Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Narkotyki, Rock&Roll i podstawa nauczania

… czyli jeśli jeszcze się nie domyśliliście, będzie trochę o szkole podstawowej. Ale najpierw…

Wstęp

Jestem już starym prykiem, przyznaję. Nostalgiczne podejście do wielu rzeczy i idealizowanie zamierzchłych czasów, gdy wszystko było lepsze, jest już po prostu w mojej naturze. Okres dzieciństwa spędzony w większości przy trzepaku z kolegami, wspominam z łezką w oku, patrząc jak dzisiejsze młodziki siedzą na ławkach bawiąc się komórkami, których cena jest większa niż moja miesięczna pensja. O, a na pierwszą komunię dostałem żółwia zamiast quada i laptopa za pięć tysięcy. Sorry – jestem z poprzedniej ery.

Cechuje mnie jeszcze jedna rzecz, której zawsze brakuje młodym. Wyważona ocena pochodząca z doświadczenia – choć super stary nie jestem (mimo, iż za takiego próbuje się podawać), swoje przeżyłem. Sporo widziałem.

Mózg elektronowy

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Delta-C_personal_computer.jpg

Zacznijmy treść właściwą od pewnej małej oczywistości:

„Obecnie komputery są używane niemal wszędzie — na dworcu kolejowym, w kasie sklepowej, w bankach. Znajdują się też w pralce i kuchence mikrofalowej. Najpotężniejsze komputery wykorzystuje się w pojazdach kosmicznych oraz stacjach prognozowania pogody.”Definicja komputera wg podręcznika dla klas IV-VI "Informatyka Europejczyka" autorstwa Danuty Kiałki wydanego przez Helion.

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Komputery jako maszyny wykonujące skomplikowane obliczenia oraz wykorzystujące wprowadzone weń dane i wyświetlające (lub wykonujące inne czynności) są tak powszechne jak woda. Maszyny liczące znajdziemy więc nie tylko na naszych biurkach czy też ostatnio dzięki rozwojowi telefonii komórkowej, w naszych kieszeniach, ale także w każdym bardziej zaawansowanym urządzeniu technicznym. Chciałoby się powiedzieć, że przeciętny mieszkaniec Ziemi codziennie obcuje z komputerem (oczywiście pomijam fakt, że przeciętnym mieszkańcem Ziemi jest Chińczyk mieszkający w niewielkiej wiosce odciętej od prądu).

Pozwolę sobie w związku z tym dokonać generalizacji:
- że każdy Polak, każdego dnia, w mniejszym lub większym stopniu, obsługuje komputer.

Średni wiek w naszym kochanym kraju to 38 lat – co oznacza mniej więcej tyle, że absolutnie przeciętny mieszkaniec nadwiślańskiego kraju urodził się w 1973r. Pomijając fakt, że GAM-1 został stworzony w 1950r. to mniej więcej w połowie lat 80-tych zalały(1) nasz rynek normalne PCety (w wersji polskiej oczywiście). Czyli nasz statystyczny krajanin miał lat 10, może 11, i śpiewał z zachwytem You're My Heart, You're My Soul bawiąc się kapslami. Nie w głowie było mu poznawanie tajników programowania mikroprocesorów.

W swoje osiemnaste urodziny mógł razem z resztą kolegów świętować naprawdę wiekopomny moment dla polskiej informatyki. Liczba użytkowników Internetu w tym roku przekroczyła 2000 osób!

Do czego zmierzam – za chwile spokojnie wyłożę wam kawę na ławę, jeszcze tylko jeden akapit.

Powszechny dostęp do komputerów, Internetu oraz mocne uderzenie urządzeń typu pralka, mikrofalówka, dekoder, aparat, „myślących za nas na każdym kroku” to początek XXI wieku. Na upartego druga połowa lat dziewięćdziesiątych. Czyli okres gdy wspomniani przeciętniacy mieli lat 23-28 - niby okres w sam raz na nauczenie się i swobodne przyswojenie nowej technologii. W praktyce jak jest, każdy siedzący choć trochę w branży dobrze wie. Osoby przychodzące do pracy, mają problem z wykonaniem podstawowych czynności w DOWOLNYM edytorze tekstu, o obsłudze niezbędnych w wielu miejscach arkuszy kalkulacyjnych nawet nie wspomnę. A broń cię Panie Boże, abym wymagał sprawdzenia kabli zasilających do drukarki.

W gruncie rzeczy, chcę podsumować, iż osoby w wieku reprodukcyjno – pracowniczym są głęboko w komputerowej d*** i nie potrafią nic. NIC!

Odrobina magii

Wspominając mój nie tak dawny wpis o magii, chciałbym wytłumaczyć jedną rzecz. Wyznaję zasadę, iż przeciętny użyszkodnik nie musi znać rzeczy typu: ile jest na rynku programów antywirusowych, jaki aktualnie procesor jest najwydajniejszy i czy ma uruchomioną usługę indeksacji zasobów archiwalnych swojego mózgu i podświadomości kosmicznej wprowadzonej przez interpolację taselacji polyglonów międzybitowych… czy jakoś tak. Nie mniej, istnieje zbiór podstaw, które każdy użytkownik komputera i Internetu powinien znać. Są to zasady podobne do: nie przechodzenia przez jezdnię na czerwonym świetle, tego, że przedmiot podrzucony do góry, kiedyś musi spaść, dwa plus dwa jest cztery, gotująca się woda poparzy.

Wymienione rzeczy to pewne prawdy dla nas niesamowicie oczywiste, w pewnej części wyniesione ze szkoły… i tu uwaga, bo zmierzam do sedna. Podstawy obsługi komputera powinny również być wyniesione ze szkoły.

Szkoła

Jak wygląda polskie szkolnictwo każdy dobrze wie – choć właściwie powinienem napisać: „każdemu się wydaje, że wie.” Moja Matka zawsze mówiła mi, w ramach przestrogi, „słuchaj synu, najgorszym wyzwiskiem jakie możesz użyć przeciwko komuś, to powiedzieć mu aby obce dzieci w szkole uczył”. Nie chcę się jednak tutaj zbytnio rozwodzić nad prawdziwością tego zdania i problemami gimnazjalnymi. Chciałem jedynie napisać coś o tym jak u nas w szkołach traktowane są lekcje zajęć komputerowych i informatyki.

Zacznijmy od tego, że szkoła podstawowa zgodnie z aktualnymi standardami podzielona jest na dwie części. Klasy I-III oraz IV-VI. W obu tych przedziałach mamy do czynienia z zajęciami komputerowymi, a przynajmniej tak to przewiduje podstawa programowa. Dopiero gimnazjum wprowadza Informatykę jako przedmiot z krwi i krzemu. Przypominam, iż w przypadku dzieci rozpoczynających naukę w szkole podstawowej (klasy I-III) nie ma jako takiego podziału na zajęcia znane nam z wyższych klas, zamiast tego jest tzw. nauczanie początkowe (kształtowanie zintegrowane).

Nasz program przewiduje, iż szkrab uczęszczający do szkoły dowie się. co to jest komputer w bardzo ogólny sposób i do czego może służyć. Nauczy się jak uruchomić programy za pomocą myszki i klawiatury (należy zwrócić uwagę na brak wymogu nauczania uruchamiania komputera i wyłączenia go) a także pozna poważne minusy korzystania z tak zaawansowanego urządzenia jak: przemęczenie oczu, problemy z kręgosłupem, niebezpieczeństwa czyhające nań w Internecie. Co więcej, zaznajomi się z obsługą podstawowych funkcji programów, uruchamianiem stron internetowych, rozpoznawaniem elementów aktywnych, wpisywaniem zdań z klawiatury i układaniem obrazków z gotowych figur w programach graficznych przeznaczonych dla dzieci w wieku szkolnym.

Na pierwszy rzut oka to niewiele. Obserwując dzisiejsze dzieci, możemy śmiało przyjąć, iż 90% z nich to już potrafi. Poradzą sobie z włączeniem komputera, zainstalowaniem gry i uruchomieniem jej. Można by więc zrezygnować z tej części i przejść do czegoś ciekawszego… można by np. wytłumaczyć im w całości jak działa komputer. Albo niech już napierdzielają programy w C#.

