r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

MOOC: naucz się niemal wszystkiego dzięki masowym otwartym kursom internetowym

Strona główna AktualnościINTERNET

MOOC, masowe otwarte kursy internetowe, w ostatnich latach zdobywają wielką popularność, a niektórzy teoretycy edukacji mówią, że niebawem będą mogły konkurować z oficjalnymi szkołami – szczególnie w tych krajach, gdzie lepszych szkół po prostu brakuje. Najwięksi ich dostawcy, Coursera, edX i Udacity robią co mogą by nie tylko poszerzyć listę dostępnych u siebie kursów ze wszystkich już chyba możliwych dziedzin, ale i wprowadzić kursy w innych językach. Na osoby, które taki kurs ukończyły, czekają zaś już nie tylko wyrazy uznania, ale też coraz częściej wystawiane przez szanowane uniwersytety certyfikaty, mające dowieść kompetencji słuchacza przed pracodawcami.

Jak do tej pory oczywiście nie słychać o ludziach, którzy porzucają szkoły na rzecz wykształcenia z otwartych kursów internetowych, mimo że zachwyt nimi w mediach osiągnął już swój punkt szczytowy, niektórzy mówili jeszcze do niedawna o największej rewolucji w szkolnictwie od 500 lat. Dzisiaj już ten szał się uspokoił, zrozumiano ograniczenia tej metody, urealniono oczekiwania. Jasne jest, że MOOC dziś nie są w stanie zastąpić szkół, a oferowane przez nie kursy nie są aż tak otwarte, jak to wygląda w reklamach. Otwartość sprowadza się tu do możliwości zapisania się dla każdego chętnego, jednak już zazwyczaj udostępniane tam materiały są zwykle chronione restrykcyjnymi licencjami, rzadko kiedy mamy też możliwość współuczestniczenia w tworzeniu takich kursów (chyba że jest się uznanym autorytetem w dziedzinie).

Pomimo rosnącej popularności kursów w językach innych niż angielski, nie sposób zaprzeczyć, że warunkiem korzystania z najpopularniejszych MOOC jest właśnie przynajmniej średniozaawansowana znajomość angielskiego. W niektórych krajach, m.in. w Finlandii i Brazylii rośnie popularność rodzimych kursów, często adresowanych jeszcze do uczniów szkół średnich, ale perspektywy by takie kursy ruszyły w języku polskim są wciąż niewielkie. Nie ma się co łudzić – dziś to już przedsięwzięcia nie tyle amerykańskie, co międzynarodowe, w których choć Amerykanie wciąż stanowią sporą grupę, to większość stanowić będą ludzie z innych krajów. Angielski staje się dla nich lingua franca, umożliwiającym dostęp do treści, których nigdy w swoich ojczystych językach nie zobaczą.

r   e   k   l   a   m   a

Podobnie jest i z wiekiem – choć znaczną część słuchaczy stanowią ludzie w wieku studenckim, to spotkamy na kursach MOOC i nastolatków i osoby już na emeryturze. Co ciekawe, to właśnie ci najmłodsi najczęściej kończą takie kursy. To pewnie zasługa relatywnie dużej ilości wolnego czasu, jaką dysponują nastolatkowie, ale jakby tego nie tłumaczyć, z badań prowadzonych na Stanford University wynika, że odsetek kończących kursy MOOC wśród uczniów szkół średnich jest ponad pięciokrotnie wyższy, niż wśród ludzi, którzy już ukończyli studia. Nie by były to jakieś znaczące procenty. Największym problemem w MOOC pozostaje samodyscyplina i znalezienie wolnego czasu – już po pierwszym tygodniu w kursie widać, jak wiele osób rezygnuje.

Jak wyglądają lekcje w MOOC?

