Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Bloger...

... dosłownie

Nazywają mnie blogerem, ale jestem w rzeczywistości chodzącą maszyną do tworzenia treści prawdziwej, nie zmyślonej, potwierdzonej i ogólnie akceptowanej jako prawda, święta prawda i czasem... gówno prawda.

Czyli, historia o tym jak moja osoba miała wpływ na świat i krótka historia o tym jak na zawsze została upamiętniona.

Miałem wtedy lat mniej niż dzisiaj i byłem uboższy o wiele ciekawych doświadczeń życiowych takich jak: miłość, poświęcenie i bieganie w sukni ślubnej po lesie z karabinem w dłoni - nie pytajcie. Czasy to były cudowne, beztroskie - gdy internet był tym o czym dzisiaj dorośli lubią mówić jako złota era internetu a ustami próbują naśladować dźwięki modemu. Prowadziłem wtedy niejednego blaga prywatnego (niczym pamiętniczki), ale miałem też udział w czymś co stworzyło pewien świat, który istnieje po dziś dzień - choć mało kto pamięta, że to my właśnie kreowaliśmy podwaliny pod dzisiejszy dobrobyt.

Okrągły stół się zakończył, granice otworzyły, zachód i chłód przybyły a my niczym te zgłodniałe wilki, które rzuciły się na hiszpańskie pomarańcze odkrywaliśmy wspaniały świat japońskich komiksów i filmów animowanych sprowadzanych cichaczem z byłego NRF. Tak, szalone lata 90, Dragon Ball, Czarodziejka z Księżyca, Kapitan Jastrząb i Yattaman na Polonii 1. Gdy inni chłopcy biegali za dziewczynami, chodzili na siłkę, jeździli skuterkami i pili tanie wina między blokami, ja jako jedna z wielu osób zaczynałem korzystać z pra-internetu aby móc doznawać nowych niezapomnianych przygód z moim nowym hobby, jakim była właśnie Manga. Choć tanie wina też pijałem - to jednak, gdy miałem wolną chwilę logowałem się na pierwsze polskie fora poświęcone animacji i komiksowi z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Jednym z wielu takich miejsc była największa w ówczesnym czasie polska strona z obrazkami mangowymi. Mangallery.

Współpraca moja z MG - a raczej sukcesywne i ciche przejmowanie władzy - rozpoczęło się już w okolicach 2000 roku i nawet dowody do dnia dzisiejszego dostępne są na Wayback Machine. Jak dla mnie, mogłyby spłonąć w odmętach internetu, ale cóż, trzeba czasem żyć, że świadomością tego, że gdy miało się lat ~naście było się głupim gówniarzem. Na samym początku skromne podsyłanie tekstów, dorzucanie galerii, udzielanie się w księdze gości (forum is sooo much 2005!) i tak przez następne kilka lat, aż pewnego pięknego dnia obudziłem się rankiem mając pełen dostęp do baz danych, ftpów, haseł administracyjnych i całego kodu. Tego dnia poczułem się jak bóg. Ale nie uprzedzajmy faktów.

MG z prostej galerii i źródełka dziwnych rzeczy znalezionych w innych zakątkach internetu szybko zmieniało się w stronę o trochę szerszej tematyce. Wciąż kręciliśmy się wokoło japońskiego komiksu, ale poza obrazkami można było zeń ściągnąć prawie wszystko inne. No i doszły avatary do kupienia za rzeczywiste pieniądze (za pomocą SMSów premium). Nagle okazało się, że można było zarabiać na stronie, dawać ludziom coś do zabawy i kreować rzeczywistość. W międzyczasie powstawały inne strony, które do dziś dnia istnieją w tej lub innej formie... MG niestety nie. Ponownie jednak uprzedzam fakty.

Bogiem stałem się, gdy pierwotny twórca strony oddał chcąc czy nie (to osobna historia) decyzje o jej dalszych losach w ręce młodych i niedoświadczonych administratorów - w tym i mnie. Robiliśmy co mogliśmy, ale niewiele to pomagało. Ludzie przybywali, odchodzili, narzekali i chwalili. Tworzyli, niszczyli, żyli.

