Uzyskanie dofinansowania na otwarcie firmy część 4

Po długiej przerwie ciąg dalszy nastąpił :)

Słowem przypomnienia, otrzymałem dofinansowanie na otwarcie własnej firmy z Powiatowego Urzędu Pracy. Więcej możecie przeczytać w pierwszej, drugiej i trzeciej części.

Kontynuując wątki z części trzeciej...

Zmiana kosztorysu

Ze względu na zmiany cen od czasu złożenia wniosku skierowałem prośbę o korektę kosztorysu. Głównie przeniosłem pewne środki z jednych pozycji na inne. W między czasie zrezygnowałem z kupna dwóch pozycji i dodałem nowe.

Z wnioskiem nie było problemu. Dyrektor PUPu zgodził się na zmiany, niestety trwało to ok. 2 tygodnie.

Rozliczenie dofinansowania

Chyba najgorsza część całego zamieszania...

Na spotkanie rozliczające moje wydatki musiałem przygotować wszystkie faktury za zakupione zasoby wraz z potwierdzeniami zapłaty.

Podejście 1

Byłem umówiony na rozliczenie na godzinę 8. Udałem się do Urzędu, gdzie miła Pani z rozbrajającym uśmiechem oświadczyła, że nic dzisiaj nie załatwię i mam spadać. Okazało się, że decyzja o zaakceptowaniu wniosku o zmianę kosztorysu nie dotarła do niej i nic z tym nie może zrobić. Dla wyjaśnienia, rozliczał mnie Punkt Wspierania Samozatrudnienia, a nie PUP, czyli inny budynek kilka km dalej. Niestety 10 dni to za mało, żeby jeden dokument (jedna kartka A4) przywędrowała 6,6 km. Email nie, fax nie, przywiezienie osobiste papieru nie. Dziękuję do widzenia. Pani nawet nie chciała zajrzeć do dokumentów, które miałem ze sobą, czy są w porządku...

Szkoda, że miła Pani nie mogła mnie uprzedzić dzień wcześniej, że nic nie załatwię i nie mam przyjeżdżać... Jestem przekonany, że informację o tym posiadała dzień wcześniej.

Podejście 2

Na następnym spotkaniu okazało się, że potwierdzenia zapłaty za produkty, za które płaciłem za pomocą PayU (allegro) są niewystarczające. Na następne spotkanie musiałem zdobyć zaświadczenia od firm, że opłaciłem konkretne faktury.

Dodatkowo zostałem uświadomiony, że fakturę w języku angielskim muszę przetłumaczyć u tłumacza przysięgłego (50zł), a nie było tam do tłumaczenia prawie nic...

Podejście 3

Tym razem udało mi się załatwić wszystkie sprawy formalne, jednak musiałem się nasłuchać, ile problemów Pani Urzędniczka miała ze zmianą mojego kosztorysu. Oczywiście to, że nie umie się odnaleźć w dokumentach to moja wina :)

Kontrole

Podczas całego okresu trwania umowy z PUP musiały odbyć się dwie kontrole, które potwierdzały, że prowadzę działalność pod wskazanym adresem i nadal posiadam wszystkie zakupione przedmioty. Terminy były ustalane ze mną telefoniczne z wyprzedzeniem, więc nie stanowiło to problemu. Sama kontrola trwała kilka minut i sprowadzała się do spisania raportu z naszego spotkania. Najśmieszniejsze było sprawdzanie posiadania takich rzeczy jak Photoshop, czy programu, do którego otrzymałem tylko keya na maila.

"Niech mi Pan pokarze tu jakieś ikonki itp."
"Komputer? Ten? Okey."

Oczywiście nie wymagam od urzędników znajomości programów specjalistycznych ani skilla ocenienia zgodności specyfikacji komputera z tym na fakturze, ale dostarczało mi to trochę zabawy :)

Rozwiązanie umowy

Po roku od rozpoczęcia działalności miałem 60 dni na rozwiązanie umowy z PUP. Polegało to na zdobyciu zaświadczeń z ZUSu, że nie zalegam ze składkami oraz z US, że podatki płaciłem w terminie. Z dwoma świstkami udałem się po raz ostatni do Urzędu, złożyć ostatni podpis i koniec :)

Po ponad roku nie jestem związany żadną umową z PUPem, a moi żyranci mogą spać spokojnie. Aktualnie prowadzę zwykłą, jednoosobową działalność i mogę z nią zrobić, co mi się podoba.

Na chwilę obecną nie zamierzam (jak większość) zamykać firmy. Aktualnie współpracuję z jedną firmą na prawie pełen etat i jest to podstawa mojego dochodu, ale nie przeszkadza mi to w wykonywaniu mniejszych i większych projektów w dodatkowym czasie.

Czy się opłacało?

Tak. Dzięki dofinansowaniu byłem w stanie wyposażyć się w sprzęt i oprogramowanie, które było mi niezbędne do prowadzenia mojego typu działalności. Największą niedogodnością w zdobywaniu dofinansowania był warunek posiadania statusu osoby bezrobotnej, choć dla mnie w tamtym okresie akurat to nie stanowiło problemu. Drugą sprawą jest ilość papierologii i spotykania z (nie zawsze rozgarniętymi) urzędnikami.

Czy opłaca się zwolnić, przeczekać na bezrobociu kilka miesięcy, żeby otworzyć swoją firmę? Niekoniecznie. W szczególności biorąc pod uwagę to, do jakiej grupy odbiorców kieruję te słowa. Nie oszukujmy się, osoby spędzające najwięcej czasu na DP to osoby, które są w jakiś sposób powiązane z IT i po zdobyciu pewnego doświadczenia zarabiają "dosyć dobrze", więc rezygnacja z kilkumiesięcznych zarobków, aby zdobyć np. 21.000 zł nie będzie opłacalna.

Największa porażka? Po ponad roku od założenia działalności moja strona internetowa wita napisem "W budowie". Jak to mówią:

Szewc bez butów chodzi

Pytania? -> Komentarze :)

Pozdrawiam