Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Walka tysiąclecia - czyli Maxiowy Kącik Recenzji

Dzisiejszego wieczoru czeka nas nie lada widowisko. Naprzeciw siebie staną dwa urządzenia z całkiem różnej półki, z całkiem innego świata – niczym dwaj bokserzy z innej wagi, albo nawet nie bokserzy, a dwaj przedstawiciele różnych stylów walki. Ale żeby nudno nie było – to rozpocznijmy tę walkę!

W lewym narożniku wraży, acz niewielki karzełek. Netbook Asus Eee PC 1225B. Ważący liche kilkaset gramów jest przedstawicielem najnowszych serii netbukowych. To znaczy, że mocne są skubańce, a wciąż malutkie. Powera „to to” ma tyle, co 3 letni laptop, więc jest co podziwiać.

W drugim narożniku prawdziwa gwiazda ostatnich miesięcy – Ultraboooooook od Toshiby: Portégé R930-10P. Ponownie jednak nie byle co, bo 14 calowy potwór z napędem DVD. Rzadkość w klasie ultra.

Porównanie Ultrabook vs Netbook.

W gruncie rzeczy nie ma ono sensu. To tak jakby porównywać Golfa do Maserati. Różne kategorie cenowe, różne kategorie odbiorców, ale…

Niestety ostatnio często słyszę pytania skonfundowanych znajomych: Co kupić? Ultrabooka czy netbooka? Ja przeważnie robię wtedy: WTF! A potem spokojnie tłumaczę, co jest czym i jaki chleb należy wybrać do tego smalcu.

Krótka dygresja: Gdy dwa lata temu kupowałem laptopa, sieć buki jeszcze raczkowały. Atomy wciąż były w powijakach i choć wielu mówiło, że można zrobić na nich wszystko, to każdy maluch miał poważne problemy z otworzeniem większej strony. Z tego właśnie powodu wybierając mobilny sprzęt musiałem poprzestać na 13-calowym HP z serii ProBook.

Ostatnio ofensywa Intela oraz Microsoftu w związku w W8 pokazała jednak ludziom pospolitym – czyli nie takim co to rozróżniają Giga Ramu od Giga Dysków – że istnieje jakiś nowy rodzaj laptopa, który nazywa się ultrabook i najwyraźniej jest on trendy. Zniknęły więc praktycznie z oferty 13-14 calowe machiny (nie do końca prawda), a ich miejsce zastąpiły urocze, ultra mobilne i uch jak wspaniałe produkty pod znakiem „U”.
U jak Marketing.

Tak więc mamy tanie netbooki, które kuszą swoją ceną i mamy ultrabooki, które kuszą nas reklamami i wspaniałymi informacjami o ich wspaniałym czasie działania, wspaniałym rozmiarze i wspaniałym nowym systemie. Nie dziwię się, naprawdę, że ludzie mają mętlik w głowach. Chcą mały komputer, który będzie lekki i świetnie posłuży im do czatowania na facebooku i nie wiedzą, o co chodzi z całym tym nazewnictwem, kombinowaniem i procesorami. Bo kto by to zrozumiał.

Dlatego dzisiejszego wieczoru pretendentów - do tytułu najlepszy mobilny laptop - mamy dwóch.

Niech więc walka się… rozpocznie!

Runda pierwsza – rozmiar

Tutaj bez wątpienia pierwszy cios zadaje Asus oraz jego netbook. Przepiękny prawy sierpowy, czyli waga zamykająca się w 1440 gramach, niczym nieskontrowany. Toshiba, mimo iż ultra mobilna to jest przedstawicielem klasy dosyć sporej, bo aż 14 calowej i waży… aj, to była zmyłka i Portégé wyprowadza rewelacyjny cios - zatrważające 1,5 KG!

Biorąc oba sprzęty do ręki trudno powiedzieć, który jest cięższy. Wizualnie wygrywa Ultrabook – jego naprawdę cienka konstrukcja wydaje się ważyć mniej. Eee PC jest mniejszy o dwa cale, przez co bardziej „zbity” i sprawia wrażenie cięższego, bardziej masywnego, choć waga pokazuje coś całkiem odwrotnego.