Jednym z wielu naszych genialnych pomysłów, był zwykły pomysł pisania artykułów i newsów na potrzeby stworzenia lepszego contentu dla strony. Takie profesjonalne podejście musiało być strzałem w dziesiątkę, prawda. Dzięki temu strony żyją, przynoszą zyski i nowych użytkowników.

To był pierwszy raz gdy przejechałem się na internecie, choć na pewno nie ostatni. Napisałem paszkwila, który był nieprawdą - moją złą interpretacją krótkiego zdania z fanowskiej strony prowadzonej po angielsku. Szybko zostało mi to wytknięte. Broniłem się marnie i żałośnie. Chyba nawet kilka osób zwyzywałem słowami, których dzisiaj wstydziłbym się. I wstydzę się. Choć było to dawno dawno temu a wszelkie ślady skrzętnie usunąłem (dostęp do bazy, ha!) to gdzieś tam w pamięci pozostało. Przez kolejne lata robiliśmy różne dziwne rzeczy na Mangallery, zmienialiśmy wyglądy, usunęliśmy płacenie za content (Nie, serio, to była jedna z pierwszych stron w Polsce z płatnym contentem. Serio!) i dążyliśmy do stworzenia zgranej i cudownej społeczności.

Przypomniało mi się to dzisiaj nie bez powodu. Jak zawsze w ciągu dnia znalazłem chwilę na poczytanie newsów z branży gadżetowej. Przejrzałem te najbardziej FAKToidalne portale i kilka innych, które aspirują do bycia czymś więcej. I zapłakałem. Przypomniała mi się ta sytuacja, na temat której wysmarowałem wszystkie poprzednie akapity i usunąłem z zakładek wszystkie portale, które używają sformułowania blag odnośnie swej treści. No i poleciało tego sporo... Ale dlaczego?

Opinia to nie jest wiadomość. To tylko i wyłączenie opinia. Tak jak ogniś ja stworzyłem newsa na podstawie opinii, która wydała mi się faktem z braku doświadczenia, tak i te portale tworzą *wiadomości* prześcigając się w interpretacji i doklejaniu swojego zdania do paru słów zwiniętych z Tweetera. Nie zaprzeczam, lubię czytać opinie innych osób, ba!, uważam wręcz, że jest ona w wielu wypadkach niezbędna, np. przy wybieraniu sprzętu, oprogramowania lub miejsca na wypad z partnerką/partnerem (Polecam Panato Caffe We Wrocławiu). Opinie, które ludzie tworzą w internecie to jedna z rzeczy, które sprawiają, że globalna sieć jest tak przydatna - i choćby raptem tylko 1% populacji je pisał to i tak warto byłoby je czytać. Osobiście preferuje znaleźć sobie kilku ulubionych autorów, po przeczytaniu których wiesz, że mają podobne gusta i śledzić ich namiętnie. Problem powstaje gdy strona aspirująca w głębi ducha na dziennikarski stand z wiadomościami przylepia sobie łatkę blaga i uparcie komentuje po swojemu wydarzenia ze świata, które są błahe i liche. Gdyby interesował mnie dogłębny komentarz takiego blagopoetyka o tym czy nowy iWatch się sprzeda czy nie, tylko na podstawie tego, że rysuje mu się obudowa to czytałbym blagosfere modową - obawiam się, że znalazł bym tam lepszą analizę takiej sytuacji.

Do sedna: to nie tak, że neguje istnienie takich serwisów, które licznie wypłynęły ostatnio - mogą sobie istnieć. W końcu na tym polega wolność internetu. Chce tylko powiedzieć, że JA już mam dosyć tej wciskanej wszędzie opinii i wolnej interpretacji, która w tym konkretnym przypadku mnie nie interesuje. Rozumiem, że pisać coś trzeba, bo ludzie odejdą do konkurencji, ale można robić to inaczej, z klasą, zamiast puszyć się później, że 'to blog i wolno mi'.

