r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Apple krzywdzi niezależnych programistów. Francuzi chcą skończyć z tym samowładztwem Cupertino

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Jeśli Komisja Europejska chce ukarać Google za naruszające zasady konkurencyjności praktyki monopolistyczne na rynku usług i aplikacji mobilnych, to czy tym bardziej nie powinna zainteresować się tym, co Apple robi na najbardziej przecież lukratywnym rynku aplikacji dla iOS-a? Ostatnie posunięcia firmy z Cupertino budzą gniew i oburzenie poszkodowanych programistów – ale jest nadzieja, że tym razem rola Apple jako wyłącznego dystrybutora oprogramowania zostanie zakwestionowana.

Dash jest popularną przeglądarką dokumentacji interfejsów programowania dla wszystkich platform Apple, wykorzystywaną też do zarządzania gotowymi fragmentami kodu. Ta własnościowa aplikacja popularnego programisty Bogdana Popescu sprzedawana była w wersjach zarówno na macOS-a, jak i iOS-a. W obu wypadkach programista korzystał z oficjalnych sklepów Apple, choć wersję Dasha dla macOS-a można było dostać też przez jego stronę internetową.

Apple zrobiło jednak panu Popescu brzydki numer. Kilka dni temu zgłosił do Cupertino wniosek o zmianę jego konta deweloperskiego z prywatnego na firmowe. Cała procedura obejmowała weryfikację danych firmy, po jej zakończeniu otrzymał komunikat, że pewne funkcje iTunes Connect nie będą dostępne podczas migracji. Chwilę później zobaczył, że jego konto w iTunes Connect zostało zamknięte, a jego aplikacje wycofane ze sprzedaży. Programista, przekonany że to normalna część procedury, czekał dalej.

r   e   k   l   a   m   a

Nic się jednak nie zmieniało – więc Popescu odezwał się do Apple, by otrzymać potwierdzenie, że migracja jego konta została ukończona i wszystko jest w porządku. Tak bardzo w porządku, że wkrótce otrzymał e-mail z powiadomieniem o likwidacji konta. Powód? „Oszukańcze zachowanie”. Osoba po drugiej stronie infolinii odmówiła jakichkolwiek dodatkowych informacji, ale następnego dnia w kolejnym e-mailu od Apple programista mógł przeczytać, że odkryto dowody na manipulowanie recenzjami jego aplikacji w App Store – coś, czego jak twierdzi nigdy nie robił.

Od decyzji Apple’a nie ma jednak odwołania, i tak oto rumuński programista został na lodzie. O ile w wypadku aplikacji na Maka nie jest jeszcze najgorzej, może przecież wciąż ją sprzedawać przez stronę WWW (przynajmniej póki Apple pozwala jeszcze na Makach instalować coś spoza Mac App Store) – to z iOS-em jest naprawdę kiepsko. Nie licząc garstki wyzwolonych jailbreakiem urządzeń, mających dostęp do sklepu Cydia, praktycznie wszyscy użytkownicy iPhone’ów i iPadów zmuszeni są do korzystania z AppStore i znoszenia kaprysów ludzi z Cupertino.

Koniec niesprawiedliwych umów?

Apple przekonane jest przecież, że w kwestii dystrybucji oprogramowania jest jedynym i ostatecznym sędzią. Jak do tej pory nikt tego przekonania nie podważył. Francuska firma Nexedi jest pierwszą, która odważyła się zanieść sprawę do publicznego sądu. Co prawda nie chodzi o warunki sprzedaży oprogramowania na iOS-a, ale o coś równie dokuczliwego dla firm programistycznych – ograniczenia swobody programowania na iOS-ie.

Chodzi o jedno z najgorszych ograniczeń iOS-a. Wbudowana w system przeglądarka, mobilne Safari, jest wyjątkowo ograniczonym produktem, nie obsługującym wielu ważnych technologii HTML5, takich jak Service Workers, webRTC, czy WebM. Czyni to niemożliwym uruchomienie w nim wielu aplikacji webowych – co nie dziwi, w końcu Apple nie przepada za aplikacjami webowymi, oczekując by wszystko co uruchamiane na iOS-ie korzystało z natywnych interfejsów i kontrolek iOS-a.

Co więcej, nawet te „alternatywne” przeglądarki na iOS-a nie są żadną alternatywą – by móc trafić do sklepu AppStore, muszą korzystać z wbudowanego w system silnika WebKit, tak samo jak Safari (tylko gorzej, gdyż Safari ma dostęp do nowszego mechanizmu renderowania). Z tego też powodu na iOS-a nie ma ani Firefoksa, ani Chrome’a, lecz jedynie wydmuszki, z oryginalnymi produktami mające wspólny jedynie branding.

Dla Nexedi to poważny problem – firma tworząc biznesowe oprogramowanie musi ponosić duże koszty, by dostosować swoje przeglądarkowe narzędzia ERP do restrykcji narzuconych przez Apple. Jej założyciel Jean-Paul Smets pisze, że byłby szczęśliwy mogąc napisać własną przeglądarkę na iOS-a, z lepszym wsparciem HTML5, wykorzystując google’owy silnik Blink. Technicznie nie ma żadnych przeciwskazań. Zaraz jednak po opublikowaniu, wydawcę czekałby ban. Przekonało się o tym już wiele firm, a te, które chciały wyprosić u Apple’a lepsze wsparcie dla HTML5, to rzucanie grochem o ścianę.

Dlatego francuska firma zdecydowała się wystąpić do sądu. Jej szanse są sporem ponieważ przyjęte we Francji kilka lat temu znowelizowane prawo spółek handlowych ma chronić małe firmy przed rynkowymi gigantami, gdy istnieje poważna dysproporcja między prawami i zobowiązaniami stron. Już na bazie tych zapisów wiele wielkich firm w innych niż IT branżach zostało zmuszonych do zmiany zapisów umów zawieranych z mniejszymi – i tego samego Nexedi chce w odniesieniu do umowy o korzystanie z konta deweloperskiego AppStore. Jean-Paul Smets podkreśla, że to nie jest kwestia regulacji antymonopolowych, w których Apple czuje się nieźle i już wiele procesów w związku z tymi regulacjami wygrało. To coś zupełnie innego, fracuskie prawo spółek, które może firmę z Cupertino wreszcie rzucić na kolana.

A to byłby najlepszy prezent dla użytkowników sprzętu Apple’a, jaki można sobie wyobrazić. Lepszy niż prawdziwa wodoodporność w iPhonie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.