  • przestarzały silnik gry i związane z nim ograniczenia
  • niektóre dialogi spokojnie mogłyby być skrócone o jakieś 70%
  • nie wszystkie dialogi mają japońskie głosy (pojawiają się tylko napisy)
  • statyczna mini mapka utrudnia orientację przy docieraniu do celu

Screeny i materiały wideo wykonałem za pomocą funkcji Share konsoli PS4.                            
 

gry hobby inne

Komentarze