r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Ilu Elonów Musków potrzeba, by uciec z symulowanej rzeczywistości? W Dolinie Krzemowej rozkwita nowa religia

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

To co zaczęło się jako zwykły eksperyment filozoficzny, na naszych oczach staje się religią z Doliny Krzemowej. Wiara w to, że doświadczany przez nas świat jest komputerową symulacją zatacza w tym gronie coraz szersze kręgi. Na łamach New Yorkera w tym tygodniu opublikowano artykuł o twórcy Y Combinatora, Samie Altmanie, w którym wspomina się o dwóch niewymienionych z nazwiska (choć pośrednio wskazanych) miliarderach, którzy mieli zaangażować naukowców do działań, które pozwolą nam „wyrwać się z symulacji”. Jeden z nich jest chyba dobrze Wam znany. W czerwcu podczas konferencji Recode, ten słynny przedsiębiorca Elon Musk otwarcie powiedział zgromadzonym, że niemal na pewno żyjemy w grze komputerowej rozgrywanej przez bardziej zaawansowaną cywilizację.

Czterdzieści lat temu mieliśmy ponga, dwa prostokąty i kropkę. Tak wyglądały wtedy gry. Dzisiaj, czterdzieści lat później, mamy fotorealistyczne symulacje 3D, w które jednocześnie grają miliony ludzi – i stają się one z roku na rok coraz lepsze. Za chwilę będziemy mieli wirtualną i wspomaganą rzeczywistości. Niezależnie od tego, jakie tempo postępu założysz, w pewnym momencie gry staną się nieodróżnialne od rzeczywistości – i to nawet jeśli postęp zwolni tysiąckrotnie.

Teraz wyobraźmy sobie świat za 10 tysięcy lat, co przecież jest niczym w skali ewolucji. Zakładając że zmierzamy w stronę gier nieodróżnialnych od rzeczywistości, które to gry mogą być grane na dowolnym komputerze, to prawdopodobieństwo że znajdujemy się w bazowej rzeczywistości jest jak jeden do miliarda. Powiedzcie mi, co jest nie tak w tym argumencie?

r   e   k   l   a   m   a

Kto może grać w ciebie?

Tymi słowami zwrócił się do zgromadzonych człowiek, którego słucha cały świat, zarówno gdy opowiada o atutach jego elektrycznych aut, jak i gdy mówi o swoim programie kosmicznym – ostatniej nadziei NASA na amerykańskie loty załogowe. Sam przecież Elon Musk tego nie wymyślił. Źródłem jego pomysłu najpewniej nie były oczywiście nauki gnostyków u schyłku rzymskiego imperium, ani też hinduskie nauki o iluzyjnej naturze świata z Upaniszad. W 2003 roku australijski filozof Nick Bostrom zaproponował interesujący trylemat, zwany właśnie „argumentem symulacji”. Przyjrzyjmy się jego konstrukcji:

Bostrom twierdzi, że odpowiednio zaawansowana technicznie, postludzka cywilizacja będzie dysponowała ogromną mocą obliczeniową. Nawet jeśli mały odsetek tej mocy obliczeniowej zostanie poświęcony na uruchomienie symulacji praprzodków, rozumianej jako wysokiej dokładności symulacja życia praprzodka, nieodróżnialna dla niego od rzeczywistości, to całkowita liczba symulowanych praprzodków w całym wszechświecie będzie daleko przekraczała liczbę realnie w nim kiedykolwiek istniejących praprzodków. Jeśli tak jest, to musimy rozważyć trzy, wzajemnie wykluczające się hipotezy:

1. odsetek cywilizacji naukowo-technicznych (będących na naszym poziomie rozwoju), który osiąga poziom postludzki (a więc zdolny m.in. do uruchamiania wiarygodnych symulacji praprzodków) jest bliski zeru, albo,

2. odsetek postludzkich cywilizacji zainteresowanych uruchamianiem wiarygodnych symulacji praprzodków jest bliski zeru, albo,

3. odsetek wszystkich ludzi doświadczających tego co my, którzy żyją w symulacji, jest bardzo bliski 100%.

Następnie Bostrom chce nas przekonać, że to nie jest tylko nowa wersja klasycznego argumentu sceptyków, lecz istnieją empiryczne argumenty na rzecz tego, że trzecia z hipotez jest prawdziwa, więc jest to raczej metafizyczna teza o świecie. On sam wzbrania się od wybrania którejkolwiek z hipotez, zauważa jedynie, że każda z nich ma ciekawe konsekwencje:

Jeśli hipoteza 1. jest prawdziwa, to nasza cywilizacja niemal na pewno wymrze przed osiągnięciem postludzkiego poziomu rozwoju.

Jeśli hipoteza 2. jest prawdziwa, to istnieje niewytłumaczalna zbieżność w zachowaniach postludzkich cywilizacji, która sprawia, że nie mogą się wśród nich pojawić jednostki zainteresowane uruchamianiem symulacji praprzodków.

Jeśli hipoteza 3. jest prawdziwa, to niemal na pewno żyjemy w symulacji. A jeśli nie żyjemy dziś w symulacji, to oznacza to, że nasi potomkowie niemal na pewno nigdy nie uruchomią symulacji swoich przodków.

