r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Cenzopapizm bez cenzury: Facebook świetnie sobie radzi z ograniczaniem wolności słowa tam, gdzie mu wygodnie

Strona główna AktualnościINTERNET

To że Facebook reprezentuje bardzo konkretną linię polityczną, dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem. Wykorzystując swoją pozycję największej platformy społecznościowej tej planety, uprawia selektywną cenzurę, w miękki sposób kształtując medialny przekaz, jaki trafia do setek milionów ludzi. W ostatnich miesiącach mogliśmy się o tym przekonać wielokrotnie, choć dotyczyło to głównie spraw zza oceanu. W końcu jednak problem zauważono i w Polsce.

To tylko omyłka…

Przypomnijmy te głośne cenzorskie wpadki Facebooka z ostatnich miesięcy. W maju głośno było o blokowaniu wpisów popierających walkę wyborczą Donalda Trumpa (doszło do tego, że pani Lauren Southern dostała 30-dniowego bana za napisanie, że Trump nie jest wrogiem islamu, lecz wrogiem Państwa Islamskiego). Po upublicznieniu sprawy ten akt cenzury uznano za „pomyłkę”.

W sierpniu z kolei ocenzurowano słynną fotografię „Napalm Girl” z czasów wojny wietnamskiej, obrazującą koszmar ludności cywilnej i wielokrotnie wykorzystywaną przez przeciwników amerykańskiego kompleksu militarno-przemysłowego. Co ciekawe, fotkę udostępniła na swoim profilu pani premier Norwegii, Erna Solberg – ale tam Facebook też ją zablokował, ponieważ zdaniem cenzorów Zuckerberga była „dziecięcą pornografią”. Gdy o sprawie zrobiło się głośno, rzecznik Facebooka ogłosił, że normalnie taka fotka naruszałaby „standardy społeczności”, ale ze względu na specjalne historyczne znaczenie tego zdjęcia zostanie ono dopuszczone.

r   e   k   l   a   m   a

Wrzesień z kolei przyniósł bezprecedensowego bana dla siedmiu palestyńskich dziennikarzy, pracujących dla popularnych w arabskojęzycznym świecie agencji prasowych – bez jakichkolwiek wyjaśnień. Zapewne nie pomogło to, że dziennikarze ci często pisali o przemocy izraelskich sił na terytoriach okupowanych, a twórca Facebooka jest przecież Żydem. Gdy o sprawie zrobiło się głośno w mediach na całym świecie, konta dziennikarzy odblokowano. I tym razem miał to być zwykły błąd.

Zniesmaczeni tą sytuacją internauci zwracają jednak uwagę, że do tych „błędów” dochodzi zawsze bardzo jednostronnie. Nigdy jakoś omyłkowo nie blokowano przecież kont użytkownikom, którzy publikowali treści lewicowe, związane z Partią Demokratyczną, feministyczne czy gejowskie. Ba – standardem jest, że za komentarze, które cenzorzy Facebooka uznają za „homofobiczne” czy „mizogyniczne” dostać można na Facebooku bana, od którego przecież odwołania nie ma.

Cenzopapizm bez cenzury

Teraz mogliśmy zobaczyć, jak wygląda to w praktyce w Polsce. Poszło o słynne już „mistrzostwa świata w szkalowaniu papieża”, facebookową stronkę wydarzenia, którego organizatorzy za swój cel postawili zachęcanie internautów do wymyślania jak najbardziej obraźliwych memów z papieżem Janem Pawłem II (tzw. cenzopapizm). Wówczas to na wielu prawicowych i konserwatywnych stronach administratorzy zaczęli wzywać użytkowników, by stronę zgłaszać jako naruszającą standardy społeczności. I mimo że zgłoszeń takich wysłano wiele, a publikowane na pierwszej odsłonie „mistrzostw” memy były momentami naprawdę chamskie i głupie, Facebook nieodmiennie wysyłał zgłaszającym komunikat: Zapoznaliśmy się z wydarzeniem zgłoszonym przez Ciebie z powodu treści lub symboli propagujących nienawiść, ale nie stwierdziliśmy, by naruszało ono Standardy społeczności.