Cudów (jeszcze) nie ma. MOOC to nie są szkoły w wirtualnej rzeczywistości gier MMORPG, ani spotkania w Second Life (choć były podejmowane takie próby nauczania). Podstawową metodą jest wciąż nagrany na wideo klasyczny wykład, często z auli uniwersyteckiej, któremu towarzyszą udostępnione w elektronicznej formie materiały szkoleniowe (bywa, że trzeba za nie dodatkowo zapłacić) oraz fora dyskusyjne i czaty, przez które uczestnicy kursu mogą dzielić się doświadczeniami i opiniami. Czasem towarzyszą temu interaktywne prezentacje multimedialne, a w ostatnich latach stosowane są nawet specjalizowane aplikacje przeglądarkowe czy mobilne, pomagające w ćwiczeniach. Serie wykładów przerywane są zazwyczaj pracami kontrolnymi, od których oceny zależeć będzie to, czy kurs ukończymy.

Nie ma co liczyć jednak na to, że prowadzący wykład te nasze prace kiedykolwiek zobaczą. Na normalnej uczelni nie ma się przecież do czynienia z tysiącami słuchaczy. Istnieją dwa podejścia w rozwiązaniu problemu sprawdzania prac kontrolnych. Pierwszy to ocena przez innych słuchaczy – anonimowo dostają oni do sprawdzenia odpowiedzi swoich kolegów, a wystawione oceny zostają odpowiednio uśrednione. To oznacza, że także i my przystępując do takiego kursu będziemy musieli poświęcić czas na ocenę innych. Drugie podejście polega na automatyzacji poprzez standardowe testy wyboru, choć pojawiają się też pierwsze próby maszynowego oceniania wypracowań. W rzeczywistości najczęściej będziemy mieli do czynienia z pomieszaniem obu tych podejść. Największym problemem przy tych pracach kontrolnych jest oczywiście ściąganie, dlatego nie ma się co dziwić, że bywają stosowane rozmaite zabezpieczenia przeciw ściąganiu, np. ograniczenia czasowe czy blokowanie funkcji kopiowania treści z arkusza egzaminacyjnego. Ostatecznie jednak chcący ściągać i tak oszukują tylko samych siebie.

Ile to kosztuje?

Jak wspomnieliśmy, akronim MOOC ma w swojej nazwie „open” – otwarte, ale oznacza to zwykle tylko tyle, że zapisanie się na kurs jest dla każdego i za darmo. Większość dostawców takich usług edukacyjnych szuka jednak sposobów na zarobienie pieniędzy, zachęcając nas raz po raz do przejścia na wersję niedarmową, oferującą certyfikat, dodatkowe szkolenia ze strony żywych ludzi, a nawet stypendia dla najlepszych i pomoc w poszukiwaniu pracy. Czy warto się zdecydować na wersję płatną kursu, to każdy musi rozstrzygnąć sam. Osobom zainteresowanym studiowaniem na amerykańskich wyższych uczelniach oficjalny certyfikat słuchacza danego MOOC może zostać zaliczony do ich programu studiów, coraz więcej firm na Zachodzie certyfikaty takie uznaje za równie wartościowe, co certyfikaty uzyskane w tradycyjny sposób. Co więcej, badania pokazują, że ci, którzy zapłacili (zwykle ceny wahają się od 30 do 100 dolarów) znacznie częściej kurs taki kończą.

Coursera

Największym dziś chyba dostawcą kursów MOOC jest działająca od 2012 roku Coursera. W jej katalogu znajdziemy obecnie niemal 1300 kursów, przygotowanych przez ponad 120 instytucji edukacyjnych (w tym Duke University, Stanford University czy California Institute of Technology). Są tu wykłady z dziedzin ścisłych, inżynieryjnych, przyrodniczych, społecznych, artystycznych i humanistycznych, zarówno po angielsku jak i w innych językach (głównie mandaryńsku, ale też hiszpańsku i rosyjsku).

Typowy kurs trwa od czterech do dziesięciu tygodni, co tydzień otrzymujemy dwa wykłady wideo, którym towarzyszą rozmaite materiały pomocnicze, ćwiczenia, wzajemne oceny prac. Kurs zwykle kończy się egzaminem, przyjmującym formę automatycznie ocenianego zamkniętego testu wyboru.