Runda druga – wygląd

Walka wydaje się być wyrównana do tej pory, ale jak to będzie dalej. Tym razem atakuje Toshiba. Jej smukłe kształty są porywające. Publika szaleje na widok cięć i chromowanych elementów zdobniczych. Do tego poza touchpadem nic nie łapie odcisków palców. Rewelacja. Pod takim gradem ciosów ASUSowi będzie trudno się obronić. Faktycznie, widzimy pierwsze luki w twardej, jakby się wydawało, obronie netbooka. Obły kształt, niezmieniony od blisko 3 lat może i robił wrażenie, ale na przedpotopowych gadach! Na szczęście dla miłośników mniejszych rozmiarów mam dobrą wiadomość, 12-calowy maluszek ustał na nogach dzięki uniwersalności i matowej obudowie. Tu również ani jednego odcisku palca. Czyżby wreszcie firmy robiące laptopy poszły po rozum do głowy?

Oj nie do końca – tuż przed gongiem kończącym rundę Portégé zachwiał się i pozwolił rywalowi na mocniejsze przywalanie.

Ku memu zaskoczeniu „chromowane” przyciski gładzika zbierają odciski palców jak odkurzacz okruszki, przez co zamontowany między nimi czytnik linii papilarnych wydaje się być lekko ironicznym dodatkiem.

Nie mniej ostateczne zwycięstwo jest po stronie Toshiby z racji średniego wykonania ASUSA... Boczne panele się gną i strzelając pod naciskiem palców. U rywala, takich zachowań nie uświadczycie.

Runda trzecia – klawiatura

Tym razem pretendenci jakby trochę spokojniej podeszli do sprawy. ASUS w swoim netku zamontował klasyczną już klawiaturę – kto pracował na niej ten wie, iż jest ona naprawdę przyjemna mimo niewielkich rozmiarów. Z drugiej strony bardzo ostrożne ruchy Toshiby – spore odległości między klawiszami, dobry układ, nie mniej coś cały czas wydaje się być z naszego komentatorskiego stanowiska nie tak. Wysokość klawiszy… to znaczy nie wysokość od podstawy ale wysokość w osi y. Jest za mała. Czyli są zbyt niskie, przez co przestawienie się zajmuje dużo czasu i generuje dużo błędów.

Takiej sytuacji Eee PC nie przepuści i szybkim atakiem zdobywa przewagę.

Przerwa

Pozwolę sobie w tym momencie na krótką przerwę i dygresję. Chciałem się zastanowić nad tym, po co ludziom są potrzebne małe laptopy.

Pierwsze co przychodzi mi na myśl to podróż – i jest to całkiem logiczne. Pociąg, samochód, wyjazd służbowy. Branie ze sobą 15 calowego ważącego 2,5 kg bydlaka z osobną torbą, zasilaczem, myszką i ściereczką do ekranu nie jest ani wygodne, ani w żaden sposób mobilne.
To właśnie ludzie przemieszczający się nagminnie doprowadzili do miniaturyzacji laptopów – co wydaje się być naturalną ewolucją tego sprzętu. W końcu w gruncie swej konstrukcji ma funkcje przenoszenia. Ustalenie jednak pewnej standardowej granicy na 15 calach i wprowadzenie większych rozmiarów doprowadziło do nowego postrzegania notebooków. Jako wygodnych komputerków zajmujących mało miejsca. Stąd wspomniana przed chwilą miniaturyzacja wymuszona przez biznesmenów była na pewno potrzebna.

Ale… już od lat pojawiały się 13-, a nawet 12-calowe niewielkie laptopy (na przykład rewelacyjne i wciąż chwalone ThinkPady z serii X). Ani Apple, ani ASUS z ich pierwszymi maluszkami nie byli pierwsi… jako pierwsi dali to zwykłym ludziom. Trochę jak legendarny Ford i model T. Studenci oraz pięknisie z małymi torebeczkami mogli zabierać ze sobą komputery, których moc obliczeniowa była niewiele większa od porządnego kalkulatora, ale zawsze dało się Sapera uruchomić.

