r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

GitHub to klub dla chłopców? Stracił jedną z bardziej znanych pracowniczek

Strona główna AktualnościINTERNET

Obracając się wśród programistów nie sposób nie zapoznać się z GitHubem — młodą firmą, oferującą narzędzia i platformę do pracy zespołowej nad programami oraz do publikacji kodu projektów — oraz nie posłuchać o nierówności płci oraz, zależnie od rozmówców, fatalnej bądź doskonałej sytuacji kobiet, trudniących się programowaniem.

Kolejną dyskusję o sytuacji kobiet w branży zapoczątkowało odejście Julie Ann Horvath z GitHuba. Julie dołączyła do młodego projektu w 2012 roku, jako pierwsza kobieta w zespole projektowo-deweloperskim. Przyznała, że zachwyciła ją idea platformy, bo jest to miejsce dla ludzi robiących coś dla ludzi, którzy coś chcą zrobić. Przez ten czas zasłynęła między innymi dzięki Passion Projects — serii spotkań, promujących projekty kobiet związanych z GitHubem — a przy okazji z promowania firmy jako przyjaznej kobietom. Słowa Julie wskazują jednak na to, że było to jedynie zaklinanie rzeczywistości.

Szczegółami swojego odejścia Julie podzieliła się z redakcją serwisu TechCrunch. było mi bardzo trudno przyzwyczaić się do kultury, agresywnej komunikacji przy wysyłaniu kodu do projektu (konkretnie chodziło o wulgarne dopiski przy pull requestach) i do tego, jak mało mężczyźni, z którymi pracowałam, szanowani i cenili moją opinię — napisała Julie. Przyznała, że na początku przyłączyła się do klubu, ale sytuacja uległa zmianie, kiedy to jej osoba była tematem dyskusji w zupełnie nieodpowiednich miejscach — na przykład właśnie w repozytorium czy zgłoszeniach błędów.

r   e   k   l   a   m   a

To oczywiście doprowadziło do poczucia, że Julie jest traktowana inaczej, niż reszta zespołu. Dlaczego? Gdyż jest inna, niż reszta, co doprowadziło do poczucia dyskryminacji ze względu na płeć. Komentarze dołączane do czynności w repozytorium nie zostały zacytowane, więc możemy tylko domyślać się, jakiej były natury i gdybać, czy mogły być obraźliwe, czy tylko uszczypliwe. Niemniej jednak, to nie jest miejsce na dogryzanie współpracownikom. TechCrunchowi Julie powiedziała także, że reakcje pracowników GitHuba na pracę wielu zatrudnionych tam kobiet została przez nią określona jako poważny problem.

Zanim Julie odeszła, jeden z programistów, osoba dobrze znana w społeczności i firmie, podobno próbował ją dość bezpośrednio poderwać. Odrzucony sabotował ich wspólne projekty. Podobno Julie nie była jedyną jego „ofiarą”, a kobiety w firmie są dla niego okazją. Passion Projects powstał jako reakcja między innymi na takie zachowania, ale nic się nie poprawiło.

Punktem zwrotnym była luźna rozmowa przy drinku z żoną jednego z szefów. Szybko zeszło na zapewnienia, że ma ona wpływ na decyzje męża i lepiej żeby Jullie nie zmieniała pracy i nie rozgłaszała, co się dzieje w GitHubie. Podobno żona współwłaściciela firmy ma także swoich szpiegów, którzy to mają dostęp do komunikacji między pracownikami. Sprawę pogorszył chłopak Julie, także pracujący w GitHubie, który się wstawił za swoją partnerką.

Plotka głosi, że wspomniana wyżej żona wysoko postawionego pracownika GitHuba wypytywała innych pracowników o Julie i jej życie osobiste. Z drugiej strony, do zarządu firmy docierały informacje, jakoby Julie groziła żonie szefa. Wyżej postawiona kobieta pojawiała się w biurze, zazwyczaj w pobliżu programistki, i na różne sposoby pracowała nad tym, aby Julie w końcu zrezygnowała z pracy. Jej chłopak także nie miał łatwego życia i podobno jego również jeden ze współzałożycieli firmy próbował przekonać do odejścia. Julie pożegnała się z firmą pierwsza, ale jak sama twierdzi, czarę goryczy przelało coś zupełnie innego. Programistka poczuła się zniesmaczona i zażenowana, kiedy zobaczyła, jak dwie z jej koleżanek bawią się hula-hop, a obserwują je współpracownicy siedzący na ławce. Scenę przyrównała do klubu ze striptizem.

O jej decyzji można sporo przeczytać na Twitterze. Nie brak tam także gorzkich komentarzy. Padają takie słowa, jak szykanowanie i maltretowanie, a także oskarżeń o brak działania ze strony zarządu GitHuba wobec drapieżników i dręczycieli. Pojawiają się także przestrogi kierowane do innych marginalizowanych pracowników w różnych firmach, którzy nie mogą liczyć na żadną ochronę ze strony pracodawcy. TechCrunch zamieścił zrzut ekranu z wewnętrznej platformy komunikacyjnej pracowników GitHuba, na której trudno znaleźć współczujące komentarze. Samozwańcza królowa GitHuba została tam oskarżona o kłamstwa związane z pracą innych, rozpuszczanie plotek na temat innych kobiet w pracy i utrudnianie innym życia.

Współzałożyciel firmy opublikował oficjalne przeprosiny. W notatce Chris Wanstrath, obecny kierownik GitHuba, poinformował, że prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie, a osoby wskazane przez Julie jako będące prowodyrami szykanowania (jeden z szefów oraz jeden z jej współpracowników) zostały na razie zwolnione z obowiązku świadczenia pracy. Wanstrath w notatce wyjaśnił też, że kobieta, o której mowa, nie ma i nie miała wpływu na zatrudnienia, ale do innych zarzutów się nie odniósł. Problemem nie jest już nierówne traktowanie kobiet. Sprawa poszła znacznie dalej, zamieszane zostało kierownictwo oraz osoba nie związana z firmą, pod znakiem zapytania stoi także prywatność pracowników.

Faktem jest, że wśród programistów kobiety to mniejszość i wystarczy się rozejrzeć, aby przekonać się o tym na własne oczy. Jak duża jest dysproporcja, pokazały nam ostatnio badania Komisji Europejskiej, przeprowadzone wśród twórców aplikacji mobilnych. Tam mężczyźni stanowią aż 91% programistów. Praca w takim środowisku nie jest łatwa dla żadnej ze stron, zmusza przy tym ludzi do walki nie tylko z wychowaniem i kulturą, w jakiej wyrośli, ale także z naturą gatunku. Nie ma niestety prostej recepty na zapewnienie wszystkim zdrowej atmosfery w miejscu pracy, zaś akcje na rzecz takiego czy innego równouprawnienia miewają także skutki uboczne, czego Passion Projects jest dobrym przykładem.

Historia Julie została tu przedstawiona tylko z jednej strony. Nie możemy jednoznacznie powiedzieć, czy w GitHubie kobiety rzeczywiście traktowane są jak striptizerki, czy tylko ta jedna pracowniczka była przewrażliwiona. Możemy jedynie zwrócić uwagę na to, że osoba trzecia, nie zatrudniona w firmie, mogła się po niej swobodnie poruszać i podobno nawet czytać korespondencję pracowników, oraz że konflikt nie został dostatecznie szybko rozwiązany. Jakie by nie były jego przyczyny, kilka osób bardzo z tego powodu cierpi. Ta historia będzie też dla kobiet rozważających karierę w IT kolejnym argumentem, aby jednak nie iść w tym kierunku.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.