Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Czy ktoś zarabia na strumieniowaniu muzyki?

Strumieniowanie muzyki budzi ostatnio ogromne emocje. Głównie za sprawą nowej usługi Apple, ale nie tylko. Spotify notuje straty kolejny kwartał z rzędu. Wielu artystów skarży się na niskie wpływy z udostępniania utworów w tej formie. I chyba tylko użytkownicy są zadowoli z niskich cen i wysokiej jakości. Pytanie tylko jak długo potrwa ta sielanka?

Zyski i straty usługodawcy

Sytuacja teoretycznie jest prosta. Klienci płacą za dostęp do katalogu parudziesięciu milionów utworów. Wyliczenia będę prowadził w euro, ponieważ cena u nas jest dumpingowa i nie opisuje dobrze globalnego biznesu. Weźmy więc przykładowego Hansa, który za swoje konto premium płaci 9,99 euro. Do Spotify po odliczeniu VAT-u trafia 8,4 euro. Spotify chwali się na swojej stronie, że średnio płaci od 0,006 od 0,0084 dolara za odsłuchaną piosenkę, przy czym zaznacza, że za użytkownika Premium płaci więcej. Uznajmy więc, że koszt piosenki to 0,008 euro.

Co to oznacza? Ano, żeby Spotify mogło sobie zostawić 4,2 euro to użytkownik nie może słuchać więcej niż 1h10m muzyki dziennie. 2,5 euro (30%) usługodawcy przekłada się na maksymalnie 1h40m muzyki dziennie. 2h20min muzyki dziennie oznacza, że Spotify nic nie zarabia na subskrypcji premium. Każda dodatkowa minuta przynosi firmie straty na samych kosztach muzyki. Osobiście słucham muzyki przez około 3h dziennie. Na mnie więc są stratni (zwłaszcza, że płacę 5 euro, a nie 10). Z wyników finansowych spółki widać, że chyba dużo ludzi tak ma, 197 milionów dolarów straty skądś się bierze.

Wniosek kończący tę cześć wpisu nie jest optymistyczny. Bez podniesienia abonamentu, znalezienia innych źródeł przychodów lub nałapania milionów klientów, którzy nie będą słuchać muzyki Spotify nie ma szans na przetrwanie.

A jak to jest u muzyków

0,008 euro za piosenkę - dużo to czy mało? Lean On od Major Lazer lider globalnego TOP 50 ma 197 milionów odtworzeń. Przekłada się to na 1,5 miliona euro wpływów dla właściciela praw. Trzeba pamiętać, że to są wpływy z jednej piosenki. Przykład ten pokazuje jedno - jeśli masz globalny zasięg to możesz zarabiać na swojej muzyce. Może się wydawać, że nie jest to specjalnie dużo, ale trzeba pamiętać o ograniczonym zasięgu Sporify.

Nadal nieźle jest jeśli chodzi o lokalne rynki. Płyta Królowie życia niejakiego Gangu Albanii ma około 4 milionów odtworzeń co za granicą przekłada się 32 tysiące euro wpływów. Trzeba jednak uwzględnić lokalne uwarunkowania. Zakładając podobne proporcje pomiędzy tym co płaci klient, a dostaje artysta (0,008/8.4 = 0,015/16.25) można przyjąć, że Królowie Życia przynieśli około 60 tysięcy złotych. Przekładając to na ilość sprzedanych płyt według przelicznika ZPAV (2500 odtworzeń - jeden sprzedany album) oznacza to około 1600 sprzedanych płyt więcej, czyli 32 tys zł wpływów (20 zł za album - resztę zabiera sklep i podatki).

Ogólnie przelicznik ZPAV jest bardzo korzystny dla wizerunku Spotify. Oznacza, on bowiem, że jedna sztuka "sprzedanego" tam albumu przynosi 37,5 zł wpływów dla właściciela praw, co jest nieosiągalne dla sprzedaży fizycznej. Oczywiście można się kłócić, czy sam przelicznik jest właściwy. 2500 streamów oznacza przesłuchanie albumu około 200 razy. Do tej pory najbardziej katowane przeze mnie wydawnictwo Rozmowa z Piramidami Piotra Kajetana Matczuka zostało przesłuchane 30 razy - w sumie 450 streamów i 6,75zł przychodów, czyli jednak około 3 razy gorzej niż z fizycznego nośnika. Muszę jednak powiedzieć, że dane zostały zaczerpnięte z last.fm, a konto tam mam dopiero 2 lata, więc pewnie z czasem te liczby będą rosły. ZPAV musiał jednak jakoś rozsądnie liczbę 2500 oszacować.

W każdym razie. Jeżeli jakiś wykonawca jest lubiany i słuchany, to może ze streamingu czerpać podobne zyski jak ze sprzedaży fizycznych nośników. Stratni są tylko Ci, których płyty się kupuje, ale ich nie słucha. Głównie cierpią więc małe zespoły, które sprzedają kilkanaście płyt przy okazji koncertu. Z drugiej strony zysk z tych płyt i tak jest tak mizerny, że lepiej chyba powiększać zasięg i zbierać większą publiczność na żywo niż trzymać się kurczowo CD.