Niestety – gdzieś po drodze pojawiła się „moda” – głównym winowajca jest bez wątpienia Apple oraz ich Air, który stały się synonimem małego, ale i wydajnego sprzętu. Eee PC trochę na tej fali pojechał, ale bez mocy pod pokrywka było ciężko. Netbooki, gdyż tak nazwano nową klasę, zyskały miano kiepskich i słabych… i jak sama nazwa wskazuje służyły jedynie do przeglądania Internetu.

W dzisiejszych czasach dużo lepiej robią to tablety i smartfony. Siedmiocalowy Nexus, którego koszt wynosi około 900 polskich złotych jest bez wątpienia lepszym w oglądaniu treści sieciowych niż dowolny laptop. Nie mówiąc o produktach z wyższych półek cenowych.

A praca? To pytanie powraca niczym bumerang – a ja odpowiadam jak zawsze: a jak wygląda Twoja praca na komputerze? Piszesz programy? Generujesz rendery? Obliczasz skomplikowane układy pierwiastków? Czy może sam nie zauważyłeś, że przez 95% czasu używasz komputera do przeglądania Internetu lub obsługi prostych programów. Chcesz popisać? Dokup klawiaturę do tabletu…

Więc po co dzisiaj ludziom małe laptopy? Bo nie widzą czego chcą, bo marketing im je wciska, bo reklamy robią swoje – a skoro każdy może mieć komputer stacjonarny, normalnego laptopa, tablet i smartfona, to czemu nie wcisnąć im jeszcze mały laptop… taki do podróży.

Runda czwarta – ekran

Po przerwie obaj pretendenci do tytułu najlepszego małego laptopa weszli pewni siebie na ring, lecz w mgnieniu oka ta runda została rozstrzygnięta. Toshiba natychmiast uderzyła niesamowitymi kolorami na jej ekranie. Cudeńko… Nieodblaskowe, podświetlane LEDami, cieniutkie i niesamowite. Ok, może nie aż tak niesamowite, ale stawiając R930-10P przy ASUSie ma się wrażenie, że te ekrany dzielą nie tyle lata świetlne, co lata ultra świetlne (i tak, wiem, że lata świetlne to miara odległości).

Netbook mimo wszelkich starań po prostu nie umywa się. Jest niby ok, ale w porównaniu bezpośrednim blednie.

Runda piąta – czas pracy na baterii

Tutaj możemy zerknąć na specyfikację obu produktów i po prostu ją przepisać, ale nie, to było by za łatwe. Nie mniej czasu na gruntowny test nie mamy – więc zrobimy krótkie podsumowanie rundy.

Wow.

Zarówno ASUS jak i Toshiba radzą sobie wyśmienicie nawet bez wyłączania dodatkowych elementów. Mówimy tu o 5-6 godzinach pracy tekstowo-internetowej przy przyciemnionym ekranie. Filmiki na Youtube zmniejszają znacząco liczby, ale wymiana ciosów według mnie jest równa z nieznaczną korzyścią dla Ultrabooka. W trybie oszczędzania energii jest bardziej żwawy – co odbija się nie tyle na czasie pracy urządzenia, a na naszej psychice. Nic tak nie wkurza jak czekanie pięciu sekund aż Facebook przewinie się w dół.

Runda szósta – touchpad

Gładzik – jak kto woli. Tutaj od samego początku Toshiba ruszyła z ogromną gamą ciosów wymierzonych w rywala.

Ładny, czuły, z wyraźnym oporem pod palcem – przez to nie ma obecnego w niektórych laptopach dziwnego poślizgu. Taki właśnie jest Portégé. Co prawda metaliczne przyciski świeca się jak psu… i czytnik linii papilarnych pośrodku przycisków, a do tego same linie papilarne widoczne gołym okiem na chromowych, świecących jak psu… metalicznych przyciskach.