Tu pojawia się pierwszy błąd w naszym myśleniu. Nie zdajemy sobie sprawy, po co tak naprawdę w klasach I-III dzieci mają zajęcia komputerowe. Ich głównym celem jest bowiem wyrównanie poziomu. Nie każda rodzina ma komputer, a i nie w każdej rodzinie dzieci mają pozwolenie, aby swobodnie korzystać z maszyn liczących. Dodatkowo istotne jest, aby uzmysłowić dzieciom, że pecet to coś więcej niż tylko gry i GG, dlatego zajęcia komputerowe przewidziane są jako integralna część nauczania początkowego i mają wspomagać inne subdziedziny tegoż nauczania (np. język polski, matematykę, przyrodę).

Dobra, wszystko pięknie na papierze, a w praktyce? Każda szkoła powinna mieć komputery (ba, każda klasa) i udostępnić je w pewnym stopniu swoim uczniom. Prawda jest taka, że może i te pecety są, ale jest ich kilkanaście na całą placówkę(2) i są w zamkniętej sali, do której dostęp ma Pan Muzyk sprawujący rolę nadwornego informatyka. Gdy ktoś w ministerstwie wpadł na genialny pomysł rozdawania wszystkim dzieciakom badziewnych laptopów podniósł się krzyk i wrzask (w tym i mój). Nie do końca słuszny, bo pomysł był i w gruncie rzeczy głupi, ale pokazał, że ktoś jednak zauważył problem ilościowy i próbował go rozwiązać. Niestety nie tędy droga. Problemów jest jednak więcej i głównym nie jest ilość komputerów, niestety. Podręczniki – bo o nich mowa – są badziewne. One są wręcz do czterech liter do których światło nie sięga. W większości napisane 2-3 lata temu, nie nadążają za postępem. Podstawowym nośnikiem danych opisanym w każdej jest dyskietka! Dobrze chociaż, że wspominają alternatywy w postaci Linuxów. Ostatecznie nawet jeśli wychodzi nowa wersja na aktualny rok (a w sumie zawsze wychodzi) to od poprzedniczki różni się jedynie zmienioną datą na okładce. Zawartość wciąż pozostaje ta sama. Badziewna.

Wracając do szkół, skoczmy krok dalej. Lat 12 – poziom już wyrównany, może niech coś konstruktywnego teraz porobią. Nauczmy ich komend w bashu.

Nasz tok myślenia, jakoby trzeba nauczyć dzieci kompilacji Linuxa w 5 klasie podstawówki aby sobie w przyszłości radziły i rozkręcały swoje zainteresowania, jest równie chory jak ten, że dzieciom w I-III trzeba wytłumaczyć sposób działania wszystkich komponentów komputera. Ponownie, głównym celem zajęć w klasach IV-VI jest wyrównanie poziomów spowodowane częstością dostępu do peceta. Pojawią się jednak nowe cele. Jednym z nich jest nauczenie podstaw obowiązujących w każdym programie nie ważne jakiej firmy. Ponownie powołując się na podstawę programową doczytujemy:

"Uczniowie na II etapie edukacyjnym powinni m.in. nauczyć się korzystać z podstawowych możliwości takich programów jak: edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny, program graficzny oraz program do przygotowania prezentacji, jak również korzystać z podstawowych usług internetowych do komunikacji i wyszukiwania informacji. Dla osiągnięcia wymaganych umiejętności nie ma znaczenia, jakiego edytora czy arkusza kalkulacyjnego uczniowie będą używali."

Najważniejszy kawałek pogrubiłem, aby bardziej rzucał się w oczy.

Dlaczego taki jest program? Dlaczego w wieku 13 lat, idąc do gimnazjum do życia potrzebne jest nam to i tylko to? Dlaczego nie wprowadzono języków programowania, sposobu tworzenia stron internetowych? Bo to są podstawy, które okazują się być najbardziej kluczowymi elementami dalszego naszego życia. Trudno w to uwierzyć? Obserwując ludzi, trudno mi uwierzyć, że świeżo upieczeni studenci, panie i panowie magistrowie, nie potrafią napisać poprawnego dokumentu w dowolnym edytorze dokumentów. Trudno mi uwierzyć, że osoba która na co dzień pracuje w Wordzie próbuje mi wmówić, że w OO wyśrodkowała tekst spacjami bo inaczej nie potrafiła, mimo iż ikonka wygląda praktycznie IDENTYCZNIE! Trudno mi uwierzyć, że prezentacje maturalne nie posiadają numerowanych slajdów i strony ze źródłami. Trudno mi uwierzyć, że ludzie na facebooku nie potrafią usunąć swoich zdjęć(3).

Fundamenty

Komputery są wszędzie – o tym było na początku. Nie tylko w naszym życiu towarzyskim, ale również w pracy (i to tutaj najbardziej) pokutuje brak solidnych podstaw. Bardzo solidnych podstaw. Dlatego powielamy je w kółko, dlatego stają się nudne dla osób zdolniejszych, dlatego komputerowi maniacy narzekają, że w szkole niczego się nie nauczyli (wg nich). Nie oszukujmy się – informatyka w szkole nie jest po to, abyś Ty nauczył się konkretnie tego, co chcesz.

Oczywiście może Ci w tym pomóc – w wielu szkołach są kółka informatyczne. Również nauczyciele powinni wyłapywać zdolniejszych i o ile się da umożliwić im dalszy rozwój. Pojawia się tu jednak magiczne słówko powinni. Tak samo manna powinna spadać z nieba. :>

Co jest nie tak

Podsumujmy parę spraw.
Czy podstawa programowa zajęć komputerowych w szkole podstawowej jest zła? Nie. Kładzie nacisk dokładnie na to, na co powinna.
Czy podręczniki są złe? Tak, w 90% są tragiczne, nieaktualne, napisane przez osoby bez odpowiednich predyspozycji, a jedynie posiadających odpowiednie pedagogiczne wykształcenie.
Czy program nauczania jest zły? Tak – gdyż program nauczania tak naprawdę opiera się na podręcznikach, które wybierze nauczyciel, a te choć opierają się na podstawach programowych, są po prostu złe.
Czy nauczyciele są źli? Czasami – sęk w tym, że mało osób wie, iż istnieje coś takiego jak informatyka nauczycielska, a jeszcze mniej osób wybiera taki kierunek. Nie mówiąc już, że mało która osoba po tych studiach nadaje się naprawdę na nauczyciela i że dyrektorzy szkół wolą dopłacić panu od muzyki parę groszy niż płacić pełna stawkę nowemu nauczycielowi. Choć zdarzają się ludzie z pasją na tym stanowisku, to nierzadko są to po prostu protezy, które wnikliwie przeczytały podręczniki, a jak już udowodniliśmy – są one badziewie.

Geniusz zbrodni w akcji

Napsioczyłem, napsioczyłem, ale może warto by wspólnie zastanowić się nad tym, co można zrobić, aby dzieci ze szkoły wychodziły dobrze wykształcone.

Po pierwsze i najbardziej oczywiste: przydałaby się kontrola szkół, której celem było by sprawdzenie kompetencji osób zajmujących się zajęciami komputerowymi. Tutaj wyszły by pewnie ciekawe braki. (4)Po drugie – i to jest grzech większości przedmiotów – należało by napisać porządne książki. Jest tu pewna trudność, z czego zdaję sobie sprawę. Napisanie, redagowanie, recenzja, wydanie – to nie jest hop siup 3 tygodnie. Do tego koszt podręcznika też nie może być wysoki, bo rodzic musi kupić ich kilkanaście czasem nawet. Wyjściem było by stworzenie niewielkiej książki z podstawami a resztę wyeksportowanie do sieci np. w formie PDFa. Ebooki stają się coraz popularniejsze(5), to raz, a dwa, w końcu chodzi tu o umiejętność obsługi komputera :D
Po trzecie, wprowadzenie ogólnopolskiej kampanii mówiącej o tym, czym naprawdę jest komputer i uzmysłowienie ludziom, że jego znajomość z roku na rok staję się coraz bardziej obowiązkowa. A głównie chodzi mi o to, że większość zwyczajów dziecko wynosi z domu. Dobrze było by więc, gdyby rodzicie zdawali sobie sprawę z wielu potrzeb i problemów.

Dziękuje za przeczytanie tego długiego wpisu.

