AveTRIP - Ogólnopolski Piknik Informatyczny

Witam wszystkich w pierwszym odcinku nowej serii zatytułowanej AveTRIP. Zapewne będzie ona bardzo nieregularna i poszczególne wpisy ukazywać się będą w dużych interwałach czasowych, ale uznałem że warto powołać taki byt do życia.

Czym ta seria jest? Najkrócej rzecz ujmując relacjami z tych imprez związanych z IT, na które mniej lub bardziej przypadkiem się napatoczę. Jeżeli dane mi jeszcze będzie pojechać kiedyś na HotZlot, zapewne trafi właśnie do tej serii.

Skoro mamy za sobą wstęp, czas na to, co tygryski lubią najbardziej - konkrety.

Zarys

Ogólnopolski Piknik Informatyczny to impreza powołana przy okazji Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym połączonych z Dniem Społeczeństwa Informacyjnego. Jest to nowy projekt i co prawda nie mam na ten temat pewnych informacji, ale przeczucie mówi mi że rokrocznie takowy piknik będzie się odbywał.

Jako miejsce pierwszej edycji wybrano ogrody Biblioteki Uniwersyteckiej, oczywiście tej w stolicy. Jeżeli ktoś nie wie nadal czym te ogrody są, to jest to taki małpi gaj dla studentów, a więc gatunku nieco od małp głupszego ;]

AveLAB - Lark FreeBird 43.2

Witam i zapraszam do kolejnej odsłony AveLABu, czyli serii w której recenzuję różnorakie gadżety. Tym razem na warsztat wziąłem skrajnie budżetową nawigację GPS.

Skąd to się wzięło?

Tuż przed wolnymi dniami zostałem poproszony o pomoc w wyborze nawigacji samochodowej z następującymi kryteriami:

  • Dedykowane urządzenie, nie telefon
  • Ekran minimum 4 cale
  • Dobra mapa Polski
  • Niska cena

Wbrew pozorom wybór nie jest jakiś przeogromny, zwłaszcza jeżeli dysponujemy niewielkim budżetem. Poprzednią nawigacją zainteresowanego był już bardzo starutki model Larka z MapąMap Top (domyślnie Easy, rozszerzałem - legalnie, jakby ktoś chciał się czepić). Tym razem również padło na Larka, a konkretnie na tytułowego 43.2. Za oszałamiającą kwotę 149 pln. Gdzie, sami wypatrzcie, coby nie robić reklamy:

Szmery-bajery

Opakowanie nie rzuca na kolana, ale jest znośne. W środku znajdujemy konieczne okablowanie oraz prosty uchwyt do zamocowania urządzenia w samochodzie, co akurat jest bardzo miłym akcentem. Ekran zabezpieczony jest przed trudami podróży folią.

Gra mojego życia - AQ

Jako się rzekło w ostatnim wpisie, tako zrobić wypada. Poprzednio opisywałem Artix Entertainment oraz jej produkcje, z jednym wyjątkiem - zabrakło opisu produktu flagowego, od którego wszystko się zaczęło - Adventure Questa, czyli przeglądarkowego RPG z cotygodniowymi aktualizacjami.

Wpis po części sentymentalno-wspominkowo-subiektywny, bo jednak kilka lat nieprzerwanego grania w tę jedną produkcję rzutować nieco musi. Postaram się jednak przynajmniej brzmieć obiektywnie gdzie trzeba ;)

Here we go!

Najpierw nieco historii. AdventureQuest powstał szmat czasu temu, bo aż w okolicach roku 2002. Należy tutaj zaznaczyć, że ciężko jest ustalić konkretną datę, gdyż pierwsze wersje były alfami i betami najpierw dla twórców, potem dla wybranych, itd. Sama gra ruszyła na dobre gdzieś circa 2003.

AE - From Zero To Hero (Smash)

Święta, święta i po świętach. Na pocieszenie jednak macie nowy wpis Waszego bożyszcza, o radosny dniu.

Dzisiaj postaram się przedstawić pewną firmę produkującą gry oraz jej dzieła. Zanim ktoś wrzaśnie "sprzedawczyk", porwie na sobie koszulę i ruszy z transparentem pod mój dom, od razu zaznaczę iż nie jest to żaden wpis sponsorowany, a powód jego powstania to fakt, iż...