Wszystkie te zajęcia dostępne są oczywiście za darmo. To znaczy, zapisać się możemy za darmo, niekiedy jednak za polecane pomoce naukowe przyjdzie dodatkowo zapłacić. Podstawowe materiały udostępniane w ramach kursu są objęte restrykcyjnymi prawami autorskimi, słuchaczom zabrania się ich kopiowania, rozpowszechniania, modyfikowania czy tworzenia dzieł pochodnych. Mimo tego Coursera jest otwarta na współpracę ze słuchaczami, którzy chcieliby podzielić się swoimi opiniami, czy np. przygotować tłumaczenia.

Jeśli chcemy uzyskać dyplom ukończenia kursu, to trzeba za to zapłacić, by przyłączyć się do „podpisanej ścieżki” – Signature Track. Wtedy nasze prace kontrolne będą weryfikowane z wykorzystaniem kamerki internetowej i analizowania stylu pisania. Taki dyplom uzyskany na kontrolowanej ścieżce kosztuje od 49 do 79 dolarów.

Więcej informacji znajdziecie na stronie Coursera.org.

Udacity

Kolejny warty uwagi dostawca MOOC to Udacity. Jego zasoby zainteresują przede wszystkim osoby chcące rozwijać swoje umiejętności związane z praktyczną informatyką. Nie znajdziemy tu historii Chin ani lingwistyki formalnej, jest tu za to sporo kursów związanych z programowaniem, projektowaniem interfejsów czy optymalizacją. Tu zamiast żyjących w swoich wieżach z kości słoniowej uczonych informatyków wykłady prowadzą doświadczeni inżynierowie ze współpracujących z Udacity firm, takich jak Autodesk, Facebook, Google czy NVIDIA. Nie oznacza to jednak, że niczego tu nie znajdą łaknący teoretycznego zrozumienia – dzięki współpracy z Georgia Institute of Technology udostępniono kursy z dziedzin takich jak sztuczna inteligencja, architektura systemów operacyjnych, sieci komputerowe czy projektowanie superkomputerów.

Jedną z najciekawszych możliwości oferowanych przez Udacity są tzw. „nanostopnie” (ang. nanodegrees), czyli kursy pozwalające na opanowanie w ciągu roku umiejętności wystarczających do znalezienia pracy jako początkujący programista. Ich koszt nie jest niski (ok. 200 dolarów miesięcznie), ale jeśli ukończymy pozytywnie naukę, to otrzymamy zwrot połowy czesnego. Obecnie „nanostopień” można otrzymać z takich dziedzin jak webdeweloperka (frontend), programowanie na Androida, programowanie na iOS-a, analiza danych, budowanie zaawansowanych aplikacji webowych i wstęp do programowania. Udacity zapewnia sprawdzanie prac przed doświadczonych recenzentów, dostosowanie kursu do wymogów najważniejszych firm Doliny Krzemowej oraz pomoc na każdym etapie poszukiwania pracy. Z tego co można wywnioskować po opiniach absolwentów, nie są to wyssane z palca obietnice. Zainteresowani posiadacze „nanostopni” (i to nie tylko z USA) znajdują płatne staże w Amazonie, AT&T, Google i GitHubie – współpracujących z Udacity firm.

Oczywiście dostęp do wszystkich kursów jest otwarty dla wszystkich chętnych. Co ciekawe, zdecydowana większość materiałów edukacyjnych udostępniana jest na wolnej licencji Creative Commons (ale bez prawa do tworzenia dzieł pochodnych). Udacity przyjmuje też tłumaczenia od uczestników, póki co jednak wszystkie materiały są dostępne tylko w języku angielskim. Nie jest to jednak platforma otwarta na treści tworzone przez użytkowników, nie udostępnia także kodu swoich narzędzi wykorzystywanych w procesie nauczania.

