r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Czy powinniśmy się obawiać Kaspersky Lab jako macki Kremla?

Strona główna AktualnościBIZNES

Relacje NATO-Rosja coraz bardziej przypominają to, co działo się w trudniejszych latach Zimnej Wojny – z tą jednak różnicą, że w zeszłym stuleciu świat był o wiele mniej powiązany ze sobą gospodarczo. Zachodnie firmy IT z bólem mówią o swoich wynikach finansowych w Rosji, przykładowo VMware przyznało się do spadku sprzedaży w ciągu ostatniego półrocza aż o 50%. Wcale nie ciekawiej wygląda sytuacja firm rosyjskich na rynkach zachodnich, i to nie tylko ze względu na oficjalne sankcje gospodarcza, ale i działania zachodnich mediów, choćby takie, jakie dotknęły ostatnio Kaspersky Lab.

Wielkokalibrową artylerię przeciwko rosyjskiej firmie wytoczyła w tym tygodniu amerykańska agencja prasowa Bloomberg. W opublikowanym na głównej stronie swojego poczytnego portalu biznesowego artykule pt. The Company Securing Your Internet Has Close Ties to Russian Spies zarówno Kaspersky Lab, jak i założyciel firmy Jewgienij Kaspierski zostają oskarżeni o pracę na rzecz rosyjskiego wywiadu, w tym o gromadzenie danych o 400 mln użytkowników oprogramowania ochronnego, danych wykorzystywanych następnie w operacjach prowadzonych przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa.

Dowody są niezbite – sam Jewgienij Kaspierski uczęszczał do szkoły finansowanej przez KGB, potem pracował dla KGB, a dziś chodzi regularnie do bani (rosyjskiej sauny) wraz z „przyjaciółmi ze służb”. W 2012 roku firma miała pozbyć się wielu menedżerów wyższego szczebla i zastąpić ich ludźmi związanymi z wojskiem i wywiadem Federacji Rosyjskiej. W samej firmie na posiedzeniach rady dyrektorów, zamiast mówić jak cały kapitalistyczny świat po angielsku, zaczęto używać języka rosyjskiego. Co gorsze, szefem działu prawnego firmy został Igor Czekunow, człowiek znikąd, który wcześniej miał służyć w „straży granicznej KGB” – a w 2013 roku założył zespół 10 ekspertów, mających dostęp do wszystkich firmowych systemów i zajmujących się analizą przypadków cyberwłamań.

r   e   k   l   a   m   a

Co wreszcie chyba najgorsze, Kaspersky Lab regularnie ujawnia działania hakerów podejrzewanych o pracę na rzecz administracji USA. Ostatnio firma wsławiła się publikacją raportu o The Equation Group, grupie będącej przykrywką amerykańskiej agencji NSA i specjalizującej się w zaawansowanych operacjach cyberszpiegostwa przeciwko Rosji, Iranowi i Pakistanowi. Kaspersky Lab jednak nie publikuje raportów o działaniach twórców malware podejrzewanych o współpracę z władzami Rosji. Ostatecznego wniosku redaktorzy Bloomberga nie formułują, ale każdy czytelnik ma z łatwością sam znaleźć właściwą interpretację tychże rewelacji – Jewgienij Kaspierski to szpieg KGB, a jeśli masz oprogramowanie Kaspersky Lab, to rosyjskie służby właśnie czytają twoją pocztę

Rzucając oskarżenia takiego kalibru, agencja prasowa powinna dysponować bardzo mocnymi dowodami. Jak jest w tym wypadku? Ano mamy kilka wypowiedzi wymienionych z nazwiska analityków, przyznających, że poważnym problemem dla całej branży bezpieczeństwa są podejrzenia o współpracę z władzami państwowymi, mamy kilka nawiązań do rzeczywistych wydarzeń z historii Kaspersky Lab, a reszta? Reszta jest świetnym przykładem tabloidowego dziennikarstwa, które gdy jednak trafi na łamy Bloomberga, automatycznie zyskuje na wiarygodności.

