r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Krwawa bzdura: przelewanie krwi w grach i w rzeczywistości

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Niejeden pewnie zastanawiał się, kiedy gry staną się na tyle realistyczne, że faktycznie odczujemy obrażenia np. w strzelankach. Grupka zapaleńców zorganizowała zbiórkę na urządzenie, które upuszczałoby osobie trzymającej pada krwi, kiedy ktoś by ją w grze trafiał. Chociaż akcja Blood Sport miała z założenia słuszny cel, Kickstarter szybko ją zablokował. Oficjalnie nie wiadomo czemu, ale nietrudno sobie wyobrazić powody.

Zespół Brand & Grotesque wyszedł z założenia, że oddawanie krwi w normalny sposób jest zwyczajnie nudne, a sami gracze niechętnie w tym uczestniczą. Co innego, gdyby w szpitalach organizować wielkie wieloosobowe turnieje w powiedzmy Call of Duty, z uczestnikami podłączonymi do specjalnych systemów, które z każdym trafieniem zawodnika odciągałoby mu faktycznie z żył nieco życiodajnego płynu. Głównym hasłem reklamowym było gdy tracisz krew w grze, tracisz ją również w rzeczywistości.

Co ciekawe, konstrukcja nie należała do zbytnio skomplikowanych. Za serce służyła tutaj płytka Arduino, odbierająca sygnały z pada, kiedy ten wibrował (a więc zarejestrowano trafienie), która wtedy uruchamiała profesjonalną stację przepompowywania krwi. Rzecz jasna system był ustawiany pod konkretną osobę, zgodnie z jej wiekiem, wagą i innymi danymi odnośnie kondycji fizycznej. Inicjatywa miała ruszyć w kraj wraz z premierą Battlefielda: Hardline w marcu przyszłego roku, ale zbiórkę na nią zablokowano.

r   e   k   l   a   m   a

Trudno stwierdzić, dlaczego ktoś uznał pomysł za doskonały, zwłaszcza, że już sam filmik promujący Blood Sport nie należał do najprzyjemniejszych. Jednego z dwóch kumpli, oddających się strzelaniu do siebie na podzielonym ekranie, podłączono do systemu, aby po krótkiej chwili, gdy był wyraźnie osłabiony, poprosił o szybkie wyjęcie igły z ramienia. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby panowie grali w wyścigi, gdzie wibracje pojawiają się znacznie częściej, albo gra zwyczajnie zacięła się, aktywując silniczki w kontrolerze na stałe (to wbrew pozorom dosyć częsty scenariusz). Co więcej, odpowiedzialni za projekt geniusze z Kanady, przy odpowiednio wysokich wpłatach zamierzali oddawać jego dokumentację w ręce każdego bogatego chętnego, by sam mógł sobie w domu zrobić multimedialną medyczną maszynkę do uciech/tortur.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.