Same kursy składają się przede wszystkim z serii wykładów na wideo (z napisami), którym towarzyszą quizy i prace domowe, najczęściej w postaci problemów, które należy programistycznie rozwiązać. Prace te sprawdzane są automatycznie. Do kursów możemy przystąpić już teraz w dowolnym momencie, nie ma co liczyć jednak na jakikolwiek darmowy certyfikat ich ukończenia. Do niedawna certyfikaty takie jeszcze były dostępne, ale teraz Udacity stara się nakłonić do kontrolowanego egzaminu, kosztującego 89 dolarów, zapewniając, że taki certyfikat jest uznawany przez pracodawców.

Zapisać się na te wszystkie zajęcia możecie na stronie Udacity.com.

edX

O ile Udacity jest wyraźnie nastawione na zarabianie pieniędzy, to edX, kolejny z liczących się dostawców MOOC stawia na idee powszechnej, uniwersyteckiej edukacji. Uruchomiły go Massachusetts Institute of Technology wraz z Harvard University, by zapewnić dostęp do edukacji przez Internet zarówno swoim studentom, jak i milionom ludzi z całego świata. Wraz z tymi szczytnymi celami idą konkretne założenia o otwartości i dostępności – docelowo wszystkie materiały edukacyjne mają być dostępne na otwartej licencji, a całe wykorzystywane w edX oprogramowanie jest wolne i otwarte, jego kod możemy znaleźć na GitHubie.

We współpracy z licznymi instytucjami edukacyjnymi z całego świata, edX oferuje obecnie ponad 600 kursów, obejmujących w swojej tematyce dziedziny od architektury po zoologię. Ich poziom jest bardzo zróżnicowany, przykładowo pod zakładką „matematyka” znajdziemy zarówno kursy matematycznego modelowania aktywności neuronów jak i wprowadzenie do statystyki, na poziomie zrozumiałym dla ucznia szkoły średniej. Zdecydowana większość kursów jest dostępna w języku angielskim, ostatnio jednak coraz więcej materiałów pojawia się po hiszpańsku, mandaryńsku i francusku – to efekt zaangażowania w edX właśnie tych uczelni spoza USA.

Sama nauka to przede wszystkim serie wykładów wideo (z napisami), ale nie tylko. Są one przeplatane interaktywnymi ćwiczeniami, a w ramach grupy słuchaczy aktywnie toczą się dyskusje nad treścią zajęć. W niektórych kursach dostaniemy nawet wirtualne laboratoria, w których można przećwiczyć teoretycznie opisane kwestie – np. zaprojektować sieć czy obwód elektroniczny, sprawdzić jak działają te nasze pomysły. Warto podkreślić, że ze względu na dużą interaktywność zajęć, większość z nich wymaga zapisania się odpowiednio wcześniej do grupy i wiele ich funkcji dostępnych jest tylko w trakcie kursu. Kursy, które się zakończyły trafiają do archiwum – wciąż można z nich korzystać, ale już bez tej interaktywności. Oczywiście najpopularniejsze kursy są regularnie wznawiane.

Słuchaczem edX można zostać oczywiście za darmo, sam dostawca nie naciska specjalnie na to, byśmy zapłacili za jakiś certyfikat, co więcej, jeśli uda się nam kurs ukończyć, dostaniemy certyfikat honorowy. Niewiele on jednak znaczy. Zweryfikowane certyfikaty ze zdjęciem, będące potwierdzeniem, że ukończyliśmy dany kurs, dostępne są jednak na płatnej ścieżce – koszt zależy od kursu i waha się od 20 do 80 dolarów. Mogą one być wykorzystane zarówno do zaliczenia przedmiotów na uczelniach partnerskich, jak i pokazania pracodawcy. edX oferuje także tzw. certyfikaty XSeries, które przyznawane są po zaliczeniu pewnej liczby kursów z danej dziedziny (oczywiście na opłaconej, zweryfikowanej ścieżce). Przykładowo certyfikat XSeries z biologii otrzymamy po zaliczeniu pięciu kursów, kolejno z budowy komórki, genetyki, ewolucji i bioróżnorodności, ekologii i kursu podsumowującego.