ASUS niestety nie ma tutaj czym się pochwalić tylko solidną obroną. Powierzchnia jest śliska, ale dokładna. Przyciski chodzą ciężko, ale przyjemnie. Wszystko jest takie normalne, ale solidne i porządne. Mimo gradu ciosów od przeciwnika, mały netbook jakoś się utrzymał. Nie mniej słania się już na nogach.

Kolejna przerwa – tym razem na reklamę.

Runda siódma – crap-programy

Mobilne laptopy już ledwo trzymają pion, ale wciąż walczą. Crapware - to bez wątpienia będzie decydująca runda!

… i faktycznie od samego gongu Toshibowy zestaw wydaje się być trochę przerośnięty. Chrome, Skype, trial antywirusa i programy do obsługi kamery, dysku i WiFi można zrozumieć. Przydają się zwykłemu śmiertelnikowi a i system nie startuje znacząco dłużej. Kobyła Nero przechyla szalę zwycięstwa w stronę Asusa. Ten z kolei ma się wcale nie lepiej. Dwie zbędne i głupkowate gry, reszta to na szczęście programy obsługujące urządzenia zamontowane i inne bajery. W praktyce 20% softu mogło wylecieć. Ku memu zaskoczeniu – jako komentatora – czas uruchamiania się obu komputerów był akceptowalny. Czyżby problemy z crapem były obecne tylko w zwykłych 15-calowcach?

Ale cóż to! Tuż przed gongiem potężny cios zadał Portégé. Coś niesamowitego. Naprawdę wspaniałe oprogramowanie obsługujące klawisze funkcyjne sprawi,a że ich obsługa to czysta przyjemność i można naprawdę dużo z nimi zrobić. Eee PC leży na deskach.

Runda ósma – praca i zabawa

Przed nokautem w poprzednim starciu ASUSa uratował dźwięk gongu, ale czy tym razem ujdzie mu na sucho fakt, że jest netbookiem?

Przeglądanie Internetu obu pretendentom do zwycięstwa szło wyjątkowo dobrze. Choć moc Toshiby dawało się okazjonalnie odczuć, to wrażenia nie odbiegały od siebie. Oba laptopy są żwawe i starczają do aktualizowania statusów na Facebooku, czy też czytania wiadomości na Onecie.

Pierwsze schody pojawią się przy YouTube – Portégé wygrywa dzięki rewelacyjnemu ekranowi oraz płynności odtwarzania filmów w jakości HD. Tutaj ASUS, choć jakoś specjalnie nie kuśtyka, potrafi wystawić naszą cierpliwość na próbę. Zwłaszcza, gdy odpalimy pięć zakładek, w których coś zacznie się buforować. In plus trzeba przyznać, że brak mocy odczułem dopiero, jak wróciłem do Eee PC po testowaniu Toshiby. Wcześniej jakoś nie przeszkadzało mi to.

Obróbka dokumentów i arkuszy kalkulacyjnych nie odbiega niczym od siebie – jest równie niemrawa i nieprzyjemna z racji rozmiaru matrycy. Jeśli jednak komuś to nie przeszkadza to sobie poradzi.

Ostatni cios w tej rundzie należy jednak, co oczywiste, do ultrabooka, który jest w stanie odpalić większą liczbę gier. Oczywiście nie mówimy tutaj o nowym Assassin Creed, czy NAWET XCOMie, ale ASUSowa gama gier jest znacząco mniejsza.

Podsumowując, Intel 4000 + i5 w Portégé tę rundę wygrywa, ale netbook przyjął ciosy po męsku i nie upadł.