Dokonując lekkiej dygresji i lokalnego patriotyzmu dochodzę do wniosku, że moje przywiązanie do dobrychprogramów jako serwisu informacyjnego wynika chyba z tego, iż strefa blagów (nawet redaktorskich) jest oddzielona od strefy wiadomości. Owszem zdarzają się redaktorzy (pozdrawiam was ciule... czule!), którzy nadużywaj swego pióra poetyckiego, ale wydaje się to tutaj trochę bardziej przycięte i skondensowane na kilku konkretnych osobach.

A...

Na samym końcu: z każdego, nawet najbardziej beznadziejnego okresu życia, można wyciągnąć nie tylko dobre wspomnienia, ale i znaleźć coś co było pozytywne i odbiło się na naszym życiu. Choć pracy przy MG nie oceniam źle to chętnie cofnąłbym się w czasie by naprawić wiele swoich decyzji... no z wyjątkiem tej jednej.

Na pierwszym forum Mangallery - jeszcze na tygys.zone - zebraliśmy ciekawą paczkę. Wspólnie stworzyliśmy prześmieszne i raczej głupkowate historie z naszymi alter-ego jako postaciami głównymi. Ku ogólnemu zaskoczeniu pewnego dnia, nasze historia została zilustrowana przez jednego z członków ekipy i wydana w postaci komiksu w naszym kochanym kraju. Wyszedł co prawda tylko jeden zeszyt (i to marnej jakości ;)... nie mniej postać Maxa, buntownika, lekko narwanego strzelca i tym samym moje własne, osobiste, alter-ego zostało na zawsze upamiętnione w arkanach polskich komiksów.

Gdybyście chcieli dorwać tego białego kruka - odradzam.

Gdybyście chcieli wynieść coś ciekawego z tego wpisu - to polecam słowo ogniś, które całkiem ochoczo może zastąpić nadużywane: kiedyś.

Gdybyście jednak chcieli wynieść coś sensownego...

... to sugeruję ten link ;> 

internet

Komentarze

0 nowych
DjLeo MODERATOR BLOGA  18 #1 29.06.2015 22:07

Gdybyś mnie zapytał o czym jest ten wpis to bym tak do końca nie wiedział. Coś ty chciał Panie przekazać, to chyba ty wiesz najlepiej :)

Blogi oddzielone od części redaktorskiej powiadasz...

lordjahu   20 #2 29.06.2015 22:34

Maks i Twój pierwszy raz :)

pocolog   12 #3 30.06.2015 01:00

Świetnie się czytało jak zawsze, a zdanie oczywiście mam podobne w temacie tematów ;)

MaXDemage   18 #4 30.06.2015 07:45

@DjLeo: No oddzielone. Jeśli już lądują na głównej to z tagiem blog. Czyż nie, drogi Panie "wysyłam na główna" :P

Axles   17 #5 30.06.2015 07:46

Eh drugi raz czytam i ciężko mi zrozumieć Maksiu coś właściwie chciał przekazać :) w każdym razie mógłbyś ułatwić trochę sprawę i dać namiary na ten komiks

MaXDemage   18 #6 30.06.2015 07:56

@Axles: Na komiks namiary nie dam, Gdyż jest trochę trudno dostępny. Mogę podać tylko tytuł. Squir. The rest is up to you.

SebaZ   16 #7 30.06.2015 08:18

@Maxiu jak zawsze temat na pogaduchy HoZlotowe publikujesz tuż przed... Oj podobi mi się to ;)
@MaXDemage

januszek   19 #8 30.06.2015 08:39

@MaXDemage, Być może Internet staje się polem na którym bardzo dobrze rośnie tylko to co przypomina religie ;)

MaXDemage   18 #9 30.06.2015 09:08

@januszek: Amen

Vidivarius   14 #10 30.06.2015 10:26

@MaXDemage
"byłego RFN"
Ale RFN to nadal oficjalna nazwa Niemiec :) Może chodziło ci o obiegową nazwę stosowana w Polsce - NRF?
Ech, wspomnień czar. Odgłos modemu logującego się do sieci - ten dźwięk powinien zostać hymnem Internetu.
Mangi i fascynacji nią, nigdy nie rozumiałem. Nigdy nie wywoływała u mnie pozytywnych wrażeń, a wręcz odwrotnie. Sprawa pogorszyła się jeszcze bardziej gdy po latach w telewizorni zaczęły królować japońskie bajki dla dzieci o zabijaniu. Moje dziecko wtedy zaczynało się tym fascynować i to mnie przerażało. Na szczęście w porę zareagowałem odcinając dostęp do tych "bajek". Nie neguję jednak tego, że można się tym fascynować - manga ma swój charakter wyróżniający ją na tle reszty twórczości.

