r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Łomot odchodzi do lamusa? YouTube po cichu normalizuje dźwięk filmów

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Lista filmów na YouTube zawsze będzie złożona z materiałów, których głośność będzie na podobnym poziomie – jak na dzisiejsze standardy dość niskim. Dla zwykłych użytkowników to niezauważalne udogodnienie, ale specjaliści od inżynierii dźwięku wietrzą spisek. Niektóre utwory nagle zaczęły brzmieć źle, gdyż zwyczajnie zabrakło im dynamiki.

Obecnie przemysł rozrywkowy jest polem wojny głośności, czego nie da się przeoczyć przy słuchaniu nowych wydań na CD. W końcu głośne piosenki bardziej się wyróżniają i lepiej się sprzedają… tak przynajmniej sądzi wielu specjalistów od masteringu. Na YouTube jednak te same piosenki są łagodnie wyrównane do jednego poziomu głośności z resztą biblioteki. Wystarczy porównać dostępne tam wideoklipy z nagraniami na płycie (albo między sobą) – nawet niewprawne ucho zauważy różnicę. Nickelback i Skrillex na YouTube będą dziwnie przytłumieni, ukryte walory pokażą zaś ciche ballady, utwory melodyjne i dynamiczne.

Zjawisko zostało głębiej przeanalizowane przez redakcję serwisu Production Advice. Na warsztat wziętych zostało kilka piosenek, których głośność na CD wyraźnie się różni:

r   e   k   l   a   m   a
  • Mark Ronson & Bruno Mars, Uptown Funk, -12 LUFS (DR 8)
  • Love Me Like You Do Ellie Goulding, -8 LUFS (DR 5)
  • Madonna, Living For Love, aż -7 LUFS (DR 4)

Oficjalne wydania tych piosenek na YouTube mają znormalizowaną głośność na poziomie -13 LUFS. Ani mniej, ani więcej. Wyniki pokazują, że poziom głośności dźwięku utworów na YouTube został wyrównany do dość bezpiecznego dla naszych uszu poziomu, co jest zupełnie nienaturalne w zbiorze tak zróżnicowanych materiałów, których brzmienie jest wynikiem różnych zabiegów masteringowych.

Najwyraźniej YouTube normalizuje dźwięk filmów już od grudnia ubiegłego roku i mało kto, poza nielicznymi specjalistami, zwrócił na to uwagę. Dla osób z branży będzie to odkrycie roku. W dzisiejszych czasach YouTube jest źródłem pozyskiwania muzyki większym niż radio, telewizja i sklep iTunes razem wzięte, bije też na głowę wszystkie usługi oferujące muzykę na żądanie.

Wojny głośności na YouTube prowadzić się nie da, więc studia nagraniowe muszą znaleźć nowy sposób, by zwrócić uwagę odbiorców na swoje utwory. Podobnie jak radio, telewizja i Spotify, YouTube decyduje za inżynierów, jak głośne będą piosenki. Co więcej, supergłośne, w sporej części przesterowane kawałki, które z CD emanują mocą wzmacniaczy (ale też męczą słuchających), na YouTube brzmią żałośnie. Kończy się wojna głośności, przester jest passe. Pora zacząć walkę na interesujące wykorzystanie dostępnej rozpiętości tonalnej.

Zmiany na YouTube wprowadzane są stopniowo i wiele klipów sprzed 2015 roku będzie wyraźnie głośniejszych niż nowości. Jednak i na nie przyjdzie pora. Niektórzy twórcy już poinformowali, że ich filmy zostały „przyciszone”… lub „podgłośnione”. Wygląda też na to, że oryginalne ścieżki dźwiękowe filmów nie zostały zmodyfikowane i wszystkie zmiany odbywają się na poziomie odtwarzania. Na razie jednak możemy bazować jedynie na domysłach. Oficjalnych informacji na ten temat jeszcze nie ma.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.