Runda dziewiąta – wrażenia ogólne

Trochę pracy, przekładania, pisania i aktualizowania Windowsa 7

Ultrabook zrobił na mnie piorunujące wrażenie. O tak. Liczne silne ciosy w postaci wagi, ekranu i czasu pracy na baterii mocno zachwiały pozycję ASUSa. Nie mniej, tym co mnie mocno zaskoczyło było to, że aktualne netbooki wcale nie są takie netowe jak dwa-trzy lata temu i w zupełności mogą służyć jako normalny sprzęt – ot, tylko tyci mniejszy.

Toshiba jest więc lekka, ładna, zwinna i energooszczędna. Cena jednak zbija z nóg nie tylko bokserów, ale nawet mnie – cztery tysiące złotych.

W tym samym czasie Eee PC cichutko zakrada się z boku i… waży tyle samo, jest trochę mniejszy, nie ma co prawda napędu DVD, wielkością bije wszystko na głowę i spokojnie radzi sobie w codziennym użytkowaniu unikając zgrabnie silnych argumentów rywala. A koszt? 1300 złotych brzmi prawie jakby dawali go za darmo.

Koniec

Minęło ledwie kilka tygodni od momentu, w którym dostałem w swe łapki obie machiny, ale mogę już z ręką na sercu podsumować tę walkę.

Wygrał – nikt

Och tak, to co było do przewidzenia - stało się. Choć przyznaje bez bicia, iż to właśnie Toshibę chciałbym mieć na swoim biurku na stałe, to jednak ten smukły kształt nie jest wart dodatkowych 3000 zł. Z drugiej strony… jeśli było by mnie stać...

Więc radę mam dla Ciebie drogi czytelniku prostą.

Jeśli chcesz mobilnego laptopa weź netbooka. Jeśli chcesz mobilnego potwora, któremu przyciski świecą się jak psu… i potrzebny ci jest i5, choć sam nie wiesz po co, bo granie na tym sprzęcie jest pomysłem poronionym, weź ultrabooka.

Pamiętaj tylko, że choć podobnie jak Golf i Maserati to w gruncie rzeczy pojazdy z czterema kołami, to jednak różnica jest ogromna.

A jeśli chcesz przeglądać wyglądnie internet, czasem w coś pograć i okazjonalnie w pociągu oglądnąć film... kup sobie tablet.
 

urządzenia mobilne

Komentarze

0 nowych
xomo_pl   20 #1 29.12.2012 16:10

dla mnie jest jeden zwycięzca: Asus z racji ceny w stosunku do możliwości. Toshiba (i ogólnie Ultrabooki) oferują nie wiele więcej za 2x albo nawet i 3x więcej zł...

Jednak... IMO ani U- ani net-book nie mają racji bytu- Windows na małym ekranie jest nie wygodny, modernUI trochę pomaga ale użyteczność tego cuda jest równa odpalaniu na poprzednikach programów na pełnym ekranie.
Rację bytu mają tablety- małe ekrany- 10"-12" idealnie się komponują z mobilnymi systemami od Apple czy Android. Do tabletu zawsze można doczepić stację dokującą z klawiaturą jak ktoś nie lubi dotykowej i pracuje się wygodniej niż na małych komputerkach. WindowsRT pomijam bo to to samo (patrząc na interfejs) co zwykła 8...

januszek   18 #2 29.12.2012 16:13

Max! ale tablet to ja już mam! ;P

  #3 29.12.2012 16:49

@januszek
Hm... To kup drugi i daj mi! :-D

Jako student nieco nie wyobrażam sobie używania tabletu. W domu tak, ale na uczelni nie bardzo, w szczególności ze często można pracować na swoim sprzęcie i wtedy laptop, nawet 15 spisuje się lepiej.

dragonn   10 #4 29.12.2012 16:51

"A jeśli chcesz przeglądać wyglądnie internet, czasem w coś pograć i okazjonalnie w pociągu oglądnąć film... kup sobie tablet. " Bardzo mi się podoba twoje podejście - 90% ludzi na co dzień nie potrzebuje pełnych możliwość PC, kwestia tylko zmiany nastawienia i przyzwyczajeń do pewny programów. Sam kupiłem ostatnio TF300T z klawiaturą i w sumie to żałuje że ma teraz lapka - jedna rzecz do której jest mi on potrzebny to do kompilacji kerneli i różnych eksperymentów do programowania (do czego stacjonarny by się bardziej przydał). Ale proste programy mogę również na tablecie pisać - linux na chroot i mamy wszystko :D.