Zapraszam was moi drodzy do dyskusji – czy zgadzacie się ze mną, czy podobają Wam się moje pomysły na poprawę, czy można cokolwiek w tym temacie zrobić? Czy w ogóle przeczytaliście tak długi wpis? :p

TL:DR
Podstawa programowa jest dobra, ale podręczniki do bani, nauczyciele do bani - zmieńmy to!

1 O ile można mówić o zalaniu – były drogie, było ich mało. Wcześniej były rewelacyjne Odry i Mery, ale pierwsze polskie wersje IBM PC to 84

2 Teoretycznie szkoły podstawowe mają nakaz, aby była przynajmniej jedna sala z min. 10 komputerami, 1 serwerem i drukarka sieciową.

3 Mogę uwierzyć w to, że zdjęcia tak naprawdę nie są usuwane ;p ale nie ma co drążyć teorii spiskowych.

4 Wyszło by pewnie też to, że kursy przygotowujące nauczycieli do pełnienia obowiązków opiekuna są do bani. A wystarczy zobaczyć ich program aby wiedzieć, że są do bani. Bo są.

5 Tutaj w ogóle naszła mnie idea – że zamiast tych laptopów dla pierwszoklasistów można by tak dać im czytniki ebooków z prawdziwego zdarzenia. Wyobraźcie sobie, że szkraby nosiły by dzięki temu tylko jedno niewielkie urządzenie zamiast kilku książek, spadła by ilość zużywanego papieru na cholerne podręczniki, zmniejszył by się coroczny ilość wydatków na podręczniki.
500zł to koszt machiny w empiku, można by na pewno zejść do 300 przy ogromnych umowach. Przy 350 tysiącach pierwszaków na rok mamy coś koło 100mln. A np. dzięki temu, że rodzic dopłacił by 100zł można by zejść do 70mln. Wg mnie niewielki wydatek za to aby mój przyszły syn lub córka miało prosty kręgosłup :) A doliczmy spadek cen książek o powiedzmy 25% (brak papieru) gdzie przeciętnie kupuje się 5-6 podręczników za (optymistycznie) 25 zł. Liczmy 100zł co wrzesień, odejmijmy od tego 25% i mamy 75 zł wydatku. Przy 6 klasach podstawowych oszczędność to 150zł. No, ale to marzenia ściętej głowy.

6 Mam trochę spaczone podejście do tematu gdyż moja narzeczona jest na kierunku nauczycielskim.
 

Komentarze

0 nowych
przemo_li   11 #1 16.06.2011 21:14

"Najpotężniejsze komputery wykorzystuje się w pojazdach kosmicznych"

Nieprawda!
http://en.wikipedia.org/wiki/Apollo_Guidance_Computer

Niezłych bajek was uczyli.

Owszem olbrzymie obliczenia wyknouje się na superkomputerach ale tu na ziemi. Pojazdy kosmiczne mają __niezawodny__ sprzęt zazwyczaj w ilości 5 na każdy liczący element. (3 liczą to samo dla porównania i 2 zapasowe).

przemo_li   11 #2 16.06.2011 21:32

Dobre wspomnienia z infy mam tylko z Liceum, ale wtedy miałem nauczyciela z uniwerka (robił nawet doktorat z elektroniki), a infa była podzielona na 2 poziomy (i to tylko jedna moja klasa), ze względu na to czy ktoś chciał pisać infę czy nie.

Gimnazjum to były zajęcia z plastyczką (sic!) robiącą studia z inf. zaocznie (sic!) z przedpotopowego materiału (sic!!!). I jak bezczelnie powiedziałem, że nie jestem na tyle głupi aby rysować kwadraty w paincie (sic!) to odpowiedziała, że ona nic innego nie może zrobić, bo nie ma czasu. Miałem też 2 nauczyciela, ale on umiał już więcej, ale tematyka ta sama.

Podstawówka, była całkiem do bani :/ Liero na 300mhz to był szczyt marzeń (a pod koniec GTA na kompie w bibliotece :) ), ale szkoła chciała i teraz jest lepiej.

Tylko, że oceniam to z poziomu kto "chciał więcej" (no to kto z was chciał programować już w 4kl. podstawówki? raz się nawet zapytałem dyrektorki (znajomej rodziny) czy by nie popytała o książkę do OpenGL-a, odpowiedź jakiegoś jej znajomego była taka, że on nie ma ale taki materiał to jest na studiach -- idota, skoro wiedziałem co to, to znaczy, że już wtedy się tym interesowałem).

Niestety jest też problem, że młody polak nie bardzo ma szanse na legalne przeszkolenie się w informatyce. :( Ceny książek, programów nie te. W szkole, każą mu zająć się Paintem, a język ang. to kpina i katorga dla wszystkich oprócz uzdolnionych lub bardzo pracowitych (a więc i odpada angielsko-języczna część interetu).

Tak naprawdę na moją edukację największy wpływ mieli koledzy z gimnazjum z dużą liczbą książek jakie posiadali.

MaXDemage   18 #3 17.06.2011 07:50

@przemo_li: "Niezłych bajek was uczyli."
Nie mnie. Takich bajek uczą dzieci teraz w szkole. Cytat jest z zeszłorocznej edycji książki do zajęć komputerowych :D
A to, że mój telefon komórkowy ma większa moc obliczeniową niż całe centrum NASA, które wysłało Apollo na księżyc to wiem.

Odnośnie pykania w Liero na 300MHz - to czy w tamtych czasach (nie kojarzę ile masz lat, ale zgaduje żeś gdzieś na studiach) były lepsze sprzęty? A jeśli były to ile kosztowały?

  #4 17.06.2011 08:07

"a język ang. to kpina i katorga dla wszystkich oprócz uzdolnionych lub bardzo pracowitych"

Wytłumacz mi, dlaczego w gimnazjum na angielski w mojej grupie chodziło się z przyjemnością? Pytanie retoryczne.

januszek   19 #5 17.06.2011 13:16

Moje pierwsze skojarzenie, to szkolny absurd wywołany powodzią wiedzy. Mam na myśli to, że polonista będzie uważał, że w szkole powinno się przede wszystkim uczyć języka polskiego, matematyk – matematyki, historyk – historii, geograf – geografii, informatyk – informatyki etc.

W efekcie na końcu edukacyjnej drogi dostajemy absolwenta, który praktycznie nic nie umie. Nie radzi sobie rozumieniem tego co czyta i pisanie idzie mu dobrze w testach, potrafi recytować wykute na blachę wierszyki, zna na pamięć opracowania streszczeń lektur, perfekcyjnie zna tabliczkę mnożenia, potrafi też dzielić w pamięci ale mimo tego jest bez radny kiedy kasjerka w supermarkecie źle wyda mu resztę, pamięta co się wydarzyło w roku 1410, zna wszystkie dopływy Odry i Wisły ale bez satelitarnej nawigacji nie jest w stanie dojechać do sąsiedniego miasta, kojarzy, że komputery programuje się w Pascalu i umie zmienić wielkość czcionki w Wordzie. W porównaniu do rówieśnika ze Szwecji wydaje się być omnibusem.

Wydaje się bo Jego największą wadą jest to, że nie umie samodzielnie odnaleźć informacji, nie wie jak badać nieznany problem. Jego rówieśnik ze Szwecji radzi sobie z tym perfekcyjnie. Owszem, nie zna na pamięć wykazu szwedzkich rzek ale wie (i umie) gdzie może się tego dowiedzieć. W rezultacie kiedy naszego Absolwenta zapytamy o to jaka rzeka przepływa przez Sztokholm to będzie stał i głupio się uśmiechał. Jego Szwedzki rówieśnik, zapytany o to przez jakie polskie miasta przepływa Odra bez zastanowienia odpowie, że nie wie ale może to sprawdzić.

Powyższe dotyczy praktycznie każdej praktycznej dziedziny życia...

Chocimir   2 #6 17.06.2011 13:29

Pomysł z czytnikami ebooków wydaje się dobry, jednak jego opis nie jest pełny. Które wydawnictwo napisze podręczniki za darmo? Cena podręcznika to nie tylko cena papieru. 150 złotych może nie pokryć kosztu PDF-ów do sześciu klas.

