r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Czy jesteś gotów płacić za aktualizacje Androida dla swojego smartfonu?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Google miałoby wywrzeć na producentów smartfonów presję, by porządniej wzięli się za aktualizacje Androida – taka wieść gruchnęła w tym tygodniu, elektryzując branżę mobilną. Lista wstydu tych, którzy się ociągają z przygotowaniem nowych ROM-ów miałaby wpłynąć na decyzje konsumentów, komentowali eksperci Bloomberga. Wiedzielibyśmy, czyim urządzeniom możemy zaufać, a czyim niekoniecznie. O ile oczywiście ktoś by jeszcze pozostał w tym trudnym i niewdzięcznym biznesie, w którym oczekiwania klientów są nieskończone, a możliwości ich zaspokojenia coraz mniejsze.

Router to urządzenie kluczowe dla bezpieczeństwa domowego sprzętu IT. A mieliście kiedyś w domu tani router? Sprzęt, który powstał tylko po to, by zarobić na nim kilka dolarów – i o nim szybko zapomnieć, w wyścigu do kolejnego, nieco lepszego modelu, na rynku na którym walczy się głównie ceną. Prawda jest taka, że wiele tych tanich routerów nigdy nie doczekało się ani jednej aktualizacji, nawet gdy odkrywano w nich poważne luki. Wcale nie ze złośliwości producenta. Po prostu regularne przygotowywanie nowych wydań firmware szybko by zjadło skromny zysk producenta.

Zupełnie inaczej jest z tymi routerami (czy innym sprzętem sieciowym) z górnej półki. Urządzenia Synology, Linksysa czy Asusa dostają aktualizacje jak w zegarku, widać troskę producenta o to, by użytkownicy nie tylko czuli się, ale i byli bezpieczni. To jednak nie jest altruizm, lecz rachunek ekonomiczny. Wysoka cena sprzętu, spory zarobek na nim – to wszystko nie tylko pozwala, ale i każe starać się o ulepszanie i zabezpieczanie oprogramowania.

r   e   k   l   a   m   a

Sytuacja na rynku mobilnym wygląda podobnie. Jak można się dziwić, że urządzenia z iOS-em otrzymują wsparcie przez tyle lat (najnowsza wersja systemu iOS działa wciąż na ponad czteroletnim iPhone 4S), skoro Apple cieszy się jedną z najwyższych w całej branży średnią ceną sprzedaży? To, że przy okazji jest też producentem całego oprogramowania systemowego na pewno pomaga, ale najistotniejsze jest to, że Apple po prostu stać na te aktualizacje.

Większości producentów sprzętu z Androidem po prostu na takie zabawy nie stać. Efekt jest widoczny – miszmasz przeróżnych urządzeń z różnymi wersjami systemów, pełnymi rozmaitych niezałatanych luk. Są oczywiście Nexusy Google'a, te wzorcowe telefony, dla których oprogramowanie przychodzi prosto z Mountain View, ale to kropla w morzu androidowego sprzętu. Wszystko inne skazane jest na wyczekiwanie nowego firmware od producentów – wyczekiwanie zwykle na próżno. Kto miałby bowiem za to zapłacić? Z informacji zdobytych przez Bloomberga wynika, że koszt przygotowania tylko jednej aktualizacji z nową łatką bezpieczeństwa dla tylko jednego modelu smartfonu to co najmniej kilkaset tysięcy dolarów. A takie aktualizacje powinny pojawiać się przecież wiele razy do roku.

Winę za taki stan rzeczy ponosi tylko i wyłącznie Google, które sprowadziło na nas monopol Androida, systemu na bazie Linuksa, cierpiącego na jedną z głównych bolączek Linuksa – brak stabilnego binarnego interfejsu do sterowników sprzętu. W idealnym świecie nie byłoby to problemem, w idealnym świecie tylko otwartego kodu sterowniki kompilowałoby się wraz z nowym jądrem, ale niestety nie żyjemy w idealnym świecie. Przekonać się o tym możemy łatwo sięgając po w pełni opensource'ową wersję Androida – Replicanta. Owszem, działa (na tych kilku wspieranych urządzeniach) ale jak? Zapomnijmy o akceleracji 3D, obsłudze GPS-a, poprawnym działaniu kamery... bez własnościowych sterowników się nie obędzie, a te są dostarczane do konkretnych wersji systemowego jądra. Stąd też tyle kłopotów przy tworzeniu nowych wersji Androida na stare urządzenia – zadbanie o kompatybilność ze sterownikami jest sprawą nietrywialną.

Ciekawą propozycję wyjścia z tego impasu zaproponował dzisiaj na łamach The Verge redaktor Vlad Savov. Zauważa trudną do pozazdroszczenia sytuację producentów sprzętu z Androidem, rozumie koszt posprzedażowej obsługi – i pyta się otwarcie: skoro ludziom tak bardzo zależy na aktualizacjach Androida dla starszych modeli, dlaczego za to nie zapłacą? Pomysł jest genialny w swojej prostocie: jeśli np. użytkownicy phabletu HTC One max z 2013 roku chcieliby na nim Androida 6.0, to niech HTC ogłosi na Kickstarterze projekt, w którym określi, ile przygotowanie takiej aktualizacji by kosztowało. Jeśli znajdzie się wystarczająco wielu zainteresowanych fundatorów, to producent zbierze na to wszystko środki i wyda jakimś zamkniętym kanałem nową, oficjalnie wspieraną wersję systemu dla tych, którzy za nią zapłacili. Wszyscy inni mogliby po prostu kupić sobie nowy model urządzenia.

Co by bowiem nie mówić, realnym uaktualnieniem firmware smartfonu jest nowszy smartfon. Dla producentów sprzętu, którzy praktycznie nic nie zarabiają ani na oprogramowaniu, ani na usługach, a jedynie tworzą możliwość zarabiania na nich miliardów Google'owi, to jedyne chyba wyjście, które pozwoliłoby im dostarczyć na starsze smartfony nowsze firmware, przedłużając w ten sposób ich żywotność (a to przecież coś, co żadnemu producentowi się nie kalkuluje).

Pomysł wywołał wśród czytelników Verge'a ambiwalentne reakcje, głosy rozkładają się mniej więcej pół na pół – jest spora grupa gotowa zapłacić (pod warunkiem, że dostanie za pieniądze czystego Androida bez reklamowych śmieci), jest też spora grupa uważająca, że koszt aktualizacji powinien znaleźć się w cenie urządzenia. Na jaki jednak czas? Czy wspomniany HTC One max powinien wciąż dostawać aktualizacje software'owe, mimo że gwarancja na sprzęt już wygasła?

Czekamy na Wasze opinie w tej kwestii.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.