Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ludzie-jaszczury bawią i uczą

Einstein stwierdził kiedyś, że tyl­ko dwie rzeczy są nies­kończo­ne: wszechświat oraz ludzka głupo­ta (a tej pierwszej nie był pewien). Osobiście skłaniam się raczej ku poglądowi, że końca nie mają głupota i kreatywność gatunku homo sapiens. To właśnie z takiej mieszanki powstają tak uwielbiane przeze mnie 4chanowe historyjki, z których jedną związaną z tematyką nowych technologii aż muszę przytoczyć:

Eurodeputowany

No dobra, pośmialiśmy się, mam swój abstrakcyjny wstęp, a więc do rzeczy. Siedzę ja biedny na Uniwersytecie Warszawskim już czwarty rok, zdobywając kolejne dyplomy i osiągnięcia potrzebne wyłącznie do CV oraz rodzinnych pochwał bardziej przez zasiedzenie niż faktyczne zdobywanie wiedzy. Odbębniam konsekwentnie swoje godziny nudnej katorgi niczym jakiś eurodeputowany, z tym że nie dostaję za to żadnych pieniędzy. Mam nawet przerwy między posiedzeniami, czyli znane wszystkim dobrze okienka.

Nie, nie takie od Microsoftu, ale spokojnie, zaraz będzie o IT. Niezależnie od inwencji twórczej studenta okienek, czyli długich przerw między zajęciami, uniknąć się nie da. Jeżdżenie do domu i z powrotem odpada logistycznie, toteż co tydzień muszę zabić jakoś trochę nadprogramowego czasu. Dobrym wyborem staje się tutaj jego największy złodziej, czyli Internet. Jako że powszechnie dostępnych komputerów na kampusie głównym nie brakuje, oszczędzam oczy oraz baterię w smartfonie i korzystam z nich sobie do woli.

Problem

Moje spostrzeżenie po 4 latach (minus okres Erasmusa) jest następujące:

Ludzie po sobie nie sprzątają.

Praktycznie nie ma tygodnia, żebym włączając przeglądarkę nie wszedł od razu na czyjś profil na Facebooku, GMaila albo oba naraz. Googlowska poczta nabiera tutaj podwójnego znaczenia, bowiem na technologię GMail przekonwertowano oficjalną pocztę uniwersytecką. Mając dostęp do tej ostatniej można choćby wysłać podanie o rezygnacji ze studiów w czyimś imieniu.

Na pulpicie zazwyczaj leżą sobie radośnie pliki doc oraz pdf, będące kserokopiami dokumentów osobistych, oficjalnymi podaniami oraz listami i innym badziewiem zawierającym tak zwane dane wrażliwe:

Za takie dane ustawa o ochronie danych osobowych uznaje informacje dotyczące:

  • pochodzenia rasowego lub etnicznego
  • poglądów politycznych
  • przekonań religijnych lub filozoficznych
  • przynależności wyznaniowej, partyjnej lub związkowej
  • stanu zdrowia, kodu genetycznego, nałogów lub życia seksualnego
  • skazań, orzeczeń o ukaraniu i mandatów karnych, a także innych orzeczeń wydanych w postępowaniu sądowym lub administracyjnym.

Przetwarzanie wymienionych informacji dopuszczalne jest wyłącznie w przypadkach wymienionych w ustawie

Tutaj co dociekliwszy czytelnik zapewne zechce mnie zagiąć, wytykając mi czytanie cudzych rzeczy. Faktycznie za pierwszym i drugim razem zdarzyło mi się zerknąć na takie odkrycia (młody byłem i głupi, więc myślałem, że to rzadkość...), tak naprawdę wystarczy jednak zobaczenie samych nazw plików, aby dowiedzieć się co zawierają. W przeglądarkach zaś można przypadkiem zarejestrować jakiś tytuł czy słowa zanim się człowiek zorientuje, że zamiast strony startowej zostawiono mu niespodziankę.

Kolejna kwestia to historia przeglądanych stron oraz pliki cookies. Naturalnie osoby zapominające o istnieniu przycisku 'Wyloguj' o takich błahostkach pamiętać nie mogą. W efekcie można bezproblemowo odtworzyć listę stron, na które denat zaglądał i na jej podstawie ustalić jego zainteresowania - o ile ktoś ma na to ochotę a nie pracuje dla żadnej agencji monitorującej wszystko, wszędzie i zawsze, rzecz jasna.