Druedain   14 #7 17.06.2011 13:30

PavloAkaLogan@ retoryczne? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Prawdopodobnie trafiłeś na nauczyciela, który program nauczania znał, ale potrafił wyjść poza schemat i był nauczycielem z powołania, a nie z przypadku.
MaxDemage@ bardzo fajny wpis! Pierwsza uwaga to informatyk kształcący się na nauczyciela. Otóż problemem nie tylko jest chęć zaoszczędzenia przez dyrektora, ale i przepaść między zarobkami w szkole, a w branży informatycznej. Mało który informatyk będzie chciał zostać nauczycielem, bo trzeba mieć bardzo dużo samozaparcia by pokazać coś fajnego dzieciakom w szkole, kiedy w innej robocie zarabiałoby się 3x więcej (lub 100x więcej w konkretnej branży na zachodzie).
Niedawno gdzieś słyszałem o elektronicznych podręcznikach do szkół: masz papierową książkę w domu, a w szkole pracujesz na elektronicznej. O ile już wprowadzenie elektronicznych książek wydaje się sensowne, o tyle cena wszystkich książek jakie się kupuje w szkole to koszt większy niż zakup jednego czytnika. Dla mnie to brzmi sensownie!
Sam program nauczania w szkole informatyki, to tylko wierzchołek góry lodowej, którą jest ogół metod kształcenia przyszłych nauczycieli. Przyjaciółka studiuje historię na UWr na specjalizacji nauczycielskiej i traktuje to jako powołanie (jej mama chyba też jest nauczycielką) i ma ona bardzo dużo zastrzeżeń, ponieważ od ludzi wymaga się posiadania wiedzy, której nie będzie się przekazywać nikomu w szkole, a nie wymaga się bycia dobrym pedagogiem. Jak ktoś nie wyjdzie poza standard nauczania, to nie będzie dzisiaj dobrym nauczycielem. Na zachodzie naucza się bycia nauczycielem, a do tego wiedzy o przedmiotach szkolnych, zamiast wiedzy niezbędnej dla naukowców.

Druedain   14 #8 17.06.2011 13:33

„Dla mnie to brzmi sensownie!” – oczywiście mam na myśli skupienie się wyłącznie na czytnikach, nie na książkach.

Maxi_S   4 #9 17.06.2011 13:37

1. Ciężkie tornistry a czytniki

Fakt, zmieni się ciężar, ale ilość informacji już nie. Wiadomo, że nadmiar informacji jest dezinformacją, a współczesne podręczniki merytorycznie są na poziomie baardzo niskim. Pamiętając prehistoryczne czasy własnej podstawówki, to w pierwszych klasach chodziło się do szkoły na 2-4 godziny lekcyjne (nie tak jak dziś na osiem) i jakoś całe towarzystwo wyszło na ludzi. Aha, a problem z targaniem tornistrów był rozwiązany tak, że książki przechowywało się w szkole :-).

2. Nauka informatyki w szkołach

Należy odróżnić nauczanie podstaw obsługi komputera od wiedzy specjalistycznej. W tym drugim przypadku lepiej wybrać szkołę o odpowiednim profilu, ale nic nie zastąpi samodzielnej nauki. Problem w tym, że fachowości nie da się nauczyć (w sensie przekazać wiedzy na drodze nauczyciel-uczeń), można ją tylko samodzielnie rozwijać.

  #10 17.06.2011 13:42

"Dodatkowo istotne jest, aby uzmysłowić dzieciom, że pecet to coś więcej niż tylko gry i GG"
Ja jestem w pierwszej klasie gimnazjum i adal widzę, że moi rówieśnicy komputera używają tylko i wyłącznie do tego. Bym zapomniał. Używają jeszcze komputera do oglądania pustych filmów na youtubie typu "Ufo porno".

qasx   6 #11 17.06.2011 14:13

W tym roku zdawałem maturę, i moja nauka informatyki w polskim systemie szkolnictwa wyglądała tak: w podstawówce nauczyłem się rysować, w gimnazjum formatować (bo nauczycielka nie potrafiła), w liceum byłem już na profilu matematyczno-informatycznym więc było okej.
Co do książek, moja siostra nie słyszy, i chodzi do szkoły specjalnie sprofilowanej dla takich osób. Ma bardzo dobre książki do informatyki, których w "normalnych" szkołach jeszcze długo nie będzie. Kiedy widzę jej zadania domowe, to próbuję sobie przypomnieć, czy ja kiedykolwiek takowe miałem, i czy moi kumple z humana by sobie z nim poradzili. Czyli możliwe jest znalezienie dobrego programu i dobrych nauczycieli, tylko potrzeba odrobiny zaangażowania.
Co do samego zainteresowania ludźmi komputerami, to mój dziadek potrafi więcej niż moja mama, tylko dlatego, że był tym zainteresowany, chociaż wcale nie musiał.
Przy okazji, mama jest nauczycielem, i szczytem jej umiejętności jest wrzucenie ocen do librusa.

Ave5   8 #12 17.06.2011 14:30

Tak się składa że robię na wydziale specjalność pedagogiczną. I problem jest dużo bardziej szeroki niż informatyka, w dodatku od stadium kształcenia przyszłych nauczycieli. A spróbuj tylko coś skrytykować...

Z mojego punktu widzenia informatyka w szkołach była fatalna. Podstawówka - Logo Komeniusz (nie ma co, przyda mi się w życiu) i niezrównany Paint. Gimnazjum - HTML (dar niebios) i Office (niestety nawet bez tabulatora). Liceum - Pół roku Offica (i znowu bez tabulatora!).

"a język ang. to kpina i katorga dla wszystkich oprócz uzdolnionych lub bardzo pracowitych"

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - dla mnie to kpina bo jest za łatwy i przez to za nudny.

Draqun   9 #13 17.06.2011 15:12

Po pierwsze gratuluję autorowi naprawdę dobrego wpisu. Czyta się miło.

Po drugie zgadzam się z ebookami i książkami w wersjach PDF.

Trzecia sprawa to to, że wydawnictwa mają książki w wersjach elektronicznych w taki czy inny sposób. Kwestia paru tygodni pracy dobrego zespołu, który chociaż najbardziej podstawowe książki przerobi w postać PDFa.

Niestety ja bym zaczął edukację od naszych (p)osłów. Następnie musiałoby się znaleźć paru zapaleńców, którzy by w wolnym czasie przygotowali porządne podręczniki gdzieś na boku, ponieważ Ministerstwie Edukacji i Wydawnictwom to leży.

Tak na boku. Wiem, ze mój ostatni wpis wywołał burzę w komentarzach nt. mojego ściągania na studiach. Aktualnie wraz z paroma osobami jesteśmy w trakcie tworzenia "książki" na bazie przez nas zdobytej wiedzy, notatek i doświadczenia o podstawach z przedmiotu analiza matematyczna, którą będziemy rozprowadzać wśród kolejnych roczników w postaci ebooka. Pracy w to trzeba było włożyć wiele ale, że w kupie siła około 80% tekstów i przykładów jest przepisanych, wyjaśnionych i oznaczonych.

Do tematu.

Chętnie zobaczyłbym jak wygląda działanie czegoś takie.

Jeśli ktoś ma możliwość i chęci stworzenia jakiejś większej ankiety, która zostanie zauważona przez polską scenę polityczną, gdzie można na ten temat zagłosować to chętnie poświęcę trochę czasu i papieru aby choć w mojej wiosce/gminie ludzie mogli dowiedzieć się o jakiejś sensownej alternatywie nauczania i zainteresowanie tematem.

