r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Co dalej z nowelizacją ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną? Czekają na nią nie tylko wyszukiwarki

Strona główna Aktualności

Sytuacja prawna dla przedsiębiorców prowadzących jakiekolwiek biznesy w polskim Internecie pozostaje w wielu kwestiach niejasna – i nie wiadomo, kiedy to się zmieni. Pomóc miała przygotowywana nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale w marcu tego roku, po dwóch posiedzeniach, podczas których nie udało się podjąć żadnej decyzji w tej sprawie, rząd Donalda Tuska odłożył tę sprawę na następne tygodnie. Kolejny raz Rada Ministrów miała przyjrzeć się nowelizacji 26 marca, tak się jednak nie stało. Czy nowelizacja, tak bardzo stojąca ością w gardle branży kreatywnej, nie przepadnie wśród innych projektów rządu? Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji postanowiło temu zapobiec i wystąpiło właśnie o ponowne rozpatrzenie projektu nowelizacji.

Przypomnijmy, że w jednej z pierwszych wersji nowelizacji znalazły się zapisy zwalniające dostawców usług wyszukiwania z jakiejkolwiek odpowiedzialności prawnej za umożliwianie dostępu do treści naruszających prawo czy rozpowszechnianych z naruszeniem prawa. Byłoby to usankcjonowanie technicznego status quo: operatorzy wyszukiwarek indeksują Sieć w sposób całkowicie zautomatyzowany, starając się aktualizować swoje bazy linków niemal w czasie rzeczywistym – absurdalne byłoby więc pociąganie ich do odpowiedzialności za udostępnienie danych treści w wynikach wyszukiwania.

Ten mechanizm „bezpiecznej przystani” funkcjonuje w prawodastwie wielu krajów, nakładając na dostawców usług jedynie obowiązek reagowania na zgłoszenia właścicieli praw autorskich czy dóbr osobistych, które zostałyby naruszone. W projekcie nowelizacji polskiej ustawy, usługodawca musiałby w ramach procedury notice and takedown zareagować w ciągu trzech dni od otrzymania zgłoszenia.

Przeciwko takim regulacjom zaprotestowali jednak zarówno przedstawiciele środowisk twórczych, jak i Ministerstwo Kultury – i to właśnie ich protesty doprowadziły do odroczenia prac nad nowelizacją. Centrum Informacyjne Rządu stwierdziło wówczas, że stało się ze względu na potrzebę przeprowadzenia dodatkowych analiz związanych z oceną skutków ewentualnego przyjęcia rozwiązań prawnych.

Nie wiadomo, jakie będą teraz losy tych rozstrzygnięć – Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji wycofało się z propozycji zwolnienia z odpowiedzialności wyszukiwarek internetowych, jednak minister Boni zapowiedział, że nie zrezygnuje ze starań o zwolnienie z odpowiedzialności za cudze, nielegalne treści właścicieli katalogów linków, które kierowałyby do artykułów prasowych, filmów, muzyki czy transmisji sportowych. Nie jest jasne, jak należałoby to rozumieć: czy Google mogłoby mieć problemy prawne po zindeksowaniu i udostępnieniu w wynikach wyszukiwania pirackich treści, podczas gdy właściciele serwisów torrentowych, gromadzących linki magnetyczne do zasobów sieci P2P, byliby całkowicie zwolnieni z odpowiedzialności?

Sytuacja wokół nowelizacji ustawy jeszcze bardziej skomplikowała się po powstaniu w maju sojuszu Kreatywna Polska, gromadzącego znanych artystów, niechętnych proponowanym przez rząd zmianom. Ma on skupiać wszystkich, którzy udowadniają, że w Polsce można i należy tworzyć, a nie tylko kopiować i rozpowszechniać. Sojusz za swój pierwszy cel stawia podpisanie Paktu dla Twórczości i Innowacyjności, który wyeliminuje przede wszystkim kradzież intelektualną i również niechętny jest rządowym propozycjom. Głosów z drugiej strony praktycznie nie słychać – słabość polskiej Partii Piratów, praktycznie nieobecnej w życiu publicznym (przynajmniej w porównaniu do jej niemieckich czy szwedzkich odpowiedników) sprawia, że w debacie nad kwestiami piractwa słychać jedynie argumenty jednej strony, związanej z branżą kreatywną.

Tymczasem projekt nowelizacji ustawy nie wiąże się tylko z kwestiami piractwa. Wprowadzone zmiany powinny też pomóc właścicielom sklepów internetowych, którym obecne prawo zakazuje wymagania od klienta wniesienia opłaty przed wysłaniem towaru. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z realiami handlu w Internecie, gdzie w zdecydowanej większości wypadków klienci płacą z góry za zamawiany towar.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.