Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Komuno wróć!

Coraz częściej spotykam się z opiniami wielu osób, że wolny rynek nie jest tym, do czego powinnyśmy dążyć, a ktoś powinien roztaczać opiekę nad społeczeństwem, a w szczególności odebrać mu prawa do posiadania, by własność była lepiej wykorzystana.

Dzieje się tak w szczególności wśród osób chorobliwie uważających, że świat komputerów jest zły lub nie poradziłby sobie bez odbierania praw użytkownikom/konsumentom.

Takie przekonanie jest błędne!

Spotykam wiele osób, które uważają, że istnieje coś takiego, jak własność intelektualna, czyli połączenie różnych aspektów prawa, tak naprawdę całkiem od siebie różnych. Do własności intelektualnej miałyby wchodzić prawa autorskie, patentowe, znaki handlowe, itd. Zdaniem tych osób, własność intelektualna obowiązuje we wszystkich krajach(niektóre osoby uważają, że jest pewnym zapiskiem prawnym), a w każdym z tych państw przybiera identyczną formę. Co ciekawe jest to sprzeczne w samym przekonaniu, bo np. prawo patentowe w wielu krajach pozwala na patentowanie wielu różnych rzeczy, a patenty jednych krajów nie obowiązują w innych. Jednak przekonanie, iż własność intelektualna jest prawem obowiązującym na całym świecie pozwala myśleć, że jest to coś dobrego, a każdy będący temu przeciwny, jest naszym wrogiem.

Spotykam określenie, że program komputerowy, do którego mam jedynie prawa autorskie, bez znaków towarowych/handlowych czy też patentów, jest moją własnością. To też nie jest poprawne rozumowanie, gdyż zgodnie z oficjalnym wytłumaczeniem własności intelektualnej, jako próby dążenia do ujednolicenia różnych form prawnych, nie posiadam w tym momencie żadnej własności(nie zgłosiłem żadnego patentu do mojego programu, nie zastrzegłem sobie nazwy/znaku, itd.). Niestety okazuje się, że własność intelektualną(złudne pojęcie) można przypisać tylko największym koncernom. Ludzie przekonani, że uzyskując prawa autorskie, od razu uzyskują pełną kontrolę, są w błędzie.

Najistotniejszym jednak aspektem jest wpływ na społeczeństwo. Konsument przyzwyczajony do kupowania uważa, że może kupić program. Jest jednak wiele osób, które tak nie uważają, a nawet osoby wśród tych, co tak uważają, co myślą, że największe prawa do właśnie "zakupionej rzeczy" ma ktoś inny - ktoś, kto zdefiniował umowę na którą musimy wyrazić zgodę, by z danego programu korzystać. Nieświadomie wchodzimy w bagno.

Całe szczęście, że Polska jeszcze szanuje własność, więc producent danej rzeczy nie może nam odebrać wszystkiego w momencie zakupu lub zobowiązać do czegoś, co sobie tylko wymarzy. Obecnie licencje przybierają dziwne formy. Istnieje np. sister license(która została określona tak, by obowiązywać w jakimś z krajów - chyba USA), beer license. Powszechnie uważa się, że licencje powstają tylko po to, by kogoś chronić przed złym światem(małego, przerażonego autora/artystę, który bez pomocy dużych koncernów by sobie nie poradził, więc przekazał im swoją tzw. "własność" pod ochronę). Nie zwracamy więc uwagi na absurdy licencji na programy, a nawet często w ogóle jej nie czytamy. Z tego powodu przytoczyłem te dwa przykłady, dosyć absurdalnych licencji. Uważam, że wiele osób po zapoznaniu się z nimi, zacznie uważniej czytać te teksty. Przypominam oczywiście, że nie wszystkie zapiski w takiej umowie są od razu obowiązujące, więc trzeba walczyć o swoje prawa.

Trzeba nade wszystko(w kwestii szukania dziury w wolnym rynku i wolnym społeczeństwie współczesnego świata), że własność intelektualna pozostaje w opozycji w powszechnym rozumieniem terminu własność. Własność musi być zbywalna(wszystkie prawa do niej). Jeżeli nie nabędziemy wszelkich zbywalnych praw do niby kupowanej rzeczy, to takiej rzeczy nie kupujemy. Im więcej zastrzeże sobie producent, tym bardzie przedmiot, za który płacimy, pozostanie jego własnością.

