r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Free Software Foundation: oprogramowanie od Microsoftu to malware

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Richard Stallman nigdy nie był znany ze szczególnej sympatii do producentów własnościowego oprogramowania, na czele z Microsoftem. Brak sympatii to jedno, oskarżenia o otwartą złośliwość wobec użytkowników to jednak zupełnie inny kaliber. Na stronach Fundacji Wolnego Oprogramowania, której Stallman przewodzi, pojawił się dokument, wyjaśniający, dlaczego software od Microsoftu to malware.

Definicja malware, którą znaleźć można np. w Wikipedii, nie należy do skomplikowanych. Są to wszelkie aplikacje, skrypty itp. mające szkodliwe, przestępcze lub złośliwe działanie w stosunku do użytkownika komputera. W jaki to sposób oprogramowanie Microsoftu miałoby mieć szkodliwe, przestępcze lub złośliwe działanie? Free Software Foundation w swojej argumentacji rozróżnia oprogramowanie niewolne (jakim niewątpliwie to, czym raczy nas Redmond jest) od oprogramowania złośliwego – według Stallmana i jego ludzi, różnica tkwi w tym, czy to użytkownik kontroluje program, czy program kontroluje użytkownika.

Jeśli jednak program może kontrolować użytkownika, a ten nie może nic zrobić, by się przed tym zabezpieczyć, to przed twórcami własnościowego oprogramowania pojawia się pokusa wprowadzenia do swojego kodu pewnych uzłośliwień – i najwyraźniej Microsoft miał pokusie tej ulec. Niektórym argumentom, jakie FSF przedstawia na rzecz tej tezy zaprzeczyć nie sposób, inne należeć mogą do świata spiskowej teorii dziejów, więc należy przyjrzeć się im z ostrożnością.

r   e   k   l   a   m   a

I tak oto dowiadujemy się, że Windows posiada uniwersalną furtkę, przez którą Microsoft może użytkownikom narzucić dowolne zmiany. Furtką tą jest w tym wypadku mechanizm... Windows Update, który może zostać wykorzystany do zaktualizowania oprogramowania komputera nawet wtedy, gdy użytkownik go wyłączył. FSF odwołuje się tu do starej historii z 2007 roku, kiedy to nagle Windows Update został przyłapany na aktualizowaniu Visty nawet u osób, które mechanizm ten wyłączyły.

Sprawa z Vistą to jednak drobiazg w porównaniu do Trusted Platform Module 2.0, debiutującym w Windows 8. Za sprawą wprowadzenia tego rozwiązania eksperci niemieckiego federalnego urzędu BSI (Bundesamt für Sicherheit in der Informationstechnik) uznali nowy system Microsoftu za zagrożenie dla bezpieczeństwa dla firm i władz, rekomendując pozostanie przy Windows 7 do 2020 roku, a później poszukanie jakichś innych rozwiązań.

Do złośliwości zaliczono też to, że Windows Store – jedyny sposób na dystrybucję aplikacji dla mobilnych wersji Windows – zrywa z dotychczasową swobodą dystrybucji oprogramowania na „okienka”, cenzurując wybór software'u dla swoich użytkowników. Same zaś urządzenia z mobilnymi wersjami Windows to tyrany (nasz neologizm dla języka polskiego, na wzór agenci-agenty – przyp.red.), gdyż uniemożliwiają użytkownikom instalowanie innych systemów operacyjnych. Nie inaczej potraktowano wprowadzenie mechanizmów DRM do Windows, w szczególności mechanizmu AACS, chroniącego płyty Blu-ray przed kopiowaniem.

Kolejnymi argumentem na rzecz postrzegania microsoftware jako malware ma być wprowadzenie do Windows funkcji spyware: gromadzenie przez Windows Update list oprogramowania zainstalowanego na komputerze, śledzenie lokalnych wyszukiwań w Windows 8.1 przez Bing, czy też obecność w bibliotece advapi.dll dodatkowego specjalnego klucza dostępowego, który w jednej z testowych wersji systemu niedyskretnie otrzymał etykietę „NSAKEY”.

FSF przypomina też, że Microsoft ma cały program współpracy z amerykańską administracją federalną, pozwalający jej służbom uzyskiwać w tajemnicy dostęp do informacji o lukach w oprogramowaniu, jeszcze przed wydaniem do nich łatek. Microsoft też ogłosił, że nie wyda już więcej łatek dla systemu operacyjnego, z którego korzysta przynajmniej jedna czwarta internautów na świecie – chyba że zapłacą za to ogromne sumy.

Radykalna retoryka (nawet jak na Fundację Wolnego Oprogramowania) raczej nie sprawi, że miliardy użytkowników nagle zrezygnuje z Windows i zainstaluje na swoich komputerach Debiana GNU/Hurd (bo jak wiadomo, wolność Linuksa też nie jest tak wolna, jak Stallman by oczekiwał). Skłania jednak do refleksji nad tym, jak miałby idealny świat według FSF wyglądać, świat najwyraźniej bez Microsoftu. Jak tu bowiem być Microsoftem i ignorować żądania władz USA i organizacji chroniących prawa autorskie czy rynkowe realia, w jakich firmy IT muszą działać?

Niniejszy news został przygotowany za pomocą mikstury wolnego i niewolnego oprogramowania o nieustalonym poziomie złośliwości.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.