I co z tego wyniknie?

Podsumowując powyższe można powiedzieć, że na streamingu tracą głównie inwestorzy Spotify i podobnych usług. Czy długo wytrzymają? Wszystko zależy teraz od Apple. Nawet jeżeli ich Music nie jest zbyt innowacyjny, to nie o to teraz chodzi. Gra toczy się o to, żeby spopularyzować tę formę dystrybucji muzyki. A bardziej dosadnie: głównym celem całego rynku jest nałapanie użytkowników, którzy będą płacić za subskrypcję, a nie będą z niej zbyt często korzystać. Lepszego targetu od użytkowników giganta z Cuppertino nie ma.

A co jeżeli się nie uda i ludzie na nieszczęście firm będą muzyki słuchać? Wtedy pozostanie szukanie innych źródeł przychodów. Od podwyższenia cen subskrypcji, po dodatkowe płatne treści. Nie obawiał bym się jednak dużej segmentacji oferty. Streaming jest fajny bo jest tani. Niewielu użytkowników będzie płacić 10 euro, żeby mieć artystę X u Apple i drugie 10 euro, żeby mieć artystę Y od Deezera. Wraz z popularyzacją tej formy powoli będą też znikać dinozaury, które nie chcą strumieniować swojej muzyki. Im więcej ludzi, tym trudniej ignorować takie źródło przychodów. 20-30 milionów utworów jest liczbą na tyle kosmiczną, że większość ludzi obędzie bez jednego, czy dwóch artystów, których nie znajdzie w swojej bibliotece.

Źródła:
Spotify dla artystów - informacje o cenie za piosenkę: Spotify

ZPAV - informacje o przeliczniku: ZPAV 

internet hobby inne

Komentarze

0 nowych
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #1 19.06.2015 23:01

Skąd masz te wszystkie dane?

jetinajt   5 #2 19.06.2015 23:13

Dzięki za przypomnienie. Dodał główne źródła do tekstu (Strona Spotify dla artystów, ZPAV - przelicznik streaming/płyta). Jeśli chodzi o ilość odsłuchać to jest ona pobrana ze strony albumu na Spotify.

Jeśli chodzi o czas słuchania, to założyłem średni czas trwania piosenki na 4 minuty.

Autor edytował komentarz.
DonPetch   6 #3 19.06.2015 23:23

Uwielbiam jak ktoś dane, które warto by przestudiować przez kilka tygodni by wydzielić jacy ludzie kupując te usługi, czego słuchają, czego oczekują, jaka to jest grupa docelowa i ile średnio przeznaczają swoich funduszy na takie rozrywki, wklepuje na bloga po godzinie - dwóch pobieżnego zrozumienia tematu.

Nie uwzględniłeś np. TidalHiFi które jest swego rodzaju spółdzielnią muzyczną, w której gaże otrzymuje wszyscy muzycy, którzy dorzucają do interesu. Nie zauważyłeś nawet jakie formaty muzyczne oferują poszczególni dostawcy strumieniowej muzyki. Ot uznałeś, że Spotify z racji popularności będzie benchmarkiem, i resztę wrzucimy do tego samego wora. Już samo to, że Apple korzysta z innego kodeka od Spotify jest walką na ringu nie mającą miejsca.

Nie żebym się czepiał, ale z racji tego, że w magazynach jak RollingStone niespecjalnie wskazują kto w tym biznesie wiedzie prym trudno jest stwierdzić, ze twój wpis jest chociaż w minimalnym stopniu merytoryczny. Dużo założeń, uproszczeń, i jak na analizę rynkową - bo tego nieudolnie się podjąłeś - dość prostacki wpis.

Autor edytował komentarz.
jetinajt   5 #4 19.06.2015 23:51

@DonPetch: To jest blog, a nie magisterka z ekonomii. Nie uwzględnieniem miliona innych rzeczy, o których muszą myśleć prezesi i dyrektorzy finansowi firm zajmujących się strumieniowaniem.

Poza tym rzeczy, o których piszesz i tak nic nie znaczą dla większości użytkowników. Świadomi użytkownicy stanowią pojedyncze procenty. To są zresztą najgorsi użytkownicy, bo dużo wymagają i dużo korzystają. Żeby biznes był rentowy te firmy muszą złapać naszych rodziców. Ludzi, którzy zapłacą, ale skorzystają raz, a potem zapomną, albo uruchomią raz na dwa tygodnie. Tu jest kasa.

Formaty, jakości, playlisty ekspertów to są pierdoły dla zapaleńców i dziennikarzy, żeby mieli o czym pisać i robić PR usłudze. Naszych rodziców obchodzi tyle, żeby się to łatwo obsługiwało i żeby mogli znaleźć Grechutę, czy innych idoli młodości. Tyle, że żeby rodzic kupił to najpierw trzeba przekonać dzieciaka, że to jest fajne.