EDIT

@lukasamd

Czy ja wiem - ostatnio na ćw z C++ się spóźniłem z kolegom - ja i tak zawsze noszę wtedy swojego lapka, ale kolega nie miał kompa to mu dałem swojego lapka, a ja pisałem na tablecie i w sumie się zastanawiam po co noszę to 15 calową kobyłę z sobą :/. A w nowym roku kupuję adapter mirco HDMI > HDMI i micro HDMI > VGA i myślę że tablet da radę nawet do prezentacji z rzutnika :D. Jeszcze tylko libreoffice na Androida i jestem w niebie ;).

Autor edytował komentarz.
Pyoter   2 #5 29.12.2012 17:00

A mnie zawsze dziwiło, jakim cudem notebooki 15" zdobyły taką popularność. Opasłe pudła, ani to wygodne, ani mobilne. Netbooki wypierane są przez tablety, ale ultrabooki to w końcu mobilne i w miarę wydajne komputerki, które można wrzucić w torbę, czy w plecak i ramion nie oberwać, czy kolan połamać ;)

DelphiX   6 #6 29.12.2012 17:44

@Pyoter
Chyba chodzi Ci o te 17 '' bo 15 '' i okolice są jeszcze do przyjęcia ;)

Fajny artykuł z dużą ilością fotografii :)

Igloczek   7 #7 29.12.2012 19:10

Teraz w cenie trochę droższego netbooka można kupić ciekawe lapki od Asusa X301, X401 i X501 - czyli 13,14,15 cali w wesji light :) Procki od celerona do i3 w cenach do ok. 2000 zł. Tyle że w Polsce nie wiedzieć czemu ich dostępność w fajnych konfiguracjach jest nie ciekawa :/

@dragonn - projektora, nie rzutnika :) a czym kompilujesz C++ na tablecie?

Autor edytował komentarz.
  #8 29.12.2012 20:14

Jestem szczęśliwym posiadaczem 13" notebooka. Ten rozmiar matrycy okazał się bardzo wygodny dla mnie, klawiatura bez bloku numerycznego, ale bardzo wygodna, do tego ogromny touchpad z obsługą gestów. Wprawdzie maszyna z baterią waży jakieś 2 kilo, ale wydajnością przebija netbooki (ultrabooka nie miałem okazji testować). Kolejna dla mnie przewaga nad "bardziej mobilnymi" laptopami to możliwość samodzielnej wymiany ponad połowy podzespołów. W ultrabookach, które oglądałem nie było kratek serwisowych (pozwalających na dostęp np. do HDD czy ramu), nawet bateria była zamontowana wewnątrz - jak w macbookach, user nie ma do niczego dostępu. Nie może nawet odkurzyć laptopa w środku czy wyjąć akumulatora bez interwencji serwisu.

  #9 29.12.2012 22:11

Ta Toshiba raczej nie jest "ultra" :)

imeehow   5 #10 29.12.2012 22:14

Świetny wpis! Aż przekartkowałem Twoje starsze publikacje bo przypomniała mi się nierówna walka Kindle z papierem i okazało się, że miałem rację - ten styl należy do tego samego człowieka! Zabrakło mi tylko treściwego przedstawienia specyfikacji obu zawodników. Ja wiem, że w boksie najważniejsza jest waga, ale w komputerach jeszcze lubię wiedzieć co siedzi "pod czaszką". Na szczęście są zdjęcia, a na nich naklejki z dumnym AMD Brazos APU. Czyli tym samym co w moim Lenovo ideapad S205.