Niektóre licencje pozwalają producentowi na zmianę jej treści w dowolnym momencie(w Polsce takie zapiski raczej nie obowiązują). Rodzi to kolejne problemy i wykazuje, że godząc się na własność intelektualną niszczymy społeczeństwo konsumpcyjne, zmieniając je w społeczeństwo zmarionetkowane. W każdej chwili producent mógłby zakazać nam robienia czegoś z jego własnością, co robiliśmy do tej pory, gdyby te zapiski w licencjach były prawnie wiążące.

Dwa poprzednie akapity wykazują, że własność intelektualna jest czymś przeciwnym i antagonistycznym do własności. Dlatego zawsze należy zwracać uwagę na to, co producent sobie od nas życzy.

Mam nadzieję, że przekonałem, w szczególności ludzi broniących tzw. "własności intelektualnej", że taki stan rzeczy ich ogranicza, odbiera im ich wolność, a także powoduje, iż niczego nie nabywają. Im więcej będzie tworów, których zastosowanie autor będzie móc ograniczyć lub ograniczyć wolność konsumentów w innych aspektach(np. do publikowania testów wydajności ich systemów/programów), tym społeczeństwo coraz bardziej będzie przypominać społeczeństwo komunistyczne.

PS: Odnoszę wrażenie, że światowe problemy gospodarcze są właśnie spowodowane brakiem w poszanowaniu podstawowych praw konsumenta.

Temat zagadnień wiary w termin klucz, zajmowania kolejnych dziedzin życia przez patenty(np. możliwość patentowania genów zwierzęcych), a także wpływowi tego na nasze życie, i błędnego rozumowania niektórych aspektów, będzie wracać w kolejnych wpisach dokonanych przeze mnie.

Możecie dalej wyznawać: dobro korporacji, to moje dobro ;-) . Innym wyznaniem wielu osób jest: Przecież ja jestem dobry, więc te zapisy powstałe oficjalnie w celu prowadzenia świętej krucjaty, mnie nie zobowiązują. Mnie to naprawdę nie obchodzi. 

Komentarze

0 nowych
G.Gn7Ex   5 #1 04.02.2010 13:08

No to już samym tytułem rozpętałeś wojnę ;-]

Ja tylko przypomnę to, co kiedyś powiedziała pewna katechetka na lekcji religii, gdy jeszcze chodziłem do szkoły:
"No tak, ale wystarczy dać komuś zbyt wiele wolności, a już mu rogi mogą wyrosnąć". To oczywiście dotyczyło pewnych kolegów, ale ale analogia wg. mnie podobna.

Komuna pewnie też nie była czymś wspaniale dobrym, ale to, co teraz się dzieje to nawet przechodzi oczekiwania niektórych osób którzy narzekali kiedyś na komunę. Znam kilku takich którzy kiedyś narzekali na komunę, a zastanawiają się nad tym, czy aby na pewno ich narzekanie było w pełni uzasadnione.
Ja myślę że dobrze by było stworzyć nowy ustrój będący w pewnym sensie równowagą pomiędzy komunizmem a wolnym rynkiem.

nintyfan   11 #2 04.02.2010 13:37

@G.Gn7Ex | 04.02.2010 13:08 :

Chyba nie zrozumiałeś mojego wpisu ;-p .

Też nie chciałbym żyć za czasów komunizmu, lecz żądania obrońców tzw. własności intelektualnej wydają się być śmieszne, a nawet wyprzedziły ustrój komunistyczny.

Nie chciałbym żyć za czasów komunizmu, lecz model, gdzie konsument się w ogóle nie liczy bardzo przypomina komunizm. Robienie cyrków z odbieraniem mu praw tak, że nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, a być może się z tego powodu jeszcze cieszy, to już przechodzi wszelkie pojęcie.