Zabrakło mocy, czas ubić proces

Oczywiście trylemat Bostroma nie został przyjęty bezkrytycznie (filozofowie analityczni głównie zajmują się krytykowaniem swoich pomysłów) – i wiele ich argumentów jest całkiem ciekawych. Twierdzi się więc, że nawet doskonałe symulacje przodków nie będą świadome (a rzekomo my jesteśmy świadomi), inni uważają, że blokowy schemat wszechświata (zawierający przeszłość, teraźniejszość i przyszłość) jest nieprawdziwy, a my po prostu jesteśmy pierwszą generacją, symulowani ludzie dopiero się pojawią w przyszłości, która jeszcze nie istnieje, inni wykorzystują teorię multiversum do sprowadzenia całej sprawy do absurdu.

Najciekawszy z perspektywy informatyki jest jednak argument dotyczący skończoności mocy obliczeniowej. Nawet postludzka cywilizacja miałaby ograniczone zasoby. Twórcy symulacji musieliby więc znaleźć sposób na uniemożliwienie uruchomienia symulacji praprzodków przez swoich symulowanych praprzodków (i tak w nieskończoność), gdyż to by pochłonęło całą dostępną moc obliczeniową. Sugerują, że proces zużywający za dużo zasobów zostaje po prostu zabity – i tak gdy zaczniemy wreszcie sami próbować uruchamiać takie własne, kosztowne obliczeniowo symulacje, to nas wyłączą.

Kilka lat temu do tej filozoficznej debaty przystąpili fizycy. Sprawę potraktowano poważnie. Wychodząc z założenia skończoności zasobów mocy obliczeniowej, poszukano takich modeli wszechświata, które pozwoliłyby na wydzielenie w czasoprzestrzeni izolowanych zbiorów punktów, wykorzystywanych do uruchamiania symulacji. Korzystając z wyrafinowanych teorii kwantowej chromodynamiki zaproponowano obserwacje, które mogłyby potwierdzić lub odrzucić hipotezę symulacji przy założeniu skończoności zasobów. Zainteresowanym fizyką należy polecić poświęcony temu artykuł pt. Constraints on the Universe as a Numerical Simulation z 2012 roku.

Świat może i jest symulacją, ale kredyt w banku spłacać trzeba

Czy uważacie, że to wszystko jest niepoważną igraszką znudzonych intelektualistów i miliarderów? No cóż, Bank of America ma na ten temat inne zdanie. Analitycy jednej z największych instytucji finansowych świata kilka tygodni temu przygotowali dla swoich kluczowych klientów raport dotyczący przyszłości naszej cywilizacji. Wśród nich znalazła się opinia, że prawdopodobieństwo tego, że znana nam ludzkość żyje w komputerowej symulacji wynosi 20-50%. Powołano się przy tym na wiodących naukowców, filozofów i liderów biznesu (czytaj Elona Muska).

Problem jednak w tym, że sam Elon Musk nie zrozumiał za dobrze trylematu Bostroma, jeśli poszukuje możliwości „wyrwania się z symulacji”. Z perspektywy praprzodka żyjącego w symulacji, ta symulacja jest jego rzeczywistością, nie ma w niej niczego, co pozwoliłoby zauważyć zewnętrzny względem niej świat. Gdyby praprzodek był świadomym pikselem w grze Pong, odkryłby siebie w dwuwymiarowym świecie o specyficznych prawach fizyki. Z praw tych nie byłoby można w żaden sposób wywnioskować, czy to prawdziwe prawa fizyki, czy jakieś komputerowe obliczenia – nic by nie wskazywało na istnienie nieobecnej przecież w świecie Ponga grawitacji czy zasady zachowania energii.

Nie ma bowiem żadnego powodu, dla którego symulacja miałaby symulować cokolwiek związanego ze światem, w którym działa komputer przeprowadzający obliczenia dla tej symulacji. Być może cała zewnętrzna względem naszej rzeczywistość jest tylko systemem automatów komórkowych zawieszonych na horyzoncie zdarzeń czarnej dziury. Jak w takim świecie poza symulacją Elon Musk chciałby funkcjonować? Przestając działać w symulacji, przestaje istnieć. Wizja z Matrixa, w której budzisz się nagle w jakimś organicznym ciele podłączonym do zaawansowanego VR, jest bardzo naiwna.

Co więcej, nie wydaje się by istniał sposób, dzięki któremu symulowany praprzodek będzie w stanie po „ucieczce z symulacji” uzyskać pewność, że całe jego doświadczenie ucieczki nie jest częścią tejże symulacji. Nawet jeśli eksperymenty fizyczne potwierdzą, że czasoprzestrzeń jest podzielona tak, by zawierały się w niej izolowane symulacje światów, dla samych symulowanych niczego to nie zmienia. Nawet jeśli dostaną ostrzeżenie od Bank of America. Cała ta historia to po prostu odradzanie się gnostycyzmu, tyle że w nowych, dostosowanych do zabawek naszej cywilizacji szatach.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.