MaXDemage   17 #11 30.12.2012 11:13

@januszek
Podbijam stawkę.... Ja mam dwa ;>

@zxt
Jak wspomniałem we wpisie - sam tak wybrałem swojego kochanego ProBooka (nazwanego Amamiya). Kwestia wymiany podzespołów to też na pewno punkt dla zwykłych lapków, ale po dwóch latach uzytkowania.... nic nie zmieniłem i nie widzę sensu zmieniania. Co innego naprawa i odkurzenie. Tu się zgadzam.

@dragonn
Od niedawna jestem wyznawca modelu;
- duży laptop z mega mocą
- mały tablet z mega mocą
Podoba mi się ta kombinacja, bo grzebanie w podzespołach (taka prywatna frajda, która zmuszała mnie do trzymania stacjonarnego) wystarcza mi w pracy ;D

@imeehow
Przedstawienie specyfikacji obu machin zostało celowo usuniete. Położenie obok siebie Intela i5 z HD4000 i 4GB Ramu oraz AMD Brazos jest tak drastyczne, że aż szkoda gadać. Tymczasem w praktyce, różnica mocy jest nie odczuwala. Dopiero (jak napisałem powyżej) gdy bezpośrednio przesiądziesz się z Toshiby na ASUSa zauważysz drobne lagi, na które wcześniej nie zwracałeś uwagi.

imeehow   5 #12 30.12.2012 16:50

Zgadzam się i potwierdzam. Moja dziewczyna ma Asusa z i5, Nvidią i 8GB ramu i chodzi to to bardzo przyjemnie. Na szczęście siadam przed nim głównie w przypadku pojawienia się jakiegoś problemu, bo inaczej powroty do mojego Brazosa E450 byłyby bardzo frustrujące. Ale tak jak piszesz, w codziennym obyciu nie stanowi to żadnego problemu. Moje morale podnosi ekspresowe zamykanie systemu (Linux Mint) kiedy Win7 na Asusie jeszcze dłuuuuugo "mieli".

djfoxer   17 #13 30.12.2012 17:43

Ta Toshiba wygląda świetnie. Ja bym brał "Tośkę" ;) Mam w domu dwa klasyczne notebooki od nich i nigdy nie narzekałem. Jak z gwarancją?

GBM MODERATOR BLOGA  19 #14 30.12.2012 19:37

Nie pogardziłbym ani jednym, ani drugim ;p

MaXDemage   17 #15 30.12.2012 20:57

@Anonim
Masz trochę racji - niestety (ukryłem ten fakt) ale Tośka jak ją djfoxer ładnie nazwał jest o 3 mm grubsza niż przewiduje to standard Ultrabooków stąd oficjalnie nie ma takiej nazwy ;p Ale to jedyny jej mankament. Reszta (od wagi i baterii, do ceny i wglądu) jest w klasie ultra.

Napęd swoje zrobił i był głównym winowajcom. Lecz jeśli reszta tutaj obecnych nie zauważyła (i część sklepów) to jak zwykły Kowalski ma zauważyć taka nieścisłość. ;p

Aragorn77   8 #16 31.12.2012 09:15

A u mnie (generalnie) netbook jest jak zbawienie -> często synek zagrywa mi ASUS-a na kolejnej grzez serii LEGO, a ja spokojnie sobie sprawdzam neta i pocztę na Samsungu, ciesząc się że wskaźnik energii pokazuje spokojną pracę przez najbliższe 5-6 godzin :-)

Mały ekran jest niewygodny, fakt, ale... da się przyzwyczaić. Chodziło o małe urządzenie, które z wytrzymałą baterią będzie się nadawało na pisanie notatek, odbieranie poczty, i prostą edycję Office (jest Starter w wersji 2010). Czasami zastanawiam się, czy tablet nie byłby lepszym rozwiązaniem, ale pokażcie mi tablet za około 1200 zł, który umożliwia edycję plików Office?

Jedyne co przeszkadza to wydajność sprzętu (wiem, grać się nie da :-)), bo często nawet YouTube potrafi zapchać wydajność (nie pamiętam dokładnie modelu Atoma), i to pomimo 2 GB RAM.