Chciałem jedynie te dwa modele do siebie porównać(model, w którym nie było własności prywatnej, a model, gdzie tylko nieliczni coś posiadają, bo ustanowili sobie takie prawo).

Za czasów komunizmu właśnie bardzo ceniono sobie prawa autorskie. Nawet wtedy w każdej publikacji wymieniano więcej autorów, niż obecnie. Obecnie nie liczy się już autor, lecz liczy się korporacja i wpajanie ludziom słuszności modelu bez wolnego rynku(patenty, licencje), a nawet bez niego(płacisz, mimo iż nic w zamian nie dostajesz).

nintyfan   11 #3 04.02.2010 13:38

PS: Tytuł ma być tylko czymś prześmiewającym zwolenników tak radykalnych poglądów, jak własność intelektualna.

nintyfan   11 #4 04.02.2010 13:47

Muszę trochę naprostować tych, co chcą skontrolować prawdziwość moich wywodów.

Zamiast słowa license, w wynikach wyszukiwania proszę użyć słowa ware(towar, warunki, umowa, itd. ).

Extraordinarykid   6 #5 04.02.2010 14:07

Co do zbywalnoości, to z tego co mi wiadomo, a wiadomo mi dobrze, to dopóki nie weźmiesz czegoś imiennie i nie podpiszesz się pod tym, to możesz to odstąpić każdemu bez konsekwencji na podstawie samego choćby paragonu.
Licencja jest kierowana do użytkownika końcowego i to jego ma na celu uświadamiać.
Nikt na podstawie paragonu nie stwierdzi, czy Kowalski sam to zakupił w sklepie, czy otrzymał to w prezencie od Masztalskiego, pod warunkiem, że wyżej wymienieni Panowie nie sporządzili umowy.
Zgodne to, czy nie zgodne z licencją oprogramowania bądź umową na dany produkt..
Tak wygląda pełne prawo zbywalności w Polsce.
Z resztą wszystko to, czego Ci nie udowodnią, to nie istnieje. ; )

G.Gn7Ex   5 #6 04.02.2010 14:08

@nintyfan
Właśnie przez to chciałem się wyrazić, że to co teraz się dzieje wcale nie jest lepsze od komunizmu a wręcz czasem bywa jeszcze gorsze. I tak przez nadmiar wolności z wolnego rynku się zrobił szatański rynek! Tak więc uważam że nie powinno być ani komunizmu, ani wolnego rynku - powinna być SPRAWIEDLIWOŚĆ!

nintyfan   11 #7 04.02.2010 14:19

@G.Gn7Ex | 04.02.2010 14:08 : W sumie, to racja. W następnym odcinku chyba opiszę, co robią producenci, by ten wolny rynek ograniczyć. Z mojego postu wynika tylko tyle, że zarządzają konsumentem, dyktują mu różne warunki i prawa, a on nawet sobie z tego sprawy nie zdaje. Więc z jednej strony mamy rynek bardziej wolny, bo producent może więcej, a z drugiej strony on nie istnieje, bo co to za rynek, który opiera się na oszustwie/iluzji?

januszek   19 #8 04.02.2010 14:24

Czy z tego ma wyłaniać się wniosek, że z pewnego punktu widzenia korporacjonizm i socjalizm to prawie to samo? :)

nintyfan   11 #9 04.02.2010 17:03

@januszek | 04.02.2010 14:24 : Zależy, co zdefiniujesz pod pojęciem socjalizmu. Komunizm, który utworzono w ZSRR, nie był tym, co ludziom obiecano. Wcześniej(przed komunizmem) też istniały jakieś wspólnoty, które uważały, że wszelkie dobra są własnością wszystkich. W obu przypadkach pomysł okazał się lipny. Natomiast komunizm w ZSRR wyróżnia to, że tam cała własność należała raczej do partii. Korporacjonizm jest właśnie tym komunizmem, który nasze babcie mogły obserwować. Korporacje występują w roli partii - coraz więcej dóbr spoczywa w ich rękach, bo odbierają je społeczeństwu.

Jeżeli tak to widziałeś, to masz rację.

preter_m   3 #10 04.02.2010 18:46

Mała uwaga: nie było komunizmu tylko socjalizm.

