r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Bronie naszych czasów: lasery sterowane gamepadami, roboty na gąsienicach – oraz popsute sterowniki do działek

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Choć doświadczenia ostatnich wojen, od ataku NATO na Serbię po ostatnią brytyjsko-francuską operację przeciwko Libii wyraźnie pokazały, że wysoce zinformatyzowane, „inteligentne” bronie nie są jednak panaceum na szybkie rozstrzygnięcie konfliktu na swoją korzyść, z roku na rok wydaje się na nie coraz więcej pieniędzy. Druga dekada XXI wieku pod względem uzbrojenia zaczyna dorównywać filmom science fiction: bojowe roboty, drony, działa elektromagnetyczne i lasery mają według planistów zagwarantować pełną przewagę na polu walki, przynieść zdecydowane zwycięstwo. W gloryfikacji nowych broni celuje Pentagon, ale pozostałe potęgi wojskowe świata też nie próżnują, nawet dotknięta kryzysem gospodarczym Rosja intensywnie pracuje nad robotyzacją swojej armii. Nie nam oceniać słuszność tego kierunku, ale jednego możemy być pewni – pracy w wojsku dla programistów czy graczy z czułymi kciukami długo jeszcze nie zabraknie.

Graj na Playstation czy Xboksie, zostań operatorem bojowego lasera

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych pochwaliła się właśnie wejściem w nową erę. Kosztem 40 milionów dolarów, wydanych na badania i konstrukcję prototypu, stacjonujący w Zatoce Perskiej okręt amfibijny USS Ponce został jako pierwszy wyposażony w laserowy system broni (LaWS). Wykorzystuje on podczerwony laser na ciele stałym o mocy szacowanej na 30 kW i efektywnym zasięgu ok. 1,6 km. Prowadzone od sierpnia zeszłego roku testy uznano za ukończne z powodzeniem, i od tej pory LaWS stanowi normalną część defensywnego uzbrojenia okrętu.

Podczas tych testów za pomocą laserowej broni zestrzelono m.in. powietrznego drona i zniszczono motorówkę zbliżającą się w stronę okrętu. Broń testowana była w czasie niepogody, sztormów, upałów i mżawek, a mimo to zachowała swoje niszczycielskie własności – najwyraźniej Amerykanie zdołali rozwiązać wszystkie problemy, jakie do tej pory utrudniały stosowanie laserów bojowych w atmosferze. Główną zaletą takiej broni, jak twierdzi kontradmirał Matthew Klunder, szef działu badawczego US Navy, jest niski koszt jej użycia – za jeden strzał z LaWS amerykański podatnik płaci 59 centów, podczas gdy seria pocisków z działek systemu Phalanx to wydatek kilku tysięcy dolarów, a wystrzelenie rakiety przeciwlotniczej SM2 kosztuje niemal dwa miliony dolarów.

r   e   k   l   a   m   a

Obniżeniu kosztów operacyjnych towarzyszy uproszczenie interfejsu użytkownika broni. Sterowanie bronią laserową nie wymaga jakichś specjalnych umiejętności. Jak amerykańska flota pokazała, marynarze biorą po prostu w dłonie pad praktycznie niczym się nie różniący od padów znanych z konsol do gier. Korzystając z tego kontrolera mogą regulować moc laserowego błysku, od niezabójczej, pozwalającej oślepić sensory przeciwnika, po bojową, dzięki której mogą skutecznie wyeliminować zagrożenie – o ile nie jest siłą żywą. Amerykanie podkreślają bowiem, że przestrzegają konwencji genewskiej, zakazującej użycia broni laserowych przeciwko ludziom.

30-kilowatowy LaWS to dopiero początek, flota już chce rozwijać bronie laserowe o mocy nawet 150 kW, pracuje też nad możliwością zamontowania laserów na samolotach. Analitycy wierzą w wielką przyszłość takich broni. Christopher Harmer z thinktanku Study of War uważa, że choć LaWS znajduje się dopiero w swojej niemowlęcej fazie, to istniejące systemy broni, od małokalibrowych działek po pociski, znalazły się u granic możliwości swojego rozwoju. Nie ma praktycznie szans, by stały się bardziej precyzyjne i bardziej niszczycielskie. Tymczasem lasery czeka znaczące zwiększenie zasięgu, precyzji, zabójczości, niezawodności i opłacalności. Analityk jest przekonany, że w przyszłości bronie laserowe będą podstawowym orężem okrętów wojennych.