Wiem, że to tylko gadanie, ale jeśli zbierzemy się kupom (a jak wiadomo kupy nikt nie ruszy bo kupa śmierdzi) to może zostanie to gdzieś przez kogoś zauważone.

dmag   7 #14 17.06.2011 15:18

Przeczytałem, pozwolę sobie dodać komentarz. Sprawa wygląda w ten sposób, że to, czego uczymy się w szkole - to jedno, a to, co przyda się nam w życiu codziennym - to drugie. Zgadzam się po części z tym, co tutaj napisałeś, zgadzam się też z komentarzem januszka. Polacy po szkole mają całkiem dużą wiedzę ogólną, ale często przez to nie wiedzą, na czym się skupić w dalszej edukacji, w czym się specjalizować. A co do nauki informatyki - w naszym systemie edukacji jest to nowość, moja niewiele starsza siostra takiego przedmiotu w ogóle nie widziała w podstawówce (wtedy jeszcze 8-letniej). W związku z tym co się dziwić, że przeciętny Polak, rocznik 73, nie potrafi tego i tamtego na komputerze zrobić, za to doskonale pamięta liczenie "w słupkach" na kartce. Aby się nie rozpisywać, dodam, że Twój pomysł z e-bookami wydaje się dużo lepszy, niż rządowy plan odnośnie netbooków. ;)

  #15 17.06.2011 15:20

Podstawa programowa jest dobra, ale podręczniki do bani, nauczyciele do bani - zmieńmy to!
Spalić podręczniki, powiesić nauczycieli! :D

UWAGA!
Pozwalam modowi nie przepuścić tego komentarza

DISCLAIMER
Nie biorę żadnej odpowiedzialności za próby wykorzystania powyższego "pomysłu" w rzeczywistości.
Nie jestem w stanie zdalnie określić (nie)poczytalności niektórych Czytelników i mogących wyniknąć z tego konsekwencji :)

dragonn   11 #16 17.06.2011 15:24

U mnie podstawówka to była tragedia, nauczycielka nie potrafiła nawet Windowsa przeinstalować, a do tego internet modemowy dzielony na ~15 komputerów, czyli praktycznie internetu to nie było. W gimnazjum już było lepiej, sprzęt nie był aż taki zły, a nauczyciel również posiadał znaczą wiedzę, niestety niezbyt się interesował jej przekazaniem, głównie to się nauczył czegoś osoby które tego chciał, np. ja, często zdarzała mi się mu pomagać reinstalować Windows, parę razy to się nawet za Linuksa zabierał. W technikum w końcu się trochę ruszyło, był HTML, było trochę Linuksa, ale też żadna rewelacja.

CZARNY15   4 #17 17.06.2011 15:36

"Czy w ogóle przeczytaliście tak długi wpis? :p"

Ja przeczytałem cały tekst zjechałem na górę i się zdziwiłem że dałem radę przeczytać :) Naprawdę szybko się czytało.

skandyn   9 #18 17.06.2011 15:38

Ja tam wolę zimne piwko, dobry sex i mój komputer. Oczywiście w pierwszej kolejności komputera, a później dopiero przyjemności. A tak na poważnie to szkoła jest najważniejsza w życiu człowieka.

Pozdrawiam.

przemo_li   11 #19 17.06.2011 16:43

Ach tak zapomniałem dodać, że kpina z angielskim polega i na tym, że dzieci wrzuca się z jednej klasy do jednego worka. W liceum miałem innaczej więc wiem, że można i że podział ze względu na poziom naprawdę dużo daje.

Ale moim problemem było głównie to, że panie z Poradni Psychologicznej nie wyjaśniły mi co tak naprawdę może oznaczać dysleksja, i dopiero w 7 lat po jej zdniagnozowaniu, ktoś mi powiedział, ze dyslektycy często muszą się zupełnie inaczej uczyć języków niż inny (bo zakówanie na pamięć nic nie daje), ale to już było po tym jak trafiłem do dobrej szkoły językowej i tak z osoby, co do której licealna nauczycielka miała wątpliwości czy zda J.A. na 30%, zostałem posiadaczem dyplomu z 70% maturą z anglika rozszerzonego.

Nie wiem czemu Panie specjalistki z PP, nie poinformowały mnie o moich prawdopodobnych kłopotach, moje życie było by prostsze.

Za to w gim, w klasie było parę zdolnych osób, kilka średnich, kilka słabych i kilka bez anglika. Tragedia.

przemo_li   11 #20 17.06.2011 16:47

@Draqun
Mówisz masz:
http://wiki.wolnepodreczniki.pl/Strona_g%C5%82%C3%B3wna

@MaxDamage
Już sam nie pamiętam, ale chyba był to najlepszy komp w całej szkole.

januszek   19 #21 17.06.2011 17:18

Całkowicie popieram idee zamiany ciężkiego tornistra na czytnik!

ps. A jako posiadacz i fanboy Kindle, bez, którego nie wyobrażam sobie funkcjonowania, powiadam: czytniki ebooków nie nadają się do czytania plików pdf sformatowanych do strony A4 ;)

GBM MODERATOR BLOGA  20 #22 17.06.2011 18:23

@MaxDemage: No powiem Ci że zgadzam się z Tobą w 100%. Ale cóż, w większości przypadków to nauczyciele informatyki w podstawówce/gimnazjum są na niższym poziomie wiedzy niż uczniowie :D

Podsumowując, MaxDemage NA PREMIERA !!!! :D

slowretoo   3 #23 17.06.2011 18:34

@MaxDamage
Świetny wpis. Ja dopiero w 5 klasie miałem informatykę na której uczyliśmy się takich rzeczy że to I klasa powinna to mieć.

  #24 17.06.2011 19:15

@GBM

"w większości przypadków to nauczyciele informatyki w podstawówce/gimnazjum są na niższym poziomie wiedzy niż uczniowie"

Zależy czego ta wiedza dotyczy. Jeśli chodzi o piracenie programów to na pewno :D
Ale jeśli chodzi o rzeczy objęte programem nauczania to mogą wiedzieć więcej od przeciętnego ucznia.
A program nauczania nie zależy od nauczyciela

Co do czytnika w każdym tornistrze to brzmi to sensownie.
Ciekawe, jak sprawdziłoby się to w rzeczywistości. Jednak taki czytnik łatwiej uszkodzić niż książkę, którą nawet po np. zalaniu można "zreanimować". :D

-------------------------------------------------------------------

MaXDemage   18 #25 17.06.2011 20:58

@januszek
Zgadzam się z Tobą, ale jak już zauważyłem w tekście - problemem nie jest podstawa (czyli pomysł MEN) a raczej to w jaki sposób jest wykonywany w szkołach. Tutaj, nie ukrywajmy, muszą wyginąć zwolennicy starych systemów nauczania - bo młodzi w większości są przygotowani do nauczania takiego jakie znamy na "zachodzie".

@Druedain
Zapytam wprost - jaka koleżanka? Tak się składa, iż moja narzeczona studiuje dokładnie ten kierunek, dokładnie na tej uczelni :>

Co do wynagrodzenia, to nie jest ono takie oczywiste. W bogatszych gminach nauczyciele naprawdę zarabiają dobre pieniądze i na start mają więcej niż w niejednej megakorporacji gdzie student informatyki nadaje się tylko na najniższego szczeblem klepacza kodu za minimalną krajową. O szkołach prywatnych nie wspominając.

@Maxi_S
Z tego co się zorientowałem, to w większości klas nauczania początkowego zostawia się faktycznie podręczniki w szkole (i tam też odrabia lekcje). Ma to swoje plusy i minusy. No ale później (wiek 12 lat) liczba 6-7 książek wielgachnych jest standardem. I kręgosłup do d***... choć w sumie, to aż tam sięga ;]

@delusion
Amen bracie :D i co to jest ufo porno? O_o

@qasx
Zaciekawiłeś mnie odnośnie tych bardzo dobrych książek dla klas z osobami niedosłyszącymi. Niestety widać tu iż normalnemu uczniowi dobry podręcznik się już nie należy, a przecież różnicy wielkiej w tej dziedzinie nie ma. :/

@Draqun
Dziękuje ;) Acz nie zgodzę się całkowicie z Twoja wypowiedzią. MENowi (trochę) zależy - nie zależy wydawnictwom i autorom podręczników, którzy trzepią kasę na rok w rok wydawanych badziewnych książkach ze zmienioną tylko datą. Sęk w tym, że ciężko to jakoś zreformować bo nagle się okaże, że w ogóle nie ma podręczników i system leży.

@dmag
Za pochwałę pomysłu - senkju. Z resztą się zgadzam ;>

@ARMed w/ SSH
xD Jakoś przeszło ... ;p gratulacje.

MaXDemage   18 #26 17.06.2011 21:05

@CZARNY15
Dodajesz skrzydeł. Miło słyszeć takie pochwały i aby następne me blogi równie dobrze się czytało, życzę Tobie i mnie ;p
(Swoja drogą, nie sądziłem na początku, że wpis będzie taki długi... sam się lekko zaskoczyłem)

@januszek
Kwestia dostosowania do kindlaka pewnie była by do zrobienia. Skład książki jest w sumie najłatwiejszym elementem wydania (przynajmniej IMHO - bo się niegdys tym zajmowałem).