Artix Entertainment firmą niezwykłą jest

Twierdzenia tego będę bronił jak wiadoma wszystkim postać podobnego o Słowackim. Nieco ponad 10 lat temu pewien człowiek z USA (po rusku 'SeSzeA') stwierdził że chciałby robić gry. Ot tak, po prostu, lubił grać to i robić gry by mógł. Niby nic dziwnego, indie developerów wtedy aż tak wiele znowu nie było, ale też się zdarzali.

Cały smaczek w tym, że człowiek ów nie znał ani krzty żadnego języka programowania, podobnie jak wszyscy których znał. Nie miał też prawie żadnej gotówki do zainwestowania. Kapitał do zostania poważnym rekinem świata cyfrowej rozrywki raczej marny, prawda?

Nie zmienia to faktu, że w roku 2002 człowiek ów wraz z grupą kamratów grę wypuścił.

Syfon z perspektywy czasu

Nareszcie chwila wolnego. To oznacza czas, a ten z kolei równa się wpisom Waszego ulubionego blogera. Żeby nie przedłużać: tak jak obiecałem w wywiadzie, dzisiaj trzeci i ostatni planowany wpis o niesamowitym cudzie techniki jakim jest budżetowa podróbka iPhona z państwa środka.

O ile z początku próbowałem być stosunkowo ostrożny (choćby regularne wyłączanie na noc), o tyle z wrodzonego lenistwa po pewnym czasie odpuściłem sobie i katowałem toto niemiłosiernie. Jak wygląda sytuacja po równo roku używania? Czytajcie a się dowiecie.

Hardware

Obudowa okazała się zaskakująco wytrzymała. Nie zanotowałem żadnych wgnieceń czy pęknięć, najgorsza rzecz jaka się jej przydarzyła to wypięcie się tylnej klapki kiedy telefon wrzucony był byle jak do plecaka pełnego ciężkich rzeczy na wiele godzin.

Niestety przycisk regulacji głośności z boku obudowy już tak trwały nie jest.

Telefon domowy, gotowy ból głowy

Mimo upływającego czasu i coraz bardziej zaawansowanych telefonów komórkowych, w moim domu niezmiennie stoi najzwyklejszy w świecie kawałek technologii nazywany "telefonem domowym". Stoi tam praktycznie od zawsze, jak go rodzima Telekomunikacja dostarczyła.

Retrospekcja sytuacji

Z powodów czystko ekonomicznych domownicy przegłosowali decyzję, aby przenieść numer domowy z TP do Orange. Niższy rachunek, gratisowy pakiet darmowych minut i nowy aparat, a zresztą do Euro 2012 i tak TP jako takie ma zniknąć. Lepiej skorzystać póki można.

Szybka wizyta w punkcie i bez problemów załatwione. Przygoda z przenosinami numeru komórkowego nauczyła mnie aby sprawdzić co jest jakim typem punktu obsługi klienta, co zaprocentowało teraz. Nowy aparat stoi dumnie w miejscu starego, procedura przenosin została wypełniona. Tylko czy na pewno?

Pierwsze problemy

Wysyłam wskazanego dnia kod aktywacyjny będący jedyną procedurą z mojej strony po podpisaniu papierów. Kilka prób i nic, za pierwszym razem zero reakcji, potem błędy twierdzące, że usługa jest...niewykonalna technicznie.

Przygoda z jabłkiem

Meloman co prawda ze mnie żaden, ale zawsze lubię mieć przy sobie jakiś odtwarzacz MP3. Od ładnych kilku lat służył mi dzielnie wynalazek Manty, o wspaniałej pojemności 128 mb. Potem nastały czasy komórek z kartą pamięci (W910i, a po nim Syfon). Rzecz w tym, że pierwsze rozwiązanie przestało mi wystarczać pojemnościowo, a drugie morduje baterię.

Rozwiązania problemu nie musiałem w zasadzie szukać. Krętymi ścieżkami losu wszedłem bowiem w posiadanie takowej kolekcji, nie płacąc zresztą ani złotówki:

Małe jest fajne

2 iPody Nano i jeden jakiś większy ;] Idea kompaktowości z klipsem mnie urzekła, musiałem się tylko nieco zastanowić nad kolorem. Ostatecznie na moje urządzenie muzyczne wybrałem zielonego Nano.

