r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Eric Schmidt i ochrona prywatności: bezzałogowe statki powietrzne tylko dla władzy (i korporacji?)

Strona główna Aktualności

Nie jest to jakiś radykalny zwrot w myśli Erika Schmidta, obecnego przewodniczącego rady Google. Gdy gigant z Mountain View pokazał światu swoje „inteligentne” auto, Schmidt zadeklarował, że źle się stało, że komputery nie powstały przed samochodami, gdyż jego zdaniem ludzie nie nadają się do prowadzenia aut – najlepiej by było, gdyby jeździli w automatycznych pojazdach, w trakcie podróży surfując po Sieci (i oglądając przy tym reklamy jego firmy, jak się można domyślić). Kolejna deklaracja Schmidta jedynie potwierdza jego niechęć do wolności jednostek – zajął się on oto proliferacją dronów, bezzałogowych statków powietrznych, sterowanych przez zwykłych cywili.

Problem nie jest wyssany z palca, nie dotyczy też tylko Doliny Krzemowej – w ostatni weekend nad zamkniętym dla osób postronnych terenem wrocławskiego Aquaparku (a konkretnie dziedzińcem saunarium) można było zobaczyć heksakopter, prawdopodobnie z podwieszoną kamerą. Czy upowszechnienie takich technologii nie jest poważnym zagrożeniem dla naszej prywatności (a przynajmniej prywatności tych, co lubią wylegiwać się nago na słońcu)? Eric Schmidt deklaruje, że trzeba coś z tym zrobić.

Jak czułbyś się z tym, gdyby twój sąsiad kupił komercyjnego drona zwiadowczego, który startowałby z jego podwórka, a potem cały dzień latał nad twoim domem? Jak byś się z tym czuł? – retorycznie pyta Schmidt w trakcie wywiadu udzielonego serwisowi The Guardian, wzywając jeśli nie do całkowitego zakazania, to przynajmniej do zaostrzenia reguł dostępu do tego typu technologii dla cywilów.

Co ciekawe, Schmidtowi nie przeszkadza to, że po zwiadowcze drony, w kontekście nie tylko już wojskowym, ale też dla służb cywilnych, sięgają władze. Jego zdaniem to zupełnie co innego, gdy zdjęcia z powietrza robi ci rząd, który może mieć do tego pewne prawo – ale w wypadku osób prywatnych to zupełnie inna sprawa. Można się domyślać, że pewne prawo do takich zdjęć powinny mieć też korporacje, w szczególności Google, które wykorzystuje flotę tysięcy naziemnych dronów do robienia zdjęć miastom i ich mieszkańcom na całym świecie, a nawet inwestuje we własne satelity obserwacyjne.

O dziwo, sama administracja USA wydaje się mniej chętna do wprowadzania zakazów niż Schmidt. Federalna Komisja Lotnictwa zajmuje się obecnie kwestią regulacji lotów prywatnych bezzałogowych statków powietrznych, nigdzie przy tym jednak nie deklaruje zamiaru wprowadzenia zakazu ich stosowania przez cywili. Ale zastanówmy się – czy można spodziewać się czegoś innego od człowieka, który niegdyś jako doradca prezydenta Obamy zauważył, że jeśli jest coś, co chciałbyś utrzymać w tajemnicy, to może nie powinieneś tego robić?

W Polsce mamy znakomite ludowe przysłowie, podsumowujące tego typu postawę życiową: co wolno wojewodzie, to… Jeśli więc kiedyś zostaniecie aresztowani za pilotowanie heksakopterów, to będziecie wiedzieć, komu za to podziękować.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.