@GBM
Polityka? Nie dziękuje. Postoje... chociaż w sumie, brać tyle kasy i nic nie robić? Hmmm, kuszące.

  #27 17.06.2011 21:41

MaXDemage:
> I kręgosłup do d***... choć w sumie, to aż tam sięga ;]

Rdzeń kręgowy. Szeregowa 1-rdzeniowa magistrala łącząca mózgowie z dupą. Półdup(l)ek(s).
You've just made my day, Sire :D

januszek   19 #28 17.06.2011 22:24

@MaXDemage: Jest format ePub ;) Co do nauczania - jeśli ma być normalnie to trzeba przestać uczyć Informatyki w szkołach a zacząć używać Internetu do uczenia innych przedmiotów ;)

Druedain   14 #29 17.06.2011 23:12

Agnieszka S. Znasz Kuboszka?

przemo_li   11 #30 18.06.2011 09:34

@czytniki mają tylko jeden problem, trudno na nich odręcznie pisać. A najmłodsza siostra w 6kl. właśnie połowę ciężaru ma z zeszytów, i ćwiczeń.

Osobiście uważam, że obecny system nauczania pisania można wsadzić do lodu, albo i głębiej, ale pewnie tego się nie da zreformować więc to tylko podręczniki by odpadły. :/

Poza tym, nauczanie na sprzęcie komputerowym to zupełnie inna szkoła jazdy. Więc i byłaby mała zwiecha wśród nauczycieli i podręczniki musiał by być aktualne.

  #31 18.06.2011 15:22

"Podręczniki – bo o nich mowa – są badziewne. One są wręcz do czterech liter do których światło nie sięga. W większości napisane 2-3 lata temu, nie nadążają za postępem. Podstawowym nośnikiem danych opisanym w każdej jest dyskietka! Dobrze chociaż, że wspominają alternatywy w postaci Linuxów. Ostatecznie nawet jeśli wychodzi nowa wersja na aktualny rok (a w sumie zawsze wychodzi) to od poprzedniczki różni się jedynie zmienioną datą na okładce. Zawartość wciąż pozostaje ta sama. Badziewna."
"Czy podręczniki są złe? Tak, w 90% są tragiczne, nieaktualne, napisane przez osoby bez odpowiednich predyspozycji, a jedynie posiadających odpowiednie pedagogiczne wykształcenie."
Rodzice mają dosyć wydawania pieniędzy na nowe książki, bo nauczyciel zdecydował się na zmianę podręcznika i nie można go odkupić od starszych roczników.
To lobby związane z podręcznikami twierdzi, że rodzice chcą przede wszystkim, żeby ich dzieci uczyły się z najnowszych podręczników.
W praktyce często okazuje się, że nowa wersja podręcznika różni się zaledwie kilkoma stronami od poprzedniej. Oczywiście nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby uczeń skorzystał z tej starszej wersji, ale nauczyciele często decydują się na serii czy wydawnictwa.
Swego czasu było głośno o protestach przeciwko coraz to nowym podręcznikom z religii. Co takiego zmienia się w tym przedmiocie, żeby usprawiedliwiało coroczną zmianę podręcznika przez nauczyciela?

"to jest grzech większości przedmiotów – należało by napisać porządne książki. Jest tu pewna trudność, z czego zdaję sobie sprawę. Napisanie, redagowanie, recenzja, wydanie – to nie jest hop siup 3 tygodnie. Do tego koszt podręcznika też nie może być wysoki, bo rodzic musi kupić ich kilkanaście czasem nawet. Wyjściem było by stworzenie niewielkiej książki z podstawami a resztę wyeksportowanie do sieci np. w formie PDFa. Ebooki stają się coraz popularniejsze(5), to raz, a dwa, w końcu chodzi tu o umiejętność obsługi komputera :D"
I wyjdzie coś takiego jak "Ważniak". Po względem merytorycznym może być super.
Ale pod względem technicznym, sposobu nauczania wychodzi miernie.
Po projekcie za 2,5-3 miliony zł mamy prawo spodziewać się czego więcej.
Od czego mamy systemy e-learningowe oraz techniki kształcenia na odległość?
Istnieją zarówno rozbudowane rozwiązania w modelu asynchroniczny (systemy klasy LMS/LCMS takie jak Edumatic, Olat, Moodle, Blackboard i setki innych) jak i modelu synchronicznym (rozwiązania wideokonferencyjne, streaming, webcasting).
Niestety, mało osób zdaje jak wygląda nowoczesne podejście do e-learningu, jakie zalety niesie ze sobą korzystanie z nowoczesny platform e-learningowych nie mówiąc już o tym w jaki sposób zapewnić dostępność, przenaszalność, żywotność, wielokrotność użycia i oszczędność kosztów.
Zainteresowanych tematyką zachęcam do zapoznania się ze SCORM (Sharable Content Object Reference Model).

Tak to jest jak za pisanie o informatyce zabiera się grafik, któremu wydaje się, że jest informatykiem.

drobok   14 #32 18.06.2011 15:43

A po co pisać w obecnych czasach ? Wszystko robisz przez neta. Ew drukujesz odpowiednie blankiety już wypełnione w jakimś programie. Wszystko co ci potrzebne to umiejętność podpisania się.

Pierwszy komputer z jakiego >> atari. Kozacki jeden z pierwszych w polsce (oczywiście sprowadzony z niemiec). To było coś !! Niestety moja wiedza na jego temat sprowadzała się do odpalenia gry. Bo tylko tyle wiedzy przekazał mi ojciec.

Szkoła podstawowa >> internetu 0, nauka rysowania w paincie, było nawet kułko informatyczne (oczywiście powinno się ono nazywać paintowe ?? (nie wiem czy dobrze odmieniłem). Umiejętności dyrektorki (bo to ona prowadziła zajęcia), na poziomie włączyć/wyłączyć komputer + obsługa painta.

W piątej klasie była pierwsza informatyka...
Masakra, o dziwo brak painta. Nauczyciel coś tam potrafił, coś tam z worda i tyle, trochę podstaw baz danych. I na tym się skończyło.

Potem gimnazjum. O dziwo nie tylko word, excel, ale i sprzęt, składanie komputerów i na końcu trochę html'a. Ja jako ponadprogramowy. Nauczyłem się html'a, css i php.

Potem szkoła średnia. No i tutaj zonk. Nauczyciele potrafią dość sporo, ale nikomu się nie chce. Większość uczniów woli grać na lekcjach niż czegoś się nauczyć, a nauczyciele na to pozwalają. Niby tam zrobili tą podstawę programową, ale co mi z tego jak połowę czasu grania. Tak jak bym nie miał w domu komputera. A jak ktoś się wyrwie z jakąś wiedzą ponad program to nie da rady jej rozwinąć bo reszta tego nie ogarnia, albo powiem inaczej nie chce tego ogarnąć.

  #33 18.06.2011 16:01

Re: "było nawet kułko informatyczne"
Szkoda, że nie było kółka polonistycznego.

drobok   14 #34 18.06.2011 17:34

Jeden ruski błąd i już musi być opinia na temat mojego komentarza.

Zauważ, że komentarz to nie forum. Nie ma możliwości edycji po jego napisaniu ...

  #35 18.06.2011 20:28

> W większości napisane 2-3 lata temu,
> nie nadążają za postępem.
I nigdy nie nadążą, co wynika wprost z definicji postępu ;)

> Podstawowym nośnikiem danych opisanym
> w każdej jest dyskietka!
W ZUS też :)

> Dobrze chociaż, że wspominają alternatywy w postaci Linuxów.
I kto po nie sięgnie?

> To lobby związane z podręcznikami twierdzi,
> że rodzice chcą przede wszystkim, żeby ich dzieci uczyły się
> z najnowszych podręczników.
Pełna zgoda.

> Do tego koszt podręcznika też nie może być wysoki, bo rodzic musi
> kupić ich kilkanaście czasem nawet.
Koszt nie może być niższy niż ... koszt :)
Może dopłacać do zakupu np. z budżetu gminy?