Dość szybko sprawę podjęli dziennikarze konserwatywno-prawicowych mediów. Cezary Gmyz, piszący w „Do Rzeczy”, wskazał wówczas na osobę pani Sylwii de Weydenthal, będącej „client partnerem” Facebooka na region Europy Środkowo-Wschodniej, która w swoich wpisach na Facebooku nigdy nie ukrywała poglądów politycznych, bliskich poprzedniemu obozowi rządzącemu, a wyjątkowo wrogich władzy obecnej. Kolega redakcyjny p. Gmyza, Marcin Makowski, przypomniał wówczas słynny fanpage Sok z Buraka, zajmujący się głównie szkalowaniem partii obecnie rządzącej oraz Kościoła katolickiego. Pomimo licznych kłamstw [Sok z Buraka – przyp. red.] nigdy nie dostał bana. Ciekawe, prawda? napisał p. Makowski na Twitterze.

Oliwy do ognia dolał administrator fanpage’u Żelazna Logika, który przypomniał wywiad, jaki pani de Weydenthal udzieliła Dziennikowi: Gazecie Prawnej. Wówczas to wysokiej rangi menedżerka Facebooka w Polsce udzieliła m.in. odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie są usuwane z Facebooka stronki typu „Jan Paweł II gwałcił małe dzieci”. Odpowiedź była zadziwiająca – pani de Weydenthal stwierdziła, że rozumie, że taka treść może być dla katolików nieprzyjemna, to jednak Facebook nie ma wiedzy, czy ta opinia jest prawdą czy nie.

Ostatecznie strona „mistrzostw” w szkalowaniu papieża zniknęła z Facebooka, ale nie z powodu bana. Usunął ją sam założyciel. Na jej miejsce pojawiło się oczywiscie wiele stron-naśladowców, i biorąc pod uwagę, jak popularny jest cenzopapizm w polskim Internecie, raczej szybko nie znikną. Tak samo jednak nie zniknie niesmak związany z podwójnymi kryteriami, stosowanymi przez serwis w kwestii tego, co dopuścić, a czego zakazać.

Facebook wyjaśnia – nic nie wyjaśniając

Biuro prasowe Facebooka przesłało oficjalny komunikat w sprawie reakcji na zgłoszenia naruszeń regulaminu serwisu. Otóż raporty dotyczące treści z Polski są zwykle analizowane przez zespół Community Operations z Dublina, w którym znajdziemy także Polaków. Żaden z pracowników spoza zespołu nie ma dostępu do tych raportów, ludzie z biura w Warszawie nie mają z tym nic wspólnego.

Biuro podkreśliło też, że na decyzję o zablokowaniu danej treści w żadnym stopniu nie wpływa liczba zgłoszeń. Zależy to jedynie od przestrzegania zasad, obowiązujących społeczność Facebooka bez względu na granice państwowe czy różnice językowe i kulturowe.

Cóż, nie mamy wiedzy, czy ta opinia Facebooka jest prawdą czy nie. Próbują to ustalić autorzy facebookowej strony „Sylwia de Weydenthal gwałci małe dzieci”, która zadebiutowała na platformie Marka Zuckerberga. Czytelnicy Wykopu pomysłem są najwyraźniej zachwyceni – strona otrzymała niemal 3 tysiące wykopów, a memów w Sieci temu poświęconych jest coraz więcej.

Zapewne od samego Facebooka niewiele więcej się dowiemy. Serwis Marka Zuckerberga robi co może, by nie być postrzeganym jako źródło newsów – to bowiem oznaczałoby podległość prawu prasowemu, zarazem jednak bardzo się stara, by kształtować poglądy polityczne i społeczne swoich użytkowników. Dla niepoznaki nazywa się to „standardami społeczności”, choć przecież nie pamiętamy, aby jakaś społeczność Facebooka spotkała się i debatowała nad tym, jakie te standardy powinny być, tak jak np. robi to społeczność Internetowej Korporacji ds. Nazw i Numerów.

Niestety, tak się właśnie kończy niemal absolutny, niczym nie kontrolowany monopol komunikacyjny. I co gorsza, nie wiadomo, jak z tej pułapki wyjść. Poza Rosją i Chinami nikomu nie udało się zrobić konkurencji dla Facebooka, zaś sam serwis sięga po coraz więcej, biorąc mobilne komunikatory, webowe systemy logowania, platformy komentarzy, czy wreszcie narzędzia pracy grupowej.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.