Jewgienij Kaspierski zdecydował się odpowiedzieć amerykańskiej agencji prasowej na łamach prywatnego bloga – niestety do tej pory Amerykanie nawet nie postarali się wyprostować swoich „pomyłek”. Najważniejsze jest tu chyba twierdzenie, jakoby Kaspersky Lab nie ujawniał żadnych cyberataków, za którymi stoją Rosjanie. Łatwo sprawdzić, że to kłamstwo. W ciągu ostatnich lat rosyjska firma ujawniła przynajmniej dziesięć zagrożeń typu Advanced Persistent Threat, których autorzy mieli rosyjskie korzenie i które wymierzone były w zachodnie firmy i organizacje. Są wśród nich m.in. słynny Red October, Black Energy 1 i 2, Agent.BTZ i Penguin Turla.

Opowieści o nauce Kasperskiego w szkole KGB, a następnie pracy w tej służbie można sprowadzić do tego, że ten utalentowany matematycznie człowiek uczył się za młodości w Specjalnym Centrum Edukacyjno-Naukowym Kołmogorowa Uniwersytetu Moskiewskiego, a następnie ukończył studia na Wydziale Matematyki Wyższej Szkoły KGB, specjalizując się w inżynierii matematycznej. Faktycznie, była to szkoła współfinansowana przez KGB, ale też przez wiele innych radzieckich urzędów państwowych, w tym Radziecką Agencję Kosmiczną i Ministerstwo Energii Atomowej.

Sauna, bania, nagie ciała mężczyzn w kłębach pary, którzy cicho dyskutują o szpiegowskich operacjach i podboju świata muszą pobudzać wyobraźnię zachodniego, często purytańskiego czytelnika. Nie dowiemy się jak jest w rzeczywistości. Kaspierski przyznaje, ze niewykluczone, że agenci FSB też chodzą do bani. On chodzi z kolegami z pracy. A wspomniany człowiek znikąd, czyli Czekunow? No cóż, jego związki z KGB mają sprowadzać się do tego, że jako młody 18-letni poborowy służył w Straży Granicznej ZSRR, podporządkowanej wówczas KGB.

Kilka jednak faktów Bloombergowi udało się jednak ustalić – ujawniono, że Kaspierski chodzi do bani, że w rosyjskiej firmie większość stanowią mówiący po rosyjsku Rosjanie, i że pracowników czasem się zwalnia, czasem zatrudnia nowych. W sumie to przecież wystarczy, by uznać oferującą wysokiej jakości oprogramowanie firmę za mackę Kremla. Dzięki takim pomówieniom kolejne raporty Kaspersky Lab, dotyczące np. The Equation Group, nie będą traktowane poważnie.

Amerykańska agencja prasowa nie podjęła jednak pewnej istotnej kwestii. Jeśli faktycznie Kaspersky Lab jest na usługach rosyjskiego rządu, to dla przeciętnego Amerykanina korzystanie z narzędzi ochronnych tej firmy może być w tych czasach bardzo rozsądnym posunięciem. FSB, następca KGB, to bowiem służba kontrwywiadowcza, działająca na terenie samej Rosji, odpowiednik amerykańskiego FBI. Za cywilny wywiad rosyjski odpowiada SWR (Służba Wneszniej Razwiedki), odpowiednik amerykańskiej CIA. Wysoko oceniane oprogramowanie Kaspersky Lab, nawet jeśli może być wykorzystywane do zbierania danych wywiadowczych, nie posłuży do udostępnienia tych danych FBI, mogącemu przecież takiemu przeciętnemu Amerykaninowi szybko zaparkować swoje wozy bojowe na trawniku przed domkiem. W ten sposób korzystanie z oprogramowania rosyjskiego (czy też np. chińskiego) przez mieszkańców krajów zachodnich może być paradoksalnie dla nich bezpieczniejsze, niż korzystanie z produktów np. amerykańskiego Symanteca.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.