> Po projekcie za 2,5-3 miliony zł mamy prawo spodziewać się czego więcej.
Tu jest Polska. Znasz zgrany dowcip o przetargu na budowę wrót do UE?

  #36 18.06.2011 20:31

drobok | 18.06.2011 15:43
(ciach)

Sorry, ale wydaje mi się, że nie miałeś z informatyką zbyt wiele do czynienia. Oczywiście, nie ma w tym żadnej Twojej winy.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Informatyka

  #37 18.06.2011 21:38

"(...) patrząc jak dzisiejsze młodziki siedzą na ławkach bawiąc się komórkami"
...albo popijając jabole.

Pangrys WSPÓŁPRACOWNIK  19 #38 18.06.2011 22:05

@MaXDemage
Sam jestem z rocznika 1973 :) i będę poczuwał sobie za zaszczyt jeśli przyjmiesz moje zaproszenie na "sok jabłkowy" na HotZlocie :)
Możemy podyskutować w szerszym gronie bo widzę że masz podobne spojrzenie jak ja :)

januszek   19 #39 18.06.2011 22:25

@Karolinah: Dawniej to były prawdziwe jabole (i księżycówka) ;) dziś to w zasadzie wina owocowe... ;P Tradycyjnego jabola to ze świecą można szukać... ;)

@Pangrys: Ja wchodzę w tę debatę... ;P

Pangrys WSPÓŁPRACOWNIK  19 #40 18.06.2011 22:29

@januszek
Bez Ciebie nie byłoby tak ciekawie :) Liczyłem że się dołączysz :)

januszek   19 #41 19.06.2011 08:31

Co do naszych tu rozważań o czytnikach w miejsce podręczników: http://www.ted.com/talks/lang/pol/mike_matas.html

MaXDemage   18 #42 19.06.2011 10:06

@Pangrys
Zaproszenie chętnie przyjmę ;)

@Karolinah
Zgodzę się z Januszkiem. Kiedyś to chodziło się na prawdziwe jabole pod szkołą (z domu "kradzione"). Teraz smarkacze pala jakieś świństwa popijając dopalaczami i sokami wysokoprocentowymi ;D

pawcio1212   7 #43 19.06.2011 11:31

jestem rocznikiem 96 i jestem rocznikiem eksperymentalnym, czyli dają nam nowe książki itd.
z informatyki książka ma wydanie 2010 a word 2003,na końcu książki zdjęcie chyba Colin McRae Rally 2(wygląd gier z roku wydania, coś takiego nie che mi się sprawdzać)

drobok   14 #44 19.06.2011 13:08

Data wydania jest to coś innego niż data jej napisania.

@up co do mojego braku styczności z informatyką, szczerzę wątpię. Jednak to kwestia pojedynczych opinii.

Btw wg mnie książki nie są do niczego potrzebne, po prostu są przestarzałe nim jeszcze zostaną wydane tak jak wspomniał pawcio.

Banan   10 #45 19.06.2011 13:52

Przeczytałem cały wpis i większość komentarzy. Ale nie zawsze jest tak jak piszecie. Często nauczyciel daje "czas wolny" i wtedy tylko grają i robią inne bzdety. Ja miałem informatykę od 2 klasy podstawówki trafiłem na nauczycielkę dopiero co po studiach która chciała nas czegoś nauczyć. Właśnie kończę 1 klasę gimnazjum i tęsknię. Napiszę jeszcze raz TĘSKNIĘ za tą nauczycielką, bo w całej pierwszej klasie nie nauczyłem się NIC. Prócz tego co sam się uczyłem i na kółku z innym nauczycielem informatyki. Teraz mam takiego informatyka który co drugą lekcje daje nam czas wolny. A gdy mamy coś robić to jest to takie proste, że mnie aż denerwuje! Kiedyś mu coś opowiadałem o mojej byłej stronce, a on nic nie rozumiał z tego co mówię. Wyszedł byłem taki wkurzony, że wpadłem na pewien pomysł. Na pulpicie miał skrót do Firefox'a więc zamiast do pliku który otwiera przeglądarkę dałem mu skrót do pliku bat w którym była następująca komenda: shutdown -s -t 10 -c "Uwaga! Wystąpił niespodziewany błąd system zostanie zamknięty w ciągu 10 sekund." Parę razy tak włączał i wyłączał sobie kompa. 10 min przed przerwą poszedł po drugiego informatyka to ja zdążyłem przywrócić to do początkowego stanu. Gdy przyszedł drugi informatyk problemu nie było =P. Podsumowując najpierw trzeba nauczyć tych niby """informatyków""", a dopiero potem uczyć innych. Co do czytników świetny pomysł. Z książek wcale jeszcze nie korzystaliśmy przez cały rok szkolny. Po co je kupowaliśmy? Super wpis MaXDemage gratulacje!

  #46 19.06.2011 23:09

Żeby było weselej, od 2012 roku likwiduje się naukę obsługi komputera (TI) w szkołach ponadgimnazjalnych. Pozostaje informatyka i algorytmika. A poziom wciąż leci w dół...

  #47 20.06.2011 12:03

Świetny wpis. Jako że jestem uczniem klasy 6-tej, to trochę wiem o obecnym (czy może tragicznym) nauczaniu.
"Zacznijmy od tego, że szkoła podstawowa zgodnie z aktualnymi standardami podzielona jest na dwie części. Klasy I-III oraz IV-VI".
Wow. Ja informaykę miałem w klasach V i VI. A w klasach I-II kółko (rysowania na paincie). Akurat miałem szczęście natrafić na informatyczkę (uczącą tylko tego przedmiotu). Więc teoretycznie powinno być dobrze A nie jest. Bo nikt oprócz mnie nie interesuję się tym na prawdę. Więc wychodzi na to że orientuję się w tym najlepiej. Owszem w komputerach jestem trochę obeznany, ale oprócz mnie to nikt. Więc nawet jeśli jest kółko, to nie dla jednej osoby, ale dla kilkunastu. Z czego większość to klasy piąte. I przyznaję: nauczyłem się korzystać z excela, worda painta, na kółku nawet podstawy gimpa! Ale przejdźmy do lekcji.
Lekcja pierwsza: włączanie komputera (wtf?{dodam że jedna osoba miała z tym problem}) i obsługa klawiatury oraz myszki.
Lekcja druga: z czego składa się komputer (klawiatura, myszka, monitor itp.)
Lekcja trzecia, to bodajże omówienie systemó operacyjnych (jeśli można to nazwać omówieniem, bardziej wymienienie)

I problem podręcznikowy. Są one na żałosnym poziomie. Nie potrzebowałem go, ani trochę. Inni też. Bo pani wyjaśniała.
I jeszcze pewna rzecz. Moja siostra (2 gimn) ma "nowy" podręcznik od informatyki. I poziom nadal żałosny. Ale jedna rzecz: miałą html! Ale bez podstawowej wiedzy, same pogrubienia, kolory i wstawienie obrazka. Ja więcej się sam nauczyłem.
I problem nauczycieli oraz uczniów.
Wierzę że sa nauczyciele z pasją i wiedzą, jednak brakuję uczniów z tymi że przymiotami. Bo wolą wejść na fejsa. Niedawno jeden z kolegów z klasy chwalił się że umie się włamać na komputer. Oczywiście chodziło mu o tryb awaryjny i konto administratora. To nie działa w przypadku 7-ki i (chyba Visty), ale kolega był w błogim stanie niewiedzy.
Gratulacje dla Banana.
No i jeszcze raz za świetny wpis!

Banan   10 #48 20.06.2011 20:26

Dzięki =) ^

  #49 20.06.2011 22:54

"Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. Prawdopodobnie trafiłeś na nauczyciela, który program nauczania znał, ale potrafił wyjść poza schemat i był nauczycielem z powołania, a nie z przypadku. "

Coś w ten deseń. Jeśli przyszedłbyś do nas na zajęcia to nie powiedziałbyś że to lekcja a klatka małp.

"I problem podręcznikowy. Są one na żałosnym poziomie. Nie potrzebowałem go, ani trochę. Inni też. Bo pani wyjaśniała"

Informatyka jest jak matma - potrzeba praktyki a nie jakichś podręczników z teorią. Nauczyciel wyjaśnia i naprowadza na odpowiednią drogę tych przeciętniaków, ponad przeciętni poradzą sobie sami. Mnie wystarcza notatka w zeszycie i minimum wyobraźni jeśli o trygonometrię i geometrię chodzi.

