Wymuszanie użycia jednego rdzenia CPU

Nowoczesny komputer posiada z reguły wielordzeniowy procesor. Na takim sprzęcie wszystkie nowe gry i programy najczęściej działają bezproblemowo, gdyż pod takowy teraz się je tworzy. Czasami jednak zdarzy się, że mamy ochotę zagrać w jakąś starszą produkcję z epoki "jednordzeniowców". Odpalamy taką grę/program i coś jest nie tak. Aplikacja nam wariuje, gra się wiesza, przyspiesza, zwalnia, generalnie rzecz ujmując: nie działa prawidłowo, ponieważ mamy za dużo rdzeni, a jej przeznaczeniem była maszyna jednordzeniowa. Jednym z przykładów na tego typu problemy jest gra Grand Theft Auto: San Andreas, która potrafi się wyłożyć często i gęsto, gdy się ją uruchomi na wielordzeniowym CPU. W takim wypadku doradza się, żeby wejść w "Menadżer zadań" i ustawić PPM ręcznie koligację na jeden rdzeń. Owszem, można i tak, ale zawsze trzeba to zrobić już po uruchomieniu gry/programu, przechodząc na "Menadżer zadań" za pomocą ALT-TAB. Ponadto czynność tę trzeba powtarzać za każdym razem po uruchomieniu aplikacji, gdyż aplet nie pamięta naszych ustawień na dłużej.

A co zrobić, jeśli np.

Instalacja starszego Windowsa "obok" nowszego.

Nie lubię Windowsa, tak samo jak nie lubię całego Micro$oftu. Nie lubię go za jego wredne praktyki monopolistyczne, za to, że przez niego jestem zmuszony do kupna ich systemu. Chociażby po to, żeby móc sobie od czasu do czasu w coś zagrać. Mogę go nie lubić – to jest moje święte prawo i żaden troll mojej mentalności w tej kwestii nie zmieni. A jeśli uważa, że jednak mu się uda, łaskawie odsyłam go do nader popularnego ostatnio fragmentu poezji naszego narodowego wieszcza, Juliana Tuwima, w wersji audiowizualnej, co by się oczka nadto nie przemęczyły i mózg nie zwęglił totalnie (no offence) - KLIK. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem otwartego oprogramowania, albo chociaż darmowego (czyt. freeware), a to, co robi M$, aby zatuszować istnienie innych systemów operacyjnych, potrafię porównać jedynie do tego, co drzewiej robili z nami...