Rozwiązanie

Siedząc sobie pewnego razu przed którymś z kolei GMailem osoby prywatnej stwierdziłem, że dość tego, trzeba coś z tym robić. Nie uważam się za społecznika ani osobę zdolną zmienić świat, ale postanowiłem spróbować. Z mojej głowy wyszła następująca koncepcja:

  • A) Masz okienko? Świetnie, idź obskoczyć ile się da publicznie dostępnych komputerów
  • B) Jeżeli komp jest wyczyszczony jak trzeba, idź do kolejnego. Jeśli nie, wdroż procedurę:
  • 1) Luknij na samo imię i nazwisko ofiary.
  • 2) Napisz nowego maila/wiadomość do kilku osób, które wyskoczą w podpowiedziach na popularne literki alfabetu (dzięki bogom za podpowiedzi). Punkty bonusowe za osoby o takim samym nazwisku (znaczy rodzina) albo będące wyszczególnione jako często kontaktowane na Fejsie (czyli dobrzy znajomi).
  • 3) W treści napisz dowcipnie (ale zwięźle), że XYZ niestety zapomniał/-ała się wylogować i że tak nie wolno bo to niebezpieczne, jeszcze się jakiś żartowniś do konta dorwie.
  • 4) Podpisz się jako 'Ludzie-jaszczury'

Punkty 1-3 wywodzą się właściwie w prostej linii ze wstępu, mojej osobistej nikczemności oraz uwielbienia dla absurdalnych, losowych historyjek z Sieci. Niejasny może być punkt ostatni, bo czemu właściwie tak, a nie inaczej?

To jest świetne pytanie. Pierwszą wiadomość pisałem dosłownie 10 sekund po wymyśleniu procedury (chwilowy przebłysk geniuszu) i niespecjalnie miałem pojęcie, jakim pseudonimem albo losowym wyrazem to zakończyć. Po szybkim odrzuceniu kilku absurdalnych opcji (np. 'Superman'), zdecydowałem się uderzyć w nurt najbardziej szalonych teorii konspiracyjnych dziejów, czyli reptilian. Natomiast jeśli chodzi o potencjalny wygląd humanoidogadów, do głowy przychodzi mi The Lizard ze starutkiej kreskówki o człowieku-pająku:

Nie prowadzę dokładnej statystyki, ale takich maili wysłałem przez ostatnie półrocze dość sporo, tak 'pi razy drzwi' z 50. Teraz żałuję, że nie założyłem jakiejś lipnej skrzynki i nie dawałem jej na kopii, bo chętnie zobaczyłbym reakcję kogoś na taki numer :P

Reptilianem bądź i TY!

W powyższych wywodzie jednoznacznie udowodniłem, że moja prywatna akcja pod kryptonimem 'Ludzie-jaszczury' ma na celu wyłącznie edukację obywateli RP w zakresie bezpieczeństwa danych osobowych oraz wyrabianie pozytywnych nawyków. Być może zostanie ona zauważona przez władze i uznana za oficjalną kampanię, taką z ulotkami, wolontariuszami, koncertem charytatywnym i w ogóle.

Do tego czasu zachęcam Was do kontynuacji mojej pracy, kto wie, może wspólnie robiąc coś pozytywnego stworzymy nową memową tradycję?  

internet bezpieczeństwo inne

Komentarze

0 nowych
djDziadek   17 #1 08.01.2014 21:18

Akcja fajna, może jakiś fan page?
Strona?
Trochę spamu na zdobyte konta?
Czy nie wygląda znajomo?
Takie akcje lepiej prowadzić samemu, jeśli chwycą znajdą się naśladowcy, ale tacy, którzy będą chcieli to robić tak jak Ty, z pobudek czysto ludzkich a nie komercyjnych...
Co jo godom, co jo godom :)

4lpha   10 #2 08.01.2014 22:43

Ave, ty dziku!

