r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Amerykański rząd zapłacił 50 tys. dolarów za aplikację pokazującą strzałki

Strona główna AktualnościINTERNET

Nie brakuje w Polsce przypadków umiarkowanie udanych przetargów, w ramach których administracja nie szczędzi pieniędzy podatników na serwisy internetowe czy oprogramowanie, które mają – ogólnie rzecz biorąc – uczynić nadwiślański kraj miejscem zinformatyzowanym i nowoczesnym. Okazuje się, że budzące zdziwienie inwestycje zdarzają się także Amerykanom.

Jak informuje serwis Mashable, Administracja Bezpieczeństwa Transportu (TSA) , agencja będą częścią amerykańskiego odpowiednika MSW, zleciła stworzenie aplikacji, która pozwoli na losowe i całkowicie obiektywne typowanie pasażerów na lotniskach do kontroli. Jest to o tyle uzasadnione, że w Stanach nie brakuje grup, które z powodu swojego wyglądu i czy sposobu bycia, czują się poddawane opresji w postaci częstych kontrol „losowych”, w których czynnikiem decyzyjnym jest człowiek.

Aplikacja miała zatem powstać przede wszystkim po to, aby administracja nie musiała się zmagać z pretensjami czy nawet pozwami pasażerów, gdyż losowy wybór miał w całości zostać przerzucony na generator programowy. W praktyce funkcja programu sprowadza się do prezentowania strzałki w lewo lub w prawo w losowej, czy raczej pseudolosowej, kolejności. Warto zaznaczyć, że dotyczy to także lotów z Europy, gdyż chcąc polecieć do USA, Europejczycy przechodzą kontrolę zorganizowaną przez służby amerykańskie.

r   e   k   l   a   m   a

Gdzie tkwi haczyk? Napisaniem programu zajął się IBM, co nie byłoby niczym dziwnym, gdyby nie fakt, że jego powstanie kosztowało Amerykanów… 47,4 tys. dolarów, czyli jakieś 177 tysięcy złotych. Trudno także nie uśmiechnąć się, gdy zobaczy się działanie aplikacji w praktyce. Okazuje się bowiem, że do jej obsługi konieczne było zaangażowanie wykwalifikowanego pracownika TSA, którego funkcja sprowadza się do interpretowania tak nieoczywistego sygnału, jak strzałka.

Oczywiście trudno stwierdzić, aby niecałe 50 tysięcy dolarów było dla takiej agencji jak TSA szczególnie dotkliwym wydatkiem. Cała, cokolwiek absurdalna sytuacja daje jednak sporo do myślenia o wprawie, z jaką rządy odnajdują się w nowych realiach, gdzie między generatorem programowym a przeciętnym obywatelem musi przecież zaistnieć nieodłączny translator w osobie urzędnika ;-)

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.