r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Krótkie teksty w Sieci warte mniej niż myślisz. Ludzie polubili dłuższe formy

Strona główna AktualnościINTERNET

Media od lat forsują tezę, jakoby czytelnictwo w erze Internetu uległo przemianie. Już niezdolni do obcowania z dłuższymi formami, zgłębiania tematów, internauci rzucają się na krótkie wpisy, byle szybko, byle świeżo, byle bezrefleksyjnie. Ideałem byłby Twitter: w końcu 140 znaków powinno wystarczyć każdemu na przekazanie każdej myśli. W jakim stopniu te co by nie mówić amerykańskie trendy, działają u nas? Czy polski czytelnik, wychowywany i szkolony przez kilkanaście lat do czytania „Chłopów” i „Lalki”, faktycznie nie jest w stanie przełknąć więcej niż kilku linijek tekstu z dołączoną do niej infografiką czy wielkoformatowym zdjęciem? W Sieci pojawił się niedawno raport American Press Institute, który pokazuje, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż może się wydawać wydawcom internetowych blogoidów.

Kluczowe wnioski raportu American Press Institute (API) nie odbiegają od tego, co obserwujemy także i na naszych łamach, mimo że to owoc badań odmiennej jednak kultury. Z analizy ponad 400 tys. materiałów prasowych, opublikowanych w Sieci przez 55 wydawców, wynikać ma, że teksty dłuższe (tj. zawierające ponad 1200 słów) są chętniej czytane, budząc zaangażowanie o 23% większe od tekstów krótkich. W erze mediów społecznościowych wartość długich tekstów jest jeszcze lepiej widoczna – liczba udostępnień na Facebooku i Twitterze ma być aż o 45% wyższa niż tekstów krótkich.

Znaczącą wartość dla materiału prasowego stanowią też ilustracje (budząc o 19% większe zaangażowanie czytelników, niż teksty ich pozbawione) oraz wideo (materiały korzystające z bogatej oprawy multimedialnej mogą liczyć nawet na 43% wyższe zainteresowanie).

r   e   k   l   a   m   a

Ludzie naprawdę ciekawi słowa

Badanie obala więc dotychczasowe przekonania, że teksty do publikacji w Sieci mają być krótkie i proste – chyba że adresujemy przekaz do ludzi starszych lub niewykształconych. Najbardziej jednak dziś cenione przez reklamodawców pokolenie tzw. Millenialsów, czyli tego pokolenia Y, liczącego dziś tylko w naszym kraju 11 mln osób, tj. połowę osób w wieku produkcyjnych, z jakiegoś powodu czyta i nie boi się więcej niż 1200 słów.

Zaczynają to rozumieć duże polskie redakcje. Wirtualne Media porozmawiały o tym z ludźmi Wirtualnej Polski, Onetu, Gazety.pl i Newsweeka. Choć nie znajdziemy tu jednoznacznej deklaracji „duże jest lepsze”, za to liczne deklaracje o tym, że wiele zależy od kontekstu, tematu czy czasu publikacji, to jednak redaktorzy wspomnianych serwisów przyznają, że długie teksty dobrze się klikają, przyciągają czytelnika i co szczególnie dziś istotne – zwiększają czas spędzany przez niego przy treści.

Dlaczego jest to ważne? Bo tak uznał najważniejszy serwis społecznościowy planety. Facebook zapowiedział niedawno zmianę algorytmu wyświetlania treści na ścianach swoich użytkowników – i będzie teraz brał pod uwagę czas spędzony przez nich na czytaniu i oglądaniu treści przedstawionych na liście aktualności. Zliczane będą sekundy i minuty już po pełnym załadowaniu serwisu, co może oznaczać, że krótsze formy, charakteryzujące się wysokim wskaźnikiem odbić (bounce-rate) w ogóle przestaną się załapywać. To zdrowe posunięcie sprawi więc, że ucierpią autorzy bezrefleksyjnych tekstów-przynęt, pisanych głównie pod kątem SEO i na czas. Kończą się czasy tzw. click-baitingu, kiedy to ściany Facebooka wypełnione były linkami do blogów i blogoidów, optymalizowanych nie pod kątem jakości i satysfakcji czytelników, lecz opłacalności produkcji i zwrotu z kliknięcia.

Dziennikarze, z którymi rozmawiały Wirtualne Media zwrócili też uwagę na jedną kwestię, dość istotną w świecie tak bardzo zaszumionym informacją. Ludzie do długich, dobrze zrobionych materiałów wracają. Krzysztof Jurowski, dyrektor działu wydawniczego w Grupie WP pochwalił „wywiady-rzeki” z ciekawymi postaciami kultury (np. wywiad z Zygmuntem Baumanem, który mimo że był trudny, wymagający intelektualnie, to przyciągnął wielu internautów i był szeroko dyskutowany). Jurowski zauważył, że może i ludzie lubią czytać krótkie informacje, ale po chwili o nich zapominają. Z kolei Grzegorz Wysocki z serwisu Opinie WP przyznaje, że pomimo zalewu szybkich newsów wciąż istnieje wielu odbiorców, którzy potrzebują ambitniejszych, bardziej pogłębionych treści, ludzi gotowych przeznaczyć cały wieczór na lekturę interesującego ich tematu.