Grzegorz®   6 #11 05.02.2010 06:19

I już po treści widać, że autor nie ma pojęcia czym była komuna a czym jest wolny rynek.

MaRa   8 #12 06.02.2010 16:52

Na własność intelektualną narzekają tzw. zwolennicy darmochy, którzy chcą używać programy ale za nie nie płacić.

Własność intelektualna to wytwór umysłu, będąca jest takim samym produktem jak każdy inny. By coś umysł wytworzył, też trzeba się napracować, poświęcić czas i wysiłek.
To trochę dla niektórych niezrozumiałe, gdyż dawniej ludzie nie używali umysłów, tylko machali łopatami albo odrabiali pańszczyznę (przykładowo), inni za nich myśleli.
Komunizm preferował łopaciarzy i niszczył inteligencję. A później opowiadano bujdy o niezwykłych osiągnięciach polskiego przemysłu, jak to wyprodukowano Syrenkę i Poloneza, a Niemcy w tym czasie wprowadzali nowe modele kabrioletów Mercedesów z klimatyzacją, ABSem, automatem i skórzaną tapicerką.
To władza miała monopol na myślenie, mówienie ludziom jak mają żyć. Gdyby to nie padło w diabły, to nadal jeździlibyśmy Maluchami, kupowanymi na przedpłaty wpłacane 20 lat, a na telefon czekałoby się też coś koło tego. Komórki - jakie komórki?, toż to symbol zepsutego kapitalizmu, nasz rodzimy przemysł nie byłby w stanie czegoś takiego wyprodukować (układach logicznych TTL CEMI?), a i tak byłby problem z dostaniem pozwolenia od władz na używanie urządzenia radiokomunikacyjnego - milicja musiałaby sprawdzać, jaką kartotekę i reputację w środowisku ma składający podanie o telefon komórkowy, czy przypadkiem nie wykorzysta urządzenia w jakiejś antyrządowej działalności wywrotowej. Nie żartuję, takie pozwolenia były wymagane na np. zakup krótkofalówek typu Tukan (CB-Radio jednokanałowe, o zasięgu do 1km).

Patenty to jedna sprawa - liczy się kto pierwszy złoży wniosek, czy zostanie przyznany patent.
Prawa autorskie do programu czy dzieła literackiego to coś innego, ich autor nabywa je automatycznie (i to chyba na 70 lat!). Jednak aby uniknąć sporów o autorstwo, zaleca się oddanie dzieła literackiego do tzw. depozytu legalnego (w większości państw jet to centralna biblioteka), gdzie zostanie przyznany numer ISBN.
W programie komputerowym liczy się licencja. W zasadzie może zawierać cokolwiek (nawet sisterware), ale pierwszeństwo nad licencją mają przepisy prawa, w razie sprzeczności to one decydują.
Jest pewna analogia programu do dzieła literackiego, kupując książkę nie kupuje się praw do samego tekstu.
Analogicznie, programy są licencjonowane, nie sprzedawane. Oczywiście można kupić program na "normalną" własność, prawa autorskie do niego przechodzą na nabywcę i może robić co mu się podoba. Ale ile kosztowałby program pisany dla konkretnego odbiorcy? Bo przynajmniej koszty jego wytworzenia (płace, podatki, rachunki), a to niemała sumka.
Dzięki licencjonowaniu możemy mieć programy za znacznie niższą cenę, a nawet za darmo, ale wiąże się to z pewnymi ograniczeniami w dysponowaniu nimi. Coś za coś.

nintyfan   11 #13 06.02.2010 22:05

@MaRa | 06.02.2010 16:52 : Co do drugiego akapitu, to się zgodzę. Niektórzy sobie zdają sprawę, że prawo autorskie, to nie to samo, co patenty. Nie można uogólniać, stosując terminy, jak własność intelektualna, bo zwyczajnie patenty nie pasują do prawa autorskiego(na to właśnie zwracałem uwagę).

Właśnie o tym, że pierwszeństwo mają przepisy prawa, pisałem. Jasno się wyraziłem, że Polska jeszcze szanuje własność, itd. Napisałem, że nie każdy zapisek w licencji jest od razu wiążący.