Strona główna projektu to edX.org.

Khan Academy

Nie można mówić o masowych kursach internetowych nie wspominając o serwisie, który początkowo żadnym MOOC nie był, a i dziś bardzo się od pozostałych różni. Khan Academy to raczej repozytorium filmów edukacyjnych, założone przez Salmana Khana, prawdziwego polihistora naszych czasów, który rzucił pracę, by zająć się nagrywaniem lekcji z dziedzin takich jak matematyka, fizyka, chemia, astronomia, medycyna, biologia, historia czy ekonomia – wszystko na otwartej licencji Creative Commons. Cały projekt utrzymywany jest z dobrowolnych datków. Początkowo były one niewielkie, ale z czasem Khan Academy napłynęły ogromne pieniądze, od Fundacji Billa i Melindy Gates, Google i AT&T. Pieniądze te pozwoliły zarówno na przygotowanie nowych filmów i poprawienie oraz rozbudowanie dotychczasowych, ale i ulepszenie samej platformy. Rosnąca zaś popularność projektu przyciągnęła ochotników, którzy zaczęli tłumaczyć materiały coraz obfitszego repozytorium na swoje języki. Obecnie sama witryna Khan Academy dostępna jest w ponad 20 językach, a filmy przetłumaczono na ponad 60 (w tym oczywiście i polski).

Nie sposób ukrywać, że Salman Khan sam nie lubi tradycyjnej szkoły. Od początku mówił, że jego Akademia miałaby być alternatywą dla szkoły, w której część czasu uczniowie spędzaliby na oglądaniu filmów i robieniu towarzyszących im ćwiczeń, a potem zajmowali się sportem, malarstwem, muzyką, czy innymi igraszkami. Póki co tradycyjne szkoły wciąż robią z dziećmi i młodzieżą to co robią, ale coraz więcej światłych pedagogów zaczyna korzystać z materiałów Khan Academy w swoich zajęciach.

Obecnie Khan Academy oferuje ponad 6500 filmów edukacyjnych z różnych dziedzin – większość z nich to nagrania z wirtualnej tablicy, po której autor pisze i rysuje na tablecie Wacoma – do tego zautomatyzowany system ćwiczeń i ocen, oraz system kontroli postępów ucznia, który potrafi też zasugerować właściwe dla nas kursy. Większość materiałów adresowana jest do osób młodszych, to poziom szkoły podstawowej i średniej, ale nie oznacza to, że ludzie po doktoracie niczego z Khan Academy się już nie nauczą. Dodatkową atrakcją jest system grywalizacji – za rozmaite osiągnięcia otrzymujemy odznaki, mogąc w ten sposób rywalizować z innymi uczniami.

Całe te zasoby wiedzy są oczywiście otwarte dla każdego, co więcej Akademia zaprasza wszystkich chętnych do współpracy, zarówno w tworzeniu nowych treści i tłumaczeniu już istniejących, jak i ocenie prac uczniów przez tych, którzy już uzyskali odpowiednie odznaki z danej dziedziny. Nie dostaniemy tu żadnych płatnych certyfikatów, ale najwyraźniej niemal 30 mln osób korzystających z Khan Academy to nie przeszkadza.

Strona główna Akademii to khanacademy.org, polski oddział znajdziecie zaś na khanacademy.pl.

Udemy

Na sam koniec warto wspomnieć o bardzo specyficznym MOOC. Specyficznym dlatego, że ani nie jest specjalnie masowy, ani nie jest taki znowu otwarty dla słuchaczy, jest natomiast bardzo otwarty na wykładowców. Udemy to platforma nauczania, w której każdy może zostać wykładowcą – i na tym zarabiać.

Nikt tu nikomu nie ogranicza tematyki ani cen kursów (zdecydowana większość jest płatna), wszystko weryfikowane jest zainteresowaniem słuchaczy. I tak za 219 euro możemy się nauczyć robić gry na silniku Unity (obecnie 1211 osób zapisało się na ten kurs), za 33 euro możemy nauczyć się autohipnozy, by lepiej słyszeć (zapisało się na to osiem osób), za 10 euro dowiemy się jak zarabiać tysiąc dolarów dziennie na Google AdSense (na to było 13 chętnych), a całkiem za darmo nauczymy się malować farbami olejnymi i akrylowymi (34 chętnych).