Hipertekst za bardzo męczy?

Nie ma dobrych wyjaśnień takiego zwrotu sytuacji – API przynajmniej ich nie przedstawia. Poniższe przyjmijcie więc jako roboczą hipotezę. Rosnąca popularność długich, dobrze opracowanych tekstów może być wynikiem zmęczenia hipertekstem. Teoretycy literatury już w latach 90 zachwycali się przewrotem w strategiach czytania w Sieci, związanym z jednoczesnym pojawianiem się wielu źródeł, interaktywnością i nielinearnością tekstu.

W tradycyjnym piśmie czytelnicy w naturalny sposób podążają za sekwencyjną naturą tekstu, kolejnymi znakami, akapitami, rozdziałami, kolejno przyswajają ilustracje i przypisy. Choć możliwe jest do pewnego stopnia nieliniowe czytanie książek (w końcu po coś wynaleziono indeksy i spisy treści), to jednak potrzebne fragmenty i tak przyswajane są liniowo. Tymczasem czytanie w Internecie stało się znacznie bardziej dynamiczne: wszędzie czyhają hiperlinki, mające oderwać czytelnika od treści, obiecując kryjące się za nimi jeszcze ciekawsze znaleziska. Zdyscyplinowani czytelnicy sobie poradzą, świadomie zarządzając wielowymiarowością internetowej treści – i budując swoje rozumienie tekstu poprzez połączenie perspektyw podanych przez te wszystkie źródła.

Do tego trzeba pamiętać, że w stopniu nieosiągalnym dla tekstu drukowanego, tekst internetowy obrósł w multimedia. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że gdyby produkcja mediów była tańsza, niż produkcja słowa pisanego, to Internet dawno już stałby się czymś w rodzaju telewizji (a popularność tzw. jutuberów zdaje się to potwierdzać). I znów – dla kompetentnego czytelnika multimedia nie będą przeszkodą, lecz pomocą, wzbogacającą jego rozumienie tekstu. Jednak czy typowy odbiorca uzyskał wystarczającą kompetencję czytelniczą, by stosować te wszystkie strategie zarządzania hipertekstem, czy też raczej jest jedynie ofiarą szumu informacyjnego, skaczącą po linkach, na koniec swojej sesji w Sieci nie pamiętającą, po co właściwie tu przyszła?

Stawiana tu teza jest taka: dłuższy, dobrze opracowany materiał dziennikarski pozwala czytelnikowi odpocząć i zwalnia go niejako z konieczności samodzielnej walki z tematem. To prawda, że przeczytanie wywiadu z profesorem Baumanem wiąże się z wysiłkiem intelektualnym – ale zdobycie analogicznej wiedzy o myśli twórcy idei postmodernizmu, nawet dla wprawnego w strategiach hipermediów czytelnika, będzie wiązało się z jeszcze większym wysiłkiem. Po przeczytaniu dobrze opracowanego, z konieczności długiego materiału, czytelnik będzie może i nieco zmęczony, ale przy tym zadowolony, bo jego wysiłek został nagrodzony. Tej nagrody zlinkowane fragmenty tekstu nie gwarantują. Być może się uda, ale jest to znacznie bardziej intelektualny hazard. Hipertekstu bowiem nie czytasz, hipertekst sam sobie konstruujesz.

W świecie wysyconym informacją, w którym konkurencja o uwagę odbiorcy jest większa niż kiedykolwiek, wygrywać będzie nie przekaz najlepszy, nie przekaz najprostszy ani nie przekaz najmądrzejszy. Wygrywać będzie ten, który jest najbardziej zadowalający. Klasyczne, praktykowane przez setki lat formy literackie mają zaś tę zaletę, że dość dobrze pasują do ludzkich władz poznawczych (w końcu do jakich innych miałyby pasować?) Ludzie nie ewoluowali przy wynikach wyszukiwania Google'a i radykalnego hipertekstu, lecz przy opowieściach snutych przez starców przy ognisku. Dobra opowieść będzie się więc świetnie bronić – i jak wyniki badań rynku pokazują, internetowe „tl;dr” (too long, didn't read) wcale nie jest receptą na sukces wydawniczy.

Jeszcze jeden czynnik wydaje się tu odgrywać rolę, mianowicie narzędzi do czytania. Coraz częściej ludzie czytają materiały w Sieci za pomocą tabletów, phabletów, czytników e-booków. Sama ergonomia tych urządzeń sprawia, że kontakt z tekstem jest bardziej intymny, książkowy. Przeczytanie długiego tekstu jest łatwiejsze na ekranie trzymanego niczym książka przenośnego urządzenia, niż na wypełnionym okienkami i innymi elementami interfejsu ekranie komputera. A że popularność urządzeń mobilnych tylko rośnie, to i nie dziwi, że ci wieczorem czytający długie wywiady trafiają się coraz częściej, ponownie odkrywając urok pozostawania z tekstem sam na sam, bez wszechobecnych linków.

Uwaga: niniejszy tekst nie jest długi. Ma mniej niż 1200 słów. A jakie jest Wasze zdanie o pisaniu i czytaniu? Podzielcie się opiniami w komentarzach – przeczytamy i długie i krótkie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.