Ja rozumiem, że programów się nie kupuję. Denerwują mnie jednak ludzie, którzy twierdzą, że tak. Potem się pytają, co to jest licencja. Należy przyjąć, że programów się nie kupuje. Skoro ich się nie kupuje, to niby konsument powinien być w jakiś sposób o tym informowany. Przykład z książką jest raczej marny, bo licencja może zawierać cokolwiek, a dla książek istnieje jeszcze dozwolony użytek osobisty(to jest główna i bardzo znacząca różnica). Naprawdę powinnyśmy być o tym informowani. Czy kupując telefon na abonament nie podpisujemy umowy przed dokonaniem zapłaty? Skoro licencja to rodzaj umowy, która ogranicza naszą swobodę w użytkowaniu czegoś, to powinnyśmy być o niej ostrzegani przed zapłaceniem.

"Na własność intelektualną narzekają tzw. zwolennicy darmochy, którzy chcą używać programy ale za nie nie płacić."
To jest jakiś cytat? Nie chce mi się wierzyć, że tak mądra osoba pisze takie rzeczy? Licencjonuję trochę gier na Wii. Mogę udostępnić swoje Friend Kody. Nie jestem zwolennikiem darmochy. Ostatnio jednak zapłaciłem za wydanie kolekcjonerskie pewnej licencji( ;-) ). Co się okazało? W pudełku z grą była dołączona jakaś tandetna książeczka, gdzie wydawca pochwalał tzw. "własność intelektualną" ponad wszystko. Dodał jakieś bzdury, że pomaga ona w tworzeniu tych wszelkich innowacji, z których codziennie korzystam. Dopisał jeszcze, że wiedzą, iż ja w nią wierzę, więc mi dziękują. Wtedy moja wściekłość sięgnęła zenitu. Przyprawianie lub wmawianie ideologii swoim konsumentom jest grubo nie w porządku! Szczególnie, że zapłaciłem za to coś, by się tym cieszyć, a świadom jestem, że zostałem oszukany. Właśnie temu wydarzeniu chciałbym zadedykować ten wpis.

master_zonk6   7 #14 14.11.2010 20:25

Nie trudno zauważyć, ze przepisy Unijne podobne są do metod socjalistycznych ;)

corrtez   12 #15 16.11.2010 22:27

Zgadzam sie z Tobá w pewnym sensie. Licencje sá w duzej mierze szkodliwe bo wydawcy ich naduzywajá i czasami wygláda to tak ze mozna kliknác przycisk a i b ale juz c bedzie zlamaniem licencji (troche przerysowane ale wiecie o co mi chodzi). I najciekawsze jest to ze sa napisane takim trudnym i prawniczym tekstem ze wiekszosc ludzi poprostu z czytaniem takich wybryków literatury sobie nie radzi (i nic dziwnego). Wielkie koncerny moga coraz wiecej i robiá z tego uzytek niestety polityków majá w kieszeniach i niewiele sie zmienia by to uzytkownik byl chroniony a nie interey paru spasionych kierowników pierdzácych w stolki...

  #16 07.12.2010 22:15

UWAŻAM, ŻE TO CO MÓWISZ JEST DO D...!

nintyfan   11 #17 11.12.2010 12:48

@corrtez | 16.11.2010 22:27 :
Zdarzają się licencje, których sama akceptacja oznacza jej złamanie, a co dopiero licencje, których nie znaliśmy przed akceptacją, np. licencja na stronę internetową.
Była taka licencja na stronę, co zabraniała jej kopiowania. W takim razie nie mamy prawa jej oglądać na ekranie naszego komputera, a więc nie mamy prawa przeczytać treści tej licencji.

  #18 23.12.2010 14:26

Stek bzdur, że szkoda nawet komentować. Mimo wszystko pokuszę się o wytknięcie kilku interesujących fragmentów.