Frankfurterium   9 #5 20.06.2015 01:24

A jednak inwestorzy się do Spotify nie zrażają. Dziesięć dni temu dorzucili firmie ponad pół miliarda dolarów - dwa razy więcej niż przy poprzedniej jawnej emisji.

parranoya   8 #6 20.06.2015 09:48

@jetinajt:
jetinajt-donpetch 1:0
:-)

DonPetch   6 #7 20.06.2015 10:19

@jetinajt: Wciąż jednak nie odpowiedziałeś na pytanie, które sam sobie przedstawiłeś. Nie porównałeś niczego ze Spotify. Jedynie wspomniałeś o Apple Music jakby były jedynymi usługami do strumieniowania muzyki.

Twój wpis niczemu nie służy, bo kompletnie nie przedstawia argumentów czy ktoś zarabia na Tidal czy Deezer. Jedyne co zrobiłeś to przeredagowałeś wpisy ze źródeł. Coś między newsem, a wpisem blogerskim. W podsumowaniu nie znajduje się nawet sensowna puenta, gdyż skupiając się jedynie na jednej firmie uznajesz, że kolektywne tracą wszyscy. A tak nie jest. Czym innym jest ruch giełdowy, a czym innym realne przychody.

Cały wpis skrajnie upraszcza sytuacje w tej gałęzi usług starając się być paramerytoryczny. Wątpię, by gros użytkowników stanowiło pokolenie 40+. Ot mam wątpliwości czy wiedzą o tych usługach. Ba! Nawet nie ustaliłeś, że na takim gronie skupisz swoją uwagę. Po prostu teraz ad hoc dopisujesz w komentarzu argument abstrahujący zupełnie od wpisu, z którego nie idzie się niczego dowiedzieć.

Prawda jest taka, że poszedłeś na łatwiznę przeredagowując wpisy ze źródeł dot. usługi Spotify, i uznałeś, że sytuacja jednej firmy dotyczy pozostałych. Ergo - pisałeś o czymś o czym nie masz pojęcia. I przyjmij to w końcu do wiadomości.

ygyfygy   5 #8 20.06.2015 12:38

Streaming ma taką jakość, że uszy bolą.

Frankfurterium   9 #9 20.06.2015 13:08

@ygyfygy: Ogromna większość społeczeństwa tego nie usłyszy. Dla niej Spotify stanowi alternatywę nie Foobara czy DeaDBeefa, ale playlist youtubowych. Dla mnie samego 320 kbps od Spotify wystarcza do odcięcia się od otoczenia, kiedy siedzę w pracy, i krótkiego relaksu w domu.

Jusko   12 #10 20.06.2015 13:19

@DonPetch #7: - "(...) Jedyne co zrobiłeś to przeredagowałeś wpisy ze źródeł. Coś między newsem, a wpisem blogerskim."

Ale to jest blog ;-) Bez owijania w bawełnę - jeśli ja miałbym przeprowadzić pełną analizę rynkowo-ekonomiczną dotyczącą zarobków w usługach streamingowych, miałoby to być gdzieś opublikowane - to za darmo, na pewno bym tego nie napisał :-P Mógłbyś mieć takie obiekcje, gdyby to był wpis redaktorów DP znajdujący się na głównej. Jednak to wpis blogera, z sekcji blogowej.

Za to jeśli posiadasz szerszą wiedzę na ten temat - zachęcam Cię tym samym, abyś stworzył taki wpis. Bez żartów i na poważnie - chętnie bym taki przeczytał.

Autor edytował komentarz.
  #11 20.06.2015 23:45

@Frankfurterium: Ja jestem tego najlepszym przykładem. Jestem wideofilem, ale audio mam gdzieś. Gdyby muzy dało sie słuchać z youtuba jak z normalnego playera, to ździerzył bym nawet te momenty w teledyskach gdzie tam zanim rozpocznie sie piosenka to są jakieś motywy

DonPetch   6 #12 21.06.2015 18:46

@ygyfygy: Masz TidalHiFi za 40 PLN miesięcznie. Transmisje we FLAC i możesz zgrać sobie na urządzenie przenośne. Problem w tym, czy masz kilka GB miejsca na kilka albumów?

@soul1988l Jeśli piszesz coś, a potem dodajesz "...ale" to przekreślasz znaczenie poprzedniego zdania. Zatem jesteś "wideofilem, ale..." - czyli jesteś czy nie?

Autor edytował komentarz.
Frankfurterium   9 #13 21.06.2015 20:56

@DonPetch: Tak czy siak, audio ma gdzieś, a chyba właśnie temu bliżej do kontekstu wpisu.

ygyfygy   5 #14 22.06.2015 17:13

@DonPetch: ape > flac. Mam Czajkowskiego w ape zripowanego z cd z kompresją 5000 o bitrate ~420 kbps. U2 miałem we FLAC z bitrate ~2900, po konwersji do ape zeszło do ~2100. Generalnie im bardziej klasyczna muzyka tym bardziej można obciąć bitrate bez straty jakości.

Autor edytował komentarz.
  #15 24.02.2016 07:17

Bardzo fajny artykuł – dużo o tym jak zarabiać na muzyce http://jakzarabiacjakoszczedzac.blogspot.com/2016/02/jak-zarabiac-na-muzyce.html