Baterii w tym większym (przepraszam, z iPodami jako takimi kontakt mam od dziś) starczyło na chwilę zabawy. Nieintuicyjne toto strasznie - nie wiadomo kiedy jest wyłączony a kiedy wygaszony, nie znalazłem też jak przewijać menu w dół czy wyłączyć mini-galerię pod tymże, uruchomioną przypadkiem.

W pudełku każdego iPoda była naklejka z jabłkiem (jedna poszła na Syfona), znane mi już słuchaweczki i kabel USB.

KDEFamily z mojej perspektywy

Osoby zainteresowane światkiem KDE zapewne wiedzą już, że od jakiegoś czasu powstaje KDEFamily. Pozostali zaraz się dowiedzą ;)

Pomysłodawcą oraz organizatorem całego przedsięwzięcia jest autor bloga konqiKLUB, Greg Koval. Blog ten startował jako część Ubucentrum.net, potem wyewoluował w samoistny byt, a teraz powoli zmierza w kierunku KDEFamily. Cel to jedno kompletne źródło informacji na temat wszystkiego dotyczącego KDE, QT i pochodnych. Trochę jak Planet KDE, tylko w naszym ojczystym języku.

Przy czym owo "powoli" jest tutaj bardzo ważne. Nie ma się co oszukiwać, nowy portal ma tempo rozwoju niewiele szybsze od ruchu lądolodów. Jako że trochę nad nim dłubię, postanowiłem publicznie wyjaśnić trochę kwestii, poruszyć ciut nowych i nabić sobie liczbę komentarzy.

Plasma Active - tuż za rogiem

Nie wiem, jak to możliwe. Wszystkie większe newsy ze światka KDE wrzuca na łamy DP niezmiennie ten sam użytkownik, a niektóre też trafiają na stronę główną za sprawą Redakcji. Z jakiegoś powodu oba te źródła pominęły jednak pewną bardzo interesującą nowinę. Postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce i stąd ten wpis.

Krok po kroku, krok po kroczku...

Nie owijając w bawełnę, pierwsze tablety z Plasma Active będzie można nabyć już...za tydzień :)

No, trochę przesadziłem. Za tydzień rusza przedsprzedaż urządzenia, nabywcy mogą oczekiwać ich pod domem w Maju. Cena nie jest wygórowana, bo wynosi 200 Euro.

Szto je?

Opisywane urządzenie nosi nazwę Spark. W rzeczywistości to Zenithink C7, którego można zakupić także z Androidem. Specyfikacja:

  • 1GHz AMLogic ARM processor (Cortex-A9)
  • Mali-400 GPU
  • 512 MB RAM
  • 4GB internal storage
  • SD card slot
  • 7” capacitive multi-touch screen
  • Wifi (802.11 b/g)
  • 1x mini-HDMI Out
  • 2x mini-USB ports
  • 1.3MP webcam
  • 3.5mm audio jack

Hasło? Eee......

Cała afera z atakami na strony rządowe ma ciekawą kwestię uboczną - Anonymous (albo ktoś się pod nich podszywający, licho wie...) opublikowali faktycznie ciut haseł do kont polityków.

Co tu dużo pisać, niektóre są dramatycznie złe. Ja rozumiem, że Pan Mietek Grzędziułka z warzywniaka nie musi mieć do konta na Onecie skomplikowanego hasła, ale jeżeli Pan Mietek zmieni zawód i zostanie posłem Partii Polskiej Polski Mieczysławem G. to powinien jednak wziąć sobie do serca rady wyraźnie wyszczególnione przy zakładaniu dowolnej skrzynki e-mail. Zdrowy rozsądek każe założyć, że tak zrobi, prawda?

Zdrowy rozsądek swoje, a życie swoje:

madzia
joanna
martyna
mycha
rzeszow
margol
anetka03
livia
thedoors
ania80
tvn24
bacha.
ulala1
wolomin1
ela1014
jaworski0
1alex1
280600
ms02758
24011974
a1thema
aga
030372ab
14kis79
kasjus78
marc1nek
polityk
a$$%%k

7 haseł można uznać za "OK", bo zawierają cyfry i średnio logiczne kombinacje znaków.