MaXDemage   17 #17 31.12.2012 09:38

@Aragorn77
"Czasami zastanawiam się, czy tablet nie byłby lepszym rozwiązaniem, ale pokażcie mi tablet za około 1200 zł, który umożliwia edycję plików Office"

Teraz pytanie. Chodzi tylko o edycje plików Office, czy o wygodną edycje plików Office?
Bo jeśli tylko o edycje plików office - poszukaj Asusa Transformera ze starszych generacji, który teraz jest zaskakująco tani. (Miał darmowego Polaris Office, który się świetnie spisuje).

Ale jak chcesz wygodnie... nowiutki Sony Tablet (cena około 1000 zł) + klawiatura do niego na blututku za 200zł ;D I masz full wypas kombo :D lub wspomniany Transformer w wersji TF101 + stacja dokująca koszt około 1300-1400 i masz dwa w jednym.

Eeeeeewentualnie.... jesli chcemy coś nowego i wypasionego ;D
GalaxyTab2 10 calowy + klawiaturka do niego = można nawet za błahe 1800 zł ustrzelić.

A jak już nie zależy nam na jakości: GoClever za 500zł (byle miał usb host) + klawiatura na usb... i zamkniemy się w 550zł ;> Ale edycja offica na nim może być trochę... cierpliwa ;)

Autor edytował komentarz.
Aragorn77   8 #18 03.01.2013 11:38

@MaXDemage
Chodzi o edycję plików, z pominięciem wygody -> od tego są monitory >=19 cali :-)

To, o czym piszesz (Sony, ASUS, GoClever), bazuje na Androidzie, a co za tym idzie, uniemożliwia w pełni zgodną edycję MS Office (wiem, zapomniałem napisać, że chodzi o MS Office, a nie o klony typu Open czy Libre). I nie chodzi mi tutaj o proste czynności, ale o kody VBA czy pełną zgodność tego co tworzę.

Już nie raz się przekonałem, że o ile stworzenie czegoś w MS Office i otwarcie w np. Libre nie stanowi większego problemu, to już zapisanie (ponowne) zmian w Libre i otwarcie pliku ponownie w Office, kończy się problemami z VBA, czujkami, i innymi różnymi "cudami".

Generalnie dzięki za odpowiedź, ale... Problem w tym, że nie ma wśród tabletów alternatywy dla netebook-a w założeniu, że "przy okazji" przeedytujesz bardziej rozbudowany plik w Excel-u. Do prostego przeglądania netu, Youtube, czy nawet do tworzenia domowego budżetu na np. OO czy OL oczywiście znajdziesz sprzętu co nie miara, ale jak już oczekujesz czegoś więcej, to kiszka (w tym samym przedziale cenowym co netbook, za około 1 tys.).Oczywiście, kategoria "czegoś więcej" jest nieskończenie szeroka, i zawsze na czymś można się zaczepić, aby "pociągnąć" dyskusję dalej :-)

Inna sprawa, że mnogość aplikacji na Windows bije na głowę to co oferuje GooglePlay, głównie jakością (ilość śmieci w tym ostatnim po prostu poraża...).

Autor edytował komentarz.
MaXDemage   17 #19 04.01.2013 15:51

@Aragornie77
To może inna propozycja, często przez mnie polecana i ludzie ją chwalą.

Idziesz do najbliższego sklepu sprzedającego poleasingowe laptopy i szukasz Thinkpada x41 Tablet... Za 1000zł możesz kupić tę machinę w piorunującym (czyli doskonałym) stanie. Masz tablet, masz netbooka i masz jednej z najbardziej niesamowitych laptopów jakie kiedykolwiek stworzono. Trzy w jednym.
I do tego możesz edytować Wszystkie Excele... a nawet pograć sobie w Europa Universalis ;D
Ciekawi mnie czy dałoby się na tym postawić Win8, ale pewnie dało by się i... asz... machina niesamowita. Aż mnie ciarki przeszły.