r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Google nie chce strumieniować muzyki – znika kolejne rozszerzenie

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Mimo rosnącej popularności serwisów streamingowych, wciąż popularnym serwisem, który miliony użytkowników wykorzystują do słuchania muzyki, jest YouTube. Nic zatem dziwnego, że pojawił się Streamus – rozszerzenie dla Chrome'a, które umożliwiało tworzenie muzycznych playlist z udostępnionych na YouTube klipów. Niestety, w wyniku działań Google, program nie jest już dostępny.

Trzeba przyznać, że używanie YouTube'a do słuchania muzyki, mimo wielu pozytywów, nie jest szczególnie wygodne. Możliwości sortowania utworów ze względu na wykonawcę czy album, z zachowaniem kolejności utworów i bez tworzenia playlist lub wykorzystywania tych utworzonych przez innych użytkowników, jest w zasadzie niemożliwe. Ponadto playlista złożona filmów, które znalazły się serwisie w sposób wątpliwie zgodny z prawami autorskimi, może po jakimś czasie wyprawować.

Kwestię upraszczało rozszerzenie Streamus. Użytkownicy przeglądarki Chrome mieli po jego zainstalowaniu możliwość wyszukania ścieżek dźwiękowych z klipów, oraz tworzenie playlist z poziomu interfejsu swojej przeglądarki. Nie wszystkie dostępne klipy dało się co prawda odtworzyć, niemniej prostota i elegancja, jaka oferował Streamus, poskutkowała ponad 300 tysiącami pobrań. To nie przekonało jednak Google.

r   e   k   l   a   m   a

Przedstawiciele korporacji mieli wobec autora rozszerzenia trzy zastrzeżenia. Przede wszystkim Streamus odtwarzał w tle jedynie muzykę nie prezentując wideo, przez co użytkownicy mogli korzystać z dobrodziejstw serwisu nie zwiększając liczby odsłon. Kolejnym problemem był fakt, że w interfejsie Streamusa zabrakło linka do strony w serwisie, co znacznie zmniejszało szansę, że użytkownik kiedykolwiek zobaczy oryginalne wideo. Trzeci, najbardziej oczywisty, dotyczy faktu, że Streamus nie emitował treści reklamowych.

Streamus nie zniknął z Chrome Web Store z dnia na dzień. Sean Anderson, twórca rozszerzenia, miesiącami negocjował warunki dalszej dostępności swojego programu. Próbowano między innymi nawet zatrudnić go w korporacji, czy uporać się brakiem możliwości strumieniowania reklam. Anderson wciąż pracuje nad kolejną wersją Streamusa, która ma zadowolić Google, batalia nie jest zatem zakończona.

W ostatnim czasie pisaliśmy o przypominającym Streamusa serwisie StreamSquid.com. W praktyce jest on interfejsem dla YouTube'a, przypominającym nieco Spotify, który umożliwia dostęp do klipów z YouTube'a. Ponadto jego zaletą jest możliwość przeglądania biblioteki z podziałem na wykonawców i albumy oraz import playlist zapisanych wcześniej w zamkniętym już Groovesharku.

StreamSquid spełnia warunek odtwarzania klipu wideo, co było nie do przełknięcia dla Andersona. Mimo że odtwarzacz wideo jest bardzo niewielki, to zapewnia kolejne odtworzenie w serwisie, co jest dużo bardziej satysfakcjonujące dla Google. Już w momencie pierwszych medialnych wzmianek o StreamSquidzie pojawiły się obawy, że YouTube może uniemożliwić wkrótce funkcjonowanie serwisu. Z pewnością będzie to dużo trudniejsze, niż w przypadku Streamusa – zewnętrzny serwis trudniej zlikwidować niż rozszerzenie dostępne we własnym sklepie. Niemniej historia Seana Andresona pokazuje, że także twórcy StreamSquida mają się czego obawiać.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.