enedil   9 #3 08.01.2014 23:40

Na tablecie Sony Xperia Z w salonie Orange przy narożniku ulicy Roosvelta i Słowackiego w Poznaniu jakiś gimnazjalista zalogował się do aplikacji "Fejsa" i podejrzewam, że wciąż jest tam zalogowany :)

xomo_pl   21 #4 09.01.2014 00:03

prawda jest taka, że takie ogólnodostępne komputery powinny mieć automatyczne czyszczenie danych z sesji na nim po wylogowaniu się. Ewentualnie po zalogowaniu dla nieświadomych powinna być krótka instrukcja
"
-skasuj swoje pliki po zakończeniu korzystania z komputera
- z przeglądarki korzystaj tylko w trybie prywatnym."

w sytuacjach gdy muszę skorzystać z takiego ogólnodostępnego pc to zawsze przeglądam strony w trybie prywatnym...

Songokuu   14 #5 09.01.2014 00:29

Ja już tak zrobiłem raz.

Kolega w czasie studiów miał na swoim roku wraz z innymi studentami JEDNO konto gmail na którym trzymali maile z pytaniami na kolokwia z poprzednich lat, ściągi, materiały itp.

I któregoś pięknego (nie, tu kłamię, nie wiem czy był piękny) dnia się nie wylogował. Ja chcąc sprawdzić swój Gmail wlazłem na jego/ich konto.

I właśnie im nabazgrałem maila w stylu "a gdybym był złośliwy to bym zmienił hasło" i w ogóle, że to jest błąd, że nie sprawdzają czy się wylogowało albo o zgrozo zapamiętało hasło w przeglądarce.

....ale afera była :D pół roku szukali i snuli domysły "kto to?!"

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #6 09.01.2014 07:53

Ale to nie trzeba szukać. Podczas jednego z HotZlotów oglądałem jakiś komputer intela (czy Samsunga) i tam po wejściu na stronę DP jeden z naszych użytkowników nie wylogował się. A niby na HZ nie jeżdżą całkowici laicy.

Semtex   18 #7 09.01.2014 11:34

Wystarczyłoby aby przeglądarki w miejscach publicznych zawsze były w trybie "porno" i tyle, zamkniecie karty/sesji = brak aktywnych logowań....

  #8 09.01.2014 13:17

Tutaj chyba trochę dział IT dał ciała, bo IMHO nie tak powinno to działać... Za moich czasów na UG na każdy komputer (publiczny jak i w laboratoriach) można się było tylko zalogować na własne uczelniane konto zarówno na Windowsach jak i Linuksach...

Frankfurterium   10 #9 09.01.2014 14:42

W sumie zabawne ale czy tak do końca legalne? Gdyby tak ktoś nie znał się na żartach i oskarżył cię (gdyby udało mu się ciebie namierzyć) o włamanie? Jest w naszym prawie jakiś zapis o "nieładności" wchodzenia na niezabezpieczone WiFi, przeparkowywać otwartych samochodów też nie wolno. Jak to wygląda w tym wypadku?

A samo użytkowanie uczelnianych komputerów to imo trochę jak zabawa w zamtuzie. Nie wiadomo, kto tam wcześniej był; nie wiadomo, z czym się potem do domu wróci...

Ave5   8 #10 09.01.2014 15:07

@ Frankfurterium

Dobrze myślisz, niestety nie jestem na tyle biegły w prawie żeby podać stuprocentową odpowiedź. Natomiast z mojego podwórka (językowego), to pod względem znaczeniowym ciężko nazwać włamaniem coś, co nie tylko zostawiono na widoku, ale jeszcze wyeksponowano (włączasz przeglądarkę i pyk, już się włamałeś czy tego chcesz czy nie). W najgorszym razie nazwałbym to nieuprawnionym użyciem/dostępem, ale biorąc pod uwagę brak szkodliwości i winę po stronie ofiary nie sądzę, aby ktoś miał pretensje, a tym bardziej by chciało się tej osobie bawić w namierzanie. Oczywiście nie takie paradoksy już były.

KaMaLL1990   5 #11 09.01.2014 17:54

Wystarczy "magiczne" CTRL+SHIFT+DELETE po zakończeniu pracy i "usuń wszystko", albo "ostatnie kilka godzin" (wtedy następna osoba nawet nie zorientuje się że coś było usuwane).