Nie umiej zaprogramować sterowników do działka, zarabiaj miliardy

To co Pentagon zaoszczędzi na broni laserowej, będzie mógł wydać na swojego faworyta – projekt myśliwca F-35, zdaniem wielu najbardziej kosztowną porażkę w historii amerykańskiego lotnictwa. Samolot, który kosztował już amerykańskiego podatnika niemal 400 miliardów dolarów, opóźniony jest o sześć lat względem oryginalnego harmonogramu. Jednym z głównych powodów opóźnień są często wzajemnie sprzeczne oczekiwania poszczególnych rodzajów sił zbrojnych. F-35 ma być bowiem samolotem zarówno dla lotnictwa wojskowego, marynarki wojennej, jak i sił powietrznych US Marines. Wytyczne trzech typów sił zbrojnych, trzy przypisane samolotowi role (myśliwca, bombowca i szturmowca), a do tego konieczność zachowania niskiego profilu radarowego, sprawiły że jego koszty jednostkowe wzrosły już dwukrotnie, do ponad 160 mln dolarów.

Do tej pory Pentagon radził sobie z krytyką, nawet gdy przychodziła z Białego Domu i dotyczyła takich usterek jak automatyczne wyłączanie silnika, gdy temperatura paliwa wzrośnie powyżej pewnego poziomu, nie mówiąc już o zapalaniu się samolotu podczas startu z niewyjaśnionych przyczyn. To jednak typowo inżynieryjne, fizyko-chemiczne problemy. Znacznie trudniej będzie usprawiedliwić fakt, że mimo że pierwsze F-35 mają do służby wejść już w tym roku, to przez najbliższe cztery lata nie będą mogły korzystać ze swoich pokładowych działek GAU-12.

The Daily Beast, powołując się na swoje źródła w Pentagonie informuje otóż, że ze względu na brak sterowników, działko samolotu będzie do 2019 roku tylko balastem. Wtedy dopiero wydane ma być oprogramowanie w wersji 3F, które przyniesie wsparcie dla tej broni. Złośliwi śmieją się, że i tak niewiele to zmieni, gdyż w amunicyjnych zasobnikach do działka samolot przenosi jedynie 180 pocisków, akurat na trzysekundową serię. Może do 2019 roku ktoś w US Navy napisze więc sterowniki do broni laserowej dla F-35?

Kręć się po bezdrożach Astrachania, dostań serią od rosyjskiego robota

Zamierzający kręcić się po rosyjskich pustkowiach niech lepiej uważają, czy czasem w pobliżu nie ma jakiejś ważnej wojskowej bazy. W okolicach Astrachania (w pobliżu Morza Kaspijskiego) właśnie rozpoczęły się testy robotów bojowych, które do 2020 roku mają stać się częścią systemu obronnego silosów z pociskami balistycznymi i innych kluczowych dla obronności Federacji Rosyjskiej obiektów.

Taki robot, określany w oficjalnych komunikatach jako „zdalnie sterowany system strzelecki”, waży 900 kilogramów, porusza się na napędzie gąsienicowym z szybkością do 45 km/h, może funkcjonować 10 godzin bez przerwy i pozostawać w pogotowiu przez tydzień. Jego uzbrojeniem jest karabin maszynowy 12,7 mm, w przyszłości także wyrzutnie granatów. Na poniższym filmie możecie zobaczyć go w akcji – jak widać Rosjanie od padów wolą klasyczne dżojstiki.

Roboty mają też znaleźć miejsce w rosyjskiej flocie. Niedawno przedstawiciel biura projektowego Malachit, w którym opracowywane są nowe rosyjskie okręty podwodne klasy Jasień, poinformował że będą one wyposażane w autonomiczne roboty i drony. Ich głównym zadaniem ma być dezorientacja przeciwnika, odwrócenie jego uwagi od okrętu – ale w dalszej przyszłości będą one mogły podejmować bardziej złożone działania, w tym bojowe.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.