"Spotykam określenie, że program komputerowy, do którego mam jedynie prawa autorskie, bez znaków towarowych/handlowych czy też patentów, jest moją własnością. To też nie jest poprawne rozumowanie, gdyż zgodnie z oficjalnym wytłumaczeniem własności intelektualnej, jako próby dążenia do ujednolicenia różnych form prawnych, nie posiadam w tym momencie żadnej własności(nie zgłosiłem żadnego patentu do mojego programu, nie zastrzegłem sobie nazwy/znaku, itd.)."
Wyróżniamy prawa autorskie osobiste i majątkowe. Prawa autorski nabywasz z momentem upublicznienia dzieła. Nie musisz rejestrować żadnych znaków towarowych ani nawet zgłaszać tego do urzędów.

"Ludzie przekonani, że uzyskując prawa autorskie, od razu uzyskują pełną kontrolę, są w błędzie."
Użytkownicy końcowi zazwyczaj uzyskują licencję. Prawa autorskie osobiste są niezbywalne. Można za to przekazać prawa autorskie majątkowe.

Kompletnie nie masz pojęcia o ochronie własności intelektualnej i społecznych aspektach informatyki. Mylisz znaczenie podstawowych terminów. Takich podstaw uczą nawet na studiach informatycznych pierwszego stopnia.

nintyfan   11 #19 23.12.2010 18:27

@Anonim (niezalogowany) | 23.12.2010 14:26 :
Ale ja nie pisałem o sytuacji obecnej, lecz o własności intelektualnej. W dodatku, to jeżeli stworzę program, a ktoś go opatentuje, to chyba program nie do końca jest mój.

nintyfan   11 #20 23.12.2010 18:33

@Anonim (niezalogowany) | 23.12.2010 14:26 :
No i właśnie. Pana chyba uczono cytować wyrywkowo. Dlaczego nie zacytował Pan dalszego fragmentu?
"zgodnie z oficjalnym wytłumaczeniem własności intelektualnej, jako próby dążenia do ujednolicenia różnych form prawnych, nie posiadam w tym momencie żadnej własności(nie zgłosiłem żadnego patentu do mojego programu, nie zastrzegłem sobie nazwy/znaku, itd.). Niestety okazuje się, że własność intelektualną(złudne pojęcie) można przypisać tylko największym koncernom."
Czyli: własność intelektualna nie dobra dla pojedyńczego twórcy, bo w celu uzyskania pełnej własności intelektualnej musiałbym zrobić o wiele więcej - jedynie najwięksi gracze rezerwują pełną własność.
Oczywiście - pomysł istnienia praw autorskich jest dobry.
Własność intelektualna jednak nie równa się prawa autorskie, bo są to zupełnie oddzielne aspekty prawne.
Chęć uzyskania programu na własność, jak to wmawiają nam koncerny, wymagałoby uzyskania praw do każdego aspektu prawa należącego do tzw. własności intelektualnej, który może dotyczyć naszego programu.
Dlatego własność intelektualna jest bardzo złudna obecne, a chęć naprawy tej sytuacji zniszczyłaby dotychczasowy styl życia oparty na konsumpcji - dlatego nie można czemuś takiemu ufać.

  #21 23.12.2010 20:45

"zgodnie z oficjalnym wytłumaczeniem własności intelektualnej, jako próby dążenia do ujednolicenia różnych form prawnych, nie posiadam w tym momencie żadnej własności(nie zgłosiłem żadnego patentu do mojego programu, nie zastrzegłem sobie nazwy/znaku, itd.)."
Przedmiotem prawa autorskiego jest utwór będący rezultatem pracy człowieka, w którym przejawia się działalność twórcza o indywidualnym charakterze i który został _ustalony_ w jakiejkolwiek postaci.
Ochrona przysługuje twórcy niezależnie od spełnienia jakichkolwiek formalności.
Koniecznie jest za to uzewnętrznienie utworu, choćby w postaci nieutrwalonej.

"Niestety okazuje się, że własność intelektualną(złudne pojęcie) można przypisać tylko największym koncernom"
Za przeproszeniem, pie*sz Pan bzdury.