Ta ogromna rozpiętość tematów przekłada się też na ogromną rozpiętość technik nauczania. Jako że kursy na Udemy są w całości przygotowywane przez samych wykładowców czy instruktorów, znajdziemy tam zarówno miejsce na klipy wideo, jak i na prezentacje w PDF czy PowerPoincie, nagrania audio, e-booki, a nawet dodatkowe zajęcia na żywo. Prowadzący zajęcia mogą, ale nie muszą kontaktować się z uczniami przez fora dyskusyjne i czaty internetowe. Na pewno jednak bardziej proaktywne podejście do słuchaczy popłaca. Podobno średnie wynagrodzenie wykładowcy z jednego kursu na Udemy to 7000 dolarów. W większości wypadków Udemy dzieli się z instruktorami pół na pół, ale jeśli sami pozyskają słuchaczy do swojego kursu, mogą zatrzymać aż 97% przychodów.

Jak na razie Udemy nie oferuje żadnych certyfikatów czy dyplomów uniwersyteckich, stawiając na osoby zainteresowane samokształceniem i rozwinięciem swoich związanych z pracą zawodową umiejętności. Oferuje bowiem też kursy typowo biznesowe, sprzedawane korporacjom jako pomoce szkoleniowe. W pojedynczych wypadkach przez serwis ten oferowane są jednak nawet kompletne kursy MBA.

Zainteresowani ofertą Udemy powinni odwiedzić stronę Udemy.com.

To co w takim razie, żegnaj szkoło?

Trudno odmówić racji wszystkim krytykom pruskiego modelu edukacji, który od XIX wieku odciska swoje piętno na życiu niemal wszystkich ludzi na tej planecie na tyle skutecznie, że jeszcze jako starcy budzą się czasem zlani zimnym potem, gdyż przed chwilą śnili o egzaminie maturalnym (do którego oczywiście nic nie umieją). Czy w najbliższych latach uda się przesunąć tę rzymską jedynkę na prawo i przenieść się do XXI wieku? W to wątpimy, szkolnictwo charakteryzuje się ogromną inercją, wprowadzanie w nim zmian odgórnie zwykle więcej szkód czyni niż pożytku, z kolei zmiany wprowadzane oddolnie to orka na ugorze, niejednego ambitnego nauczyciela złamała już szkolna biurokracja.

Można jednak wierzyć, że o ile szkoły jako instytucji nie zmienimy, to możemy zmienić sposób korzystania ze szkoły, czyniąc z niej tylko jedną z wielu form kształcenia. Nawet jeśli obowiązkowa, niech będzie potraktowana jako przykry obowiązek. Uporządkowana, interaktywnie podana wiedza, jaką zdobyć możemy poprzez masowe otwarte kursy internetowe, w wielu wypadkach może być wyższej jakości niż to, co oferowane jest przez zinstytucjonalizowane szkolnictwo. Na pewno zaś jest w naszych czasach bardziej przydatna: podczas gdy standardowe szkoły bez końca powielają te same wzorce kształcenia i myślenia, w aspiracji stworzenia idealnego ucznia z tzw. czerwonym paskiem (czyli najczęściej takiego, który myśli idealnie w zgodzie z programem), MOOC oferują dynamikę i różnorodność adekwatne do naszego świata, pozwalając zgłębić praktycznie dowolną interesującą nas dziedzinę, uzyskać umiejętności ważne zarówno dla nas, jak i dla rynku pracy. Dlatego zapraszamy do zapoznania się z tym, co MOOC-e oferują. Bez względu na to, w jakim wieku człowiek jest, edukacja zawsze mu robi dobrze – o ile jest edukacją, a nie tylko spełnianiem przykrego obowiązku.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.