"wynieść coś ciekawe" - ciekawego
"słowo ogniś, które całkiem ochoczo może zastąpić nadużywane: kiedyś"
Można też użyć starszego słowa: drzewiej ;)

Autor edytował komentarz.
Rafcioś   7 #11 30.06.2015 10:48

@DjLeo, @Axles: przesłanie jest takie, że teraz @MaXDemage wystawi na Allegro w formie licytacji po jednym odkupione trochę wcześniej za grosze niewyprzedane egzemplarze komiksu z własnym alter ego i zbije grube miliony :P .

  #12 30.06.2015 15:18

Ongiś a nie ogniś

Kpc21   10 #13 30.06.2015 17:29

@Vidivarius: Byłe RFN (które nazywano też w naszym kraju NRF - wedle Wikipedii była to oficjalna polska nazwa do 1970 roku, wówczas zmieniono ją na RFN - ale Wikipedia jest jak blag, a nawet więcej jak blag, tego nie trzeba trakować jako prawdę objawioną, a jako opinię właśnie) było znacznie mniejsze od obecnego RFN. Także myślę że to określenie ma sens. Wiem że historycznie i politycznie byłe RFN i obecne RFN to ten sam kraj, bo to RFN wchłonął NRD, a nie odwrotnie - ale to nie jest już ten sam kraj. Rozmiary kraju większe, stolica inna, różnice między byłym NRD a byłym RFN silniejsze z pewnością niż u nas między trzema dawnymi zaborami (do dziś mieszkańcy byłego RFN płacą na byłe NRD specjalny podatek) - zupełnie co innego.

greenfrog   4 #14 30.06.2015 18:22

@Kpc21: Skąd u Ciebie przekonanie, że: "różnice między byłym NRD a byłym RFN silniejsze z pewnością niż u nas między trzema dawnymi zaborami (do dziś mieszkańcy byłego RFN płacą na byłe NRD specjalny podatek)" ? Podaj link do danych. To jest wierutna bzdura, świadcząca o słabej znajomości historii II RP i problemów z jakimi się borykała po 123 latach zaborów, czego sztandarowym przykładem było kolejnictwo. Radzę się douczyć. Podatek solidarnościowy płacą wszyscy Niemcy, wschodni również, a wiem to z autopsji.

Autor edytował komentarz.
Vidivarius   14 #15 30.06.2015 19:00

@Kpc21: Ależ ja nie wnikam w rożne zawiłości (gospodarcze, socjalne itd) o których piszesz. Odnoszę się tylko do nazwy jakie wtedy i obecnie obowiązywały. Wschodnie Niemcy to była Niemiecka Republika Demokratyczna (NRD), zachodnie - Niemiecka Republika Federalna (RFN), lecz w Polsce zwykło się stosować kalkę z nazwy tej wschodniej i zachodnią zwano Niemiecka Republika Federalna (NRF), choć oficjalnie była RFN-em i tak jest do dziś po zjednoczeniu.

Ostatni Mohikanin   26 #16 30.06.2015 19:39

Wpis jak zwykle a la MaXDemage - zakręcony, chaotyczny, dla każdego o czymś innym, ale ile tu (jak zwykle) serca i dzielenia się ze wszystkimi własnym ja!
:)

Druedain   14 #17 10.07.2015 10:23

"Ogniś" , może też zastąpić "spalićś", "płomieńś" albo "pochodnięś".

:>

MaXDemage   18 #18 10.07.2015 10:25

@Druedain: "pochodnięś" jest zacne. To chyba będzie moje nowe słowo tygodnia... kończącego się, nie mniej tygodnia.