"Czyli: własność intelektualna nie dobra dla pojedyńczego twórcy, bo w celu uzyskania pełnej własności intelektualnej musiałbym zrobić o wiele więcej - jedynie najwięksi gracze rezerwują pełną własność."
Co to jest wg Pana "pełna własność intelektualna"? Wymyślił Pan sobie to pojęcie na poczekaniu?
Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.
Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.

  #22 24.12.2010 15:56

@Anonim (niezalogowany) | 23.12.2010 20:45 :
Przyjmijmy, że ktoś ma patent na rozwiązanie, które stosujemy w swoim programie. W takim razie, to posiadamy swój program na własność, czy nie? Oczywiśćie, mamy prawo autorskie do tego programu, natomiast nie można przyjąć, że przysługuje nam własność intelektualna do danego programu. Własność powinna być wyłączna, a skoro rozwiązanie może należeć do kogoś w formie patentu, a my możemy mieć prawo autorskie do programu z tym rozwiązaniem, to nie możemy mieć własności intelektualnej.

  #23 30.12.2010 12:38

@notgnucy
"Przyjmijmy, że ktoś ma patent na rozwiązanie, które stosujemy w swoim programie. W takim razie, to posiadamy swój program na własność, czy nie?"
Programy komputerowe (w polskim prawie patentowym: "programy do maszyn cyfrowych") są wyłączone z zakresu pojęcia wynalazku podlegającego opatentowaniu:
a) art. 28 pkt 5 ustawy - Prawo własności przemysłowej,
b) art. 52 ust. 2 lit. c) i ust. 3 konwencji monachijskiej.

"Oczywiśćie, mamy prawo autorskie do tego programu, natomiast nie można przyjąć, że przysługuje nam własność intelektualna do danego programu."
Co to niby jest ta własność intelektualna wg Ciebie?
Jeśli coś jest przedmiotem wzornictwa przemysłowego i nie może być objęte ochroną taką jak utwór prawa autorskiego to wg Ciebie masz tą własność czy nie?

"Własność powinna być wyłączna, a skoro rozwiązanie może należeć do kogoś w formie patentu, a my możemy mieć prawo autorskie do programu z tym rozwiązaniem, to nie możemy mieć własności intelektualnej."
Czyli wg Ciebie współtworzenie dzieła nie powinno mieć miejsca? Autorskie prawa osobiste nie mogłyby powstawać na rzecz współtwórców, skoro własność powinna być wyłączna.
Jeśli jednak współtworzenie dzieła byłoby dozwolone, to komu miałyby przysługiwać autorskie prawa majątkowe do działa zbiorowego (takiego jako encyklopedia czy słownik)?
Nie można by przenosić praw autorskich majątkowych, ponieważ prawa autorskie osobiste charakteryzują się trwałym powiązaniem z twórcą – twórca nie może się ich zrzec ani zbyć. Skoro "własność" powinna być wyłączna, to tylko osoba posiadająca prawa autorskie osobiste mogłaby posiadać prawa autorskie majątkowe do utworu.
Dalej pewnie dzieła zależne (opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja) nie powinny być objęte ochroną albo w ogóle zostać zabronione, chyba, że ich autorem byłby autor działa pierwotnego.
Ciekawe co z twórczością pracowniczą?

nintyfan   11 #24 30.12.2010 18:30

@Anonim (niezalogowany) | 30.12.2010 12:38 :
W przypadku patentu musi istnieć jeden właściciel patentu. Podkreślam - jeden właściciel. Czy współtworzenie wynalazku nie powinno mieć miejsca?
To mijanie się z prawdziwym sednem. Skoro własność intelektualna, to zbiór praw, nadający coś niematerialnego w czyjeś posiadanie, to jak ktoś może coś posiadać z racji jednego prawa, a ktoś inny z innego? To jest zwyczajne przywłaszczanie czyjegoś dorobku. Dlatego własność intelektualna, to utopia.

nintyfan   11 #25 30.12.2010 18:31

Nie napisałem, że prawo autorskie jest utopią.. Natomiast własność intelektualna, jako jeden, klarowny, zrozumiały, przejrzysty, trwały twór nie może mieć miejsca. W tej chwili nie ma, i nie będzie mieć w przyszłości.