"I jeszcze pewna rzecz. Moja siostra (2 gimn) ma "nowy" podręcznik od informatyki. I poziom nadal żałosny. Ale jedna rzecz: miałą html! Ale bez podstawowej wiedzy, same pogrubienia, kolory i wstawienie obrazka. Ja więcej się sam nauczyłem."

Od kiedy w gimnazjum jest html?

"I problem nauczycieli oraz uczniów.
Wierzę że sa nauczyciele z pasją i wiedzą, jednak brakuję uczniów z tymi że przymiotami. Bo wolą wejść na fejsa. "

Na co komuś, kto idzie do zawodówki lub do ogólniaka i potem na jakieś studia humanistyczne wiedza o programowaniu. Podstawa to obsługa systemu i programów.

"To nie działa w przypadku 7-ki i (chyba Visty), ale kolega był w błogim stanie niewiedzy."

Sprawdzę jutro rano, bo aż mi się wierzyć w to nie chce.

MaXDemage   18 #50 21.06.2011 11:12

@PavloAkaLogan
"Od kiedy w gimnazjum jest html?"

Według podstawy programowej w gim są absolutne podstawy HTML, raczej w formie pewnych założeń niżeli samego tworzenia stron www. Choć przewidywane jest stworzenie prostej strony z wykorzystaniem odpowiednich programów do edycji stron. Nic ponad to.

IMO Porządny nauczyciel (i podręcznik) powinien wytłumaczyć idee działania języka html, jego zasady, i wytłumaczyć kilka podstawowych znaczników typu a, img, p, hr a całą strone uczniowie powinni zrobić w jakimś wyswigu ;D

Wbrew pozorom umiejętność posługiwania się takim wysiwygem jest dużo przydatniejsze w życiu niż ręczne kodowanie (moi współpracownicy bez wykształcenia informatycznego mogą to potwierdzić :D )

  #51 25.06.2011 21:23

@PavloAkaLogan
Nie wiem od kiedy. Ale wiem ze sa. I to sa bodaje kroje czcionek, kolory i obrazki. Moze jeszcze linki. Ale bez tych waznych podstaw, no a pozniej mysla ze nie ma w stronach adnych rzeczy poza kolorkami i literkami, ew.obrazkami. IMHO powininni chociaz powiedziec ze w ogole jest cos takiego jak CSS.
Przepraszam za brak polskich znakow, ale jestem w hiszpaskiej kawiarence internetowej.
PS.
@PavloAkaLogan
Chodzio o ten trick z trybem awaryjnym i adminem, a na moim laptopie z 7-ka jest w tymze trybie haslo.

Ferrari   6 #52 26.06.2011 00:39

Prawda jest taka, że Polska dąży do upadku, a media odwracają uwagę od spraw istotnych. Poziom edukacji spada coraz szybciej. Ostatni gwóźdź do trumny wbije reforma programowa na model zachodni. Niektóre założenia trafne, realizacja - jak zwykle.

Wydajność systemu edukacji w Polsce jest bardzo niska, co każdy widzi gołym okiem. Nauczyciele bez kwalifikacji i przygotowania do nauczania, słabe podręczniki, zła organizacja w szkołach, ogromna przepaść między gimnazjum i liceum, brak motywacji do zainteresowania przedmiotem... Narzekamy na niższe szczeble, ale beton na studiach jest nie do ruszenia. Tam uprawiają samowolkę - kadra wcale nie przykładają się do jakości kształcenia, a na egzaminie/zaliczeniu udowodnią, kto tu rządzi. Nie dziwię się najlepszym studentom, że nie chodzą na wykłady pewnych nauczycieli - strata czasu. Plany studiów abstrakcyjne, brak sensownej literatury, pełno roboty papierkowej - gdzie te zintegrowane systemy???

A teraz o uczniach i studentach. Większość wybiera taki profil, jak ich koledzy. Co to znaczy? Nie mają zainteresowań, talentów? Tak, są zagubieni. Nie wiedzą, co chcą robić w życiu. W klasie mat-inf 90% nie wykazuje szczególnych zainteresowań informatyką. Nic dziwnego, w końcu nie każdy chce resztę życia spędzić przed komputerem ;) Ale co powiecie, że idą tacy na informatykę (na studia inżynierskie!) i nie wiedzą, czy nie iść od nowego roku na budownictwo, logistykę, diabeł wie co? Tak, dalej są zagubieni! Studentów można podzielić na 3 grupy:

+ grupa 1 (kilka osób na rok) - uczą się pilnie, biorą udział w projektach, średnia 5.0, o ile będzie możliwa do uzyskania (pisałem o samowolce i fatalnej jakości nauczania)

+ grupa 2 (90% roku) - przeciętni po profilu humanistycznym albo liceum/technikum inf - tam mogli mieć dobre oceny, tu się stoczyli, jeden mają cel - przejść po najniższej linii oporu, szczyt marzeń to 3.0 i taka ocena ich w pełni satysfakcjonuje. Część odpadnie albo zmieni kierunek.

+ grupa 4 (~30% roku) - ci, co pomylili kierunek i sami odeszli w połowie I semestru

Znam przypadki, że studia zabiły zamiłowanie do informatyki. 50% ich winy. Student robi, gdy musi. A spróbuj robić, gdy nie musisz: "Po co uczysz się wykładów? Po co uczysz się tego?"

"Nie mniej, istnieje zbiór podstaw, które każdy użytkownik komputera i Internetu powinien znać."

Wirusy rozprzestrzeniają się w najlepsze, oszuści wycofują pieniądze z milionów kart kredytowych, komputery zombie atakują serwery rządowe i na skrzynki przychodzą tony spamu. Kto jest najsłabszym ogniwem? Odpowiedzcie sobie sami.

"Gdy ktoś w ministerstwie wpadł na genialny pomysł rozdawania wszystkim dzieciakom badziewnych laptopów podniósł się krzyk i wrzask (w tym i mój)"

Zły pomysł. Rozdawnictwo nie przynosi oczekiwanych efektów, przy czym będzie więcej przekrętów niż korzyści. Cel: zwiększyć elektorat. Niech zainwestują w sprzęt dla szkół.

"przydałaby się kontrola szkół"

Haha, kontrole są zapowiedziane, a jeśli nie, są przecieki. Mogą sprawdzić kompetencje, jak piszesz, ale nie jakość nauczania. Na hospitacjach lekcje zawsze wyglądają ciekawiej ;)

W moim liceum nauczyciele informatyki są wykształceni, ale co mogą zrobić w klasie, gdzie 90% nie wiąże przyszłości z komputerami? Po prostu nie chcą ich męczyć ani psuć średniej. Efekt: "róbta co chceta" i liczy się frekwencja. Zaczęliśmy programowanie w C++ - kilka osób coś rozumie, reszta od nich kopiuje. Inny pomysł, by każdy przygotował projekt na temat, co go ciekawi - nie wypalił.

A co do podręczników i innych rzeczy - lepiej dać wolną rękę dyrektorowi. Przynajmniej te lepsze szkoły będą mieć wyższy poziom. Lepiej, by Rząd nie pchał łap do strategicznych aspektów funkcjonowania szkół.

Ferrari   6 #53 26.06.2011 00:43

Naprawiam skutki działania strip_tags() w komentarzach:

+ grupa 1 (kilka osób na rok) - uczą się pilnie, biorą udział w projektach, średnia 5.0, o ile będzie możliwa do uzyskania (pisałem o samowolce i fatalnej jakości nauczania)

+ grupa 2 (mniej niż 10% roku) - chcą zdobywać wiedzę, uczą się dobrze, ale nie zawsze im to wychodzi, rozwijają własne zainteresowania poza uczelnią

+ grupa 3 (więcej niż 90% roku) - przeciętni po profilu humanistycznym albo liceum/technikum inf - tam mogli mieć dobre oceny, tu się stoczyli, jeden mają cel - przejść po najniższej linii oporu, szczyt marzeń to 3.0 i taka ocena ich w pełni satysfakcjonuje. Część odpadnie albo zmieni kierunek.

+ grupa 4 (~30% roku) - ci, co pomylili kierunek i sami odeszli w połowie I semestru