r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Lobbyści z Redmond świętują: zadziwiająca porażka otwartego oprogramowania w Chile

Strona główna AktualnościBIZNES

Odkąd drugi burmistrz Monachium Joseph Schmid zapowiedział, że panel niezależnych ekspertów przyjrzy się bliżej efektom wieloletniej migracji z Windows na Linuksa (i może to zaowocować powrotem do Windows), w środowisku fanów Wolnego i Otwartego Oprogramowania otwarcie mówi się, że za całą sprawą stoją nie tyle pobudki utylitarne i techniczne, co polityczne i gospodarcze. Wskazuje się na powiązania Schmida z Microsoftem i chęć drugiego burmistrza do zdyskredytowania pracy, za którą stali jego polityczni przeciwnicy. Zlekceważyć takich interpretacji nie można – o sile powiązań między Microsoftem a światem polityki świadczyć może historia, która niedawno wydarzyła się w Chile.

Popularny chilijski serwis biobiochile.cl ujawnia kulisy działań lobbystów Microsoftu, które trudno uznać za coś innego niż otwarty sabotaż inicjatyw związanych z wykorzystaniem Wolnego Oprogramowania w administracji państwowej tego południowoamerykańskiego kraju.

Wszystko zaczęło się od tego, że chilijski parlamentarzysta Vlado Mirosevic przygotował projekt ustawy, która zmuszałaby administrację rządową i samorządową do preferowania oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym. Zakup oprogramowania komercyjnego wymagałby każdorazowo pisemnego uzasadnienia konieczności wydania pieniędzy podatników. Wychodząc ze swoją inicjatywą parlamentarzysta podkreślał, że każdego roku chilijskie państwo płaci około 36 mld peso (tj. ok. 8 mld zł) za licencje na komercyjne aplikacje. Dzięki nowej ustawie przynajmniej część tych pieniędzy udałoby się zaoszczędzić, a w dodatku udałoby się przełamać nawyk automatycznego sięgania po komercyjne rozwiązania, bez względu na to, czy jest to w danym wypadku uzasadnione.

r   e   k   l   a   m   a

Projekt ustawy przeszedł szybko całą ścieżkę legislacyjną i trafił pod głosowanie. Mimo że Mirosevic jest deputowanym niezależnym, nie należącym do żadnej partii, udało mu się zdobyć poparcie kolegów zarówno z partii rządzącej jak i opozycji. Ustawa została przyjęta w czerwcu tego roku stosunkiem głosów 64 „za” do 1 „przeciw”, przy 12 wstrzymujących się. Ten jeden głos „przeciw” należał do Daniela Farcasa z socjaldemokratycznej partii PPD.

24 godziny później, podczas kolejnego dnia sesji parlamentarnej, na biurkach deputowanych pojawił się projekt nowej ustawy, przygotowanej przez wspomnianego Daniela Farcasa. W praktyce obalał on wszystkie założenia już przyjętej ustawy Mirosevica, zmuszając urzędy państwowe do stosowania wyłącznie komercyjnego oprogramowania. To jednak nie wszystko – przedsiębiorstwa, które zdecydowałyby się na zakup licencji na komercyjne oprogramowanie, miałyby otrzymać ulgi podatkowe.

Projekt ustawy przeszedł ścieżkę legislacyjną w ekspresowym tempie. Głosowanie było zaskoczeniem dla wszystkich komentatorów miejscowej sceny politycznej. 39 głosami „za”, przy 16 „przeciw” i 5 wstrzymujących się, ustawa praktycznie pozbawiająca Wolne Oprogramowanie jakichkolwiek szans w administracji i biznesie została przyjęta. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wśród tych głosujących „za” znalazło się dziewięciu deputowanych, którzy dopiero co głosowali za ustawą Mirosevica.

Sam Mirosevic rozkłada ręce i przyznaje, że to jego wina, że jego polityczne niedoświadczenie (deputowany ma zaledwie 27 lat) sprawiło, że nie potrafił przewidzieć tego, co potrafią lobbyści Microsoftu. Dosadnie stwierdził w wywiadzie dla chilijskiego radia, że Microsoft nas zgwałcił, i co gorsze od tego gwałtu zaszliśmy w ciążę.

Czy za tym, co dzieje się teraz w Monachium też stoją lobbyści Microsoftu – tego oczywiście nie wiemy. W ostatnich dniach jednak wyżsi rangą urzędnicy miejskiej, szefowie departamentów, stwierdzili, że nic nie wiedzą o tym, jakoby przejście na Linuksa doprowadziło do niezadowolenia wśród pracowników. Rzecznik magistratu Stefan Hauf poinformował zaś, że nowy pierwszy burmistrz Dieter Reiter też chce niezależnej ekspertyzy wdrożenia, ale nie po to, by w razie czego z Linuksa zrezygnować, ale by ustalić, czy warto zdecydować się na migrację w kolejnych wydziałach miejskiej administracji, w których wciąż pracuje się na Windows.

Eksperci mają swoją pracę rozpocząć już we wrześniu. O wynikach oczywiście Was poinformujemy. Póki co wciąż 15 tys. urzędników w stolicy Bawarii pracuje na komputerach działających pod kontrolą LiMuksa – autorskiej dystrybucji na bazie Ubuntu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.